Sekret, którego nie zdradzę
kryminał / 17 listopada 2017

Tess Gerritsen  Sekret, którego nie zdradzę Przekład: Andrzej Szulc Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Skąd się biorą dzieci złe… Kilka razy wśród mych rozrywkowych lektur znalazły się kryminały i thrillery autorstwa Tess Gerritsen, ale jakoś nie wywarły spodziewanego wrażenia. Ot – masówka, jakiej wiele nieustannie pojawia się na chłonnym i niespecjalnie wymagającym rynku anglojęzycznej literatury za Atlantykiem, skąd prawem silniejszego infekuje ona cały świat. Masówka, ale trochę wyróżniająca się, co nie znaczy, że z wyższej półki. Po prostu – nie tak ostentacyjnie grafomańska. Poprawne rzemiosło. Profesjonalne, bez zarzutów: kryminalistycznych, medycznych, psychologicznych, policyjnych. Autorka, wcześniej będąc młodą lekarką, ma kwalifikacje – więc nic dziwnego. Czego zatem nie wiedziała, to sobie doczytała, zapytała, przekonsultowała, przepracowała. Skrupulatność, rzetelność, technika, odpowiedzialność – godne podziwu… Tess Gerritsen nie jest królową kitu i fajerwerków. Jej precyzyjnie obmyślone intrygi nie zalecają się ani nadnaturalną, niepojętą inteligencją wywodu, ani finezyjną lekkością intrygi tudzież niewymuszonym dowcipem dialogów, ani malowniczą scenografią czy wymyślnymi didaskaliami, a wątki uzupełniające (osobliwie romansowy) są takie jakieś… Najodpowiedniejsze wydaje się słówko „szare” (jak w piosence Andrzeja Sikorowskiego – „lato było jakieś szare”; o ten rodzaj szarości mi chodzi…). Gerritsen nie tka koronki, tłucze cajg łokieć za łokciem –…

Taniec mewy
kryminał / 30 października 2017

Andrea Camilleri  Taniec mewy Przekład: Monika Woźniak Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Tupot białych mew… Andrea Camilleri jakoś nigdy nie był moim faworytem, choć to niewątpliwy majster literatury rozrywkowej jest, a włoskiego kryminału na pewno… Tłumaczony i wydawany seryjnie w naszym kraju jest nie bez powodu – umie pisać. Trzeba przyznać obiektywnie. Aczkolwiek z zawodu jest reżyserem – teatralnym i telewizyjnym… Wychwycić można w tych jego książeczkach, staromodnych nieco, pewien sznyt porządnego rzemiosła – takie esprit, jakim posługują się włoscy… szewcy, co pozwala włoski but rozpoznać na końcu świata, nawet gdyby odnalazł się w topniejącym lodowcu na Antarktydzie… Camilleri (rocznik 1925!) kultywuje rzadki w naszych egocentrycznych czasach obyczaj: jest skoncentrowany na swoim bohaterze bez reszty; szlifuje postać nieustannie, wiedzie ku doskonałości (nie w znaczeniu charakteru i innych przymiotów moralnych i służbowych, ale w sensie precyzji opisu…). Komisarz Salvo (czy przypadkiem to nie zdrobnienie albo oboczna forma znaczącego imienia Salvatore?) Montalbano – bohater cyklu Camilleriego – narodził się w 1994 roku i od tamtego dnia debiutu już trzydzieści razy się pokazał… 18 książek z tego cyklu przetłumaczono na polski, reszta czeka. Gdy Camilleri wykoncypował Montalbana, sam już młodzieniaszkiem nie był (69 lat…). Więc i jego…

Ciotka Poldi i sycylijskie lwy
kryminał / 18 września 2017

Mario Giordano Ciotka Poldi i sycylijskie lwy Przekład: Agnieszka Hofmann Wydawnictwo Initium, Kraków 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Śledztwo pod wpływem czyli bawarska hipiska na lawie wygasłych uczuć Kolejna odsłona uniwersalnej figury literatury rozrywkowej, czyli „wyjącej pięćdziesiątki” (bo już dawno nie „ryczącej czterdziestki”…) z pretensjami – już to estetycznymi (na własnym punkcie przynajmniej), już to erotycznymi, już to intelektualnymi bądź towarzyskimi, ze skłonnością do trunków w zasadzie mocniejszych niż piwo (choć i tym nie gardzi…), z niepohamowaną żądzą życia po swojemu, apetytem na facetów, przygody i seks, kłamliwą i niezrównoważoną emocjonalnie, wypełnioną po kokardę przywidzeniami, złudzeniami, idiosynkrazjami oraz skłonnością do fanfaronady – jeśli nie münchhausenowskiej, to sowizdrzalskiej na pewno, wścibską, łatwowierną, z trudem oddzielającą fantazję od rzeczywistości, usiłującą się odciąć od bagaży przeszłości (czasem krępujących, czasem heroicznych…). Ale z sercem na dłoni, otwartymi ramionami i bezkompromisową zdolnością do walenia prosto z mostu i między oczy. Literatur pęka wręcz od takich kreacji. Typowy stopień pokrewieństwa z autorkami bądź autorami: ciotka. Wygodny, bo lekko dystansujący; matka czy babunia byłyby dla autorki/ra bardziej zobowiązujące i krępujące… A ciotkę można bezpiecznie obarczyć zespołem cech akurat dla przeprowadzenia lub rozwoju intrygi najbardziej pożądanych. Z ciotki można ulepić wszystko; ale najlepiej wychodzą wspomniane tu figury…

Mock. Ludzkie zoo
kryminał / 2 września 2017

Marek Krajewski  Mock. Ludzkie zoo Wydawnictwo Znak, Kraków 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Wojna hybrydowa w jądrze ciemności Krajewski kwitnie… Ba, zgoła szaleje! Jego wyobraźnia fabularna, karmiąc się okruchami wiedzy tajemnej, internetowym badziewiem i bezkresnymi (tak przynajmniej zdaje się…) zapasami jego własnej, klasycznej erudycji grecko-łacińskiej, zatacza kręgi zgoła niepoddające się już kontroli rozumu. No i bardzo dobrze! O cóż bowiem idzie bój na niwie literatury kryminalnej? Nie ten w sumie stosunkowo lekki bój z konkurentami do względów wydawców, z innymi autorami. Ten prawdziwy, ciężki bój spotkaniowy stoczyć trzeba z naprawdę wymagającym, dobrze uzbrojonym, wyćwiczonym i zdeterminowanym przeciwnikiem: czytelnikiem, weteranem wielu walk, zwycięskich na ogół, ze słabiej przygotowanymi autorami, których kości bieleją w składowiskach taniej, przecenionej książki na wszystkich zaludnionych kontynentach świata… Wygrać niełatwo; ale Krajewski nie jest lekkozbrojnym podlejszego autoramentu. To stary wiarus, kombatant z imponującą listą przewag nie tylko o wartości artystycznej – ale również w jednej osobie prokurent i właściciel przedsiębiorstwa, które cieszy się sukcesem na rynku. Wymiernym. I to bardzo… Wszystko zatem wskazuje na to, że autor powieści kryminalnych (sensu largo) Marek Krajewski posiadł tajemnicę jakowejś Wunderwaffe, która mu ten sukces odnieść pozwoliła. Czymś powalił czytelników na kolana, czymś uwiódł, jakoś sięgnął do portfeli. Ostatnio po…

Ten Rebus jest nie do rozwiązania, czyli emerytura po szkocku
kryminał / 23 sierpnia 2017

Ian Rankin Nawet zdziczałe psy Przekład: Andrzej Szulc Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/7 Ten Rebus jest nie do rozwiązania, czyli emerytura po szkocku Jak wyglądałby świat klasycznej powieści kryminalnej, gdyby w miejscu zajmowanym przez Iana Rankina tkwiła czarna dziura? Dokładniej: gdyby nikogo nie było zamiast? Albo gdyby nie było Mankella, Grishama, Nesbø czy niegdyś Chandlera i Simenona, gdyby u nas nie pisał Krajewski… Kiepsko i smutno. Szkocki autor kryminałów (urodzony w hrabstwie Fife, mieszkający po drugiej stronie zatoki Firth of Forth, w Edynburgu…) zaczął trzydzieści lat temu i pomalutku (sam tak twierdzi; w rzeczywistości obiektywnej, poza pisarskim umysłem, poszło to szybciej znacznie…) dobijał się do drzwi sławy. A jak już się dobił, wywalił je z łomotem, zajmując najwyższy podest w galerii mistrzów tartan noir – osobliwej odmiany literatury kryminalnej, której wyróżnikiem, wbrew nazwie, nie jest pisanie w kratkę (choćby i szkocką…), lecz mocny, „gorący”, cierpki i brutalny styl wywodzenia tudzież prowadzenia kryminalnej intrygi… Jeśli gdzieś jest osobny Parnas autorów kryminałów, jeden z Ojców Założycieli tego wyśmienitego gatunku, rodak Rankina z Edynburga (jego pomnik pewnie pisarz mija za każdym razem, gdy chce się z centrum wybrać do Leith czy Portobello lub na odwrót…) wielki…

Dziewczyna z Brooklynu
kryminał , thriller polityczny / 7 sierpnia 2017

Guillaume Musso Dziewczyna z Brooklynu Przekład: Joanna Prądzyńska Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Gra o sumie ujemnej Przyznaję z pokorą i równie szczerym żalem, że do tej pory niewielkie miałem pojęcie o istnieniu pana Guillaume’a Musso, a o jego dziele i miejscu w literaturze pojęcie moje było jeszcze mniejsze. Dopuszczam nawet myśl zdrożną, iż wyrządziłem sobie tym „bezpojęciem” (ale dodam na usprawiedliwienie: niechcący!) jakąś ogromną krzywdę poznawczą – niemalże czarną dziurę sobie sprokurowałem. Dociera do mnie powoli bezmiar mego intelektualnego nieszczęścia: to tak samo, jakbym zabierał się do pisania monumentalnego eseju o fenomenie kulturowym disco polo i w trakcie przygotowań nagle wyszło na jaw, że nie wiem, kto to taki Zenek Martyniuk, nie słyszałem żadnego przeboju tego gostka (a jeśli nawet, to nie kojarzę…) i pojęcia nie mam, że przez czyjeś (chyba kobiece…) oczy zielone oszalał. Nawet nie wiem, czy się z tego leczy? A jeśli tak – to czy ambulatoryjnie, czy w zakładzie zamkniętym w Choroszczy? Ale co my tu o Zenku M. gawędzimy. Revenons à nos moutons! Taki to i gieroj z pana Musso… Podobno lider francuskich rankingów produkcji literatury w branży thrillerów, kryminałów i sensacji (czternaście powieści od debiutu w…

Dublin, moja miłość
kryminał , romans obyczajowy / 31 lipca 2017

Rhys Bowen Dublin, moja miłość Przekład: Joanna Orłoś-Supeł Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Old fashioned romans w podminowanej Irlandii Koncept z kobietą-detektywem zawsze się sprawdza (choć niektórzy autorzy, a osobliwie autorki, przesadzają z tym konceptem; nawet bardzo…). Dlatego lektura feministycznych fabuł kryminalnych jest bezpieczna. Bowiem to na ogół dobre teksty (autorzy, z czego większość to autorki, bardziej się starają…), a jeśli nawet nie – to koncept z kobietą-detektywem potrafi zamaskować, przesłonić, nawet zminimalizować niedostatki (nędzę zgoła!) narracji. Koncept z kobietą-detektywem ma w sobie jakąś lekko zawoalowaną tajemnicę, jakąś obietnicę nie wiadomo dokładnie czego, ale na pewno z podtekstem – już to seksualnym (wyjąwszy z tego podejrzenia i uwolniwszy uroczyście i raz na zawsze naszą kochaną miss Jane Marple), już to intelektualnym (przeważnie à rebours – patrz: blondynki i w ogóle tzw. chmielewszczyzna…). Koncept z kobietą-detektywem w ogólności dobry, nośny i merkantylny jest dla literatury kryminalnej. Innymi słowy: jakoś się czyta i nieźle sprzedaje… Pani Rhys Bowen (to pseudonim literacki przybrany przez angielską pisarkę Janet Quin-Harkin do… brudnej roboty; pod własnym nazwiskiem pisywała seryjnie romanse dla młodzieży…) upatrzyła sobie rynkową lukę w branży damskiego kryminału (gdzie intrygą nie rządzi arcymęski samiec- detektyw, ale kobieta-bohater…). Luka…

Szklane żądło
kryminał / 29 lipca 2017

Bartłomiej Świderski Szklane żądło Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Strasznie głośno, perwersyjnie i… mętnie, czyli jak rządzą żądze Zaprawdę, powiadam wam: intrygę kryminalną nówkę sztukę, niebitą, nieklepaną (Niemiec płakał, jak sprzedawał…) strasznie trudno, ekstremalnie trudno jest wykoncypować. Nie bez powodu mędrzec ben Akiba mawiał w nierzadkich przystępach iluminacji, że wszystko już było… Ben Akiba rację miał… Prawie, bo takiego na przykład końca świata jeszcze nie było. Ale przecież wszystko (lub bardzo wiele) robimy, by nastał – i przed zapisanym w Księdze Przeznaczenia terminem… Wszystko już było, ale ciągle pojawiają się świeżaki w branży, które o tym nie wiedzą. I co powiecie? Wymyślają! To, co rzekomo już było, ale jakby wymyślają nieco inaczej… Taki Bartłomiej Świderski na przykład – dziennikarz, pisarz (fantasy, romans obyczajowy itp.) i scenarzysta serialowy (oraz autor dialogów do tychże; w dorobku m.in. „Brzydula”, „Na Wspólnej: i „Pierwsza miłość”). Swoją intrygę kryminalną zawiesił w trudnym, wymagającym środowisku crime passionnel – a uściślając: nie tyle o afekt chodzi, nawet miłosny, co o niepohamowaną, perwersyjną żądzę… Do tego trzeba sporej odwagi, obfitego wokabularza specjalistycznego, nieposkromionej wyobraźni albo różnorodnej, bogatej praktyki (a w zasadzie i jednego, i drugiego: wyobraźni i doświadczenia…). No i jeszcze trzeba to…

Nie myśl, że znikną
kryminał / 25 lipca 2017

Marcin Grygier Nie myśl, że znikną Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Ręka, noga, mózg na ścianie… Jakieś półtora roku temu, pisząc o kryminalnym debiucie Marcina Grygiera „Nie patrz w tamtą stronę”, tego właśnie porzekadełka (to bodajże szlagwort z lwowskiego bałaku…) użyłem jako krótkiego, syntetycznego podsumowania zawartości i ogólnej wymowy ideowej (wszelako nie deprecjonując niczego…) dzieła. Dziś, gdy Grygier zdaje Test Drugiego Podejścia na początku drogi do laurów literackich, gotów jestem z całą mocą powtórzyć: ręka, noga, mózg na ścianie, oko na widelcu… To wciąż dobre skwitowanie narratorskich umiejętności wicedebiutanta… Grygier, jak każdy porządny, perspektywicznie (i o sukcesie…) myślący autor kryminalny, założył sobie, że walnie (i zdobędzie) czytelnika serią. Nie z kałacha – serią wydawniczą. Do tego oczywiście potrzebny jest – drugostronnie – chętny wydawca, ale jak się debiut sprzeda, negocjacje wydadzą się ciut łatwiejsze. A poza tym wydawcy też często mają przymusową sytuację: konkurencja spora i bezwzględna, więc stale trzeba ryzykować w poszukiwaniu przyszłych pewniaków. Powiedzmy zatem, że autor lub jego agent jakoś się dogadują. Teraz tylko podpisy na kwitach trzeba zdyskontować. Narzędzia są potrzebne – ot co… A najlepszym i nieodzownym wręcz narzędziem do oddania serii w czekający tłum jest bohater tak napisany,…

Kolonia
kryminał / 24 lipca 2017

Tana French Kolonia Przekład: Paweł Wieczorek Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Irlandia w depresji tkwi… Nie w sensie ścisłym i dosłownym – to znaczy, że jej parametry geograficzne sytuują krainę ponad poziomem morza. Choć właściwie niewysoko i niemal płasko; dość powiedzieć, że najwyższe wzniesienie tej wyspy (Carrantuohill) liczy sobie 1041 metrów (podajemy najwyższy z efektów kilku konkurencyjnych pomiarów…). Ta depresja to raczej stan umysłu, przymiot emocjonalnej sprawności niektórych Irlandczyków płci obojga. Na ogół to wesołe przyjemniaczki, szczęśliwi optymiści. Dopóki któreś z nich w studnię nie wpadnie. Studnię smutku, traumy, zapaści woli i intelektu… Kryzys finansowy świata zachodniego w 2008 roku, który zmiótł liczne nadęte bańki spekulacyjne, podejrzane instrumenty finansowe, atrakcyjne polisy, kredyty hipoteczne bez ładu, składu i odpowiedzialności, agresywne fundusze i inne piramidy (innymi słowy: Lehman Brothers…), przygasił też niezachwianą pewność siebie, agresywny optymizm i buńczuczną wiarę w kapitalizm u tzw. (nieco na wyrost, jak te ich długi…) klasy średniej. To oni dojmująco boleśnie poczuli, co to znaczy w istocie, w sensie ścisłym, słowo „średnia” i jak blisko od średniej do dna. Taka Irlandia z dnia na dzień (z paroma setkami tysięcy Polaków na pokładzie, na dobitkę…) przestała cieszyć się dumnym statusem zielonej…

Opiekunka do dzieci
kryminał / 23 lipca 2017

Elisabeth Herrmann Opiekunka do dzieci Przekład: Bartosz Nowacki Wydawnictwo Prószyński i S-ka Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Amnezja, amnestia, ambiwalencja – bo dookoła sami dobrzy Niemcy, co nie chcą Historii… Intryga prawnicza tudzież kryminalna zupełnie jakby wyjęta z jurydycznych powieści Ferdinanda von Schiracha (skądinąd wnuka Baldura – szefa Hitlerjugend…). Adwokat u progu kariery, narzeczony córki innego adwokata (wziętego lidera berlińskiej palestry; córka z kolei jest politykiem w berlińskim landzie, kandydatką na lokalnego ministra spraw wewnętrznych) dowiaduje się, że jego przyszły teść mógłby i powinien potwierdzić dokument, stwierdzający, że pewna obywatelka Ukrainy była robotnicą przymusową w III Rzeszy i – tak się złożyło – nianią przyszłego pana mecenasa, wówczas synka pewnej arystokratycznej familii z tytułem barona… Ale teść potwierdzić nie ma zamiaru, za to prosząca o podpis inna Ukrainka (nieformalny posłaniec tamtej niani) zostaje… wyłowiona tego samego dnia z wód berlińskiego Landwehrkanal (już jako nieboszczyk…). Adwokat u progu kariery rzuca wszystko w diabły (z dobrodziejstwem inwentarza – narzeczoną też; tylko z porszakiem trudno mu się rozstać…) i wespół z koleżanką po fachu rozwiązuje zagadkę. Z przyczyn moralnych wyższego rzędu oczywiście! Fakt – von Schirach mógłby to napisać, ale on skoncentrowałby się na czysto prawniczej (z dominującymi wprawdzie elementami etyki) intrydze. Ale…

Tu się nie zabija
kryminał / 7 lipca 2017

Anna Bińkowska  Tu się nie zabija Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Świeże trupy z wykopalisk Tysiąc lat to przyzwoita dolna granica wieku, od której w górę (do plus minus 10 tysięcy lat; potem to już antropologia kopalna…) zwłoki ludzkie interesują przedstawicieli (praktyków i teoretyków w równym stopniu) nauki zwanej archeologią. Oczywiście pod warunkiem, że zwłokom (z reguły w postaci szkieletu lub oczywiście mumii…) towarzyszą jakieś zabytki kultury materialnej: skorupy, całuny, biżuteria, broń itp. – uczenie zwane artefaktami. Albo chociaż rzeczone zwłoki spoczywają w jakiś odbiegający od standardowego (czyli horyzontalnego) sposób, wskazujący już to na osobliwe praktyki funeralne, rytualne (może osikowy kołek między żebrami i ucięty łeb) czy powiedzmy: kulinarne (na przykład kanibalizm). Archeolodzy lubią nieboszczyków, bo ci bywają pamiętliwi i gadatliwi. Niejeden doktorat w tej branży powstał dzięki współpracy z lokatorami cmentarzysk… Ale gdy świeży (bo czymże jest doba dla ludzi nawykłych do liczenia czasu tysiącami lat) nieboszczyk w kałuży krwi zadźgany leży na podłodze magazynowej kanciapy w obiektach należących do instytutu archeologii pewnego szacownego uniwerku (dodajmy od razu, że Warszawskiego…)? A do tego jest (a w zasadzie był…) tegoż instytutu szefem, a nadto wredną mendą, za którą prawie nikt nie przepadał, zaś z nosicieli motywacji…

Milczenie jest srebrem
kryminał / 29 czerwca 2017

Ryszard Ćwirlej  Milczenie jest srebrem Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Oko świętego Wojciecha, czyli szczęście cymbała Kolejne spotkanie z chorążym MO (a właściwie już podporucznikiem…) Teosiem Olkiewiczem nie rozczarowuje. Bałwaństwo, debilizm, grubiaństwo, prymitywne instynkta (ze skłonnością do chlania wódy i dupczenia na czele…), cwaniactwo i lenistwo wyż. pomienionego zdają się rosnąć w postępie geometrycznym, a wraz z nimi postępuje wszerz, wzdłuż i w górę pula zadziwiającego, nieprawdopodobnego szczęścia Teosia, wyciągającego się własnoręcznie za włosy (ściślej: za maskujący osełedec misternej zaczeski…) z każdego gównianego szamba – niczym baron Münchhausen… Tym razem kaskada szczęśliwych przypadków żywota Teosia O. zaczyna się od powierzenia mu przez zwierzchnika (samego generała z Komendy Wojewódzkiej) – wraz z oficerskim awansem – sprawy do samodzielnego rozwiązania (na zasadzie testu przydatności…). Teoś, szczęśliwy jak szczypiorek z powodu nominacji (gwiazdki można przeliczyć na lepsze zarobki, podstawę wymiaru emerytury, nie wspominając o innych nieformalnych możliwościach…), odczuwa jednak pewien taki niepokój… Samodzielność to odpowiedzialność i papierkowa robota, dużo takiej roboty. A robota i do tego pod własnym nazwiskiem, na własne konto w aktach personalnych, to dwie rzeczy, których w milicji Teoś bał się najbardziej. Ale co tam – papiery się zepchnie na Młodego, a on pokręci się…

Bez śladu
kryminał / 21 czerwca 2017

Tana French  Bez śladu Przekład: Maria Olejniczak-Skarsgård Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Dublińskie demony rodzinne nie odpuszczą ci nigdy… Szmaragdowa Wyspa – kolebka wesołych tancerzy, wytrwałych, upartych, honornych twardzieli, piwa guinness, czterolistnej koniczynki, świętego Patryka, whisky jameson, mszału z Kells i genialnego Joyce’a – jakoś nigdy nie uchodziła za żyzne podglebie dla literatury kryminalnej. Może dlatego, że jej heroiczne dzieje i mity zdominowane były przez złowrogi cień rzucany przez potężnego sąsiada: Brytanię (prawdziwy Irlandczyk nigdy nie użyłby przymiotnika Wielka…). A fabularna narracja tradycji domowej – opanowana przez legendy patriotycznych dynamitardów i wolnych strzelców z IRA. Gdzie tam miejsce dla pospolitej zbrodni, dla sprawców pracowicie tropionych i wykrywanych dzięki żmudnej robocie policyjnych fachowców? Gdzie tam miejsce dla inteligentnych detektywów? Na szczęście Irlandczycy mają Tanę French… Ta 44-letnia dziś pisarka długo, bo aż do 35. roku życia myślała, że jest… aktorką. Po studiach dramatycznych w dublińskim przesławnym Trinity College pracowała na irlandzkich scenach, w filmie, telewizji, dubbingu, teatrze radiowym i reklamie. A gdy telefon nie dzwonił, podczas dłuższych przerw między castingami coś tam pisała do szuflady… Aż jakieś dziesięć lat temu w wielkim globalnym anglojęzycznym legendarnym konsorcjum wydawniczym Viking Penguin ukazała się pierwsza powieść kryminalna…

Gra pozorów
kryminał / 16 czerwca 2017

Donna Leon  Gra pozorów Przekład: Małgorzata Kaczarowska Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 4/7 Dopóki Serenissima nad poziomem morza się trzyma… Zaczyna się od obrazka iście apokaliptycznego: policyjna motorówka z komisarzem Brunettim na pokładzie wpływa na wody Canale Grande w okolicy Piazza San Marco – wprost pod rufę gigantycznego wycieczkowca z trudem manewrującego po niewielkim w istocie bacino… Z pokładu na dziesiątym piętrze kolosa międzynarodowa hałastra snobistycznych włóczęgów i obszczymurów gapi się z góry na kopuły bazyliki i dzwonnicę, na dachy pałaców, a fale, wzniecane przez kadłub i turbiny, wściekle łomoczą w dębowe fundamenty miasta, zalewają, spłukują i dewastują kamienne płyty Riva degli Schiavoni… (Swoją drogą – tych skurwysynów, którzy na horror ów zezwalają lub patrzą przez palce, należałoby przywiązać do pasiastych gondolierskich pali cumowniczych przy Punta della Dogana, pod najpiękniejszą świątynią Wenecji – bazyliką Santa Maria della Salute – po szyję w wodzie; niechby sobie poczekali na acqua alta…). Brunetti płynie na Dorsoduro, bo w Bibliotece Merula przy kanale Giudecca stwierdzono istną rzeź wśród starodruków: jakiś wandal wyrżnął z cennych ksiąg podróżniczych kilkanaście stron, głównie ilustracyjnych, z mapami, rycinami itepe… Naturalnym podejrzanym jest ostatni użytkownik okaleczonych ksiąg – okazało się, że to niejaki Nickerson, doktor…