Rekomendacje

13 czerwca 2017

Dziennik szpitalnego ochroniarza

Oleg Pawłow Dziennik szpitalnego ochroniarza Przełożył Wiktor Dłuski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Bolnica Rassija pod czujnym okiem pisarza… „Jak mało przebytych dróg jak wiele popełnionych błędów” sentencja wytatuowana na stopach 35-letniegoumrzyka-alkoholika, bomża nazwiskiem Dołgich… Nie słyszałem dotąd o Pawłowie. Nic ani jego, ani o nim nie czytałem, nie miałem pojęcia, że jest (a w zasadzie był – bo zmarł w ubiegłym roku). Świata literatury w pojedynkę ogarnąć nie sposób. Nawet nagradzanego i chwalonego przez krytykę autora pominąć łatwo, gdy nie jest się zawodowcem w branży, tylko amatorem… Ale taki błąd zawsze warto naprawić – bo Oleg Pawłow to było zjawisko w rosyjskiej literaturze – żal, że już zakończone. Zjawisko osobne, niezwykłe i krótkotrwałe, jak ślad płonącego w atmosferze meteoru. Pawłow pracował jako robotnik, tragarz, służył w łagiernych (ale zmilitaryzowanych) jednostkach ochrony sowieckich zakładów karnych (obozów pracy) w karagandyjskim stepie, był ochroniarzem w moskiewskim szpitalu, studentem zaocznym instytutu literatury, krytykiem, publicystą i pisarzem. Rosyjskim. A rosyjskość ma ogromne znaczenie w zrozumieniu, o co z tym Pawłowem chodzi. Dostojewski, Babel, Sołżenicyn, Szukszyn, Jerofiejew… Pawłow do tej gromadki nie doszlusował. Za krótko pisał. Ale zadatki miał. Gdy w 1994 roku kończył studia, jego pracę dyplomową opublikował…

Posted in polecam, proza obca | Tagged | Leave a comment

Ostra jazda

Ryszard Ćwirlej Ostra jazdaWarszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2019 Rekomendacja: 3/7Ocena okładki: 3/5 Teoś Olkiewicz był chłopak morowy… Dacie wiarę, że największa menda poznańskiej milicji – tak wielka, że aż budząca sympatię swą nieposkromioną mendowatością – czyli porucznik Teofil Olkiewicz, wciąż żyje i ma się dobrze? A przecież ma już z osiemdziesiąt lat oraz setki tysięcy litrów gorzały przefiltrowanej przez nereczki i wątrobę… Normalnie pijacy jego kalibru już dawno gryzą ziemię, a ten… Ma wykwintną knajpę Świat Wódek i udziały w sieci burdeli – pije u siebie, a jesień życia umilają mu jego własne kurewki. No i na chuj mu resortowa, mundurowa emerytura? O gilotynę ustawy dezubekizacyjnej też troszczyć się nie musi. A jeszcze do tego błogie poczucie ubezpieczającej świadomości, że jego obecne zajęcia wciąż mają „wartość operacyjną” dla starych kumpli… Ryszard Ćwirlej nie może się rozstać ze swym ulubionym bohaterem, który wypromował go na lidera literatury kryminalnej – historycznego, milicyjnego sortu, ale w stylu noir, bez sentymentalnego lukru. Toteż, jeśli jeszcze można to uzasadnić, ustawia go chociaż na drugim planie i czyni niezbywalnym elementem intrygi. Bez Teosia Olkiewicza nie ma dobrej fabuły… Co czyni go elementem wiecznotrwałym i fundamentalnym prozy Ćwirleja. Nawet gdy za dwa lub trzy „ciągi…

Posted in kryminał | Tagged | Leave a comment

Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy

Grażyna Plebanek Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszyWydawnictwo Agora, Warszawa 2019 Rekomendacja: 4/7Ocena okładki: 3/5 Leczenie słuchu słowami… W każdym z ponad sześciu tysięcy języków świata jest przynajmniej kilka słów niezwykłej urody, opisujących stany ducha, możliwe zdarzenia, pejzaże, zjawiska przyrody, ludzi – przy pomocy skrótu myślowego, celnej metafory, nieoczywistego skojarzenia. Mnie najbardziej po drodze z fińskim słówkiem kalsarikännit, co oznacza ni mniej ni więcej jak tylko picie w domu w samej bieliźnie (może być też w piżamie…) bez zamiaru wychodzenia na zewnątrz… Pamiętajmy oczywiście, że słówko jest fińskie, więc picie nie oznacza żadną miarą pochłaniania kawkiherbatki, mleka, soczku czy trywialnej mineralnej niegazowanej. Piwo też nie wchodzi w rachubę – za to koskenkorva jak najbardziej. No i czyż to nie wspaniałe słówko, to kalsarikännit? Są języki objawiające wyniosłą niechęć do syntetyzowania. Na przykład na nieodległej od nas wyspie Spiekeroog czy sąsiedniej Langeoog nie mów rybakowi, że jest mgła (po niemiecku der Nebel), bo nie zrozumie; on ma na określenie tego zjawiska meteorologicznego jedenaście odrębnych słów, których dokładna znajomość może być kwestią życia lub śmierci. Bo meest znaczy puste sieci i głód, a lekka, rozświetlona hazz – obfite połowy flądry, soli, śledzia… Podobnie w słowniku języka tamasheq nie znajdziesz słowa…

Posted in esej antropologiczny, polecam | Tagged | Leave a comment

Trump pod ostrzałem

Michael Wolff Trump pod ostrzałem Przełożyli Magda Witkowska, Bartosz Sałbut, Magdalena Moltzan-Małkowska Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki:4/5 Pomarańczowy zawrót głowy… Zakładałem, że po wydawniczym sukcesie „Ognia i furii” Michael Wolff przyczai się, zbierze amunicję i ponownie wypali do Trumpa, gdy zbliży się czas reelekcji. Ale trumpologia zatacza coraz szersze kręgi, staje się coraz atrakcyjniejszym terytorium badawczym, coraz liczniejsza jest ekipa dużych graczy, z „pulitzerowskimi” nazwiskami. Trzeba ostro zasuwać, jeśli chce się utrzymać pozycję i laur pioniera trumpologii. Wolff porzucił zamiar leniwego spożywania owoców swego sukcesu i rzucił się w wir prac badawczych. Musiał tylko na nowo przemyśleć strategię. Ze zrozumiałych względów nie mógł stosować (jak w „Ogniu i furii”) techniki „muchy na ścianie” – cichego, dyskretnego i biernego, anonimowego obserwatora akcji z tak bliska, jak tylko się dało (konkretnie z rogu kanapy w Zachodnim Skrzydle…). Teraz nie mógł się przecież zbliżyć do Białego Domu na odległość mniejszą niż zasięg skutecznego strzału snajpera z Secret Service… Wolff wybrał technologię human resources. Liczba personelu Białego Domu, usunięta od początku kadencji, idzie w setki. Niektórzy z nich są dobrze poinformowani, niektórzy mniej, jedni są bystrzy i inteligentni, drudzy – zwyczajnie głupi. Ale wszyscy są porządnie wkurwieni, zaś pojęcie…

Posted in esej polityczny, polecam, reportaż polityczny | Tagged | Leave a comment

Serotonina

Michel Houellebecq SerotoninaPrzełożyła Beata GeppertGrupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo wab, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 3/5 S żyru biesitsia… Globalna wielkość Houellebecqa (a po dystopijnej „Uległości” – nawet profetyczno-mistyczna, i to w znacznej skali) wydaje się rosnąć z każdą kolejną publikacją nowej powieści, eseju, tomu wierszy. Oczywiście owa wielkość to tylko opinia. Umowna i subiektywna, chroniona przez dość szeroko zaakceptowany i obowiązujący konwenans. Ale naturalnie żadną miarą nie wystawiona poza nawias dysputy, by sobie stygła i pokrywała się usztywniającą patyną. Przeciwnie – kwestionowanie wielkości Houellebecqa byłoby wskazane i nawet pożądane (choćby dla soczystości publicznego dyskursu), ale jakoś nikt się nie kwapi. Któż bowiem rozsądny i instynktem samozachowawczym przepełniony, zechciałby wystawić się na szwank i wrzasnąć, że król jest nagi, skoro i tak wszyscy widzą, że jakieś zgrzebne gacie ma, takąż koszulinę i kurtewkę sfatygowaną… Bo nie jest tak, że Houellebecq to oktrojowany przez zmowę krytyków uzurpator. Na jego wielkość składają się opinie recenzentów – indywidualne, podpisane i niezależne, skreślone przez fachowców o ugruntowanej reputacji. I co ważne – uargumentowane. Do tego dokłada się suma indywidualnych decyzji konsumentów-czytelników, glosujących za wielkością Houellebecqa przy kasie. Ta suma idzie w miliony – i to nie wydawane jeden raz, ale powtarzalnie. Co oznacza, że…

Posted in polecam, proza obca | Tagged | Leave a comment

Wyspa Camino

John Grisham Wyspa CaminoPrzełożył Jan KraśkoWydawnictwo Albatros, Warszawa 2019 Rekomendacja: 3/7Ocena okładki: 3/5 Habent sua fata libelli… Antykwaryczny rynek książek jest pod każdym niemal względem ubogim krewnym rynku dzieł sztuki i starych rzemieślniczych przedmiotów użytkowych… Rękopiśmiennych zwojów starożytnych, kamiennych płyt z inskrypcjami wykonanymi bustrofedonem czy ksiąg przepisywanych i iluminowanych w ciszy średniowiecznych klasztornych skryptoriów na rynku praktycznie nie ma – nie ma prawie niczego sprzed epoki Gutenberga. Ostatnio tylko pojawiły się zrabowane podczas wojen na Bliskim Wschodzie (ale i tak w sumie nielicznie…) gliniane tabliczki z różnymi rodzajami zapisów sporządzonych rozmaitymi wariantami pisma klinowego – nawet najstarsze sumeryjskie czy akadyjskie. O zabytkach piśmiennictwa spoza kręgu cywilizacji śródziemnomorskiej w ogóle nie ma mowy na rynku antykwarycznym; nie da się kupić zwoju sznurków kipu (andyjskiego pisma węzełkowego) czy kamienia ze staroskandynawskimi runami. Rynek inkunabułów też pusty – rzadko zjawia się egzemplarz Biblii Gutenberga (na ogół skradziony albo sfałszowany, albo jedno i drugie…). Dopiero produkty edytorstwa nowożytnego, liczonego od początku XVI wieku, bywają obecne w obrocie; na ogół trafiają do handlu (głównie na aukcje) po rozproszeniu starodawnych, wielopokoleniowych prywatnych kolekcji i bibliotek. Gdy na przykład grono spadkobierców woli brzęczącą monetę niż żmudne dzielenie się takim zbiorem… Z niejakim powodzeniem funkcjonuje też specjalistyczny rynek…

Posted in thriller prawniczy | Tagged | Leave a comment

Trudno z miłości się podnieść

Manuela Gretkowska (w rozmowie z Patrycją Pustkowiak) Trudno z miłości się podnieść Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 4/5 Co ona sobie myśli? Manuela Gretkowska, jak każdy kto z Łodzi pochodzi, jest depozytariuszką pewnej tajemnicy bytu. Jakiej tajemnicy? Otóż mawiają uczeni (a i w literaturze często myśl ta gości), że nadzieja umiera ostatnia… Gówno prawda. My tu w Łodzi wiemy, że umarła pierwsza. Dawno. I nawet pogrzeb miała pierwszej klasy: z karawanem zaprzężonym w czwórkę, na czysto wylakierowanym i przeszklonym na wskroś, by każdy mógł szacowną nieboszczkę wzrokiem odprowadzić i pożegnać; marsze żałobne jak zwykle grała orkiestra tramwajarska. Każdy w Łodzi ten pogrzeb widział – i nie ma do czego wracać… A nadzieja wącha kwiatki od spodu na Mani, na Dołach, Zarzewie, Kurczakach – na każdym cmentarzu w obrębie aglomeracji. I dość o tym. Gretkowska opuściła Łódź jako nastolatka – po maturze, na studia do Krakowa wyjechała. I bardzo dobrze zrobiła. Gdyby nie ten ruch, gdyby w Łodzi została – kim byłaby teraz? Sfrustrowaną, znerwicowaną i zdesperowaną dziennikarką w mediach lokalnych? Nauczycielką w ogólniaku, liczącą dni do emerytury? Kierowniczką biura organizacji widowni w podupadającym teatrze? Bibliotekarką w miejskim domu kultury? Adiunktem (adiunktessą?) na uniwersytecie w przededniu wymęczonej…

Posted in polecam, wywiad-rzeka | Tagged | Leave a comment

Trzeci dziennik. 7 maja 2017 – 15 lipca 2018

Jerzy Pilch Trzeci dziennik. 7 maja 2017 – 15 lipca 2018 Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Starość nie radość? Zanim oddacie się lekturze (zaręczam, że z satysfakcją…), popatrzcie na okładkę. Zdjęcie to nowy Pilch. Jakby definitywnie pogodzony z istnieniem kobiet, a nawet oddający się w ich ręce – zarazem metaforycznie i dosłownie. Dosłownie, bo ta wypielęgnowana dłoń kobieca zaraz się zaciśnie na szyi pisarza, a może nawet czerwone, wypiłowane i użytecznie uformowane pazurki wbiją się krwawo w słabiznę pisarskiej grdyki. Taki gest, gdyby pisarz dokonał go dłonią własną, sygnalizowałby potrzebę zastanowienia się, rozważenia nasuwających się znienacka wątpliwości natury poważnej, egzystencjalnej zgoła. Ale dokonany rączką płci odmiennej – cóż znaczyć może? Do tej pory pisarz Pilch klasyfikowany był raczej jako zdecydowany zwolennik istnienia różnicy płci, jako uporczywy badacz tej różnicy oraz beneficjent odkrytych przy okazji tychże badań – wszechstronnych i pogłębionych, na ile się udało – korzyści natury emocjonalnej. Materialnej nie – Pilch zawsze był, jako prawowierny luteranin, niezależny ekonomicznie i na kobietach w tej mierze polegać nie musiał. Przeciwnie raczej bywało… Zatem sygnalizowana przez okładkowe zdjęcie „Trzeciego dziennika” figura retoryczna (mowa ciała to też retoryka…) albo nowego Pilcha przemianę symbolizuje, albo – kamuflażem jest, wyzwaniem… Czytajcie,…

Posted in diarystyka, polecam | Tagged | Leave a comment

Dziewczyna o czterech palcach

Marek Krajewski Dziewczyna o czterech palcach Wydawnictwo Znak, Kraków 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Feliks Edmundowicz wścieka się… Wojna polsko-bolszewicka w 1920 roku nie zakończyła się w chwili ustania działań zbrojnych, utrwalenia na piśmie preliminariów pokojowych w tzw. traktacie ryskim i technicznego zakończenia prac delimitacyjnych na granicy obu państw. Wojna wtedy przeszła w stan sui generis anabiozy. Na zewnątrz wszystko było w porządku – wymieniono jeńców, nawiązano stosunki dyplomatyczne, wręczano listy uwierzytelniające, zaczęły kursować pociągi do Moskwy Piotrogrodu i Kijowa, handel ruszył, w obu kierunkach repatriowano trochę ludzi. Normalizacja… Ale to pozór – pod powierzchnią zdarzeń odnotowywanych w kronikach agencji prasowych buzowało „drugie życie” pogranicza – i nie tylko… Między oboma państwami i narodami zbyt wiele narosło bolesnych zaszłości, aby dojść mogło do choćby prowizorycznego pojednania i unormowania wzajemnych stosunków. Z jednej strony „komunista” był straszakiem uniwersalnym: gwałty, pożoga, mordy, imbecylizm, mongoloidalne skojarzenia, chamstwo, przemoc, wojujący ogniem i mieczem ateizm, brud, syf, smród i pewne takie deficyty w sferze edukacji tudzież kultury osobistej. Miał się go tak samo bać Żyd (okradnie, pierzyny rozpruje i na koniec zabije i synagogę spali…), chłop (babę wyonaczy, świnię zarżnie i zeżre, żyto sfajczy razem ze stodołą…) i pan (rozstrzela portrety przodków, wytłucze porcelanę,…

Posted in kryminał, polecam, sensacja, thriller szpiegowski | Tagged | Leave a comment

Księga dla starych urwisów

Krzysztof Varga Księga dla starych urwisów Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Czytanie ze zrozumieniem Krzysztof Varga, bezapelacyjnie ode mnie młodszy o całe pokolenie (rocznik 1968) na prozę Edmunda Niziurskiego – tę dla młodzieży – nie mógł trafić w sposób naturalny, czyli w czasie, gdy ukazywała się ona w księgarniach (ukazywała to eufemizm – była spod lady, dla wtajemniczonych i zaprzyjaźnionych). Po prostu nie było go wtedy na świecie. Gdy Varga posiadł umiejętność czytania ze zrozumieniem literackich tekstów na poziomie twórczości Niziurskiego, czyli gdzieś w okolicach roku pamiętnego tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego, Niziurski zagrzewał intelektualnie i prowadził do boju (może najważniejszego – o sens życia) drugą albo i trzecią zmianę czytelniczej kohorty. Wydawało się nawet, że jego czas mija; wszystko, co najważniejsze w jego osobistym dziele, miał już napisane. I wydane – z wielkim czytelniczym sukcesem: „Księgę urwisów” (1954), „Lizusa” (1956 – fenomenalne opowiadania), „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” (1959), „Awanturę w Niekłaju” (1962) i wreszcie fundamentalny „Sposób na Alcybiadesa” (1964). Potem, przez długie twórcze życie pan Niziurski napisał i wydał jeszcze dziesiątki pozycji, ale bodaj żadna z nich – wyjąwszy może odjechane „Osobliwe przypadki Cymeona Maksymalnego” (1975) oraz „Szkolny lud, Okullę i mnie” z 1982 roku…

Posted in biografistyka, esej literacki | Tagged | Leave a comment

Pusty las

Monika Sznajderman Pusty las Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Nic nie może przecież wiecznie trwać… Pierwszy raz byłem w tamtych okolicach „Pustego lasu” (tyle że bardziej na wschód – między dolinami górnego Sanu i Osławicy, czyli w Bieszczadach…) latem 1963 roku w ekipie szkolnego obozu wędrownego, z niezapomnianymi profesorami: Szumińskim od przysposobienia wojskowego i polonistą Kowalskim. Trzy lata później, już po maturze, poszliśmy z przyjaciółmi dalej – najpierw powtórzyliśmy trasę tamtego pierwszego wędrownego obozu, a od Komańczy torowaliśmy własny szlak pustaciami (ale po osi świeżo wytyczonego przez Krygowskiego z pomocnikami czerwonego grzbietowego szlaku) między Rymanowem, Iwoniczem, Duklą, Krynicą, a potem na Rytro, Krościenko, Czorsztyn – aż po Nowy Targ… Podczas pierwszego pobytu cywilizacja, choć nacierała, nie była jeszcze pewna swego – droga „pętli bieszczadzkiej” nie była jeszcze pętlą w sensie dosłownym, asfalt z jednej strony (od Lutowisk) kończył się w Ustrzykach Górnych, z drugiej – od Cisnej – ledwo co mijał Wetlinę. Było pusto i cicho, pusto i cicho… Berehy Górne osiągalne pieszo lub konno po starych żwirówkach, czasem gubiących się w zaroślach. Zresztą nie było po co tam łazić; z ludnej wsi pasterskiej został punkt na mapie, trochę ruin fundamentów i przepalonych kominów. Jak ostaniec…

Posted in esej antropologiczny, esej historyczny, polecam | Tagged | Leave a comment

O demokracji w Polsce

Robert Krasowski O demokracji w Polsce Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Władza demos w dupie ma, tra la la, tra la la… Wiele lat temu na własny użytek zdefiniowałem istotę demokracji (bez pretensji do naukowości, powszechności ani prymatu epistemologicznego nad innym definicjami). Po obdarciu demokracji do goła z szat metafizycznych, obrzędowych, ustrojowych, po zdemistyfikowaniu fantomowych urojeń, miraży i fetyszy, jawi się nam demokracja w sensie ścisłym jako sposób sprawowania władzy. Tylko. I przecież nie jedyny, lecz jeden z kilku możliwych, równouprawnionych – bardziej lub mniej skutecznych, lepiej lub gorzej ocenianych. A czymże jest władza? Wywodzę ją z pojęcia wolności, jest bowiem jej ograniczeniem. Jeżeli wolność to możność niczym nieskrępowanego stanowienia o sobie samym (i tylko o sobie!) – to władza jest możnością niczym nieskrępowanego stanowienia o innych (za ich zgodą wyrażoną expressis verbis, za zgodą dorozumianą, czyli bez ich sprzeciwu lub z jego pominięciem, gdyby się był pojawił…). Jeżeli zatem władza (czyli ten, kto ją ma) zamierza posługiwać się demokracją jako instrumentem rządzenia – demokracją rozumianą jako wola większości wyrażana w oparciu o prawo (uzgodnione wcześniej lub uchwalane każdorazowo jako akt tej woli większości…) – to musi przeprowadzać akt rozpoznania tej woli i wyrażać…

Posted in esej polityczny, polecam | Tagged | Leave a comment

Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza

Eric Karpeles Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza Przełożył Marek Fedyszak Wydawnictwo Noir sur Blanc. Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 To wszystko… Umówmy się od razu na wstępie i kategorycznie: Józef Czapski nie był najwybitniejszym polskim malarzem w XX wieku. Niezależnie od zastosowanych kryteriów klasyfikacji (wyjąwszy najbardziej subiektywne mniemania…), nie zmieściłby się w pierwszej dziesiątce dowolnego rankingu. Co najmniej trzej jego koledzy z Komitetu Paryskiego – Jan Cybis, Zygmunt Waliszewski i Artur Nacht-Samborski – uplasowali się wyżej na firmamencie sztuki polskiej, gdziekolwiek by ona była uprawiana… Bardziej znani byli i po prostu lepsi, rozpoznawalni i dobrze widziani (na ścianach galerii i prywatnych apartamentów takoż…). Zresztą takie oceny to rzecz względna, umowna i w gruncie rzeczy pozbawiona sensu. Ranking? Kryteria estetyczne są ulotne, konwencjonalne i subiektywne. Więc co? Wartość sprzedaży? Liczba wystaw indywidualnych i frekwencja na nich? Entuzjazm krytyki, liczba wzmianek, cytowań w mediach? Może jakiś plebiscyt? Albo częstotliwość fałszerstw czy naśladownictw? No nie… Istnieje wszakże coś takiego, jak domówiony i domyślny konsensus krytyków, znawców i koryfeuszy opinii. Wszelako – nawet mając na względzie i pilnej uwadze uzasadnione wątpliwości w kwestii doniosłości i wagi jakiejkolwiek klasyfikacji – przyjmijmy w trybie roboczym, że Józef Czapski wybitnym, wielkim malarzem nie był….

Posted in biografistyka, polecam | Tagged | Leave a comment

Umiera się tylko raz

Robert Dugoni Umiera się tylko raz Przełożył Lech Z. Żołędziowski Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2019 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Jak wyjść z pułapki na kraby? Kurt Schill miał nową czternastostopową aluminiową łódź i w związku z tym nabytkiem nieco długów. Miał rozeznane wydajne łowisko krabów w cichym zakątku, odosobnionym akweniku cieśniny Puget i determinację, by postawić pułapkę, choć trwał jeszcze okres ochronny – ale właściciele restauracji dobrze płacili gotówką z ręki do ręki. A on miał potrzeby – jak to szesnastolatek z liceum – o których z ojcem przecież nie było co gadać… Dlatego jeszcze przed świtem zepchnął swą łódź na wodę i popłynął podebrać połów z kosza-pułapki… Ale tego ranka nie miał szczęścia. Nie tylko przypadkiem wyciągnął nie swój kosz z dna, ale jego zawartością musiał zainteresować policję w Seattle, by nie ściągnąć sobie na głowę większych kłopotów… Zawartość pułapki na kraby to wyzwanie dla Sekcji Ciężkich Przestępstw Kryminalnych – młoda kobieta przed trzydziestką, zastrzelona (precyzyjnie – w głowę…) i upakowana w koszu na kraby najwyżej przed kilkoma dniami, ze śladami zabiegu chirurgicznego zmieniającego rysy twarzy (numery seryjne na implantach pomogą w identyfikacji…). Ale dlaczego trafiła na łowisko krabów w cieśninie Puget i kto jej w…

Posted in kryminał | Tagged | Leave a comment

Wyższa lojalność. Prawda, kłamstwa i przywództwo

James Comey Wyższa lojalność. Prawda, kłamstwa i przywództwo Przełożył Andrzej Wojtasik Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Alicja (policja?) w Krainie Czarów Dyrektor Federalnego Biura Śledczego (czyli po prostu FBI) to – zważywszy na ustawowe uprawnienia Biura – niezwykle ważna postać, wręcz kluczowa, zarówno w formalnej, jak i nieformalnej strukturze systemu sprawowania władzy w USA… Od epoki wszechpotężnego Johna Edgara Hoovera minęło już wprawdzie sporo czasu i żaden z jego następców nawet nie zbliżył się do pozycji tamtego „inżyniera kadr” i „kolekcjonera haków”, ale zawszeć dyrektor FBI to ktoś de facto ważniejszy, niżby na to wskazywała jego pozycja na drabince formalnej hierarchii urzędowej w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej… To niby tylko szef jednej z agencji federalnych, czyli formacji o charakterze policyjnym, tyle że powołanej (już w 1908 roku) do ścigania najpoważniejszych przestępstw. Potem to sformalizowano do tzw. przestępstw federalnych (ich katalog ustawowy to fragment „twardego rdzenia” podstawowej wiedzy prawniczej w USA – tamtejsze prawo jest pod tym względem niezwykle skomplikowane…). Biuro pełni też funkcje kontrwywiadu, nadzoru nad rezerwatami Indian oraz policji etycznej, czyli strażnika moralności dla funkcjonariuszy najwyższych władz państwa, prezydenta nie pomijając. Więc taki koleś to jest ktoś… Powołuje go prezydent na jedną dziesięcioletnią kadencję za…

Posted in biografistyka, esej polityczny, komentarz polityczny | Tagged | Leave a comment

Brak komentarzy