Rekomendacje

13 czerwca 2017

Mgły Toskanii

Natasza Socha Mgły Toskanii Wydawnictwo Edipresse Polska SA, Warszawa 2018 Rekomendacja: 1/7 Ocena okładki: 3/5 Dylemat riabinuszki kudriawej, czyli jedna kocha dwóch równocześnie… Lato już się rozgościło pełną parą, aczkolwiek przedwcześnie nieco, więc najwyższa pora odświeżyć zasób lektur wakacyjnych – niezobowiązujących romansów, lekkich a śmiesznych kryminałów – w sam raz na plażę czy popołudniową sjestę na hamaku w cieniu drzew, na wieczór z winem na tarasie albo przy kominku… Wydawcy na tę porę mobilizują rezerwy, odkładane z zamiarem wzbogacenia letniej oferty i nadzieją zarobku. Natasza Socha jest pierwszorzędną autorką na ten czas. Od lat ze sporymi sukcesami robi w romansach i powieściach romansopodobnych. Jest poza tym felietonistką, blogerką kulinarną i autorką z nurtu tzw. lajfstajlu (czyli jak sobie dawać radę w życiu małym kosztem – najlepiej cudzym – i nie popaść przy tym w depresję…). Z zawodu dziennikarka – wybrała karierę pani domu na obczyźnie i mieszka od lat z rodziną w Monschau – wsi niedaleko Aachen (po polsku Akwizgran…) w Północnej Nadrenii-Westfalii. Stamtąd widać lepiej. I Europę. I polskie sprawy na jej tle i bez tła… W końcu to stolica pierwszego Europejczyka – Karola Wielkiego. Przy pisaniu romansów dystans, umysł wolny od troski i luz egzystencjalny mają niebagatelne znaczenie…

Posted in romans obyczajowy | Tagged | Leave a comment

Na szlaku trumien

Peter May Na szlaku trumien Przełożył Lech Z. Żołędziowski Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Smak słonego wiatru, zapach torfowego dymu i nuta jesiennego wrzosowego miodu… Pamięć tych trzech zmysłowych doznań szkockich przechowuję w dwóch różnych formułach. Pierwsza jest rozproszona, czyli każde z nich osobno. Słoność atlantyckiego wiatru można poczuć i zapamiętać oblizując wargi po spacerze plażą dowolnej wyspy zachodniego wybrzeża Szkocji; zapach torfu najlepiej przyswoić jadąc drogą – rowerem, jeśli akurat nie pada deszcz – w poprzek równinnej części wyspy Lewis ze Stornoway do Barabhas; a miód można posmakować w sklepiku kooperatywy pszczelarskiej w Fort William. Ale łatwiej razem – te trzy smaki plus moc uisge beatha (innymi słowy C2H5OH) z jęczmiennego słodu zawiera w sobie talisker (moim prywatnym zdaniem – najlepsza whisky typu single malt na świecie), pędzony w gorzelni w Carbost na wyspie Skye. A wszystko dlatego się przypomniało, bo Peter May napisał kolejny kryminał z archipelagiem szkockich Hebrydów Zewnętrznych jako sceną i pełnoprawnym uczestnikiem akcji zarazem. Ze szczególnym uwzględnieniem roli sztormów i fal morskich w kulminacyjnym punkcie intrygi. Zaczyna się jak dobry sensacyjny thriller z Jasonem Bourne’em: na pięknej plaży w wiosce Losgaintir (na angielskich mapach: Luskentyre…) na wyspie Harris…

Posted in kryminał, polecam | Tagged | Leave a comment

Pokraj

Andrzej Saramonowicz Pokraj Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Znasz-li ten kraj, ukochany kraj, umiłowany kraj? Kupa śmiechu… Miała być, ale jakoś nie jest; więźnie gdzieś po drodze między przeponą a strunami głosowymi. Bo ten Pokraj, w którym toczy się akcja – podejrzanie znajomy, ci Pokrajanie, którzy w niej uczestniczą, jacyś tacy podobni. Do nas – jakby się kto pytał… Akcja zaś sama też coś nachalnie przypomina momentami. Co takiego? A to Polska właśnie… Co sobie uświadomiwszy, jakoś tracimy ochotę do dobrej zabawy, choć autor robi co potrafi (a potrafi zaprawdę wiele…), by na każdej dosłownie stronie tej lektury czytelnik goszcząc, mógł zarykiwać się śmiechem niczym dziki osieł… On – Saramonowicz – to umie, bowiem humorysta, satyryk i prześmiewca z niego przedni. W końcu z zawodu jest autorem scenicznym, scenarzystą filmowym, reżyserem, dziennikarzem, ze specjalnością raczej komediową. To przecież on napisał, przerobił na kino i zrealizował arcyzabawny, chwalony i chętnie oglądany „Testosteron”, spod jego ręki wyszły uwodzicielskie i nieodparcie zabawne „Lejdis”. To on jest zadziornym publicystą i wrednym krytykiem. Sukinsynem nawykłym do szargania świętości, pomników, stereotypowych mniemań i fobii. Saramonowicz umie się śmiać, zaś jego fantazja leksykalna jest niezrównana… Osobliwie w sferze onomastyki. Nadawane przez Saramonowicza…

Posted in polecam, political fiction, proza polska | Tagged | Leave a comment

Nie mieszkam w igloo

Adam Jarniewski Nie mieszkam w igloo Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 A noc polarna duszna jest i parna…   Polska masowa wyobraźnia w kwestii życia codziennego Inuitów (umówmy się: chodzi o Eskimosów, co z jakichś skomplikowanych a wielce subtelnych względów uznawane jest za miano niepoprawne: politycznie i pod każdym innym względem; a nawet obraźliwe…) kształtowana była pod wpływem wiekopomnych dzieł literackich Aliny i Czesława Centkiewiczów. Czesław – dzielny polski polarnik (zimowanie na Wyspie Niedźwiedziej w sezonie 1932-1933), podróżnik i pisarz – w 1937 roku wydał powieść przygodową „Anaruk, chłopiec z Grenlandii”, a w 1949 roku wespół z żoną napisał książeczkę dla dzieci „Odarpi, syn Egigwy”. To dobra literatura była. Życie wzmiankowanego Odarpiego śledziło wiele pokoleń Polaków, z racji umieszczenia pozycji na liście szkolnych lektur obowiązkowych w podstawówce… Stąd zapewne wpojona jakoś podświadomie nasza sympatia, okazywana en bloc i a priori ludom lodowej Północy. Co wobec innych nacji naszego globu już takie oczywiste i spontaniczne nie jest. I nie zmieni tego nawet tłumaczenie, że imię Anaruk w języku Inuitów raczej nie istnieje, bo znaczyłoby coś w rodzaju „Srajdek” albo „Wypierdek” (dosłownie: wysraj to). Zapewne pan Centkiewicz zapisał ze słuchu imię Amaroq, co znaczy wilk… Ale mniejsza…

Posted in polecam, reportaż | Tagged | Leave a comment

Czekoladki dla Prezesa

Sławomir Mrożek Czekoladki dla Prezesa Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Prolegomena polskie czyli akademia absurdu „Mrożek by tego nie wymyślił” (popularne przysłowie ludowe, sprawdzone w wielu okazjach…) Gdy Sławomir Mrożek, syn galicyjskiego pocztmistrza, człowiek wielu talentów (choć żadnego nie wystudiował do końca), w latach 50. ubiegłego wieku debiutował w krakowskiej gazecie codziennej (skądinąd był to „Dziennik Polski”…) jako miejski reporter, nikt nawet przez chwilę nie podejrzewał, co z niego wyrośnie. Nikt, może poza najbliższym przyjacielem rzeczonego Mrożka – Leszkiem Herdegenem, poetą i aktorem o głosie tak sugestywnym, że płoszył gołębie w obrębie Plant, naruszał bezpowrotnie powagę wielu urzędów, obezwładniał kobiety oraz doprowadzał je do czynów nie licujących z godnością (cokolwiek mogłoby to znaczyć…). Ówczesny naczelny wspomnianego „Dziennika…” Stanisław Witold Balicki podobno miał w kwestii przyszłości Mrożka jakieś profetyczne przeczucia, lecz nie pokwapił się ogłosić ich publicznie… Ale zblazowany Kraków przez stulecia dziejów nie takie wunderkindy widywał (i przeżył…). Ludzkość zatem rozwijała się, budowała zręby (lub dawała odpór) w błogiej nieświadomości, kto jej wyrasta pod bokiem. Ale cherlawy młodzieniec, publikujący humoreski w „Szpilkach” i rysunki satyryczne (gruba kreska, styl nieomal dziecięcy, wyrafinowanie prymitywny i do tego zwalająca z nóg sytuacja lub tekst…) w „Przekroju”,…

Posted in polecam, proza polska | Tagged | Leave a comment

Sztuka ognia

Daniel Hume Sztuka ognia Przełożył Jacek Żuławnik Wydawnictwo Edipresse Polska, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/7 Niezbędnik – samouczek prawdziwego piromana W pustym buszu masz puste ręce, puste kieszenie (oprócz kawałka sznurka i wiernego scyzoryka „szwajcara”) i nagle wymyśliłeś sobie, że akurat tu i teraz twoją egzystencję ubarwić czy zgoła uratować może fantazyjny pióropusz płomiennych fajerwerków, którymi zadziwisz świat lub ugotujesz wody na herbatę… Ale jak to zrobić – bez zapałek, wiernego zippo lub choćby jednorazowej zapalniczki? Daniel Hume potrafi w takich warunkach rozniecić ogień w piętnaście sekund i chętnie wam pokaże – jak. Za pieniądze. Ten syn farmerskiej rodziny angielskiej z hrabstwa Suffolk jest bowiem instruktorem w… szkole bushcraftu (buszowego rzemiosła…), czyli naucza techniki przetrwania w terenie dzikim i tropienia zwierzyny z gatunkiem homo włącznie. Jego osobistym hobby i zarazem przedmiotem naukowej, zgoła antropologicznej penetracji jest ogień. Ne tylko jego znaczenie kulturowe, ekonomiczne czy mistyczne, ale przede wszystkim kwestie praktyczne. Czyli jak i czym niecą płomienie różne ludy zamieszkujące naszą planetę. Hume wędruje od wiosek Inuitów pod Biegunem Północnym po pustynię Kalahari, od jakuckich koczowisk po wysepki archipelagów wokół Nowej Gwinei i Filipin, po australijską pustynię, gromadząc wiedzę miejscowych o ogniu – jego mitologii, znaczeniu w życiu społecznym…

Posted in polecam, styl życia | Tagged | Leave a comment

Jedna jedyna

Jørn Lier Horst Jedna jedyna Przełożyła Milena Skoczko Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Kobieca piłka ręczna to niebezpieczny sport… Norweski kryminał wciąż nieśmiało wychyla się z cienia rzucanego przez inną potęgę skandynawską, a w zasadzie światową – rozpanoszony po sąsiedzku kryminał szwedzki. Cień jest tak wielki, że część globalnej publiczności nie odróżnia obu krain, traktując jej jako jedną wielką skandynawską arenę literacką (łącznie z Danią, Islandią i Finlandią). Bo to klimaty wspólne, języki podobne (poza fińskim oczywiście!) i porównywalne dylematy społeczne. Co za różnica, że Camilla Läckberg ma paszport Królestwa Szwecji, Jo Nesbø jest poddanym króla Norwegów Haralda V, radykalny Michael Katz Krefeld jest Duńczykiem, zaś Arnaldur Indridasson – dzielnym islandzkim wikingiem? W lekturze tego nie widać: piszą podobnie – tylko akcenty topograficzne i scenograficzne się różnią. Więc trafiają do jednego wora z etykietką: skandynawska powieść kryminalna w stylu noir. Bo czerń to obowiązkowy transgraniczny koloryt intelektualnego klimatu tej literatury… Wskutek szwedzkiego cienia w literaturze norweskiej kojarzyłem tylko dwa nazwiska: wspomnianego Nesbø i Karin Fossum. O istnieniu Jørna Lier Horsta nie miałem bladego pojęcia. A tu proszę – nie tylko jest, ale po polsku wydano dotąd dziesięć jego powieści z cyklu o komisarzu policji z…

Posted in kryminał | Tagged | Leave a comment

Blask

Eustachy Rylski Blask Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Pieśń nieodległej przyszłości – wiele na to wskazuje, że całkiem możliwej… Absorbuje was pytanie, jak będzie wyglądała Polska po epoce Kaczyńskiego? #MeToo… Najpoważniejsi publicyści krajowi (i kilku o renomie międzynarodowej) zajmują się tym pytaniem, nie bacząc na gromki śmiech płynący ze środowisk wokółkaczyńskich, głoszących przekonanie, że innej Polski nie będzie, bo idee wodza rządzić będą zawsze – wiecznie żywe – wbrew prawom natury, zdrowemu rozsądkowi i doświadczeniom historycznym. Ale to oczywiście tylko wishful thinking akolitów prezesa, którzy już się pourządzali na całe życie i za nic nie chcieliby obudzić się z ręką w nocniku – za kratami gustownej celi. W Wołowie, Potulicach czy choćby na Białołęce… Pytanie – choćby nie wiem jak ignorowali jego sens, bagatelizowali czy zaklinali ludzie prezesa – wisi nad krajem niczym chmura gradowa, której oberwanie jest nieuchronne. To tylko kwestia czasu… I z każdym dniem pytanie staje się coraz bardziej masywne, natarczywe, Nie-Do-Odepchnięcia… I na to nie można urządzić referendum. Bo odpowiedź, jeśli uda się kiedykolwiek i komukolwiek ją sformułować – tak czy siak – natychmiast stanie się częścią Historii, a tej, jak wiadomo, nie ustala się w trybie głosowania… Na razie jednak…

Posted in polecam, political fiction, proza polska | Tagged | Leave a comment

Martwi za życia

Graham Masterton Martwi za życia Przełożyła Anna Dobrzańska Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Okrucieństwo & Spółka (z ograniczoną odpowiedzialnością) Wszelkie podejrzenia, że Graham Masterton, szkocki autor thrillerów, horrorów i… poradników seksualnych w rzeczywistości nie istnieje, a postać (z życiorysem, dorobkiem, nagrodami, fotografiami, a nawet zagranicznymi podróżami) to tylko wymyślny kamuflaż, mający zamaskować manufakturę literatury na skalę industrialną – mogą polegać na prawdzie… Wydaje się bowiem nie tylko nieprawdopodobne, ale wręcz niemożliwe, by jeden człowiek, bez sztabowego wsparcia znacznych rozmiarów, od 42 lat z zadziwiającą regularnością produkował i drukował aż tyle literatury popularno-rozrywkowej różnych gatunków na wyrównanym (i nad wyraz wysokim…) poziomie, nie wykazując oznak zmęczenia materiału… To wbrew naturze, wbrew prawu powszechnej grawitacji, wbrew zdrowemu rozsądkowi wreszcie! Ale to stan zgodny z rzeczywistością, czyli prawda najprawdziwsza. Masterton to nie kryptonim literackiej mistyfikacji. Taki człowiek istnieje i ma się dobrze. 72-letni edynburżanin z urodzenia, ostatnio przebywa na terytorium hrabstwa Surrey – w istocie południowo-wschodnim przedmieściu wielkiego Londynu. Z zawodu dziennikarz – był m.in. zastępcą redaktora naczelnego niespecjalnie snobistycznego (ale za to całkiem erotycznego!) miesięcznika dla panów „Mayfair” oraz szefem brytyjskiej edycji mocno skandalizującego pisma „Penthouse” – opiniotwórczego magazynu erotyczno-publicystycznego, założonego w 1965 roku przez…

Posted in kryminał | Tagged | Leave a comment

Woda wiecznej młodości

Donna Leon Woda wiecznej młodości Przełożyła Małgorzata Kaczarowska Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Serenissima ciągle się trzyma (nad poziomem wody)   I znów sfatygowany plan Wenecji wydawnictwa Marco Polo pojawia się na wierzchu mojego biurka – to znak, że ukazała się nowa Donna Leon. „Woda wiecznej młodości” – jak zwykle z komisarzem policji Guidem Brunettim na pierwszym planie – to oczywiście kryminał de nomine, jak zawsze… Ale tym razem amerykańska autorka (wenecjanka honoris causa) wspięła się na wyższy poziom abstrakcji gatunkowej. „Woda wiecznej młodości” jest kryminałem o bardzo umownej przynależności typologicznej; dość powiedzieć, że pierwszy trup – niewątpliwie ofiara zbrodni – pojawia się na stronie 220 (u dołu) – najpierw jako stopa męska sporego rozmiaru, w dużym oczywiście bucie i skarpecie, o której nie wiadomo, czy pierwotnie była biała, a w trakcie długiego używania zszarzała, czy też może była szara od początku… Tym razem autorka z pełną dezynwolturą traktuje reguły gatunku, bowiem intryga, aczkolwiek dostatecznie tajemnicza i z nieodzownym dreszczykiem, w sposób wielce umowny staje się osią narracji. Dość wspomnieć, że commissario Brunetti dopiero w połowie objętości książki, dokładnie na 196 stronie, zaznajamia się z pokrzywdzoną i jej rodziną, by zasięgnąć informacji o…

Posted in kryminał | Tagged | Leave a comment

Nora

Katarzyna Puzyńska Nora Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Stare sprawy – świeże trupy, a tu życie jest do dupy, czyli nocny jeździec masakruje wieś sekatorem Pani Kasia idzie po rekord… Dziewiąta część kryminalnej opowieści to nie byle co – zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę mocno ograniczające twórczą swobodę warunki brzegowe: pomorska wieś na zadupiu (całkiem Chandra Unyńska w mordobijskim powiecie…), prowincjonalni gliniarze, pospolite życie codzienne i pospolite obyczajowe zawiłości – tylko zbrodnie niepospolite, jakby importowane z innej kryminalnej rzeczywistości literackiej, wykreowane w stylu skandynawskim lub francuskiego kryminału noir… I w tych skrajnie niekorzystnych warunkach pani Puzyńska wycisnęła już dziewięć zgrabnych fabułek, a zapewne nie zamierza na tym poprzestać, bo ładnie jej żre… Zresztą autorka daje wyraźne sygnały w sprawie naszego ulubionego ciągu dalszego… Pani Kasia jest dzielna – z tak ubożuchnego i (co tu gadać…) prowincjonalnego literackiego naddrwęcańskiego terroir uzyskać produkt tej klasy, jaka jej się przydarza – no, no… To tak, jakby (hipotetyczna) winnica na Islandii co roku wygrywała konkurs winiarzy w Bordeaux. Świadectwo wielkiej kreatywności i wyobraźni… Cykl Puzyńskiej śledzę od pierwszego – „Motylka”. Z rosnącą uwagą. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to autorka wyróżniająca się w krajowym pejzażu kryminalnym. Powiedzmy…

Posted in kryminał, polecam | Tagged | Leave a comment

Jesteś wędrówką

Paulina Młynarska Jesteś wędrówką Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 2/5 To droga jest celem… „Idź nieoznaczonymi ścieżkami, nie spiesz się; gdy zobaczysz siebie, idącego naprzeciw, zawróć, napij się herbaty i rozważ wszystko, co ujrzałeś. To był twój cel…” lama Dhondup z monastyru w Leh, stolicy Ladakhu Książka ukazuje się w samą porę. Zaczyna się bowiem sezon ucieczek. Stateczne gospodynie domowe w średnim wieku (nie żeby zaraz ryczące czterdziestki…) jakoś tak w czasie późnej wiosny doznają przełomu w bulwie – szafę przenoszą do walizeczki na kółkach, torebeczkę od Vuittona (albo pikowaną chanelkę) przeładowują kosmetykami, swoją złotą visę (która jeszcze nigdy nie zawiodła…) melinują gdzieś blisko ciała (nie podpowiadam, gdzie najbezpieczniej…) i przytulają kochany smartfon w różowym etui (by było czym wysłać esemesa i selfie z Bali na przykład…). Po czym znikają za horyzontem. Bo czują przymus, zew natury, by zrobić wreszcie coś ze swoim życiem… Podobno trzy z każdej (!) czwórki kobiet doznają tego uczucia, ale albo nie wiedzą, co z tym zrobić, albo się boją. Jedna na tysiąc odpowiada na zew, podejmuje decyzję i porzuca miejsce postoju na rzecz dynamicznego przemieszczania się. I dobrze – gdyby ich było choćby tylko dwa razy więcej, cywilizacja ludzka…

Posted in styl życia | Tagged | Leave a comment

Warto żyć

Lejb Fogelman – rozmawia Michał Komar Warto żyć Wydawnictwo Czerwone i Czarne Sp. k., Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Baron Münchhausen naprawdę urodził się w Legnicy… Strasznie dawno nie byłem w Warszawie – kompletny brak potrzeb i interesów – ale od przyjaciół słyszałem, jakoby po tamtejszych ulicach chadzał diabelsko przystojny, starannie odziany wedle jakiegoś osobliwego dress code’u, ekscentryczny prawnik w sile wieku, chyba amerykański, zaczepiający poczciwych ludzi na ulicy i wdający się w długie wywody, które jemu wydają się dialogami, choć w istocie są przeładowanymi dowcipem i erudycją monologami. Wszystkich zna w odpowiednich sferach – prawdziwy celebryta. I nazywa się Fogelman. Lejb Fogelman… W zasadzie przybysz z Nowego Jorku, w istocie rzeczy wszelako syn krawca Chaima i krawcowej Rojzy z Pułtuska, ale urodzony w 1949 roku w Legnicy, student prawa w Warszawie, po 1968 roku „obdarowany” przez polskie państwo „dokumentem podróży” stwierdzającym, że jego posiadacz nie jest obywatelem polskim. Jak kilkanaście tysięcy innych zdradzonych, zadenuncjowanych i wyszczutych obywateli polskich w tamtym czasie… Jak kilkanaście tysięcy innych Polaków z takim dokumentem podróży, dał sobie radę: dyplom szkoły prawa na Uniwersytecie Harvarda, status wspólnika w wielkiej kancelarii adwokackiej o globalnym zasięgu interesów, dochody roczne z sześcioma zerami… Tak przydarzyło się…

Posted in biografistyka, polecam, wywiad-rzeka | Tagged , | Leave a comment

Księga dzikości

David Scarfe Księga dzikości Przełożyła Maria Brzozowska Wydawnictwo Insignis, Kraków 2018 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Mądrzy ludzie żyją w brudzie i w zgodzie (z naturą)… Wleziesz na drzewo? Przeskoczysz mur wyższy od ciebie o głowę? Posadzisz kwiatki? Będziesz umiał zatańczyć céilidh? Zbudujesz improwizowany szałas w lesie i rozpalisz ognisko bez zapałek? Wypłuczesz złoto w potoku za domem? Jeśli tak, nie jesteś stracony; jeszcze matka natura będzie miała z ciebie pożytek – a ty z niej… Jeśli nie, zostań z nosem w ekranie laptopa i smartfona. A śpiewającego ptaka znajdziesz sobie na YouTubie, gdybyś miał taką potrzebę, w co szczerze wątpię zresztą… Więc na cholerę ci kontakt z tą całą naturą? To proste, ale dobre pytanie… Jesteśmy gatunkiem zurbanizowanym, szybko przystosowującym się, inteligentnym, wykorzystującym produkty tegoż intelektu do ułatwiania życia, ewolucyjnie przygotowanym do radzenia sobie z niespodziankami, z wbudowanym (mam wciąż nadzieję!) instynktem samozachowawczym na poziomie chociażby elementarnym. Tempo zmian (nie używam słowa postęp, bo to kwestia wciąż co najmniej dyskusyjna…) techniki i organizacji życia codziennego w obrębie choćby jednego pokolenia przyrasta geometrycznie. W rezultacie gatunek homo oddala się (stale przyspieszając…) od przyrody – swego naturalnego środowiska ewolucyjnego. Genetycznie „wdrukowane” umiejętności radzenia sobie w zetknięciu z naturą redukują się, zanikają,…

Posted in styl życia | Tagged | Leave a comment

Jak zawsze

Zygmunt Miłoszewski Jak zawsze Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Niebieska pigułka wehikułem czasu? „Był sobie dziad i baba, bardzo starzy oboje. Ona kaszląca i słaba, on skurczony we dwoje” Józef Ignacy Kraszewski (1838) Dość mam! Dość Zygmunta Miłoszewskiego w jego obecnej postaci: przedętego hucpiarza, efektownego beniaminka, samozwańczego farciarza, nie-skromnego (acz wręcz nieprzyzwoicie utalentowanego!) idola salonów. Młodzieniec ów (rocznik 1976; więc doprawdy nie ma o czym mówić…) dotknięty został stanowczo wyciągniętym paluszkiem matki Natury, obdarowany iskrą bożą o niepoślednim natężeniu i potencjale. Talentem po prostu. Ale nikt mu nie powiedział, że z darem tym należy obchodzić się ostrożniej niż ze szklanymi farfurkami z Murano, niż z rybką fugu, niż z prababcią narzeczonej, podgryzaną przez zaawansowaną osteoporozę… Miłoszewski doświadczył miłości czytelniczych tłumów (w naszej nieczytającej krainie półanalfabetów to zjawisko samo w sobie tak rzadkie jak biały wieloryb w Zalewie Zegrzyńskim) na skalę nadnaturalnie rozdętą. Z dwóch powodów: genialna akcja promocyjna i żałosny deficyt dobrych tekstów na rynku literatury rozrywkowej. Doprawdy Miłoszewski wobec nędzy tej branży jawił się jako talent czystej wody – no brylant, no istny cud! I wszystko by było w porządku, i kwitły by szczęścia stokrótki, zabrakłoby w końcu wątku, gdyby nie…

Posted in political fiction, proza polska | Tagged | Leave a comment

Brak komentarzy