Mock. Ludzkie zoo
kryminał / 2 września 2017

Marek Krajewski  Mock. Ludzkie zoo Wydawnictwo Znak, Kraków 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Wojna hybrydowa w jądrze ciemności Krajewski kwitnie… Ba, zgoła szaleje! Jego wyobraźnia fabularna, karmiąc się okruchami wiedzy tajemnej, internetowym badziewiem i bezkresnymi (tak przynajmniej zdaje się…) zapasami jego własnej, klasycznej erudycji grecko-łacińskiej, zatacza kręgi zgoła niepoddające się już kontroli rozumu. No i bardzo dobrze! O cóż bowiem idzie bój na niwie literatury kryminalnej? Nie ten w sumie stosunkowo lekki bój z konkurentami do względów wydawców, z innymi autorami. Ten prawdziwy, ciężki bój spotkaniowy stoczyć trzeba z naprawdę wymagającym, dobrze uzbrojonym, wyćwiczonym i zdeterminowanym przeciwnikiem: czytelnikiem, weteranem wielu walk, zwycięskich na ogół, ze słabiej przygotowanymi autorami, których kości bieleją w składowiskach taniej, przecenionej książki na wszystkich zaludnionych kontynentach świata… Wygrać niełatwo; ale Krajewski nie jest lekkozbrojnym podlejszego autoramentu. To stary wiarus, kombatant z imponującą listą przewag nie tylko o wartości artystycznej – ale również w jednej osobie prokurent i właściciel przedsiębiorstwa, które cieszy się sukcesem na rynku. Wymiernym. I to bardzo… Wszystko zatem wskazuje na to, że autor powieści kryminalnych (sensu largo) Marek Krajewski posiadł tajemnicę jakowejś Wunderwaffe, która mu ten sukces odnieść pozwoliła. Czymś powalił czytelników na kolana, czymś uwiódł, jakoś sięgnął do portfeli. Ostatnio po…

Mock
kryminał / 18 września 2016

Marek Krajewski Mock Wydawnictwo Znak, Kraków 2016 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 1/5 W pętli czasu zbrodnia… „Był sobie skrzypek Hercowicz, co grał z pamięci jak z nut, z Szuberta on umiał zrobić – no brylant, no istny cud.” (Osip Mandelsztam; przekład Wiktora Woroszylskiego; z muzyką Andrzeja Zaryckiego śpiewała Ewa Demarczyk) Wdzięczny jestem głęboko i czołobitnie (jako czytelnik ze skromnych najskromniejszy…) Markowi Krajewskiemu, filologowi klasycznemu z Wrocławia, za autorską woltę, której się dopuścił, wracając do postaci literackiej, od której zaczął był swą karierę popularnego autora powieści kryminalnych. Siedemnaście lat i szesnaście książek (w tym sześć w sensie ścisłym; lub siedem; zależy jak liczyć…) temu Krajewski wykreował postać policjanta. Echt Breslauer (aczkolwiek pochodzący z Wałbrzycha…) und Schlesier Eberhard Mock – tęgi żarłok (powiedzmy raczej: smakosz na miarę posiadanych środków…) i opój, zwolennik tanich dziwek, niedokończony filolog klasyczny (czyli mógłby o mało co karierę zrobić gimnazjalnego profesora – jednego z filarów, obok instruktora musztry w regimencie pruskiej piechoty, systemu wychowawczego i społecznego Rzeszy), posiadacz osobliwymi drogami chadzającego intelektu tudzież nosiciel żarliwego poczucia sprawiedliwości per fas et nefas, za wszelką cenę, do końca i bez zważania na przeszkody egzekwowanego. Że już o chwycie szczęk (w sensie symbolicznym, śledczym) godnym bullterriera, gwałtownym charakterze, od demonstrowania…