Rekomendacje

13 czerwca 2017

Bezpańskie psy

Szymon Wojtyniak Bezpańskie psy Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2019 Rekomendacja: -1/7 Ocena okładki: 2/5 Bezlitosna Urugwajka stuka sztukasa… A myśmy tamtą wojnę właściwie wygrali… A moralnie to już na pewno. A gdybyśmy mieli z tysiąc (albo lepiej pięć…) takich oficerów i dowódców jak major Feliks Zygartowicz oraz chorąży Wojciech Tuchowiak, to w trzydziestym dziewiątym do końca września nasi byliby w Berlinie, a nie odwrotnie – Niemcy w Warszawie… (Skąd te dwa nazwiska, skądinąd całkowicie fikcyjne – o tym za chwilę…). Wydawało mi się, że epoka powieści wojennej, fabularnie osadzonej w realiach II wojny światowej (a osobliwie kampanii wrześniowej…), no i będącej w całości produktem imaginacji autora, to już gatunek wymarły, znikający za horyzontem zdarzeń. Wydawało mi się, że to pole dostępne raczej dla penetracji spóźnionych scenarzystów filmowych bądź serialowych albo zgoła tzw. rekonstruktorów historii – dużych chłopców z nadmiarem adrenaliny i deficytem krytycznej wyobraźni, za to lubiących się bawić w wojsko. Wydawało mi się, że jedynie zawodowi historycy, osobliwie zaś ci ogarnięci misją, pasją, a nawet chorobą rewizyjną, na tym poletku mogą wydajnie i z rezultatami poharcować. Ostatecznie do zrewidowania mają tyle nawarstwionych mitów… Wydawało mi się. Ale tkwiłem w mylnym błędzie (jak uroczo, ale coraz rzadziej mawiają w…

Posted in proza polska, sensacja | Tagged | Leave a comment

Wojna według Karskiego

Tomasz Łubieński Wojna według Karskiego Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Misja udana czy nieudana? Dobre pytanie… A odpowiedź od lat niejednoznaczna, zwłaszcza że sam wykonawca misji oceniał, że nie – że była nieudana. Ale niepodlegli historycy, a każdy z nich chłop na schwał (w sensie, że intelektualnie…), mogą mieć inne zdanie, czyż nie? A mowa tutaj o epizodzie wojenno-okupacyjnym, którzy w dziejach Polski, drugiej wojny i świata w ogóle, w sensie materialnym nie znaczył ani zmienił literalnie nic, nie był żadnym przełomem w działaniach na polu walki, w gabinetach sztabowych, wywiadowczych, dyplomatycznych, w środowisku polityków i przywódców walczących stron. Epizod bez jakiegokolwiek znaczenia w sensie strategicznym, militarnym, politycznym. Miał – jak się wydaje – jedynie jakiś wymiar moralny, co jest, jak można zasadnie mniemać, wyłączną specjalnością polskich epizodów w dziejach świata. Jesteśmy mistrzami imponderabiliów etycznych, honorowych – za to pozbawionych jakiegokolwiek realnego znaczenia… Tak było i w tym przypadku. Misja, o której mowa, była w zamierzeniu standardowym, regularnie powtarzanym przedsięwzięciem łącznościowym między polskim państwem podziemnym a emigracyjnym rządem – najpierw we Francji, potem w Londynie. W obu kierunkach – tam i z powrotem. Taki kanał kontaktowy wydawał się ważny, bo nie wszystko można było przekazać drogą…

Posted in esej biograficzny, esej historyczny, esej polityczny, polecam | Tagged | Leave a comment

Jak nie zostałem poetą

Szczepan Twardoch Jak nie zostałem poetą Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Autoportret z narcyzem czyli spowiedź kaszalota (na raty) Felietonistyka jest kapryśnym i wymagającym gatunkiem literackim – co ujawnia się z osobliwą siłą, gdy trzeba zarobkować, takową uprawiając regularnie. Już samo poszukiwanie i wymyślanie tematów (obowiązkowo innych niż wszyscy, chyba że podczepiamy się pod uniwersalnego samograja…) jest bolesnym i frustrującym obowiązkiem. A jeszcze potem trzeba to napisać. I ta paraliżująca biel ekranu po otwarciu edytora tekstu… Ach, gdzie te czasy, gdy paraliżowała biel kartki A-4, wkręconej w wałek łucznika, consula, eriki (z tej fabryki w Dreźnie, Robotron bodajże, co to pewien robotnik zapragnął mieć takie piszące cudo w domu i po trochu wynosił części, ale za każdym razem, gdy już zmontował je w kupę, wychodziła mu keine schreibmaschine aber maschinengewehr…) czy jakiejś tam innej maricy; człowiek był młodszy i jakoś łatwiej udawało się otrząsnąć z niemocy. A i środki dopingujące łacniej dawały się przyswoić wątrobie… Więc każdy zarobkujący regularnym pisaniem prędzej czy później ulegał „sile wyższej” i usiłował wyłudzić cotygodniowe honorarium, opisując, jak to ciężko mu się pisze. Jeden chyba tylko Bolesław Prus, niedościgły tytan felietonistyki, w swych „Kronikach tygodniowych” nigdy nie uskarżał się na ciężką…

Posted in felietonistyka | Tagged | Leave a comment

Kalsarikänni. Sztuka relaksu po fińsku

Miska Rantanen Kalsarikänni. Sztuka relaksu po fińsku Przełożyła Katarzyna Aniszewska Grupa Wydawnicza Helion SA – wydawnictwo Sensus, Gliwice 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Picie w gaciach, czyli Fin ładuje akumulator… Ze wstępnych założeń Miski Rantanena wynikało, że będzie to lekka, persyflażowa satyryczna kpina (trochę w stylu Monty Pythona, trochę w stylu epatujących szczerością i brakiem niedomówień amerykańskich stand-upów) z „lajfstajlowych” memoriałów i podręczników personalnego coachingu, opiewających jakiś aktualnie (i chwilowo) modny wśród zglobalizowanych hipsterów trend tzw. sztuki życia – kultywowany jakby mimochodem, ale w rzeczywistości pochłaniający mnóstwo sił i środków. Ale nie wyszło; nie tędy bowiem wiodła droga… Okazało się bowiem w trakcie pogłębiania prac przygotowawczych i studialnych, tudzież eksperymentów osobistych z zakresu tzw. obserwacji uczestniczącej, że kalsarikänni to za poważny problem epistemologiczny, cywilizacyjny i zgoła metafizyczny, by byle jak i protekcjonalnie zbywać go satyrą, choćby wytrawną i wyrafinowaną… Finowie w ogóle mają ten problem z osobliwościami swego życia codziennego, kultury i tzw. charakteru narodowego (w istnienie tego ostatniego zresztą piszący te słowa głęboko i fundamentalnie nie wierzy…). Dopóki nie zaczną się zastanawiać, teoretyzować – dopóty rzecz traktują naturalnie i zwyczajnie. Tak przez wieki było z sauną i sisu; tak też było z kalsarikänni. Dopiero gdy naszła Finów (dodajmy…

Posted in esej antropologiczny, polecam, styl życia | Tagged | Leave a comment

Gra luster

Andrea Camilleri Gra luster Przełożył Maciej A. Brzozowski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2019 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Za dużo tych luster, by się porządnie odbić… Przed kilkoma dniami przeczytałem „Grę luster” Andrei Camilleriego, poświęcając tradycyjnie na lekturę jeden wieczór i kawalątek nocy, gdyż więcej czasu nigdy mi ten autor nie zabierał… Ale zanim siadłem do klawiatury, by książkę rekomendować, przyszła wiadomość, że włoski pisarz zmarł… 17 lipca 2019 roku w Rzymie. Miał 93 lata – za sobą burzliwe życie, aktywne członkostwo w partii komunistycznej, pracę w telewizji i teatrze, nauczanie reżyserii, późny debiut literacki (około siedemdziesiątki), wielki sukces wydawniczy (30 milionów nakładów w kilkunastu językach), a przede wszystkim długą serię (począwszy od „Kształtu wody” w 1994 roku) powieści i opowiadań kryminalnych z komisarzem sycylijskiej policji Salvo Montalbano w głównej roli… Montalbano to szczytowe osiągnięcie „seryjnego kreacjonizmu kryminalnego”. W sali światowej. To prosta i powszechnie stosowana technika pisarstwa fabularnego, zajmującego się zbrodnią. Od czasu, gdy pod piórem szkockiego genialnego pisarza sir Arthura Conan Doyle’a ożył duet detektywistyczny Holmes/Watson, powtarzalne używanie do rozwiązywania kolejnych zagadek dobrze wykreowanego, psychologicznie, charakterologicznie zdefiniowanego bohatera-detektywa, stało się normą. Dlaczego? To po prostu kwestia ekonomii twórczej. Gdy uda się raz napisać budzącą sympatię, bogatą wewnętrznie,…

Posted in kryminał, polecam | Tagged | Leave a comment

Podróżny

Ulrich Alexander Boschwitz Podróżny Przełożyła Elżbieta Ptaszyńska – Sadowska Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 A dookoła sami dobrzy Niemcy – czyli czas uciekać… Trudno sobie wyobrazić dziwniejszą książkę. Napisał ją w ciągu kilku tygodni człowiek ledwo dwudziestotrzyletni, poruszony do głębi wydarzeniami w Niemczech w 1938 roku, które później historycy nazwali Die Kristallnacht – Nocą Kryształową… Nieco wcześniej, w październiku tegoż roku, funkcjonariusze służby bezpieczeństwa Rzeszy zatrzymali w Niemczech ponad 17 tysięcy Żydów z polskim obywatelstwem lub innymi papierami poświadczającymi jakiekolwiek związki z państwem polskim. Zatrzymanych załadowano do pociągów (Trzecia Rzesza nabierała w tym wprawy…) i odstawiono do granicy. Tam przy pomocy uzbrojonych w karabiny z bagnetami jednostek policji i straży granicznej przepędzano ich na stronę polską. Niestety, biało-czerwone szlabany graniczne pozostały zamknięte… Około dziesięciu tysięcy deportowanych Żydów znalazło się w Zbąszyniu (na głównej linii kolejowej z Berlina do Poznania) – najpierw dosłownie w pasie granicznym między zasiekami i szlabanami, potem w obozie przejściowym w koszarach i we młynie. Wśród internowanych była rodzina krawca Sendeła Grynszpana pochodzącego z Radomska, deportowana z Hanoweru (mieli polskie obywatelstwo). Syn Sendeła Herszel był w tym czasie w Paryżu (uciekł z Rzeszy wcześniej i chciał się przedostać do Palestyny); na…

Posted in polecam, proza obca | Tagged | Leave a comment

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego

Maurizio de Giovanni Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego Przełożył Maciej A. Brzozowski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2019 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Neapolitańskie zmory… Wszechmogący to nie handlarz, w soboty nie płaci stare neapolitańskie przysłowie Patentowany ponurak, mizantrop, samotny służbista-perfekcjonista, regulaminowa nemezis funkcjonariuszy neapolitańskiej kwestury policji królewskiej, nielubiany powszechnie wśród współtowarzyszy służby – a dotyczyło to na równi podwładnych i przełożonych (z nielicznymi wyjątkami…) – komisarz Luigi Alfredo Ricciardi, baron di Malomonte, wiosny nie lubił. Podobnie jak trzech pozostałych pór roku, miasta i mieszkających w nim ludzi. Niczego nie lubił – no, może wyjąwszy pewną anonimową (ale to się niebawem zmieni…) panienkę z naprzeciwka, którą namiętnie (i ponuro…) podglądał przez okno wieczorami. Być może jeszcze swoją pracę lubił, ale nie okazywał tego na tyle entuzjastycznie, by ktokolwiek fakt ów zauważył. Lubił też sfogliatelle – neapolitańskie desery z kruchego ciasta typu francuskiego (jak w naszych napoleonkach) nadziane słodkim twarożkiem ricotta i… pszeniczną kaszką manną, ale od czasu zniknięcia prawdziwej kawy z rynku (jakieś sankcje Ligi Narodów, czy coś w tym rodzaju…), zastąpionej obrzydliwym zbożowym surrogato z cykorią, i do sfogliatelle jakoś stracił serce. Bo bez łyka espresso doppio to już nie to samo… Komisarz Ricciardi był tolerowany mimo…

Posted in kryminał | Tagged | Leave a comment

Pamiętnik księgarza

Shaun Bythell Pamiętnik księgarza Przełożyła Dorota Malina Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Mądrość kurzu… Obcowanie z książkami w sensie ścisłym (to znaczy ze stosami zadrukowanego papieru w twardych lub miękkich okładkach) jest upodobaniem – a właściwie stylem życia – dość ekstremalnym, choć ciągle jeszcze nadspodziewanie rozpowszechnionym. Ba, globalne dane przemysłu wydawniczego wskazują nieśmiało na pewien rosnący trend popularności książek drukowanych na papierze (w odróżnieniu od zastoju, a nawet spadku sprzedaży zarówno elektronicznych nośników – w rodzaju kindle’a na przykład – jak i samych książek w postaci elektronicznych plików do ściągnięcia z sieci…). Wbrew ponurym przepowiedniom „postępowców” cywilizacja druku na papierze jeszcze czas jakiś potrwa, a Johannes Gensfleisch zum Gutenberg z Moguncji – genialny wynalazca tej technologii – nie musi się w grobie przewracać z rozpaczy… Oznacza to, że – po pierwsze: nadal będą rżnąć lasy na papier, po drugie: kontynuować będziemy zachęcanie… kurzu do niepowstrzymanego gromadzenia i mnożenia się, udzielając rzeczonemu wygodnego schronienia. Znana mi bardzo blisko, osobiście, intymnie, emocjonalnie i odpowiednio długo znawczyni problemu kurzu i wszelkich możliwych (w tym wielu wielce ekstrawaganckich) technologii jego usuwania twierdzi nawet, że kurz stanowi połowę sumarycznej wagi domowych i publicznych bibliotek. Mojej własnej (jakieś 4,5 tysiąca tomów!) nie…

Posted in diarystyka, memuary, polecam | Tagged | Leave a comment

Leonardo da Vinci

Walter Isaacson Leonardo da Vinci Przełożył Michał Strąkow Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Gen geniuszu nie istnieje… Od kiedy przeważać jęło przekonanie, że zestaw ponadprzeciętnych cech kreatywnych ludzkiego umysłu, zwany dla uproszczenia talentem, nie jest rezultatem ingerencji metafizycznej w jestestwo jednostki – czyli nie jest dotknięciem palcem bożym lub inną częścią domniemanej anatomii istoty nadprzyrodzonej wyższego rzędu ani iluminacją umysłu (lub tzw. duszy) przez tchnienie osobliwego bytu czy konstruktu eterycznego bądź tylko wyobrażonego, zwanego duchem świętym – trwa poszukiwanie źródła, praprzyczyny tej różnicy między jednostkami gatunku homo sapiens. Różnicy sprawiającej, że jedni (dodajmy, że nieliczni…) są ponad – w sensie genialni umysłem, twórczy i niosący postęp – a inni nie: ledwie średni, odtwórczy, przeciętni (że o idiotach litościwie zmilczymy…). Większość badaczy i poszukiwaczy zdaje się skłaniać ku przyrodniczym poletkom naukowej penetracji, obserwacji procesów fizykochemicznych i biologicznych, sterujących człowiekiem, osobliwe znaczenie przypisując genetyce i socjobiologii. Ale może dałoby się znaleźć i takich, którzy wciąż w dynamice stosunków i procesów społecznych (z uwzględnieniem roli rewolucji ekonomiczno-socjalnej…) chętnie poszukaliby źródła formowania się genialnych jednostek… Rewolucja jako zapalnik geniuszu? Ciekawa hipoteza, nie powiem… W obecnym stanie wiedzy poszukiwacze źródeł geniuszu gremialnie skłaniają się ku genetyce. Żywią zatem przekonanie – wyspekulowane,…

Posted in biografistyka, polecam | Tagged | Leave a comment

Układ

Igor Brejdygant Układ Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2019 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Kto naprawdę rozdaje karty nad Wisłą? W każdym konflikcie na arenie politycznej, osobliwie zaś międzynarodowej, chodzi o zwycięstwo, unicestwienie przeciwnika, odcięcie mu łba. To oczywiście nie zawsze jest możliwe – z różnych powodów. Wtedy z drugiego planu wychodzi na pierwszy plan nowy cel konfliktu – przynajmniej trwałe (najlepiej długotrwałe…) osłabienie przeciwnika, uzależnienie go, zdobycie wpływu na jego poczynania, faktyczna wasalizacja (przy zachowaniu pozorów niezależności), kierowanie karierami ludzi i biegiem spraw. Innymi słowy: jeśli nie zabijesz przeciwnika od razu – dzięki sile ognia własnych sił zbrojnych – musisz być gotów na długą, wyniszczającą walkę „buldogów pod dywanem”, ergo: trzeba te buldogi mieć (lub kupić…), wykształcić, wytrenować… To jest robota dla cichych, nie szukających rozgłosu specjalistów. Zbieranie informacji (wywiad znaczy), szantaż, akty przemocy i terroru, korupcja, indoktrynacja, fałszowanie rzeczywistości (żeby nie użyć jednoznacznego słowa: kłamstwo…), propaganda, dywersja psychologiczna i inne takie… Takich profesjonalistów kolekcjonują tajne służby specjalne. Po co? By toczyć wojnę (jeśli nie można otwarcie) i ją wygrać… I to się robi – wszędzie, w każdej metropolii i każdej dziurze, 24 godziny na dobę, 365 dni w roku (czasem z zawieszeniem broni w Sylwestra…). Każdy,…

Posted in kryminał, thriller szpiegowski | Tagged | Leave a comment

Dziennik szpitalnego ochroniarza

Oleg Pawłow Dziennik szpitalnego ochroniarza Przełożył Wiktor Dłuski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Bolnica Rassija pod czujnym okiem pisarza… „Jak mało przebytych dróg jak wiele popełnionych błędów” sentencja wytatuowana na stopach 35-letniegoumrzyka-alkoholika, bomża nazwiskiem Dołgich… Nie słyszałem dotąd o Pawłowie. Nic ani jego, ani o nim nie czytałem, nie miałem pojęcia, że jest (a w zasadzie był – bo zmarł w ubiegłym roku). Świata literatury w pojedynkę ogarnąć nie sposób. Nawet nagradzanego i chwalonego przez krytykę autora pominąć łatwo, gdy nie jest się zawodowcem w branży, tylko amatorem… Ale taki błąd zawsze warto naprawić – bo Oleg Pawłow to było zjawisko w rosyjskiej literaturze – żal, że już zakończone. Zjawisko osobne, niezwykłe i krótkotrwałe, jak ślad płonącego w atmosferze meteoru. Pawłow pracował jako robotnik, tragarz, służył w łagiernych (ale zmilitaryzowanych) jednostkach ochrony sowieckich zakładów karnych (obozów pracy) w karagandyjskim stepie, był ochroniarzem w moskiewskim szpitalu, studentem zaocznym instytutu literatury, krytykiem, publicystą i pisarzem. Rosyjskim. A rosyjskość ma ogromne znaczenie w zrozumieniu, o co z tym Pawłowem chodzi. Dostojewski, Babel, Sołżenicyn, Szukszyn, Jerofiejew… Pawłow do tej gromadki nie doszlusował. Za krótko pisał. Ale zadatki miał. Gdy w 1994 roku kończył studia, jego pracę dyplomową opublikował…

Posted in polecam, proza obca | Tagged | Leave a comment

Ostra jazda

Ryszard Ćwirlej Ostra jazdaWarszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2019 Rekomendacja: 3/7Ocena okładki: 3/5 Teoś Olkiewicz był chłopak morowy… Dacie wiarę, że największa menda poznańskiej milicji – tak wielka, że aż budząca sympatię swą nieposkromioną mendowatością – czyli porucznik Teofil Olkiewicz, wciąż żyje i ma się dobrze? A przecież ma już z osiemdziesiąt lat oraz setki tysięcy litrów gorzały przefiltrowanej przez nereczki i wątrobę… Normalnie pijacy jego kalibru już dawno gryzą ziemię, a ten… Ma wykwintną knajpę Świat Wódek i udziały w sieci burdeli – pije u siebie, a jesień życia umilają mu jego własne kurewki. No i na chuj mu resortowa, mundurowa emerytura? O gilotynę ustawy dezubekizacyjnej też troszczyć się nie musi. A jeszcze do tego błogie poczucie ubezpieczającej świadomości, że jego obecne zajęcia wciąż mają „wartość operacyjną” dla starych kumpli… Ryszard Ćwirlej nie może się rozstać ze swym ulubionym bohaterem, który wypromował go na lidera literatury kryminalnej – historycznego, milicyjnego sortu, ale w stylu noir, bez sentymentalnego lukru. Toteż, jeśli jeszcze można to uzasadnić, ustawia go chociaż na drugim planie i czyni niezbywalnym elementem intrygi. Bez Teosia Olkiewicza nie ma dobrej fabuły… Co czyni go elementem wiecznotrwałym i fundamentalnym prozy Ćwirleja. Nawet gdy za dwa lub trzy „ciągi…

Posted in kryminał | Tagged | Leave a comment

Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy

Grażyna Plebanek Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszyWydawnictwo Agora, Warszawa 2019 Rekomendacja: 4/7Ocena okładki: 3/5 Leczenie słuchu słowami… W każdym z ponad sześciu tysięcy języków świata jest przynajmniej kilka słów niezwykłej urody, opisujących stany ducha, możliwe zdarzenia, pejzaże, zjawiska przyrody, ludzi – przy pomocy skrótu myślowego, celnej metafory, nieoczywistego skojarzenia. Mnie najbardziej po drodze z fińskim słówkiem kalsarikännit, co oznacza ni mniej ni więcej jak tylko picie w domu w samej bieliźnie (może być też w piżamie…) bez zamiaru wychodzenia na zewnątrz… Pamiętajmy oczywiście, że słówko jest fińskie, więc picie nie oznacza żadną miarą pochłaniania kawkiherbatki, mleka, soczku czy trywialnej mineralnej niegazowanej. Piwo też nie wchodzi w rachubę – za to koskenkorva jak najbardziej. No i czyż to nie wspaniałe słówko, to kalsarikännit? Są języki objawiające wyniosłą niechęć do syntetyzowania. Na przykład na nieodległej od nas wyspie Spiekeroog czy sąsiedniej Langeoog nie mów rybakowi, że jest mgła (po niemiecku der Nebel), bo nie zrozumie; on ma na określenie tego zjawiska meteorologicznego jedenaście odrębnych słów, których dokładna znajomość może być kwestią życia lub śmierci. Bo meest znaczy puste sieci i głód, a lekka, rozświetlona hazz – obfite połowy flądry, soli, śledzia… Podobnie w słowniku języka tamasheq nie znajdziesz słowa…

Posted in esej antropologiczny, polecam | Tagged | Leave a comment

Trump pod ostrzałem

Michael Wolff Trump pod ostrzałem Przełożyli Magda Witkowska, Bartosz Sałbut, Magdalena Moltzan-Małkowska Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki:4/5 Pomarańczowy zawrót głowy… Zakładałem, że po wydawniczym sukcesie „Ognia i furii” Michael Wolff przyczai się, zbierze amunicję i ponownie wypali do Trumpa, gdy zbliży się czas reelekcji. Ale trumpologia zatacza coraz szersze kręgi, staje się coraz atrakcyjniejszym terytorium badawczym, coraz liczniejsza jest ekipa dużych graczy, z „pulitzerowskimi” nazwiskami. Trzeba ostro zasuwać, jeśli chce się utrzymać pozycję i laur pioniera trumpologii. Wolff porzucił zamiar leniwego spożywania owoców swego sukcesu i rzucił się w wir prac badawczych. Musiał tylko na nowo przemyśleć strategię. Ze zrozumiałych względów nie mógł stosować (jak w „Ogniu i furii”) techniki „muchy na ścianie” – cichego, dyskretnego i biernego, anonimowego obserwatora akcji z tak bliska, jak tylko się dało (konkretnie z rogu kanapy w Zachodnim Skrzydle…). Teraz nie mógł się przecież zbliżyć do Białego Domu na odległość mniejszą niż zasięg skutecznego strzału snajpera z Secret Service… Wolff wybrał technologię human resources. Liczba personelu Białego Domu, usunięta od początku kadencji, idzie w setki. Niektórzy z nich są dobrze poinformowani, niektórzy mniej, jedni są bystrzy i inteligentni, drudzy – zwyczajnie głupi. Ale wszyscy są porządnie wkurwieni, zaś pojęcie…

Posted in esej polityczny, polecam, reportaż polityczny | Tagged | Leave a comment

Serotonina

Michel Houellebecq SerotoninaPrzełożyła Beata GeppertGrupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo wab, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 3/5 S żyru biesitsia… Globalna wielkość Houellebecqa (a po dystopijnej „Uległości” – nawet profetyczno-mistyczna, i to w znacznej skali) wydaje się rosnąć z każdą kolejną publikacją nowej powieści, eseju, tomu wierszy. Oczywiście owa wielkość to tylko opinia. Umowna i subiektywna, chroniona przez dość szeroko zaakceptowany i obowiązujący konwenans. Ale naturalnie żadną miarą nie wystawiona poza nawias dysputy, by sobie stygła i pokrywała się usztywniającą patyną. Przeciwnie – kwestionowanie wielkości Houellebecqa byłoby wskazane i nawet pożądane (choćby dla soczystości publicznego dyskursu), ale jakoś nikt się nie kwapi. Któż bowiem rozsądny i instynktem samozachowawczym przepełniony, zechciałby wystawić się na szwank i wrzasnąć, że król jest nagi, skoro i tak wszyscy widzą, że jakieś zgrzebne gacie ma, takąż koszulinę i kurtewkę sfatygowaną… Bo nie jest tak, że Houellebecq to oktrojowany przez zmowę krytyków uzurpator. Na jego wielkość składają się opinie recenzentów – indywidualne, podpisane i niezależne, skreślone przez fachowców o ugruntowanej reputacji. I co ważne – uargumentowane. Do tego dokłada się suma indywidualnych decyzji konsumentów-czytelników, glosujących za wielkością Houellebecqa przy kasie. Ta suma idzie w miliony – i to nie wydawane jeden raz, ale powtarzalnie. Co oznacza, że…

Posted in polecam, proza obca | Tagged | Leave a comment

Brak komentarzy