Podejrzany
kryminał / 27 lipca 2018

Paulina Świst Podejrzany Wydawnictwo Akurat, Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Zemsta jednak lepiej smakuje na ciepło…   Wbrew obiegowemu powiedzonku, że rewanż jednak lepiej smakować na zimno, wersja „na ciepło”, osobliwie z użyciem środków pirotechnicznych i wzniecaniem ognia, też ma swoich zwolenników, a i możliwości wykreowania interesującej akcji wydają się być daleko większe… O tym właśnie traktuje „Podejrzany” – najnowszy produkt firmy „Paulina Świst Sp. z o.o.”… Ujęcie w cudzysłów nazwiska rzekomego autora zaświadcza, że nie wycofuję się z podejrzenia (sformułowanego expressis verbis przy okazji rekomendowania w tym blogu 30 grudnia roku ubiegłego „Komisarza” – jednego z poprzednich dzieł sygnowanych tym „nazwiskiem”), że Paulina Świst nie istnieje, że to tylko literacki humbug – zarobkowa zabawa wycwanionych wyrobników, niewyżytych pod własnymi nazwiskami grafomanów… Z tamtej oceny nie cofam ani słowa. Ale kilka nowych mogę dodać… Otóż w fabryce „Paulina Świst” doszło do nagłej eksplozji jakości. Gdyby to był konkretny człowiek (ta Paulina…), można byłoby mówić o zjawisku iluminacji. Nagłym rozświetleniu umysłu iskrą bożą. Ale nie jest… Przyjmijmy zatem, że pewnego dnia wspólnicy firmy „Paulina Świst” przyszli do pracy i przy porannej kawce powiedzieli sobie: – dzisiaj zróbmy coś na miarę naszych potencjałów i talentów! I zrobili, a przynajmniej postarali…

Czerwony Pająk
kryminał , sensacja / 5 lipca 2018

Katarzyna Bonda Czerwony Pająk Wydawnictwo Muza SA. Warszawa 2018 Rekomendacja: 1/7 Ocena okładki: 3/5 Kto tu rządzi? Baranina, Masa, don Antonio i stara szafa (Kiszczaka)… Co za ulga! Katarzyna Bonda dociągnęła do finału swoją, zakrojoną na opus magnum (prawie trzy tysiące stron druku!), tetralogię niby-kryminalną o czterech żywiołach. Tysiące wiernych czytelników mogą odetchnąć i w chwili wolnej zastanowić się, co właściwie czytali… Bo na pewno nie kryminał, choć usilnie im to wmawiali autorka, wydawca i zblatowani „krytycy” czy inne „autorytety”, instalujące Bondę (za co, za ile?) na tronie „królowej polskiego kryminału”. Gdy półtora roku temu rekomendowałem (na trzy…) w tym blogu „Lampiony” (poprzedni tom „żywiołów” – o podpalaczach kamienic w Łodzi i domniemanych skarbach łódzkiego getta…), zastanawiałem się, co taka warta każdych pieniędzy liderka (nieważne – prawdziwa czy sztucznie wykreowana) literatury, sama zresztą wyglądająca jak milion dolarów, robiła w Łodzi? Odpowiedzi na to pytanie nadal nie mam – poza domniemaniem, że miała zohydzić miasto (ale na czyje zamówienie?), portretując je jako stolicę menelstwa, ksenofobii i antysemityzmu… W każdym razie tak wyszło – z intencją czy bez niej… Ale ta zagadka to nieznaczący nic drobiazg wobec dylematu, co mianowicie miałoby wynikać z lektury „Czerwonego Pająka”? Jedno wynika na pewno. Bonda okazała…

Wzgórze Piastów
kryminał / 29 czerwca 2018

Krzysztof Koziołek Wzgórze Piastów Wydawnictwo Akurat, Warszawa 2018 Rekomendacja: 1/7 Ocena okładki: 3/5 Zielonogórskie klimaty w wehikule czasu Jeżeli ktokolwiek z jakichkolwiek powodów lubi spokojne, ciche, prowincjonalne miasteczko Zielona Góra, germańską stolicę starodawnej piastowskiej dziedziny – Lubuszy – to lektura nowego Koziołka jest dlań obowiązkowa… Innych racjonalnych przyczyn sięgnięcia po „Wzgórze Piastów” nie ma. Poza zgłębianiem dziejów niegdysiejszego centrum uprawy winorośli (wraz z produkcją wina), pędzenia innych alkoholi, budowy wagonów kolejowych i konstrukcji mostowych. Osobliwie zaś intryga kryminalno-szpiegowska, obmyślona przez Koziołka, nie jest godna czytelniczej uwagi… Czterdziestoletni Krzysztof Koziołek – dziennikarz, politolog i coś tam jeszcze – jest nieznanym bliżej w szerokich kręgach czytelniczych specjalistą od teorii spiskowych, dramatów sensacyjno-politycznych i awanturniczych; ma też dodatkowe hobby: jest rekonstruktorem kryminalnym, poruszającym się po tym samych ścieżkach, co Krajewski, Wroński, Szwechłowicz… I to poruszającym się zgrabnie i całkiem udolnie. W poprzedniej swej powieści – „Góra Synaj” – dał nawet popis mistrzostwa rekonstruktorskiego, budując sugestywny, plastyczny i szczegółowy (przez co wiarygodny, jak się wydaje…) pejzaż, klimat zbrodni w nadodrzańskich miasteczkach Glogau i Neusalz. Oczywiście Koziołek nie dysponuje nawet w połowie warsztatem takim jak Krajewski czy Wroński, nie jest tak literacko sprawny jak tamci dwaj. Niezręcznie maskowane, kiepsko zatarte są ślady jego lektur uzupełniających:…

Na polanie wisielców
kryminał / 22 czerwca 2018

Robert Dugoni Na polanie wisielców Przełożył Andrzej Szulc Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/7 Od zbrodni czterdzieści lat minęło… Detektyw z policji w Seattle Tracy Crossworth jest mistrzynią strzelania – z glocka .40 potrafi oddać sześć strzałów w niespełna dziesięć sekund, trafiając z piętnastu metrów sześć razy w centrum tarczy. I robi to nie incydentalnie, ale za każdym razem – rozwala środek tarczy sylwetkowej w regulaminowym punkcie trafienia, wyznaczającym pole skutecznego strzału w środek masy ciała… Tracy Crossworth to groźna broń – najgroźniejsza na stanie departamentu policji miasta Seattle w stanie Waszyngton. Czytelnicy anglosascy Roberta Dugoniego mogli się już o tym przekonać sześciokrotnie – tyle bowiem autor „nastukał” powieści ze swą ulubioną bohaterką. My na razie trzykrotnie (proces kupowania praw i tłumaczenia jednak musi potrwać…). Ale to wystarczy, by przywyknąć do literackiej kreacji – zwłaszcza że jest całkiem przyzwoita. Za to twórca poddaje swą bohaterkę wymyślnym „torturom” intelektualnym… Już na początek wspólnej przygody (zakrojonej na lata, jak się wydaje…) kazał, by Tracy zajęła się rozwiązaniem zagadki zniknięcia przed dwudziestu laty swej siostry Sary, bo właśnie znaleziono jej szczątki – i to z dowodami, raczej wykluczającymi sprawstwo człowieka, który dwadzieścia lat temu został skazany za…

Na szlaku trumien
kryminał / 18 czerwca 2018

Peter May Na szlaku trumien Przełożył Lech Z. Żołędziowski Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Smak słonego wiatru, zapach torfowego dymu i nuta jesiennego wrzosowego miodu… Pamięć tych trzech zmysłowych doznań szkockich przechowuję w dwóch różnych formułach. Pierwsza jest rozproszona, czyli każde z nich osobno. Słoność atlantyckiego wiatru można poczuć i zapamiętać oblizując wargi po spacerze plażą dowolnej wyspy zachodniego wybrzeża Szkocji; zapach torfu najlepiej przyswoić jadąc drogą – rowerem, jeśli akurat nie pada deszcz – w poprzek równinnej części wyspy Lewis ze Stornoway do Barabhas; a miód można posmakować w sklepiku kooperatywy pszczelarskiej w Fort William. Ale łatwiej razem – te trzy smaki plus moc uisge beatha (innymi słowy C2H5OH) z jęczmiennego słodu zawiera w sobie talisker (moim prywatnym zdaniem – najlepsza whisky typu single malt na świecie), pędzony w gorzelni w Carbost na wyspie Skye. A wszystko dlatego się przypomniało, bo Peter May napisał kolejny kryminał z archipelagiem szkockich Hebrydów Zewnętrznych jako sceną i pełnoprawnym uczestnikiem akcji zarazem. Ze szczególnym uwzględnieniem roli sztormów i fal morskich w kulminacyjnym punkcie intrygi. Zaczyna się jak dobry sensacyjny thriller z Jasonem Bourne’em: na pięknej plaży w wiosce Losgaintir (na angielskich mapach: Luskentyre…) na wyspie Harris…

Jedna jedyna
kryminał / 31 maja 2018

Jørn Lier Horst Jedna jedyna Przełożyła Milena Skoczko Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Kobieca piłka ręczna to niebezpieczny sport… Norweski kryminał wciąż nieśmiało wychyla się z cienia rzucanego przez inną potęgę skandynawską, a w zasadzie światową – rozpanoszony po sąsiedzku kryminał szwedzki. Cień jest tak wielki, że część globalnej publiczności nie odróżnia obu krain, traktując jej jako jedną wielką skandynawską arenę literacką (łącznie z Danią, Islandią i Finlandią). Bo to klimaty wspólne, języki podobne (poza fińskim oczywiście!) i porównywalne dylematy społeczne. Co za różnica, że Camilla Läckberg ma paszport Królestwa Szwecji, Jo Nesbø jest poddanym króla Norwegów Haralda V, radykalny Michael Katz Krefeld jest Duńczykiem, zaś Arnaldur Indridasson – dzielnym islandzkim wikingiem? W lekturze tego nie widać: piszą podobnie – tylko akcenty topograficzne i scenograficzne się różnią. Więc trafiają do jednego wora z etykietką: skandynawska powieść kryminalna w stylu noir. Bo czerń to obowiązkowy transgraniczny koloryt intelektualnego klimatu tej literatury… Wskutek szwedzkiego cienia w literaturze norweskiej kojarzyłem tylko dwa nazwiska: wspomnianego Nesbø i Karin Fossum. O istnieniu Jørna Lier Horsta nie miałem bladego pojęcia. A tu proszę – nie tylko jest, ale po polsku wydano dotąd dziesięć jego powieści z cyklu o komisarzu policji z…

Martwi za życia
kryminał / 21 maja 2018

Graham Masterton Martwi za życia Przełożyła Anna Dobrzańska Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Okrucieństwo & Spółka (z ograniczoną odpowiedzialnością) Wszelkie podejrzenia, że Graham Masterton, szkocki autor thrillerów, horrorów i… poradników seksualnych w rzeczywistości nie istnieje, a postać (z życiorysem, dorobkiem, nagrodami, fotografiami, a nawet zagranicznymi podróżami) to tylko wymyślny kamuflaż, mający zamaskować manufakturę literatury na skalę industrialną – mogą polegać na prawdzie… Wydaje się bowiem nie tylko nieprawdopodobne, ale wręcz niemożliwe, by jeden człowiek, bez sztabowego wsparcia znacznych rozmiarów, od 42 lat z zadziwiającą regularnością produkował i drukował aż tyle literatury popularno-rozrywkowej różnych gatunków na wyrównanym (i nad wyraz wysokim…) poziomie, nie wykazując oznak zmęczenia materiału… To wbrew naturze, wbrew prawu powszechnej grawitacji, wbrew zdrowemu rozsądkowi wreszcie! Ale to stan zgodny z rzeczywistością, czyli prawda najprawdziwsza. Masterton to nie kryptonim literackiej mistyfikacji. Taki człowiek istnieje i ma się dobrze. 72-letni edynburżanin z urodzenia, ostatnio przebywa na terytorium hrabstwa Surrey – w istocie południowo-wschodnim przedmieściu wielkiego Londynu. Z zawodu dziennikarz – był m.in. zastępcą redaktora naczelnego niespecjalnie snobistycznego (ale za to całkiem erotycznego!) miesięcznika dla panów „Mayfair” oraz szefem brytyjskiej edycji mocno skandalizującego pisma „Penthouse” – opiniotwórczego magazynu erotyczno-publicystycznego, założonego w 1965 roku przez…

Woda wiecznej młodości
kryminał / 16 maja 2018

Donna Leon Woda wiecznej młodości Przełożyła Małgorzata Kaczarowska Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Serenissima ciągle się trzyma (nad poziomem wody)   I znów sfatygowany plan Wenecji wydawnictwa Marco Polo pojawia się na wierzchu mojego biurka – to znak, że ukazała się nowa Donna Leon. „Woda wiecznej młodości” – jak zwykle z komisarzem policji Guidem Brunettim na pierwszym planie – to oczywiście kryminał de nomine, jak zawsze… Ale tym razem amerykańska autorka (wenecjanka honoris causa) wspięła się na wyższy poziom abstrakcji gatunkowej. „Woda wiecznej młodości” jest kryminałem o bardzo umownej przynależności typologicznej; dość powiedzieć, że pierwszy trup – niewątpliwie ofiara zbrodni – pojawia się na stronie 220 (u dołu) – najpierw jako stopa męska sporego rozmiaru, w dużym oczywiście bucie i skarpecie, o której nie wiadomo, czy pierwotnie była biała, a w trakcie długiego używania zszarzała, czy też może była szara od początku… Tym razem autorka z pełną dezynwolturą traktuje reguły gatunku, bowiem intryga, aczkolwiek dostatecznie tajemnicza i z nieodzownym dreszczykiem, w sposób wielce umowny staje się osią narracji. Dość wspomnieć, że commissario Brunetti dopiero w połowie objętości książki, dokładnie na 196 stronie, zaznajamia się z pokrzywdzoną i jej rodziną, by zasięgnąć informacji o…

Nora
kryminał / 13 maja 2018

Katarzyna Puzyńska Nora Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Stare sprawy – świeże trupy, a tu życie jest do dupy, czyli nocny jeździec masakruje wieś sekatorem Pani Kasia idzie po rekord… Dziewiąta część kryminalnej opowieści to nie byle co – zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę mocno ograniczające twórczą swobodę warunki brzegowe: pomorska wieś na zadupiu (całkiem Chandra Unyńska w mordobijskim powiecie…), prowincjonalni gliniarze, pospolite życie codzienne i pospolite obyczajowe zawiłości – tylko zbrodnie niepospolite, jakby importowane z innej kryminalnej rzeczywistości literackiej, wykreowane w stylu skandynawskim lub francuskiego kryminału noir… I w tych skrajnie niekorzystnych warunkach pani Puzyńska wycisnęła już dziewięć zgrabnych fabułek, a zapewne nie zamierza na tym poprzestać, bo ładnie jej żre… Zresztą autorka daje wyraźne sygnały w sprawie naszego ulubionego ciągu dalszego… Pani Kasia jest dzielna – z tak ubożuchnego i (co tu gadać…) prowincjonalnego literackiego naddrwęcańskiego terroir uzyskać produkt tej klasy, jaka jej się przydarza – no, no… To tak, jakby (hipotetyczna) winnica na Islandii co roku wygrywała konkurs winiarzy w Bordeaux. Świadectwo wielkiej kreatywności i wyobraźni… Cykl Puzyńskiej śledzę od pierwszego – „Motylka”. Z rosnącą uwagą. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to autorka wyróżniająca się w krajowym pejzażu kryminalnym. Powiedzmy…

Detoks
kryminał / 10 kwietnia 2018

Krzysztof Domaradzki Detoks Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Porąbańcy tropią porąbańców w mieście meneli… Kocham swoje miasto. Są dowody w postaci licznych deklaracji na piśmie. Ale przecież nie bezkrytycznie, miłością kibolsko-patriotyczną… Wiec nie obrażam się, gdy ktoś jest przeciwnego zdania, gdy wyolbrzymia, przeczernia, wykrzywia, demonizuje, wystawia fałszywe świadectwo. Mam argumenty przeciw każdemu z tych bezczelnych kłamstw i nie zawaham się ich użyć, ale nie z byle jakiego, błahego powodu. Gdybym reagował na każdą zaczepkę, nieustanne tkwiłbym w stanie wojny ze wszystkimi. Miasto moje bowiem, które kocham, nie cieszy się ani dobrą opinią, ani nie ma zbyt wielu przyjaciół. Pewien znany aktor nazwał je zasranym miastem meneli, słuszne wywołując oburzenie i prowokując spontaniczne akcje protestacyjne Nie ma miasto szczęścia do kapitałów, inwestycji, planów i pomysłów. Nie ma szczęścia do ludzi. Lepsi, ambitniejsi, niespokojni, ciekawscy i twórczy od dawna „słoikują” w Warszawie. Potrafię to zrozumieć, ale nie dam wiary, że dla zachowania mimikry mogliby zacząć kibicować Legii, a nie ŁKS-owi czy Widzewowi… Młodociany (rocznik 1989 – cóż to za wiek?) autor „Detoksu” należy do emigrantów intelektualno-egzystencjalnych, którzy w moim mieście nie znaleźli szans. Nie dlatego, że nie chciało się im szukać – dlatego, że ich nie ma,…

Zła pora roku
kryminał / 8 kwietnia 2018

Antonio Manzini Zła pora roku Przełożył Paweł Bravo Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Pies w clarksach tropi mafię w śniegu i błocie Dobra wiadomość: szurnięty dyscyplinarnie z rzymskiej policji, skazany na banicję w podalpejskiej Dolinie Aosty vicequestore Rocco Schiavone przetrwał górską zimę, chociaż uparcie biegał po śniegu w kapciach typu clarks, zużywając jedenaście par… Te clarksy, buty par excellence wiosenno-letnie, co tu gadać: dość szmaciane i niezbyt odporne na wodę, to objaw trawiącej wicekwestora nerwicy natręctw – ubzdurał on sobie, że sapogi w sam raz na Rzym chronią go przed psychiczną akceptacją banicji; gdyby przyodział zimowo-śniegowe górskie buciory, masowo używane w terenie przez autochtonów z Aosty, oznaczałoby to kapitulację, zadomowienie, przyzwyczajenie do krzywdy. A clarksy w roztopach to dla dumnego, twardego rzymianina symbol nieugiętej niepodległości, cichego buntu, niezgody na upokorzenie… Mimo tej niedogodności perypatetycznej (zaprawdę, nie próbujcie po mokrym śniegu hasać w clarksach…) Schiavone daje sobie radę w skrajnie nieżyczliwym środowisku podalpejskiej prowincji. Ma sukcesy śledcze (tudzież towarzyskie, dokładniej: damsko-męskie)), co budzi powściągliwy, ale jednak niekłamany szacunek zwierzchników i podwładnych. Ten typ tak ma… Lubią go, niezależnie od miejsca akcji. Manzini wykreował sympatyczną postać, od pierwszego kontaktu budzącą zaufanie. Na pozór upierdliwy sztywniak,…

Pocałunek stali
kryminał / 10 marca 2018

Jeffery Deaver Pocałunek stali Przełożył Łukasz Praski Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocen okładki: 3/5 Uważajcie na kłapiące szczęki eskalatorów… Krwiożercze schody ruchome w centrum handlowym, eksplodująca kuchenka mikrofalowa, kuchnia gazowa z instynktem piromana, wybuchowe bezpieczniki elektryczne, obłąkane sterowniki ruchu na skrzyżowaniach… Każde urządzenie ma na koncie śmiertelną ofiarę. Ale to nie samoistny bunt maszyn. Wszystkie urządzenia miały wbudowany inteligentny sterownik uniwersalny tej samej firmy. Każdy sterownik był podatny na zhakowanie i zdalne przejęcie kontroli poza wiedzą użytkownika, a producent, choć rozesłał linki do łatek „cerujących” dziurę w systemie, to nie potraktował całej historii priorytetowo. Więc w taki wyrafinowany sposób nieznany sprawca, któremu policja nadała kryptonim NS 40, popełnił kilka zabójstw, przejmując kontrolę nad inteligentnymi sprzętami; choć gwoli prawdy zaznaczyć należy, że używał też… zwykłego młotka o kulistym zakończeniu obucha, co nad wyraz urozmaicało pracę śledczych i badaczy kryminalistycznych śladów… Deaver – twórca kultowej postaci wybitnego badacza kryminalistycznego Lincolna Rhyme’a – przykutego do wózka, dotkniętego ograniczonymi możliwościami komunikowania się z otoczeniem, za to cieszącego się niemal nadprzyrodzonymi walorami analitycznego umysłu – nadal w formie… Od czasu „Kolekcjonera kości” (1997), gdzie wykreował Rhyme’a i jego partnerkę, detektyw nowojorskiej policji Amelię Sachs, trzyma pewien artystyczny poziom: umiarkowane błyskotliwy, ale…

Zbyt piękne
kryminał / 6 marca 2018

Olga Rudnicka Zbyt piękne Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Gadatliwa neurotyczka ma kłopoty… Oto znów Rudnicka w dobrym (to znaczy swoim…) stylu. Zerwała prawie z chmielewszczyzną. Nareszcie! Oczywiście nie definitywnie – jakieś resztki klimatów z dorobku mistrzyni jeszcze się tłuką po horyzoncie jak deszczowe chmurzyska, ale już nie zaciemniają obrazu zapożyczeniami i używanymi grepsami. Czy to oznacza, że młoda pisarka uwierzyła w siebie? Oczywiście nie… Pokusa pisania „chmielewską” jeszcze może się okazać zbyt silna. I rynkowo obiecująca. Ale krok w dobrą stronę, czyli powrót do samej siebie, jest sygnałem, aczkolwiek niezobowiązującym, artystycznego opamiętania… Oczywiście Rudnicka jest wierna swoim wypróbowanym schematom fabularnym i osobowościowym. Zwłaszcza tym drugim… Ale tym razem główna bohaterka (zawsze bohaterka…) nie jest ryczącą czterdziestką, jak niedawno wykreowana romansopisarka Emilia Przecinek. Tym razem to pyskata, aczkolwiek roztkliwiająca się (nad sobą, choć uważa, że tego nie robi..) trzydziestka Zuzanna Cieplik, naiwna jak trójkołowa hulajnoga księgowa, skotłowana psychicznie przez o mało co narzeczonego Cześka, który zwinął się bez opowiedzenia na trzyletni zagraniczny kontrakt. A zatem Zuzanna powzięła niezłomne postanowienie ignorowania płci męskiej, poszukała roboty daleko od rodzinnego miasta, sprzedała mieszkanie, wzięła kredyt i kupiła…. dom na prowincji, bo zachciało się jej mieć różaneczniki (rododendrony…

Stało się. Komedia kryminalna
kryminał / 23 stycznia 2018

Magda Kuydowicz Stało się. Komedia kryminalna Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 1/7 Ocena okładki : 2/7 Nic się nie stało, czytelnicy, nic się nie stało, czyli Elvis żyje… Na pstrokatych peryferiach amerykańskiego przemysłu rozrywkowego funkcjonuje w najlepsze obfita biosfera organizmów pasożytniczych, karmiących się znacznymi i wciąż smacznymi złożami odpadków po ucztach bogów. Funkcjonujące w rozrywkowym biznesie pojęcia takie jak covery czy evergreeny już same w sobie zawierają pierwiastek wtórności. Ergo: sygnalizują, że ktoś był pierwszy, że ktoś już to coś wcześniej wymyślił… Ale sięganie po pojedyncze cudze utwory w celu odtworzenia na własny rachunek to nic – drobiazg, rzec można – wobec wcale nierzadkich przypadków kanibalizacji nie tylko wizerunku z otoczką, ale całej legendy gwiazdy. Nie miałem na przykład pojęcia, ile tysięcy wcieleń Kurta Cobaina może się pojawić na wspominkowej imprezie w Seattle…Zamurowało mnie dosłownie, gdy podpatrzyłem gdzieś relację z mistrzostw świata w najwierniejszym odtworzeniu słynnego „moonwalku” – wiązanki estradowych kroczków tego nieszczęsnego Michaela Jacksona. Zdumiewa mnie, że są ludzie, którzy poświęcają cały swój czas, ambicje i zdrowy rozsądek tak jałowemu, odmóżdżającemu zajęciu. Ale niech tam… Jak im to daje szczęście czy zgoła nirwanę- czemu nie? Największego pasożyta artystycznego -wręcz spotworniałą, gigantyczną hubę – kultura masowa wyhodowała w…

Komisarz
kryminał / 30 grudnia 2017

Paulina Świst Komisarz Wydawnictwo Akurat (Muza SA), Warszawa 2017 Rekomendacja: -1/7 Ocena okładki: 2/5 Wielka chucpa literacka czyli zmowa imitatorów… Literatura to może w tym przypadku zbyt wielkie słowo. W gruncie bowiem rzeczy idzie o działalność zarobkową na niwie niewyszukanej, trywialnej rozrywki, która dziwnym zbiegiem okoliczności ma formę techniczną zbliżoną do literatury jako takiej, albowiem występuje w postaci drukowanej na papierze i sklejonej współczesnymi technikami introligatorskimi – czyli innymi słowy: książki… Literatura (nie licząc czytników elektronicznych i audiobooków) też ciągle jeszcze najczęściej przybiera formę druku zwartego oprawionego, czyli książki właśnie. Ale to jest jedyne w zasadzie podobieństwo „Komisarza” Pauliny Świst (takiego nazwiska autorki użyli „dziełka” tego producenci) do literatury jakiegokolwiek rodzaju, Technicznie to bowiem książka (może bezpieczniej będzie to jednak nazwać wyrobem książkopodobnym…), a literatura to na ogół też książki. I to wyczerpuje jakiekolwiek związki wzajemne… Fabryczka rozrywki drukowanej o nazwie „Paulina Świst” nie debiutuje teraz na rynku. Pod tą samą marką firma wydała jakieś pół roku temu dziełko nazwane „Prokurator”. Trzecie naturalnie będzie się nazywało „Mecenas” względnie „Adwokat”, a czwarte „Sędzia” – albo odwrotnie, co jest zresztą bez znaczenia; wariantów nazewniczych nomenklatura polskiej praktyki wymiaru sprawiedliwości (łącznie z jakże fantazyjną, a metaforycznie celną grypserą…) podsuwa jeszcze kilka… Przyznaję, że…