Życie na wynos
kryminał / 7 czerwca 2017

Olga Rudnicka  Życie na wynos Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017 Rekomendacja: 1/7 Ocena okładki: 2/5 Tragiczna pomyłka napalonego kadawera, czyli gehenna parodystki W ciemnym zakątku piwnicy strzeżonego apartamentowca – trup. Porządnie odziany i obuty, więc – wbrew pierwotnym przypuszczeniom znalazcy – żadną miarą nie jest to niechlujny sąsiad-pijaczek w stanie głębokiego upojenia, jeno trup-trup, najprawdziwszy z prawdziwych, zimny i sztywny, za to z wymłotkowanym łbem. Nieszczęśliwym znalazcą jest znana czytelnikom Rudnickiej niejaka Emilia Przecinek (nazwisko dość fantazyjne; zresztą osobliwa inwencja onomastyczna jest warsztatową specjalnością Rudnickiej…) – zbliżająca się niebezpiecznie do strefy „roaring forties”, z najwyższym trudem utrzymująca dyscyplinę cielesną (w sensie wagi i rozmiarów…), z równie wielkim trudem balansująca między okrutnym banałem prokurowanym przez rzeczywistość, a grafomańską kreacją na potrzeby twórczości własnej (innymi słowy: nie zawsze trafnie odróżniająca realny świat od fikcji…), udręczona pisarka romansowa… Rzeczona Przecinek, odkrywszy, że obiekt w piwnicznej ciemnicy to autentyczny kadawer, nie zaś skalandrowany deliryk, wzruszona do głębi pada na glebę (w piwnicy to zwykle beton), wstrząśnienia mózgu i lekkiej amnezji doznając, co w całości wydało ją na pastwę: a) medyka Perełki, b) przystojnego policjanta-geja (rzekomego, żeby nie było…), c) jego partnerki w służbie, d) agentki literackiej i nimfomanki Paluch, e) i co najważniejsze…

Granat poproszę!
kryminał / 13 października 2016

Olga Rudnicka  Granat poproszę! Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 W nierównym boju padła kolejna ofiara… A bój to nie jest ostatni, o nie! Podejrzewam nawet, że wiele jeszcze nieszczęsnych niewiast, parających się literaturą, osobliwie kryminalną, rozrywkową (albo i romansową zgoła…) w podobny sposób padnie… Nie, życia nie straci żadna, ale pójdą w pęta, w niewolę okrutnego komercyjnego konwenansu pisarskiego – zaczną posługiwać się w twórczości swej tak zwaną „chmielewską”, czyli persyflażową technologią artystyczną, zasadzającą się na kilku niezbyt wyrafinowanych regułach… Primo: język osobliwy – niby szlachetnie poprawny, czasem tylko (w dialogach przeważnie) robiący wypady w stronę metafor nieoczywistych o zaskakującej wymowie, do skojarzeń paradoksalnych i śmiesznych. Ale w sumie podskórnie wyczuwa (a może tylko przeczuwa?) się w tym języku jakieś niepokojące drugie dno, ukryte znaczenie a rebours… Secundo: główna bohaterka – pełna fizycznych mankamentów (prawdziwych lub urojonych), przeto i kompleksów, i zaniżonej samooceny – ergo: zapuszczona, nadto dotknięta jakimś intelektualnym niedorozwojem (kojarząca z opóźnieniem lub wcale, kompletnie nieobyta z cywilizacją, zwłaszcza cyfrową, odklejona i obciachowo niekumata…); dziwne i głupie kroki życiowe wykonująca seriami, całymi dramatycznymi sekwencjami (acz niepozbawionymi swoistego wdzięku naiwnego kurczaczka…). Wciąż pełna wiary w swe damskie przewagi i seksualną atrakcyjność dla samców,…