Czekoladki dla Prezesa
proza polska / 5 czerwca 2018

Sławomir Mrożek Czekoladki dla Prezesa Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Prolegomena polskie czyli akademia absurdu „Mrożek by tego nie wymyślił” (popularne przysłowie ludowe, sprawdzone w wielu okazjach…) Gdy Sławomir Mrożek, syn galicyjskiego pocztmistrza, człowiek wielu talentów (choć żadnego nie wystudiował do końca), w latach 50. ubiegłego wieku debiutował w krakowskiej gazecie codziennej (skądinąd był to „Dziennik Polski”…) jako miejski reporter, nikt nawet przez chwilę nie podejrzewał, co z niego wyrośnie. Nikt, może poza najbliższym przyjacielem rzeczonego Mrożka – Leszkiem Herdegenem, poetą i aktorem o głosie tak sugestywnym, że płoszył gołębie w obrębie Plant, naruszał bezpowrotnie powagę wielu urzędów, obezwładniał kobiety oraz doprowadzał je do czynów nie licujących z godnością (cokolwiek mogłoby to znaczyć…). Ówczesny naczelny wspomnianego „Dziennika…” Stanisław Witold Balicki podobno miał w kwestii przyszłości Mrożka jakieś profetyczne przeczucia, lecz nie pokwapił się ogłosić ich publicznie… Ale zblazowany Kraków przez stulecia dziejów nie takie wunderkindy widywał (i przeżył…). Ludzkość zatem rozwijała się, budowała zręby (lub dawała odpór) w błogiej nieświadomości, kto jej wyrasta pod bokiem. Ale cherlawy młodzieniec, publikujący humoreski w „Szpilkach” i rysunki satyryczne (gruba kreska, styl nieomal dziecięcy, wyrafinowanie prymitywny i do tego zwalająca z nóg sytuacja lub tekst…) w „Przekroju”,…