Rekomendacje

13 czerwca 2017

Moloch

Marek Krajewski  Moloch Wydawnictwo Znak, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Mock i ciemne moce Miło skonstatować, że twój ulubiony autor znów w formie – jak za najlepszych lat. Zaprawdę, Markowi Krajewskiemu posłużył kolejny powrót do swego klasycznego, najstarszego bohatera, czyli funkcjonariusza wrocławskiej policji kryminalnej Eberharda Mocka. Nowy „mock” trzyma poziom tych najdawniejszych – kipiących fabularnymi pomysłami, nieudziwnionych (choć aż nadto „zakręconych”, eksploatujących ponure zakamarki ludzkiej duszy), nieprzekombinowanych, sprawnie i perfekcyjnie opowiedzianych. No i bohater… Bohater znów jest wykreowany z zachowaniem wymogów brzytwy Ockhama (nie mnożyć bytów ponad potrzebę…), a jego konieczne dla powodzenia fabuły „oboczności charakterologiczne” autor ma pod kontrolą. Innymi słowy: kreacja zdyscyplinowana… Polubicie tego Mocka – czułego twardziela, sukinsyna o niezłomnych drogowskazach moralnych, zachowującego się jak brutal na wieczystym, gigantycznym, chronicznym kacu nałogowca (choć w tym akurat tomie Mock tkwi szczęśliwie – a może nieszczęśliwie – w okresie pełnej, choć wielce dokuczliwej wstrzemięźliwości, wywołanej delirycznym wstrząsem natury osobistej, ale objawy właściwe dla stanu postalkoholowego towarzyszą mu upierdliwie, chociaż w zasadzie nie pije…). Stary, dobry Krajewski, stary, dobry Mock… Jakiż to kontrast z dwiema poprzednimi książkami Krajewskiego – o lwowskim policjancie Edwardzie Popielskim – tym razem uwikłanym w działalność służb kontrwywiadowczych u zarania II Rzeczpospolitej, na wschodnich…

Posted in kryminał, polecam, proza polska | Tagged | Leave a comment

Zbyt wiele i nigdy dość

Mary L. Trump  Zbyt wiele i nigdy dość Przełożył Janusz Ochab Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 2/5 Czy wreszcie powiecie mu – you’re fired!? „Jak moja rodzina stworzyła najniebezpieczniejszego człowieka na świecie” – tak brzmi podtytuł, objaśniający zawartość książki, którą Mary Lea Trump w całości poświęciła swemu stryjowi, młodszemu bratu jej ojca Fredericka Christa Trumpa Juniora – Donaldowi Johnowi Trumpowi – czterdziestemu piątemu (daj Boże, jeszcze tylko przez parę tygodni, ale to oczywiście nadal nic pewnego; na dwoje babka wróżyła…) prezydentowi Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Wybór tej osobliwej kreatury był pierwszym w dziejach ponaddwustuletniej tamtejszej demokracji ustrojowym „wypadkiem przy pracy”, który się zdarzyć żadną miarą nie powinien. Ale jednak się zdarzył… Obywatele wybrali idiotę, psycho- i socjopatę, zakłamanego megalomana, narcyza niezdolnego do jakichkolwiek uczuć, osobnika niezbornego intelektualnie, niewyznającego żadnych wartości – poza pragnieniem wielkiej forsy i jeszcze większej forsy, mitomana, oszusta, demagoga i w zasadzie paranoicznego nieudacznika. Coś takiego stało się pierwszy raz w historii USA, ale wciąż przecież niewiele trzeba, by mogło się powtórzyć. Dlaczego tak się stało? To dobre pytanie. I nie ma na nie jednej dobrej odpowiedzi. Nadal. Może niebawem się do takowej zbliżymy… Na razie godzi się jednak zauważyć, że Donald Trump nie…

Posted in biografistyka, esej polityczny, polecam | Tagged | Leave a comment

Nareszcie w Dudapeszcie

Krzysztof i Aleksander Daukszewiczowie    Nareszcie w Dudapeszcie Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Przemyśl i wrzeszcz Jak się ma taki talent i genialny słuch (tzw. słuch obywatelski), to oczywiście i bezwarunkowo zostaje się satyrykiem. A przeznaczenie już o to zadba, by po właściwej stronie, czyli po naszej (tymczasowo opozycyjnej, ale to się zmieni…). Jak wygramy. Kiedyś… Ale czy wtedy nasz satyryk pozostanie po naszej stronie i zacznie szydzić z debiutujących przegrywów, czy mu wewnętrzna busola każe się obrócić na ich stronę i nam dopieprzać? Nie wiem, nie wiem – wolałbym, żeby nie. Ale to i tak dylemat czysto teoretyczny, albowiem nie zanosi się, byśmy wygrali w dającej się przewidzieć przyszłości. W każdym razie satyryk Daukszewicz Krzysztof jest po naszej stronie. A jeszcze tym razem dodatkowo wciągnął w ten proceder syna Aleksandra. No i pięknie – teraz jest ich dwóch… Wzmocnienie nie oznacza żadną miarą, że pan Krzysztof słabuje, że potrzebuje wsparcia. Nic z tych rzeczy – to po prostu rodzaj stażu, szkolenia przywarsztatowego. Warsztat satyryka – jeśli spojrzeć na zagadnienie z punktu widzenia samej konstrukcji, mechanizmu działania – nadzwyczajnie skomplikowany nie jest. Składa się z trzech członów. Pierwszy to optyczno-akustyczne postrzeganie świata (wspierane przez…

Posted in polecam, rozrywka, satyra | Tagged | Leave a comment

Telegraph Avenue

Michael Chabon  Telegraph Avenue Przełożył Krzysztof Majer Grupa Wydawnicza Foksal – wydawnictwo wab, Warszawa 2020 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 4/5 Wielka Amerykańska Powieść? Nie tym razem… Rekomendując jedno poprzednich wydanych u nas dzieł Chabona – „Poświatę” (w tym blogu ponad dwa lata temu – 20 sierpnia 2018 roku) – sugerowałem, by wydawca dodawał do każdego egzemplarza solidny nóż z ząbkami, a to z uwagi na gęstość tej prozy, niemożliwej do ogarnięcia bez ostrego narzędzia, rozkrawającego tekst na poręczne, cieńsze plasterki, lepiej dostosowane do możliwości aparatu poznawczego przeciętnego czytelnika… W przypadku „Telegraph Avenue” prośbę tę wypadnie powtórzyć, ale z sugestią, by narzędzie do rżnięcia gęstej prozy było solidniejsze niż nóż ze zwykłym ręcznym napędem. Może spalinowa husqvarna? Jest bowiem co rżnąć… Zaprawdę, mało kto na świecie (nie przesadzam…) potrafi tak upakować tekst, nadając mu zarazem elastyczność i pokaźną objętość. Chabon powinien pracować na akord w fabryce konserw, gdyby mu się tak nie powiodło w literaturze. Tak pakować – to trzeba umieć. Tysiące zaskakujących, nieoczywistych metafor o zdumiewającej urodzie, tysiące słów o niemożliwym zrazu do odgadnięcia przeznaczeniu, ale po chwili oczywistym, jakby były kawałkami milionowego, automatycznego puzzla. Potoki – wręcz kaskady fantazmatycznych konstrukcji narracyjnych – jak na przykład jednozdaniowa (ale na szesnastu…

Posted in polecam, proza obca | Tagged | Leave a comment

Morderców tropimy w czwartki

Richard Osman Morderców tropimy w czwartki Przełożyła Anna Rajca-Salata Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2020 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Wesołe jest życie staruszka… Nie oszukujmy się: u większości (szacowanej na jakieś dziewięćdziesiąt procent) poddanych Jej Królewskiej Mości Elżbiety Drugiej, przebywających aktualnie na emeryturze, budżety osobiste spinają się ledwo-ledwo lub wcale. Jak u nas… Załóżmy przeto, że owa przeważająca, bo dziewięćdziesięcioprocentowa większość emerytów nie zajmuje się niczym innym, niż usilnymi próbami zaktywizowania, poprawy bilansu środków pozostających do dyspozycji miesiąc w miesiąc, podejmując jakieś zajęcia, na ogół niskopłatne, ale to zawsze coś. Lecz te dziesięć procent… No cóż, ćwiartka lub nawet jedna trzecia z nich w ogóle nie ma żadnych problemów materialnych, a zgromadzony przed emeryturą kapitał pozwala – primo: korzystnie sprzedać mieszkanie w Londynie czy domek w Cottswolds, a za zarobione pieniądze nabyć – secundo:jakieś mas lub małe chateau w Prowansji, farmę w Burgundii lub Normandii, willę w Toskanii, hacjendę na Majorce, apartament pod Malagą, opiti (domek znaczy, po grecku…) na Korfu, albo zgoła hotelik na Bahamach, by – tertio: zniknąć z pola widzenia, zwłaszcza służb podatkowych Zjednoczonego Królestwa. Ci nas nie obchodzą. Pozostaje liczna gromadka emerytów, czerpiących z państwowych, komunalnych i prywatnych funduszy ubezpieczeniowych, oprócz tych zabezpieczeń posiadających zaskórniaczki w…

Posted in kryminał, polecam | Tagged | Leave a comment

Pokora

Szczepan Twardoch  Pokora Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Walka klas Nareszcie Twardoch znów w swoim naturalnym biotopie! Nie żebym chciał go zamknąć w jakimś Oberschlesien Ghetto, wśród upiornych hałd, wyrobisk w rozprutej ziemi, porośniętych zagajnikami-samosiejkami, wśród rzędów familoków, między tyralierami ciągnących się po horyzont zardzewiałych węglarek na zardzewiałych torowiskach – wśród ludzi mówiących tym samym językiem i wyznających tożsame wartości… Ależ nie, Boże broń! Polski pisarz ma niezbywalne prawo pisać, gdzie chce, o czym chce i dla kogo chce. Nic nikomu do tego. Chce się zainstalować na Archipelagu Trobrianda – proszę bardzo! Chce pisać w Hammerfeście – ależ oczywiście. Interesuje go życie codzienne kibucu w Kiriat Szimona – naturalnie może… Nie w tym rzecz. Rzecz w tym, co napisze… Czy pisarz polski ma obowiązki polskie? Czy pisarz śląski ma obowiązki śląskie? Gówno prawda! (Chyba że sam zechce je mieć…). Pisarz ma obowiązki pisarskie – ma się wywiązać, gdy prosi o chwilę naszej uwagi i parę złotych za egzemplarz… W sensie jakości, a nie polskości czy śląskości, żydowskości ani innej, dowolnej „ości” Powtarzam zatem – literatura nie ma żadnych obowiązków natury moralnej ani społecznej – ma tylko bawić, wzruszać, do refleksji nakłaniać, do emocji przymuszać. Jakimi środkami?…

Posted in polecam, proza polska | Tagged | Leave a comment

Nalewka na piołunie

Ludwik Stomma  Nalewka na piołunie Wydawnictwo Sens, Poznań 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 A czereśni żal… Nareszcie mogę złożyć stosowny hołd pośmiertny Ludwikowi Stommie; wydawnictwo Sens ten zbiorek felietonów formalnie wydało w 2019 roku, ale przez wiele miesięcy w katalogu nowości na ich internetowej stronie książka wisiała z adnotacją „pozycja niedostępna” – i nie sposób było się dowiedzieć, na czym ta niedostępność polega i jak długo potrwa… Tajemnicza sprawa (czyżby pojawiły się w tzw. międzyczasie problemy memoryjalno-spadkowe? – nie żebym drążył; tak tylko pytam). Aż tu nagle plum! – i „Nalewka na piołunie” zaistniała na rynku (dobrze, że tym razem nie w dziale „kulinaria”…). Formalnie to wybór felietonów dla „Polityki” z ostatnich dwudziestu lat – zestawiony nielinearnie, czyli nie według dat, jak to zwykle praktykowano. Ludwik Stomma wespół z wydawcą te swoje teksty pogrupował wedle merytorycznych podobieństw. Są obfite i arcyciekawe obituaria (bo zmarłych w naszym wieku rówieśnym – i nie tylko – przybywa lawinowo; sam wyłapuję w nekrologach co najmniej jeden tygodniowo kogoś znajomego…) Jest wspomnienie o Izabeli Jarudze-Nowackiej i Karin Stanek, o Staszku Królaku, Claude’em Levi-Straussie i Piotrze Skrzyneckim oraz teściu-złotej rączce z Jasła… To są eksplozje miłości, szacunku, dobrych myśli – no, wyjąwszy może tekst o…

Posted in felietonistyka, polecam | Tagged | Leave a comment

O piciu

Charles Bukowski O piciu Przełożyli Krzysztof Obłucki, Marek Fedyszak, Piotr Madej, Lesław Ludwig, Jacek Lachowski, Michał Przybysz, Robert Sudół, Jan Krzysztof Kelus, Leszek Engelking, Michał Kłobukowski, Teresa Tyszowiecka-Tarkowska Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Życie umiera z pragnienia Panie i Panowie – tego nie da się przeczytać zupełnie na sucho… Zaleca się odrobinę winka lub szklaneczkę whisky – tak na dwa palce – jako konieczne uzupełnienie lektury. Pijący normalnie – czyli niewiele w celach rozrywkowych, w okolicznościach towarzyskich lub „dla zdrowotności” – którzy nie wpadli jeszcze (obiektywnie!) w szpony nałogu, mogą czytać Bukowskiego bez obaw, a nawet powinni. Bo te teksty mają właściwości profetyczne… Alkoholicy – osobliwie zaś ci, który nie wiedzą albo nie wierzą, że nimi są – mogą się oddać czytaniu ze zrozumieniem. Mają bowiem odpowiedni podkład ideowy tudzież emocjonalny i wszystkie potrzebne narzędzia, by przepracować teksty Bukowskiego poprzez swoją własną alkoholową eksperiencję. Abstynenci zaś… No cóż, nie jest ich zbyt wielu, by na serio martwić się ich samopoczuciem podczas ewentualnej lektury Bukowskiego. W każdym razie abstynenci o silniejszej kompleksji moralnej po tej lekturze na pewno utwierdzą się w postanowieniu, by z alkoholem w jakiejkolwiek postaci nie mieć nic wspólnego. Natomiast moralnie słabsi…

Posted in proza obca | Tagged | Leave a comment

Jak przejąć kontrolę nad światem 2

Dorota Masłowska  Jak przejąć kontrolę nad światem 2 Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 2/5 Jaskółka uwięziona Ambitne zamierzenie (kontrolowanie świata bez wychodzenia z domu) okazało się niemożliwe do zrealizowania… Przeto w drugim tomie swych pism rozproszonych Masłowska jednak wyszła z domu, by przejąć kontrolę nad światem. Ze skutkiem połowicznym. Zresztą powiedzieć połowicznym, to nic nie powiedzieć. Bo w istocie to świat przejął kontrolę nad Masłowską. Pisarka wprawdzie wyszła z tej próby z życiem (więc można rzec, że zwycięsko…) – a nawet trochę napakowana, strzaskana przez słońca i wichry planety, ale jej ozdobna fraza doznała jakiegoś wyczuwalnego ledwie, ledwie (ale zawszeć…) uszczerbku. Nie żeby jakoś masowo – fioritury, stiuki, metaphory, koronkowe wstawki i glissanda nadal w tej prozie biegną twardym „masłowskim” tropem, ale czuć, że to puste przebiegi, niedociążone myślą jakowąś, słowem ani czynem lub czymś podobnem takiem… Dlatego, nim zaczniecie lekturę (i nie pożałujecie…), weźcie sobie do serca ostrzeżenie, że coś się stało z przekazem Masłowskiej – co świeże było i odkrywcze, powtarzając się – nieuchronnie zmierza ku krainie banału, a wybitne konstrukcje językowe zasłaniają horyzonty, wschody i zachody, opalizujące mgiełki myśli wszelakiej. Wszystko grzęźnie w FORMIE. Piękna fraza goni drugą kunsztowną frazę, zarazem uciekając przed trzecią…

Posted in esej antropologiczny, felietonistyka, polecam, reportaż | Tagged | Leave a comment

Dziennik hipopotama

Krzysztof Varga Dziennik hipopotama Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Wszystko na sprzedaż Hipopotam nilowy (Hippopotamus amphibius L.) – duży (dojrzałe samce osiągają wagę do trzech ton…) roślinożerny ziemnowodny ssak zamieszkujący doliny rzek i jezior w Afryce Subsaharyjskiej; najbliżej spokrewniony nie ze świniowatymi, jak niegdyś uważano – ale z… morskimi waleniami: wielorybami, delfinami… Naturalnych wrogów w przyrodzie praktycznie nie ma; do drastycznego spadku populacji przyczynia się kłusownicza aktywność gatunku homo… (tyle zapamiętałem bez zaglądania do encyklopedii…) Gdy w zapowiedziach Iskier mignął mi tytuł „Dziennik hipopotama”, ciepełko takie swoiste poczułem wokół serca i wiedziałem, że muszę to przeczytać. Natychmiast, nie licząc się z kosztami. Bo jestem hipopotamem; domownicy i bliscy przyjaciele tak do mnie mówią (zdrobniale oczywiście Hipek) od czasu ekscesów pływackich dobre pół wieku temu na plaży w Warnie, gdzie mój nienaganny klasyk skwitowany został przez najbliższą mi wtedy i teraz osobę jako styl „na hipopotama”… I to mogło polegać na prawdzie – nie spieram się. Ale od tamtej pory nic, co hipopotamie, nie jest mi obce. A do tego jeszcze nazwisko autora… Krzysztof Varga. Tego pół-Węgrzyna trzymam wysoko w prywatnej hierarchii pisarzy polskich doby doczesnej, którym ufam, którym wierzę, których lubię, a opinie i poglądy ich…

Posted in diarystyka, polecam | Tagged | 1 Comment

Łódź. Miasto po przejściach

Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak  Łódź. Miasto po przejściach Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020 Rekomendacja: 1/7 Ocena okładki: 4/5 Sam sobie szkodzi, kto z Łodzi pochodzi… Urodziłem się w tym mieście. Dawno – dostatecznie dawno, by wiedzieć o nim wszystko. No, prawie. Ale to prawie nie robi żadnej różnicy. Jestem lodzermenschem w trzecim pokoleniu (no, drugim i pół – dziadek we wczesnej młodości przeflancował się z Łęczyckiego i zapuścił korzenie na Chojnach przy Rzgowskiej ulicy). Nigdy z Łodzi nie wyjechałem na dłużej niż trzy–cztery miesiące – tu się urodziłem, pobierałem nauki wszystkich szczebli, a potem czterdzieści osiem lat uprawiałem dziennikarstwo: zwyczajnie robiłem gazety (był kiedyś taki fach: redaktor…) przez większość znaczną tego czasu. Wiem – to mnie do niczego nie uprawnia, poza mniemaniem, że wiedza o mieście plasuje mnie wśród górnych pięciu procent stawki dobrze poinformowanych obywateli. Poza tym umiem też oceniać cudze teksty, kwalifikować do druku, wyłapać błędy, poprawiać, skracać, zredagować… Pochodną tej umiejętności jest też zdolność oceniania autorów – z pewną taką satysfakcjonującą trafnością umiem przewidzieć, co z nich wyrośnie (lub nie). Te informacje podaję w trybie ostrzeżenia – aby nie było, że nie uprzedziłem… Do lektury „Łodzi” panów Góreckiego i Józefiaka (żadnego z nich nie znam osobiście; nie wykluczam,…

Posted in polecam, reportaż | Tagged , | Leave a comment

Przebłyski

Zadie Smith  Przebłyski Przełożyli: Jacek Dehnel, Magda Heydel, Katarzyna Janusik, Michał Kłobukowski, Jerzy Kozłowski, Michał Rusinek, Anna Sak, Anna Skucińska, Piotr Tarczyński Wydawnictwo Znak, Kraków 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Instynkt przetrwania Przeczuwam nadciągający kataklizm. W ścisłym związku z pandemią… Ale nie będzie to jakiś superwirus-mutant, zabijający na ślepo. Przeciwnie – z mocy swego statusu intelektualnego circa siedemdziesiąt procent Polaków jest z góry uodpornionych na ten kataklizm. Bo nie czytają żadnych książek… A ja właśnie przeczuwam lawinowy wysyp literatury koronawirusowej. Istnieje taka możliwość, że już niebawem w księgarniach (ściślej: w tych resztach księgarń, które jeszcze pozostały!) pojawią się zwały literatury sporządzonej prze tabuny pisarzy płci obojga, nagle pozostawionych samym sobie, odciętych od swej tkanki społecznej (wydawcy, spotkania autorskie, trasy promocyjne), zakotwiczonych jako tako tylko w internetowej bańce społeczności facebookowych, twitterowych czy innych – followersów, hejterów i lajkowiczów. Tylko mój laptop i ja naprzeciw. I żadnych wymówek prokrastynacyjnych. Sytuacja zero-jedynkowa. Piszesz albo nie piszesz… Zakładam, że większość ludzi pióra wykorzysta ten czas podarowany (jeśli mają z czego żyć – mówiąc brutalnie), by w spokoju i szybciej dokończyć to, co mieli na warsztacie, rozpocząć nowe pomysły, na które nigdy czasu nie starczało, zabrać się wydajnie za coś, co nagle do głowy…

Posted in esej antropologiczny, esej literacki | Tagged | Leave a comment

Przegrane zwycięstwo. Wojna polsko-bolszewicka 1918 – 1920

Andrzej Chwalba  Przegrane zwycięstwo. Wojna polsko-bolszewicka 1918 – 1920 Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Lance do boju, szable w dłoń! Człowiek, który zaliczył Bitwę Warszawską – przełomowy epizod wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku – w poczet najważniejszych starć zbrojnych świata (to znaczy takich, których możliwy do wyobrażenia rezultat odwrotny zmieniłby całkowicie bieg dziejów czy całej cywilizacji zgoła…), zasłużył na wdzięczność Polaków (w przeliczeniu na realia: pomniczek jakiś, wdzięczny biuścik, popiersiem zwany, modną ostatnio ławeczkę, czy choćby tablicę z profilowym medalionem) choć jego klasyfikacja nie przebiła się do communis opinio… Ergo: świat nie wie – ani że taka bitwa była, ani o jej rezultatach nie ma pojęcia. No cóż, w świadomości powszechnej łatwiej umocniły się epizody z wojny domowej Amerykanów, ważne może dla historii anglosaskiej, ale przecież nie dla całego globu. A jakaś bitwa na krańcach widzialnego i znanego, choć barbarzyńskiego świata? No bez przesady, panowie… Lord Edward Vincent wicehrabia D’Abernon (bo o nim tu mowa) – brytyjski polityk i dyplomata – był świadkiem i w pewnym sensie uczestnikiem wydarzeń jako członek oficjalnej misji alianckiej w Polsce, ale ten powściągliwy urzędnik imperialnego establishmentu nie miał temperamentu polemicznego swego szefa Lloyda George’a ani swego młodszego parlamentarnego kolegi sir…

Posted in esej historyczny, nauka – popularyzacja | Tagged | Leave a comment

Porachunki osobiste

Leopold Tyrmand Porachunki osobiste Wydawnictwo mg, Warszawa 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Nobody’s perfect Postanowiłem definitywnie pożegnać się z Tyrmandem, dokonując przy okazji sui generis rozliczenia, zbilansowania wzajemnych stosunków autor – czytelnik, a jeśli okoliczności pozwolą – dokonując też natychmiastowej wypłaty różnicy, z tego bilansu wynikającej. Mam bowiem dość Tyrmanda – w sensie literackim, intelektualnym, emocjonalnym… W każdym sensie. Osobliwości literacko-polityczno-społecznego losu Leopolda Tyrmanda najlepiej (bo najkrócej) opisuje bon mot: pierwszorzędny pisarz drugorzędny. Był-ci on na pewno niedoścignionym mistrzem autokreacji (lepszy od niego w tej wąskospecjalistycznej konkurencji był chyba tylko młodszy o dekadę pisarz Jerzy Kosiński), był skrzętnym organizatorem życia wokół siebie (w tym własnego), był fantazyjnym, ozdobnym stylistą – wodzirejem. Bywał też czasami rygorystycznym moralistą w nieco talmudycznym porządku (choć obrządku nie kultywował…), a z drugiej strony nie unikał zabawy – jakby chciał na tym luzie odrobić wojenne straty. Człowiek, który wiele przeżył (a jeszcze więcej mu się zdawało) i ocalał niemalże bez szwanku, po wszystkim poczuł, że do tego wszystkiego dostał od Matki Natury dar werbalizacji – przyjemnej dla oczu, uszu i umysłów innych, posługujących się tym samym językiem. Innymi słowy: że talent ma pisarski… Mieć a skorzystać – to dwie różne sprawy, z różnych porządków intelektualnych….

Posted in esej polityczny | Tagged | Leave a comment

Faworyty

Manuela Gretkowska  Faworyty Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2020 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 4/5 Życie płciowe ciołka matołka… Zapach spermy, krwi (miesięcznej, porodowej czy wydobytej na zewnątrz ciała w rezultacie zdarzeń gwałtownych, z użyciem narzędzi), gówna, potu i innych ludzkich wydzielin – pomieszany z zapachem ingrediencji używanych masowo dla zneutralizowania tamtych woni… Te „Faworyty” po prostu śmierdzą. Pisanie powieści historycznych bądź tylko upozowanych na historyczne, wymaga specyficznych umiejętności, także olfaktoryjnych. Ale mniejsza z tym. Zasadniczy dylemat z historią jako tworzywem literackim nie polega na pytaniu, czy w ogóle można i warto dziś pisać powieści historyczne – bo ta odpowiedź jest jasna. Można, a nawet trzeba. Jak ktoś umie, niech pisze. Jak nie umie, też niech pisze. W końcu gwarancje wolności słowa to nie w kij dmuchał. Kimże jesteśmy, by czegokolwiek komuś zabraniać, albo i nie zabraniać? Jedynym ograniczeniem jest los nieszczęsnych drzew, rżniętych na papier… Stąd tylko apel do wydawców o mniejsze oczka w sieciach. Zasadniczy dylemat powieści historycznej polega na pytaniu – jak ją pisać? Odpowiedzi jest kilka. Najprostsza (choć niewolna od zakrętasów i pułapek) – pisać po bożemu, najlepiej „sienkiewiczem” (bo „kraszewskim” to chyba już nie; za duży obciach…). Oczywiście z maksymalnie dopuszczalną dozą idealizacji – wszystkiego: bohaterów,…

Posted in proza polska, romans historyczny | Tagged | Leave a comment

Brak komentarzy