Rekomendacje

13 czerwca 2017

Koh-i-noor. Historia najsłynniejszego diamentu świata

Wiliam Dalrymple, Anita Anand Koh-i-noor. Historia najsłynniejszego diamentu świata Przełożył Krzysztof Obłucki Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Diamenty – nasi najlepsi przyjaciele… Nazwę Koh-i-noor pamiętam z wczesnego dzieciństwa… W pierwszej połowie lat 50. (chyba jeszcze przed śmiercią Stalina) ojciec przywiózł z dziennikarskiego wypadu do Pragi (tej czeskiej naturalnie…) dla młodszego brata i dla mnie wielką niebieską pluszową małpę-przytulankę (nazwaną Fifa…) i okazałe płaskie blaszane pudło z kompletem 144 (wtedy namacalnie nauczyłem się co znaczy tuzin i gros…) różnokolorowych, egzotycznie pachnących kredek. Wszystkie na drewnianej obsadce wytłoczone miały napis (złoconymi literami): Koh-i-noor Hardtmuth Ceske Budejovice. Zanim się zużyły (a trwało to kilka lat…), nazwa wryła mi się w pamięć, a jej składniki – dzięki objaśnieniom ojca oraz encyklopedii Trzaski, Everta i Michalskiego – miałem dokładnie rozpracowane… Zwłaszcza ten Koh-i-Noor – brylant koronny Imperium Brytyjskiego, obciążony historią krwawą, pełną wojennego zgiełku, zbrodni i wszelakiej nikczemności, jednym przynoszący szczęście, innym wieczną klątwę i śmierć – to działało na wyobraźnię. Zagadki, władza, pożądanie, terror – czemu ta krystaliczna postać węgla ma taką moc (i cenę)? Dobre pytanie… A dobra odpowiedź? – Bo ładnie wygląda, jak nic innego na świecie? Bo nie ma jej zbyt wiele? Bo rozbudza…

Posted in esej historyczny, esej polityczny, polecam, reportaż historyczny | Tagged , | Leave a comment

Gdzie jest prezydent

Bill Clinton, James Patterson Gdzie jest prezydent Przełożyła Karolina Rybicka Wydawnictwo Znak, Kraków 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Nie bądź taki szybki, Bill… Bill Clinton ma pomysł fabularny zręcznej intrygi sensacyjnej i ogromną, praktycznie nikomu innemu niedostępną wiedzę (dwie kadencje w Białym Domu!) o sprawowaniu władzy. Ale nie w kwestii tzw. know how – czyli jak z tego sklecić opowiastkę, która miałaby ręce i nogi, a przede wszystkim magiczny walor skłaniający potencjalnego czytelnika do sięgnięcia po kartę płatniczą czy wejścia na stronę sklepiku Amazona… Samo nazwisko Clinton ma wprawdzie ogromną wartość rynkową, ale może nie wystarczyć… Poza tym – inaczej się pisze autobiografię czy esej polityczny, a inaczej – beletrystykę sensacyjną w stylu Grishama, Le Carre’a, Ludluma czy choćby Toma (drugoligowca!) Clancy’ego… Nie da rady – trzeba zatrudnić, dokooptować do drużyny fachowca z najwyższej półki. I to wyposażonego w specyficzne cechy osobowości – nie tylko talent kreacyjny najczystszej próby… Oczywiście założyć trzeba, że autor pierwszej gildii nie zechce pełnić roli anonimowego ghost writera. On, ze swym nazwiskiem, zapragnie na pewno dopisać się na okładce. To nieprzezwyciężalna (żadną kwotą!) kwestia ego… Z drugiej wszakże strony, zważywszy na nazwisko i osobowość figuranta, taki widmowy współautor liczyć się musi z tym, że…

Posted in polecam, political fiction, thriller polityczny | Tagged , | Leave a comment

Sześć dni w grudniu

Jordi Sierra i Fabra Sześć dni w grudniu Przełożyła (z katalońskiego) Rozalya Sasor Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2019 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Uliczkę znam w Barcelonie… Gdy 20 grudnia 1973 roku potężna eksplozja na madryckiej uliczce – calle Claudio Coello (stare miasto, równoległa do ulicy Serrano…) wyrzuciła (po prawidłowej paraboli…) dwutonową, opancerzoną limuzynę Dodge Dart na 25 metrów w górę, dokładnie nad pięciokondygnacyjnym budynkiem kolegium jezuickiego, wprost na klasztorny krużganek nad patio na wysokości pierwszego piętra, nikt nie sądził, że to otwarcie nowej epoki… Kierowca i ochroniarz zginęli od razu w wybuchu, natomiast pasażer limuzyny przeżył eksplozję i wymuszony lot nad dachami Madrytu, ale zmarł po chwili na miejscu zdarzenia; obrażenia były zbyt poważne. Pasażerem był 69-letni admirał Luis Carrero Blanco, od dziewięciu miesięcy premier rządu Hiszpanii – twardy, okrutny i nieprzejednany funkcjonariusz państwa frankistowskiego. Został premierem, bo jego ukochany caudillo nie mógł już rządzić „na pełny etat” z powodu postępującej choroby Parkinsona, a w zasadzie kombinacji kilku poważnych schorzeń. Blanco gwarantował, że nic się nie zmieni, ale jego schorowany pryncypał i tak go przeżył. Admirał nie dotrzymał zobowiązania za sprawą trzech terrorystów-separatystów z baskijskiej organizacji ETA, którzy łatwo ustalili jego niedzielną, od lat niezmienną marszrutę (msza…

Posted in kryminał, polecam | Tagged | Leave a comment

Czas przeszły

Lee Child Czas przeszły Przełożył Jan Kraśko Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2019 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Nie pożywisz się tam kotku, gdzie poluje myszołów włochaty… Emerytowany major żandarmerii wojskowej US Army Jack Reacher należy do czołówki frekwencyjnej mieszkańców krainy wyobraźni, stworzonej (i tworzonej nadal…) przez liczne grono pisarzy rozmaitego autoramentu w branży literatury rozrywkowej, sensacyjnej, kryminalnej – no, w każdym razie tzw. lżejszego autoramentu, zapewniającego czytelnikom dobrą zabawę, dreszczyk emocji, intelektualną rozrywkę (współudział w rozwiązywaniu zagadek…), albo zgoła przygodę z marzeniami… Krainę tę, zaludnioną przez bohaterów literatury sensacyjnej, na własny użytek nazywam Terytorium Superaków… Kraj ten, z konieczności (miejmyż wzgląd na bezpieczeństwo publiczności…) ogrodzony płotem pod napięciem, ma w centrum swoje miasto występku – osobliwą mieszaninę slumsów Los Angeles, Detroit i faveli z kolumbijsko-meksykańskich central narkobiznesu… A wokół dziewicze, niedostępne lasy, mordercze pustynie i góry nieprzebyte, tudzież sporo cieków wodnych i takichże oczek. Może być też autostrada i kolej żelazna. W sumie: idealny biotop dla fantasmagorycznych kreatur literackich, obdarzonych nadnaturalnymi przymiotami ciała i ducha. Oczywiście Terytorium Superaków nie jest tworem jednolitym – każdy autor ma swoje, każdy czytelnik też. Struktura, wyposażenie (osobliwie w efekty specjalne: owe jebnięcia, wybuchy, płomienne eksplozje, strzelaniny – od pistoletowych po artyleryjskie, kraksy,…

Posted in thriller | Tagged | Leave a comment

Kod Kathariny

Jørn Lier Horst Kod Kathariny Przełożyła (z norweskiego) Milena Skoczko Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Autostrada zagadek… Z kryminologicznego punktu widzenia, do tego w porównaniu z resztą Europy, taka Norwegia to kraina jałowa… I nudna. Owszem, przydarzył się im Breivik, lecz to zbrodnia innego gatunku – osobliwa i niepospolita, z pewnym takim ładunkiem polityki… Ale przestęptwa motywowane seksem, pieniędzmi, krwawą zemstą, potrzebą przemocy nie wypełniają po brzegi tamtejszych kronik kryminalnych. Przeciwnie: ich treść to wykroczenia drogowe (na ogół po pijaku; tamtejsi obywatele tankują niezgorzej, ale łby, jak na potomków wikingów, mają słabe…), awantury domowe i knajpiane, przemoc w rodzinie, ekscesy narkotykowe, chuligańskie rozróby i drobne kradzieże… Owszem, litewscy murarze i polscy hydraulicy robią co mogą, by ten bilans uaktywnić i uatrakcyjnić. Ale co oni tam mogą – więcej wypić, mocniej bić, sprytniej kraść? A nawet niechby – zabić pod wpływem? Pewnie mogą – tyle że fabularnie to całkiem bez wartości. Zbrodnia „do książki” musi mieć w sobie jakąś wyrafinowaną zagadkę (czasem problem społeczny…), motyw niepospolity, pokrajcowany modus operandi czy sprawcę na krawędzi normy lub poza nią – jakiegoś socjopatę, schizola, maniaka, perfekcyjnego czyściciela, samozwańczego wysłannika piekieł… Gdzie? W Norwegii? To przecież najnudniejszy kraj świata… Jeden…

Posted in kryminał | Tagged | Leave a comment

Karuzela

Paulina Świst Karuzela Wydawnictwo Akurat (Muza SA), Warszawa 2018 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Dlaczego nie zostałem – głupek jeden – gwiazdą palestry? „Fabryka Świst” znów nastukała wyrób książkopodobny. „Karuzela” – ozdobiona starym sloganem firmowym: „Ostry seks. Ostry język. Ostra jazda.” ma być jakoby początkiem nowej serii. Zaczyna się w sferach palestranckich, ale czort znajet, dokąd nas „Świst” doprowadzi dalej… Zresztą w sferach palestranckich też jest ciekawie. Znaczy – zdaniem „fabryki Świst”, ale to zdanie interesujące. Zresztą na razie innego nie mamy, by porównać… Zdaniem „Fabryki Świst” życie codzienne adwokatury krajowej składa się z ostrego rżnięcia na przemian z machinalnym bzykaniem, imprezowania z koksem i „łychą” (dla pań mojito…), kręcenia lodów, kombinowania przewałów (wykorzystywanie luk w prawie stanowionym to przecież podstawowa umiejętność nabywana podczas aplikacji…), mataczenia na potęgę… Od czasu do czasu hedonistyczną orgietkę państwa mecenasostwa płci obojga przerywają trywialne konieczności sprostania wymaganiom dnia powszedniego: trzeba pokonferować z klientami, czyli albo nieudacznymi durniami, albo cwaniakami z gangów, trzeba poużerać się z głupiutkimi prokuratorami (gdyby byli mądrzy, staliby po naszej stronie…); czasem nawet trzeba przyodziać paradny strój i stawić się przed obliczem sądu wysokiego (nuda; bez kreski nie razbieriosz). Swoją drogą, gdybym wiedział, że tak w tej adwokaturze jest, jak to…

Posted in kryminał | Tagged | Leave a comment

Lincoln w bardo

George Saunders Lincoln w bardo Przełożył Michał Kłobukowski Wydawnictwo Znak, Kraków 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Na granicy światów: hucpa czy arcydzieło? Koncept nienowy: zmarli mają swój świat, w którym kontynuują… Nikt w literaturze nie spożytkował go lepiej, wyraziściej i piękniej niż amerykański poeta Edgar Lee Masters w „Umarłych ze Spoon River” (1915). Reszta to chłam (wyjąwszy może zabawną Fannie Flagg i jej niedawne „Całe miasto o tym mówi”). Nawet jeśli ktoś wnikliwie przestudiował „Tybetańską Księgę Umarłych” i wielkim umysłem swym zgłębiał tanatologiczną koncepcję bardo – czyli osobliwego stanu pośredniego egzystencji duszy po śmierci pierwotnego ciała-nosiciela do momentu wejścia w nowy stan powtórnych lub zgoła kolejnych narodzin, reinkarnacji – to literacki rezultat tej lekcji nie dorówna Mastersowi. Zwłaszcza gdy poziom dowcipu zbliża się niebezpiecznie do finezji spisywanych pod kołderką w gimnazjalnym internacie elukubracji Alfreda Jarry’ego… W systemie religijnych wierzeń chrześcijan najbliższy pojęciu barda byłby czyściec, gdyby nie to, że ta idea przechowalni dusz ma charakter równie ostateczny – przesądzony jak idee niebieskiego raju i otchłani piekielnych… Ale to bardo u Saundersa to jednak czysty buddyzm w ortodoksyjnej wersji lamaizmu Nyingma; 60-letni amerykański profesor uniwersytecki z Syracuse w Nowej Anglii jest bowiem praktykującym wyznawcą tego religijnego obrządku… Nic w tym…

Posted in polecam, proza obca | Tagged | Leave a comment

Do nielicznego grona szczęśliwych

Marcin Król Do nielicznego grona szczęśliwych Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Elito, trzymajmy się razem, bo nie wiemy, co nas czeka… Wszystko jest płynne, a czasy niepewne. Zmiana jest słowem o największej frekwencji w języku polityki, publicystyki i filozofii. Nie ma już Zygmunta Baumana, by objaśniał, co się dzieje. Został Król… Ha, trudno. Ale i tak w sumie nieźle, gdyż nie jesteśmy wydani na pastwę błądzenia w odmętach i oparach współczesnej myśli. Ba, wydaje nam się, że paradoksy, aberracje i banialuki współczesnej myśli jakoś ogarniamy. Ale nie ogarniamy. Są dowody… Marcin Król jest kompetentnym przewodnikiem i ich dostarcza. Zaczyna z wysokiego pułapu, bo od Szekspira – a konkretnie od wielkiej, sławnej, retorycznie bezbłędnej, emocjonalnie sugestywnej, mobilizującej i przekonującej królewskiej mowy Henryka V przed bitwą pod Azincourt (1415, w dniu świętego Kryspina, czyli 25 października) w angielsko-francuskiej wojnie stuletniej. Nie wiadomo dokładnie, czy Henryk z Monmouth (od dwóch lat panujący w Anglii jako Henryk V z dynastii Lancasterów), zwrócił się do gromadki swych żołnierzy (głównie fenomenalnych łuczników walijskich) z mową odwołującą się do patriotycznych cnót. Z kronik wiadomo, że raczej otwarcie, prosto i szczerze (żołnierską prozą!) rekomendował im ostrą walkę do końca, bowiem szlachetnie (w tym on…

Posted in esej polityczny, polecam | Tagged | Leave a comment

Odetchnij jeszcze raz

Mariusz Ziomecki Odetchnij jeszcze raz Wydawnictwo Akurat (Muza S.A.), Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 1/5 Złego diabli nie biorą… Dwa lata temu miałem już sposobność pochwalić Ziomeckiego w tym blogu („Pójdź na sąd boży” – wpis z 15 grudnia 2016 roku…). I nie widzę powodu, by nie zrobić tego jeszcze raz… Ten wzięty reporter i publicysta, filar mej ulubionej „Kultury” (nim jej z powierzchni Ziemi nie zmiotła zima stanu wojennego…), wśród dziesiątków zajęć, których imał się po powrocie z emigracji, uprawia też pisarstwo rozrywkowe. A konkretnie – w branży kryminalnej. Od 2015 roku wydaje cykl „Elementy zbrodni”, którego „Odetchnij jeszcze raz” jest tomem trzecim („Pójdź na sąd boży” był drugim, a „Umierasz i cię nie ma” z 2015 roku – pierwszym). W gromadce polskich Standardowych Autorów Kryminalnych (odtąd w skrócie: SAK…) Ziomeckiego wyróżniała… normalność. W sensie ścisłym. To znaczy – w sensie wykreowania głównego bohatera, Jego narrator, onże podmiot liryczny „Elementów zbrodni” – Roman Medyna, bywszy policjant po przejściach (z licencją detektywa prywatnego, przezornie wyrobioną na wszelki wypadek…), niezdatny do służby, bo mu ruska zawodowa zabójczyni przestrzeliła kolano (ale wciąż cieszący się szacunkiem kolegów z formacji bezpieczeństwa państwa wszelakich proweniencji, co już samo w sobie wydaje się graniczyć z…

Posted in kryminał | Tagged | Leave a comment

Ucho igielne

Wiesław Myśliwski Ucho igielne Wydawnictwo Znak, Kraków 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Wehikuł czasu czyli rondo alla polacca Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego… Ta zaczerpnięta z Nowego Testamentu metaforyczna sentencja jest jedną z najlepiej znanych i powszechnie używanych w kręgu cywilizacji śródziemnomorskiej hiperbol, czyli metafor używających oczywistej przesady dla zbudowania napięcia. Wielbłąd przeciskający się przez uszko igły? To przecież niemożliwe, nie do pomyślenia! Ale brzmi nieźle… W ten sposób religijna sentencja umoralniająca (w końcu przecież chodzi o szanse bogacza w królestwie niebieskim…) weszła na stałe – z wieloma zresztą modyfikacjami – do repertuaru chwytów retorycznych każdego porządnego kaznodziei, mówcy wiecowego czy funeralnego, facecjonisty albo griota. Napotykamy w wywodzie coś niemożliwego – jakąś bitwę nie do wygrania ze względu na dysproporcję sił, jakiś zamiar polityczny nie do przeprowadzenia z uwagi na opór sił publicznych, kobiece serce nie do skruszenia – wtedy przeprowadzamy wielbłąda przez igielne uszko, a słuchacze aprobująco kiwając głowami, podziwiają celność starej metafory… I doprawdy nie jest istotne, czy istniała w rzeczywistości (a osobliwie w czasach, w których miał żyć Jezus) ciasna furta w fortyfikacjach Jerozolimy, zwana Uchem Igielnym, przez którą ledwo przełaził chudy piechur bez bagażu, ale wielbłąd –…

Posted in polecam, proza polska | Tagged | Leave a comment

Teatr świata. Mapy, które tworzą historię

Thomas Reinertsen Berg Teatr świata. Mapy, które tworzą historię Przełożyła Maria Gołębiewska-Bijak Społeczny Instytut Wydawniczy Znak (litera nova), Kraków 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Zapamiętać świat… Stryj Bolesław rysował mapy. Zawodowo. Był kapitanem geografem w Wojskowym Instytucie Geograficznym; zginął w katastrofie lotniczej (w owianym kiepską sławą samolociku rozpoznawczym lubelskiej fabryki Plage Laśkiewicz) na polowym lotnisku pod Wilnem w sierpniu 1938 roku. Niewiele pamiątek po nim zostało – warsztat rysownika i zbiory prac uległy rozproszeniu, gdy w styczniu 1940 roku rodzina dostała 45 minut na spakowanie i została wysiedlona z własnego domu, by zrobić miejsce dla jakiego chamskiego Szwaba przeflancowanego do Łodzi z Besarabii, na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow. Przypadkiem ocalał tylko „Powszechny atlas geograficzny” Eugeniusza Romera – niegdyś prezent od stryja dla najmłodszego brata (a mojego ojca…). I to była moja podstawowa lektura we wczesnych latach 50. Dzięki atlasowi Romera nauczyłem się czytać na długo przed pójściem do szkoły, a z mapami (i to w najlepszym wydaniu…) zaprzyjaźniłem się jako dziecię nieletnie… Od tamtej pory każdą mapę w zasięgu wzroku staram się wziąć do ręki i uważnie przestudiować. Chyba że formę ma niewygodną – wielkiej ulicznej tablicy z planem miasta czy przydrożnej planszy reklamującej lokalne atrakcje turystyczne lub wytyczającej drogi…

Posted in esej antropologiczny, historia, nauka – popularyzacja, polecam | Tagged | Leave a comment

Teatr pod Białym Latawcem

Ilona Gołębiewska Teatr pod Białym Latawcem Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2018 Rekomendacja: -1/7 Ocena okładki: 2/5 Świat jest piękny, ludzie są dobrzy, dzieci kochane, zaś miłość oczywiście zwycięża… I każdego roku właśnie o tej porze… zaglądam do wylosowanego na chybił trafił romansu z obfitego przedświątecznego wysypu. Wyrobów książkopodobnych… Ograniczam się tylko do romansów, które są zaledwie jedną trzecią wysypiska, bo na pozostałe „książkopodobne” – czyli tzw. literaturę fantasy w trzecim gatunku (znaczy rąbaną razem z budą) i poradniki z cyklu „jak żyć?” – już sił nie starcza. Zdrowie mam tylko jedno, na dodatek ostatnimi czasy nieco nadwyrężone. Więc ze wszystkiego niech już będzie romans… Ilona Gołębiewska to przypadek. Losowy. Ale ciekawy – nie narzekam na ten los. Okazało się, że Ilona Gołębiewska to fabryka romansów. Mołodycia (rocznik 1987), a debiutowała na rynku wydawniczym sześć lat temu – tomem poezyj o ambitnym tytule „Traktat życia”. To dzięki niemu zapewne należy do Światowego Stowarzyszenia Poetów – organizacji nader mgławicowej, światu bliżej nieznanej (ale w biografijce autorki na lewym skrzydełku „Teatru pod Białym Latawcem” stoi jak byk, że do takowej należy…). Podejrzewam wszelako, że to jakaś hucpa, internetowa mistyfikacja, która śmierdzi z daleka przewałem na modłę nigeryjską… Ale mniejsza z tym…

Posted in romans obyczajowy | Tagged | Leave a comment

Strach. Trump w Białym Domu

Bob Woodward Strach. Trump w Białym Domu Przełożyli:Hanna Jankowska, Paweł Bravo, Maciej Studencki, Jan Wąsiński, Jacek Żuławnik Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Od Nixona ze spuszczonymi portkami do Trumpa bez portek… „Jest pan pierdolonym kłamcą.” Coś, co adwokat John Dowd zawsze chciał powiedzieć swemu klientowi, 45. prezydentowi Stanów Zjednoczonych, ale do końca swej służby nie odważył się… Jeśli nie liczyć „Głębokiego Gardła” (jak się po latach okazało, nazywał się Mark Felt i był wicedyrektorem FBI…), to waszyngtoński dziennikarz Bob Woodward ma pięćdziesiąt procent zasług w usunięciu (sam ustąpił? no i co z tego?) z urzędu Richarda Milhousa Nixona, 37. prezydenta USA (druga połowa chwały należy się koledze Woodwarda z redakcji „Washington Post” – Carlowi Bernsteinowi). Czterdzieści pięć lat temu ujawnienie „afery Watergate” było dla amerykańskiej opinii publicznej szokiem równie doniosłym, jak zabójstwo prezydenta Kennedy’ego dziesięć lat wcześniej. Ale o ile zamach na prezydenta (skądinąd niewyjaśniony…) był raczej efektem działania sił z zewnątrz obozu władzy, o tyle obalenie (ustąpienie – jak zwał, tak zwał…) urzędującego prezydenta było rezultatem poważnych naruszeń systemu obowiązującego prawa przez tegoż prezydenta i jego ludzi – w imię utrzymania władzy za wszelką cenę. Tego Amerykanie wtedy nie potrafili znieść……

Posted in grand-reportaż, polecam, reportaż polityczny | Tagged | Leave a comment

Umrzeć, a potem wskoczyć na konia

David Bosc Umrzeć, a potem wskoczyć na konia Przełożyła Anna Wasilewska Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Lećmy, póki świat chce latać… Koncept zuchwały: ze skąpej materii (z natury rzeczy), ograniczonej do wątku sensacyjnego, epatującego dramatycznymi szczegółami, z dwóch gazetowych notek o samobójczej śmierci (skok z trzeciego piętra; nago…) młodej malarki w Londynie 3 września 1945 roku autor snuje oniryczną narrację, rekonstruując rzekome zapiski samobójczyni, która w ostatnich miesiącach życia bardziej niż malowaniem zajmowała się interpretowaniem własnych snów. Osobliwe założenie, ale David Bosc nie należy do tych układnych młodzieńców, którzy boją się własnego cienia, tylko z zuchwałych pomysłów i karkołomnych ekskursji intelektualnych potrafią czerpać siłę twórczą… Prawdziwa (albo może nie?) Sonia Araquistáin podobno miała 23 lata i mogła być córką hiszpańskiego socjalisty, pisarza, Baska z pochodzenia Luisa Araquistáina – republikańskiego, więc w chwili jej śmierci już zapewne byłego ambasadora byłego rządu Juana Negrina w Niemczech i Francji, a w czasie II światowej wojny uchodźcy w Anglii, potem w Szwajcarii (gdzie zmarł); do frankistowskiej Hiszpanii oczywiście wrócić nie mógł – w czasie wojny domowej w Hiszpanii był jednym z głównych pośredników dostaw broni dla armii Republiki. Czy miał córkę? Bezspornie nie wiadomo. Bosc podobno inspirację…

Posted in proza obca | Tagged | Leave a comment

Widzi mi się

Zadie Smith Widzi mi się Przełożyli Justyn Hunia, Jerzy Kozłowski, Agnieszka Pokojska Wydawnictwo Znak, Kraków 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Jak się pozbyć natręctwa myśli? Czym jest esej? W zasadzie to każdy tekst, w którym więcej jest autora niż czegokolwiek innego. To oczywiście nie znaczy, że uważam eseistykę jeno za wyrafinowaną formułę realizacji narcyzmu. O nie… Eseistyka współcześnie to coś więcej – to narcyzm spotęgowany. Co najmniej do kwadratu. Ale to nie wada ani jakowyś grzech. Przeciwnie. To zaleta. Są bowiem autorzy, którzy dopiero pisząc o sobie, wspinają się na szczyty ludzkich, gatunkowych możliwości intelektualnych. Pisząc o sobie, odkrywają nowe horyzonty, wobec których dylematy pewnego księcia duńskiego są zabawne niczym szamotanina prowincjonalnego pustelnika w hipermarkecie. Gdy autor eseju pisze esej, pisze o sobie. Pisze bardzo dobrze, stara się. Przecież materia, o której pisze, istnieje tylko w jednym egzemplarzu. Coś pojedynczego, wyjątkowego – unikat… Żeby przekonująco to „coś” zaprezentować, nie można poprzestać na powściągliwej dyskrecji. To musi być nagły atak na czytelnika, feeria ekspresji, erudycji, odważnej i perwersyjnej metafory… Od zwykłej prozy ma się różnić tak jak rondel boeuf de bourguignon od patelenki jajecznicy na kiełbasie. Esej jest bowiem produktem delikatesowym, a jego autor nie bywa anonimowym debiutantem. Do uprawiania…

Posted in eseistyka kulturalna, esej literacki, polecam | Tagged | Leave a comment

Brak komentarzy