Rekomendacje

13 czerwca 2017

Silva rerum

Kristina Sabaliauskaite  Silva rerum Przełożyli Izabela Korybut-Daszkiewicz, Kamil Pecela Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020-2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Skąd Litwini wracali? „(…) – Z nocnej wracali wycieczki, wieźli łupy bogate, w zamkach i cerkwiach zdobyte.” Adam Mickiewicz, „Konrad Wallenrod” W poszukiwaniu tożsamości i korzeni do niej pasujących można zajść daleko; niektórzy nawet mniemają, że można i za daleko… Litwinka Kristina Sabaliauskaite (z polskim rodowodem, czego nie ukrywa; Sabaliauskaite to po prostu panna Sobolewska, jak mniemam…) poszła wstecz. Ale nie za daleko, jakby można przypuszczać – nie do popularnej wśród pisarzy (ze względu na rozmach, legendy, symbolikę oraz konsekwencje historyczne) epoki pół-mitycznego Mendoga, Giedymina, braci Olgierda i Kiejstuta czy ich synów – kuzynów Witolda i Jogajły. Nie – Sabaliauskaite cofnęła się „tylko” do drugiej połowy wieku XVII i potem w wiek XVIII. I to po co? W poszukiwaniu mitu założycielskiego? W każdym razie wróciła z tego wypadu z osobliwą materią literacką, w sam raz stosowną do złożenia wielkiej powieści historycznej. Tetralogii (tak zapowiadają wydawcy…) „Silva rerum” – na razie tylko okrojonej do postaci i rozmiaru trylogii, bo na tom ostatni musimy u nas chyba trochę poczekać… Ale na razie jesteśmy u początków historii… Głównych bohaterów panna Sabaliauskaite przedstawia nam gdzieś tak w…

Posted in polecam, powieść historyczna, proza obca | Tagged | Leave a comment

Demiurg. Biografia Adama Michnika

Roman Graczyk  Demiurg. Biografia Adama Michnika Wydawnictwo Zona Zero (Fronda), Warszawa 2021 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 4/5 Postępowiec w okowach Na początek skarga – zanim do refleksji i rekomendacji po lekturze „Demiurga” się zabiorę… Skarga na nieludzkie warunki tejże lektury, wręcz ludobójcze. Nie dość, że buch to ciężki (zdrowo ponad kilogram), gruby i okazały, w pancerną tekturę oprawny (680 stron! – z introligatorskiego punktu widzenia nie w kij dmuchał…), łamiący nadgarstki przy próbach utrzymania w dłoniach, to jeszcze wydrukowany na papierze o gramaturze daleko przewyższającej pocukrowe torby. Nie upieram się, żeby zaraz lekuchny biblijny welin – ale dlaczego brystol? Ale to nie koniec problemu… „Demiurga” można czytać krótkimi partiami – dłuższe przyssanie się do lektury spowoduje niechybnie ból głowy, oczopląs lub inne, gorsze nieco komplikacje neurofizjologiczne (z nawracającym, spontanicznym odruchem wymiotnym włącznie…). Czemu? Bo graficznie to koszmar. Czcionka (dziś w epoce komputerów uczenie zwana fontem) podstawowego składu tekstu jakaś dziwna – niby klasyczna książkowa, szeryfowa konstrukcja, ale jakaś taka optycznie zdeformowana, wywołująca lekki niepokój – nie tyle rozszerzona o parę procent horyzontalnie (extended), co spłaszczona w pionie, jakby przydeptana. Dobra może do eleganckich akcydensów, ale na pewno nie do standardowej wielusetkolumnowej roboty typograficznej… No i chyba trochę za duża –…

Posted in biografistyka, polecam | Tagged | Leave a comment

Cyrk polski

Dawid Krawczyk  Cyrk polski Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 4/5 Cena strachu Tytuł tego starego francuskiego thrillera (w stylu noir i bez happy endu – ma się rozumieć) z Yvesem Montandem natrętnie mi się przypominał raz po raz w trakcie lektury reportażu Krawczyka. Tak, transportowanie ładunku nitrogliceryny zdezelowaną ciężarówką po południowoamerykańskich bezdrożach narzuca się samo jako metafora skracająca, kondensująca, lapidarnie podsumowująca wysiłek reportera usiłującego nadążyć za trzema niedawnymi kampaniami wyborczymi, które w ciągu roku przeorały nasz kraj niezgorzej. Prawie jak pandemia… No i przyznać muszę, że zawodowym czytelnikiem będąc nigdy dotąd podczas czytania najgorszych nawet horrorów uczucia strachu nie doznałem. A podczas lektury „Cyrku polskiego” – tak… I to był strach egzystencjalny – z powodami, pobudkami i przesłankami całkowicie realnymi, spoza obszaru emocji czy imaginacji. Niemal fizycznie czułem, jak coś wzbiera za moimi plecami, coś, co czochra resztki owłosienia, rzuca cień i nie znika, gdy się gwałtownie odwrócisz. Przeciwnie; tkwi tam nadal, mordę szczerzy i bezczelnie się śmieje, żre kiełbachę z grilla, popija ciepłym napojem piwo- lub sokopodobnym, szcza pod murem i wrzeszczy Polskę na różne sposoby oraz przez wszystkie przypadki… Ludzie – po lekturze Krawczyka skonstatowałem, że ja nie boję się o Polskę i Polaków, ale…

Posted in grand-reportaż, polecam, reportaż polityczny | Tagged | Leave a comment

Czerwone fragmenty

Maggie Nelson  Czerwone fragmenty Przełożyła Anna Gralak Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Zło nieoswojone? „Człowiek hołduje chętniej dobru niźli złu, ale warunki nie sprzyjają mu.” Bertolt Brecht, „Opera za trzy grosze” Zło metafizyczne, to z manichejskiej dychotomii (dobro – zło; gdyby ktoś nie pamiętał…) – choć w istocie jest przecież (jak wszystko w sferze idei na tym świecie) produktem ludzkiego intelektu, objaśniającym lub może nawet usprawiedliwiającym niegodziwości natury człowieczej – bywa wyobrażane jako byt obiektywny, naturalny składnik atmosfery, bańka-obcy wtręt w powietrzu; nieświadomy istnienia zła człowiek idzie spokojnie, wtyka przypadkiem głowę w taką bańkę i wraz z oddechem wciąga haust zła, infekując się nieodwracalnie… Takie zło unosi się jak duch nad wodami, jak pajęczyna biernie czekająca na ofiarę, przynęta rozrzucona tu i ówdzie przez samego diabła (skądinąd przecież wspólnika Boga), paść czyhająca na słabego, wątpiącego, zbuntowanego, skrzywdzonego, co to chce się odegrać. Takie zło jest absolutem, bytem nieledwie materialnym, niezależnym – a może nawet społecznym. Jest składnikiem toposu wielu systemów religijnych opartych na winie i odkupieniu, na koncepcji grzechu i pokuty. Nie rozważamy istoty zła – to temat na całkiem inne opowiadanie. Załóżmy tylko, że istnieje. A w jakiej postaci – to obojętne. W jakiejkolwiek by…

Posted in polecam, reportaż kryminalny, thriller sądowy | Tagged | Leave a comment

Minima Iuridica

Jerzy Zajadło  Minima Iuridica Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Wydawnictwo Arche, Sopot 2019 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 3/5 Sapientia iuris… Nigdy nie wpadłbym na tę książkę, gdyby nie uniwersytecki (mego macierzystego Uniwersytetu Łódzkiego…) konkurs imienia profesora Tadeusza Kotarbińskiego na najwybitniejszą pracę naukową z dziedziny szeroko pojętej humanistyki. Z krótkiej i oszczędnej w treści lokalnej notatki medialnej dowiedziałem się, że szóstą edycję tej zacnej rywalizacji wygrała książka profesora Jerzego Zajadły (z Gdańska) – „Minima Iuridica”. Na tle współczesnych akademickich praktyk konkursowych o mniej czy bardziej elitarnym usposobieniu, rozstrzygnięcie to wydaje się wielce osobliwe i przynosi chwałę szafarzowi nagrody – co najmniej równą chwale autora rzeczy samej. Czemu tak mniemam? O tym trochę później… Lektura „Minimów…” (trudno było je zdobyć; meldowano, że niedostępne albo wyczerpane) podziałała na mnie jak wehikuł czasu, jak wielki lewar przenoszący w drugą połowę lat 60. ubiegłego stulecia, na ulicę Składową w Łodzi, gdzie w budynku przedwojennego żeńskiego gimnazjum Miklaszewskiej rozgościło się (zapewne prawem kaduka, w ramach tzw. dziejowej sprawiedliwości ludowej…) na kilka dziesięcioleci uniwersyteckie Collegium Iuridicum. Tam cztery (z dużym okładem) lata pobierałem nauki – z bardzo miernym rezultatem. A los zarządził (tak, tak – zarządził, nie zrządził…), że żadnego zawodu prawniczego nie wykonywałem ani jednego dnia… Co nie…

Posted in esej prawny, filozofia, polecam | Tagged | Leave a comment

Zmierzch demokracji. Zwodniczy powab autorytaryzmu

Anne Applebaum  Zmierzch demokracji. Zwodniczy powab autorytaryzmu Przełożył Piotr Tarczyński Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Mądremu biada… 31 grudnia 1999 roku pani Anne Applebaum wespół z mężem – panem Radosławem Sikorskim – wydali bal sylwestrowy w swej posiadłości w Chobielinie (hen, na Pomorzu gdzieś…). Gości przybyło ze stu, może więcej – z całego świata: od Moskwy do Nowego Jorku, a ich wspólną cechą młodość była (no tak, dobre dwie dekady temu…) i poglądy liberalno-konserwatywne tudzież antykomunistyczne. Generalnie: prawicowe… Wszyscy bawili się dobrze i rozumieli też niezgorzej; byli przecież wspólnotą – ideową, emocjonalną, intelektualną, wreszcie polityczną. Po latach pani Applebaum z omaszczonym nostalgią żalem konstatuje, iż drogi balowiczów kompletnie się rozeszły. Połowa z nich drugiej połowy nie cierpi, nienawidzi może nawet. I wzajemnie. Większość jest gotowa żarliwie zaprzeczyć, że w ogóle na tym balu byli. Nie rozmawiają ze sobą, a jeśli – to w tonie kłótni śmiertelnej. Na ogół, gdy kogoś znajomego zobaczą, przechodzą na drugą stronę ulicy… Dlaczego tak się porobiło? – pyta Applebaum. [Mam swoją ściśle osobistą hipotezę w tej kwestii, choć nie jest ona ani ideologiczna, ani polityczna. Raczej… kulinarna. Applebaum wspomina: „(…) nagotowałyśmy z teściową kilka garów gulaszu i pieczonych buraczków.” No i…

Posted in esej polityczny, komentarz polityczny, polecam | Tagged | Leave a comment

Wachmistrz

Krzysztof Bochus  Wachmistrz Wydawnictwo Skarpa Warszawska, Warszawa 2020 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Kukułka z Wolnego Miasta Miałem taki pomysł, by ktoś z naszych dzielnych rekonstruktorów kryminalnych zajrzał w wolnej chwili do Wolnego Miasta Gdańska. Myślałem, że na większą skalę mógłby to zrobić Krajewski, skoro już raz spróbował, ekspediując do Gdańska swego Popielskiego w roli agenta kontrwywiadu, tropiącego sowieckich szpiegów i dywersantów. Ale to był krótki wypad – i na placu boju został tylko prywatny detektyw Bednarski. Oraz kupa śmiechu (z różnych powodów…) nieodłącznie mu towarzysząca. Nie miałem pojęcia, że gdzieś na zapleczu przemysłu literatury sensacyjnej od paru lat szykuje się do skoku i konsekwentnie, profesjonalnie robi swoje niejaki Krzysztof Bochus – dziennikarz, pisarz, biznesmen, doświadczony (rocznik 1955, z Kwidzyna) rzemieślnik literacki. Onże Bochus parę lat temu wykreował figurę radcy kryminalnego Christiana Abella – echt und edel pruskiego weterana Wielkiej Wojny (z cesarskiej marynarki), zatrudnionego w Kriminalpolizei w Wolnym Mieście Gdańsku – osobnika wielce prawego, inteligentnego i konsekwentnego legalistę o wyśrubowanych standardach moralnych i nieskazitelnym zawodowym doświadczeniu. Słowem: ideał na służbie. Rzadki okaz, nie tylko w siedzibie gdańskiego prezydium policji na Karrenwall (czyli na dzisiejszej Okopowej), ale w ogóle. Z tym, że oczywiście ten modelowy gliniarz odznacza się wybitnie nieuporządkowanym…

Posted in kryminał rekonstrukcyjny | Tagged | Leave a comment

Co robić przed końcem świata

Tomasz Stawiszyński  Co robić przed końcem świata Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Kwadrans filozofa… Spokojnie… Końca świata nie będzie. To znaczy – będzie, albowiem w sensie czysto fizycznym, ściśle kosmogonicznym jest-ci on przesądzony. Układ ciał niebieskich i innych form materii, w którym żyjemy, ma bowiem oznaczoną żywotność – nie precyzyjnie, ale jako rząd wielkości jednostek czasu – już tak. Obecnie liczy się to w miliardach lat płynnego zużywania się zapasu energii, aż do spodziewanego kolapsu i wymarcia (nie tylko form życia, ale form trwałego bytowania astronomicznego). Z tym że oczywiście może dojść do nagłej (co w okolicznościach kosmologicznych znaczy nagła?) katastrofy, przerywającej ciąg ewolucyjny „naszego” kawałka Kosmosu. Przy czym horyzont czasowy takiej katastrofy też raczej należy odmierzać milionami lat, niż krótszymi jednostkami pomiaru. Tak czy inaczej – ani nikt z nas, ani dających się wyobrazić następców naszych końca świata w sensie ścisłym raczej nie doświadczy. A już na pewno nie zbiorowo. A gdyby nawet mógł i miał doświadczyć, czy umiałby rozpoznać niezbicie, że to „coś” to właśnie koniec świata? Nie sądzę… Koniec świata jest zatem figurą symboliczną, konstruktem intelektualnym, oznaczeniem fundamentalnej zmiany. Gdy świat (w sensie cywilizacja, kultura, system wartości, ideologia i co tam jeszcze uznajecie…

Posted in felietonistyka, filozofia, polecam | Tagged | Leave a comment

Kwestia ceny

Zygmunt Miłoszewski  Kwestia ceny Grupa wydawnicza Foksal Sp. z o.o. – wydawnictwo WAB, Warszawa 2020 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Na Sachalinie talent nie zginie… Idę czytać, żono, dzieci./ Przekonali mnie faceci./ Eia, eia, tralala… Tak mógłbym sobie zaśpiewać wzorem mistrza Juliana (z nieznaczną parafrazą), gdym pozytywnie zareagował na prośbę przyjaciół (ufnych w moją intuicję…), bym analizie poddał i procesowi rekomendacji dzieło Miłoszewskiego „Kwestia ceny”. Rzecz nabyłem drogą kupna (potanioną w empiku o 25 procent). Lektura okazała się lekka, łatwa i przyjemna, a Miłoszewski jak zwykle – okazał się mistrzem schematycznej prozy sensacyjnej, rozrywkowej, niewymagającej żadnego szczególnego napięcia intelektu, niespecjalnie zabawnej ani też dowcipnej, pozbawionej ładunku emocji czy strachu – ot, konfekcji literackiej powstającej w zbożnych celach zarobkowych. Co przecież żadną miarą nagannym procederem nie jest. Przeciwnie – oczekiwanie godziwej zapłaty to znak, że świat jeszcze nie całkiem zwariował. Ale w tych okolicznościach nie może być mowy o jakichkolwiek rozważaniach w kwestii wartości tej prozy, jej ukrytych znaczeń czy subtelnych imponderabiliów literackich ani też moralnego bądź intelektualnego przesłania o wymiarze globalnym, artystycznym lub cywilizacyjnym. Żadną miarą nie! Bo to po prostu topornie przycięta sensacyjna historyjka rozrywkowa – bez pretensji wyższego rzędu; nawet jeśli pojawiają się w tekście wtręty o charakterze…

Posted in przygoda, sensacja | Tagged | Leave a comment

Dziecko księżyca

Piotr Ibrahim Kalwas  Dziecko księżyca Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Długie życie suma Andrzeja Większość (i to licząca się nader poważnie) pisarzy płci obojga albo zaczyna pisać od (w sensie debiutancki temat), albo gdzieś w trakcie kariery zatrąca o – dzieciństwo. Gdy ktoś nie wie, o czym by tu, gdy ma problemy z pisarską inicjacją, albo cierpi na uwiąd (ma się rozumieć – chwilowy…) lub zgoła niemanie talentu, zwrot ku dzieciństwu i młodości to pewniak, jak wielogłowa hydra niedomagająca na nerwicę natręctw. Bo to surowy ojciec – oprawca i pijak, nie szczędzący pasa, bo to formacyjny dziadek, nauczający odróżniać dobro od zła podczas dyżurów przy pędzeniu bimbru, bo to toksyczna babcia – rozmodlona, dewocyjna strażniczka pierwszych piątków i siedmiu grzechów, bo to mamcia nadopiekuńcza, karmiąca pomidorową, jak zbity pies wiernopoddańczo wpatrzona w faceta-oprawcę, bo to molestujący wuj lub kochanek matki, bo to przywódca podwórkowej albo szkolnej bandy, znęcający się nad bohaterem bez umiaru, bo to tamta dziewczyna płocha i zła, rozpalająca pocałunkami i niespełnionymi obietnicami, potem odchodząca w dal z tamtym chłopakiem równie jak ona złym (zaś bohater ze złamanym sercem i pierwszym wzwodem wpada w nałóg wąchania kleju lub nawet wali kompot w żyłę…)….

Posted in polecam, proza polska | Tagged | 3 komentarze

Cywilizacje

Laurent Binet  Cywilizacje Przełożył Wiktor Dłuski Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Historia przenicowana Sto z okładem lat temu przyzwoity łódzki krawiec – jeden z tych, co to ich Tuwim reklamował w nieśmiertelnych „Kwiatach polskich”: „I ten sterczący głupio Savoy,/ i wyfioczone przekupki,/ i szyld odwieczny: „Mużskij partnoj, onże madam i pszerupki” – chociaż w zasadzie utrzymywał się z trzeciego członu tego szyldu, czyli przeróbek, każdą propozycję operacyjnego przedłużenia życia wykwintnemu garniturkowi kwitował skrupulatną auskultacją, a wyroki po niej były nieodwołane i poza dyskusją. Jeżeli zakwestionowany łach pochodził z Brzezin – „starozakonnego” zagłębia konfekcyjnego na skalę europejską – o przeprowadzeniu zabiegu tzw. nicowania nie mogło być mowy; profesjonalna duma i uczciwość nie pozwalały. Ale im dalej od Savoyu i tamtego szyldu… Na przedmiejskich uliczkach rozliczni mistrzowie igły gotowi byli za niewygórowaną opłatą dowolny ciuch przerobić na „brylant, no istny cud” – niechby on sobie nawet był i z Brzezin… Taaa, nicowanie to stary koncept. Czyli zszywanie na nowo z prawej na lewo, z lewej na prawo, by teraz popracowała druga strona, dotąd skryta pod podszewką… W obrębie krawiectwa ręcznego, przy odrobinie fachowości, mogło to nawet dawać znakomite rezultaty, nie od odróżnienia od oryginału. Ale w innych dziedzinach?…

Posted in proza obca | Tagged | Leave a comment

Wieczór w raju

Lucia Berlin  Wieczór w raju Przełożyła Dobromiła Jankowska Grupa Wydawnicza Foksal – wydawnictwo wab, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Dyskretna nuta chanel numer pięć… Wszystkie ciotki przylatujące z Ameryki ciągnęły za sobą smużkę tego zapachu. Flakony kupowały w strefach wolnocłowych w Idlewild (lotnisko bardziej znane jako Kennedy Airport…) na O’Hare, waszyngtońskim Dullesie czy Hartsfield w Atlancie, jak już się odprawiły za żelazną kurtynę. Kupowały number five, bo „nosiła” go sama Marilyn Monroe, a w obliczu podróży za ocean i spotkania z familiantami ich własne kosmetyki z supermarketu Searsa wydawały się nagle jakieś prostackie. Jedna tylko ciotka intensywnie pachniała jackiem daniel’sem i tłumaczyła, że boi się latać… Ciociu – niepotrzebnie; i tak wiedzieliśmy, jak to było naprawdę… Zresztą i ona nosiła chanelkę w torebce ze skóry aligatora. Lektura opowiadań Lucii Berlin przypomniała mi tamte zapachy. Burbon i chanel, chanel i burbon. I saksofonowe solówki Coltrane’a. I smak coca-coli tudzież solonych peanuts. I terkot wyszczerbionego, ale wciąż ostro golącego remingtona. I magazyn ilustrowany „Ameryka” na błyszczącej, białej jak śnieg, pachnącej kredzie. I „Rio Bravo” oglądane w kinach na przedmieściach po raz piętnasty czy tam dwudziesty (bo koleżanka z klasy kochała się w Rickym Nelsonie i potrzebowała eskorty, a zobowiązania towarzyskie…

Posted in proza obca | Tagged | Leave a comment

Czuły narrator

Olga Tokarczuk  Czuły narrator Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 4/5 A może lepszy byłby spolegliwy opiekun? Czuły narrator… Prześladuje mnie od roku z hakiem ta figura retoryczna, symboliczna i teoretyczna, wywiedziona przez Olgę Tokarczuk w noblowskim wykładzie – który okazał się manifestem ideowym (jednym z wielu możliwych zresztą…) współczesnego powieściopisarstwa. Po co piszemy, jak piszemy, komu piszemy… I co w tym wszystkim naprawdę jest ważne. Bo co jest ważne w pisaniu? Słowo, każde słowo, którego użyjesz, by się skomunikować (z kimś naturalnie) lub zakomunikować. Coś komuś. Ale może to być słowo, którego użyłeś w piśmie, bez intencji nawiązania dialogu z kimkolwiek czy poinformowania o swych myślach, bez-myślach, uczynkach i bez-uczynkach. Słowo, którego użyłeś i które utrwaliłeś na piśmie (załóżmy dla uproszczenia, że pismo jest jedynym kanałem propagacji słów), nie musi być składnikiem logicznego wywodu ani dla odmiany chaotycznego strumienia werbalizujących się myśli – może być przypadkowym impulsem bez znaczenia – ani jawnego, ani ukrytego. I to bez-znaczenie też opisuje, definiuje ciebie jako piszącego. Dlaczego? Bo o pisaniu nie przesądza nic innego, jeno wola, chęć. Kto nie chce, nie pisze. No, chyba że pod wpływem choroby, środków psychoaktywnych czy tortur… I zapewne raczej się nie zdarza, że spragnieni…

Posted in esej literacki, polecam | Tagged | Leave a comment

Burzliwe czasy

Mario Vargas Llosa  Burzliwe czasy Przełożyła Marzena Chrobak Wydawnictwo Znak, Kraków 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Banany lepiej rosną, gdy jest cicho… – Ćwiarteczkę gwatemali drobno zmielonej proszę… Takim hasłem z użyciem słowa „gwatemala” posługuję się najczęściej, gdyż to nasz domowy ulubiony gatunek kawy – niby pospolita i niespecjalnie droga arabica, ale z charakterem (bo uprawy głównie w górach…); ma naturalny aromat i moc niepospolitą, zwłaszcza świeżo po zmieleniu, a nieodzowny kwaskowy posmak – wielce dyskretny. No i ta płynąca nie wiem skąd łagodność na podniebieniu (czyli palatalna – jak mawiają kiperzy…). Najlepsza do nabycia w sklepach firmy Tchibo – z obrazkiem okazałego tukana na paczce; a ćwiarteczka, czyli 250 gramów, bo większy zapas szybko zwietrzeje, nawet schowany w lodówce… I tyle mam Gwatemali w życiu codziennym. Oczywiście pamiętam nazwisko Jacobo Arbenz, wiem, co to było United Fruit Company oraz co w tym wszystkim robiła Centralna Agencja Wywiadowcza – czyli znam ten najważniejszy we współczesnych dziejach Gwatemali epizod – choćby w zarysie. A to dzięki fundamentalnej, monumentalnej i nieocenionej „Ciekawej historii ONZ” Edmunda Jana Osmańczyka, wydanej przez „Iskry” w 1965 roku. Jasne, powiecie od razu, że to propagandowa agitka komunistyczna, służąca wykazaniu wyższości rzeczonego ustroju nad wrednym imperializmem. Oczywiście,…

Posted in proza obca | Tagged | Leave a comment

Naprawdę?

Jeremy Clarkson Naprawdę? Przełożyli Bożena Jóźwiak, Michał Jóźwiak, Michał Strąkow Wydawnictwo Insignis, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Tako rzecze biały miś: po co komu samochód? Jestem zawiedziony… Oto wydawcy kolejnego tomu felietonów Clarksona powrócili (zapewne w porozumieniu z autorem) do starego konceptu recenzowania samochodów. W tym nowym tomie zmieściło się 130 gazetowych felietonów (ufam wydawcy; któżby je tam liczył, zwłaszcza że podobne jeden do drugiego jak krople wody) z „Sunday Timesa” od stycznia 2015 do grudnia 2018 roku. Zatytułowane są wszystkie w rozwlekłym ironiczno-wrednym, metaforycznym clarksonowskim stylu, ale każdy sygnowany jest pełną nazwą recenzowanego w nim egzemplarza pojazdu mechanicznego. Zresztą słowo „recenzja” to w przypadku Clarksona pojęcie osobliwe oraz umowne. O większej lub mniejszej dozie dosłowności, wszelako bez przesady. Recenzje te, aczkolwiek motoryzacyjnemu i dziennikarskiemu profesjonalizmowi ich autora niczego zgoła zarzucić nie można, to raczej dość swobodne wariacje clarksonowskie, pełne dygresji (a czasem kompletnych odlotów…), idiosynkrazji i natręctw, uprzedzeń i wycieczek osobistych (jego kumple z „Top Gear” – James May i Richard Hammond – za cierpliwe znoszenie chamskich wybryków i niewybrednych szarż Clarksona mają pewnie procent z zysków; taka marketingowa ustawka…). Wygląda na to, że Clarkson ma płacone za skrajny subiektywizm, za kontrowersyjne, niespecjalnie sprawiedliwe opinie na krawędzi…

Posted in felietonistyka | Tagged | Leave a comment

Brak komentarzy