Brat bez brata. Dokąd prowadzi Polskę Jarosław Kaczyński
esej polityczny , polecam / 30 października 2019

Mariusz Janicki, Wiesław Władyka Brat bez brata. Dokąd prowadzi Polskę Jarosław Kaczyński Wydawnictwo Polityka, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Nie sposób być prorokiem we własnym kraju… Tygodnik „Polityka” zebrał i wydał jeszcze przed wyborami najistotniejsze teksty duetu swych najlepszych publicystów politycznych (a skoro „Polityka” jest najlepszym pismem politycznym w kraju, ergo: ci dwaj są najlepszymi krajowymi publicystami politycznymi…) – Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki. Teksty te mają w zasadzie charakter analityczno-profetyczny i są poświęcone badaniu oraz rozbiorowi myśli, idei tudzież krytycznemu opisaniu czynów jednego z ważnych polityków krajowych doby obecnej – Jarosława Kaczyńskiego. Decyzji wydawcy się nie dziwię: tekst w tygodniku (jak sama nazwa wskazuje) żyje tydzień; rzadko dłużej – gdy rozkręci się dyskusja czy polemika. A i tak już w połowie „akcji’ wszyscy zapominają, o co chodziło autorom i zajmują się narcystycznymi idiosynkrazjami nieudolnych polemistów. Publicystykę gazetową – z natury rzeczy ulotną, o krótkim terminie naturalnej świeżości i przydatności do spożycia – wydawać w trwalszej postaci solennych ksiąg warto z dwóch powodów. Pierwszy z nich ma znaczenie sentymentalne, trochę „upomnikowiające” tematy bądź autorów (popatrzcie, jacy byliśmy fajni i mądrzy już wtedy…). Drugi powód staje się ważny, gdy nagle odkrywamy, że stare teksty gazetowe znów stają się paląco…

Turbopatriotyzm
esej polityczny , polecam / 21 października 2019

Marcin Napiórkowski  Turbopatriotyzm Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Marsz, marsz Polonia, marsz dzielny narodzie… Marcin Napiórkowski, choć trzeźwy i twardy z niego naukowiec jest, ma swoje słabsze strony i wrażliwsze punkty (jak każdy zresztą), a jedna z nich została nawet poddana autodiagnozie – to awizofobia (zwana też ornitofobią), czyli innymi słowy lęk przed ptactwem wszelkiego rodzaju – latającym i nielotnym, jadalnym i niejadalnym – byle wyposażonym w skrzydła, ogony i kadłuby pokryte piórami, tudzież dzioby i pazury, albo zgoła w szpony. Awizofobia Napiórkowskiego jest o tyle osobliwa, że ograniczona do konkretnego ptaka – orła mianowicie. I nie chodzi tu ani o orła przedniego (Aquila chrysaetos L.), ani o bielika (Haliaeetus albicilla L.) – chodzi o tego orła heraldycznego, z godła Rzeczypospolitej. Na marginesie trwa zresztą spór, który z ptaków – przedni czy bielik – dostąpił herbowego zaszczytu przeistoczenia się w symbol, plemienny totem, nadmarionetę, towarzysza polskiego losu…. Osobiście opowiadam się za bielikiem, bo większy i bardziej swojski, choć nie taki ładny, jak przedni. A w zasadzie nie o orła z godła tu chodzi, tylko o jeszcze bardziej zdefiniowanego ptaka – tego, który objawił się Polakom 2 maja 2013 roku na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, w okolicy…

Wojna według Karskiego

Tomasz Łubieński Wojna według Karskiego Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Misja udana czy nieudana? Dobre pytanie… A odpowiedź od lat niejednoznaczna, zwłaszcza że sam wykonawca misji oceniał, że nie – że była nieudana. Ale niepodlegli historycy, a każdy z nich chłop na schwał (w sensie, że intelektualnie…), mogą mieć inne zdanie, czyż nie? A mowa tutaj o epizodzie wojenno-okupacyjnym, którzy w dziejach Polski, drugiej wojny i świata w ogóle, w sensie materialnym nie znaczył ani zmienił literalnie nic, nie był żadnym przełomem w działaniach na polu walki, w gabinetach sztabowych, wywiadowczych, dyplomatycznych, w środowisku polityków i przywódców walczących stron. Epizod bez jakiegokolwiek znaczenia w sensie strategicznym, militarnym, politycznym. Miał – jak się wydaje – jedynie jakiś wymiar moralny, co jest, jak można zasadnie mniemać, wyłączną specjalnością polskich epizodów w dziejach świata. Jesteśmy mistrzami imponderabiliów etycznych, honorowych – za to pozbawionych jakiegokolwiek realnego znaczenia… Tak było i w tym przypadku. Misja, o której mowa, była w zamierzeniu standardowym, regularnie powtarzanym przedsięwzięciem łącznościowym między polskim państwem podziemnym a emigracyjnym rządem – najpierw we Francji, potem w Londynie. W obu kierunkach – tam i z powrotem. Taki kanał kontaktowy wydawał się ważny, bo nie wszystko można było przekazać drogą…

Trump pod ostrzałem

Michael Wolff Trump pod ostrzałem Przełożyli Magda Witkowska, Bartosz Sałbut, Magdalena Moltzan-Małkowska Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki:4/5 Pomarańczowy zawrót głowy… Zakładałem, że po wydawniczym sukcesie „Ognia i furii” Michael Wolff przyczai się, zbierze amunicję i ponownie wypali do Trumpa, gdy zbliży się czas reelekcji. Ale trumpologia zatacza coraz szersze kręgi, staje się coraz atrakcyjniejszym terytorium badawczym, coraz liczniejsza jest ekipa dużych graczy, z „pulitzerowskimi” nazwiskami. Trzeba ostro zasuwać, jeśli chce się utrzymać pozycję i laur pioniera trumpologii. Wolff porzucił zamiar leniwego spożywania owoców swego sukcesu i rzucił się w wir prac badawczych. Musiał tylko na nowo przemyśleć strategię. Ze zrozumiałych względów nie mógł stosować (jak w „Ogniu i furii”) techniki „muchy na ścianie” – cichego, dyskretnego i biernego, anonimowego obserwatora akcji z tak bliska, jak tylko się dało (konkretnie z rogu kanapy w Zachodnim Skrzydle…). Teraz nie mógł się przecież zbliżyć do Białego Domu na odległość mniejszą niż zasięg skutecznego strzału snajpera z Secret Service… Wolff wybrał technologię human resources. Liczba personelu Białego Domu, usunięta od początku kadencji, idzie w setki. Niektórzy z nich są dobrze poinformowani, niektórzy mniej, jedni są bystrzy i inteligentni, drudzy – zwyczajnie głupi. Ale wszyscy są porządnie wkurwieni, zaś pojęcie…

O demokracji w Polsce
esej polityczny / 2 maja 2019

Robert Krasowski O demokracji w Polsce Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Władza demos w dupie ma, tra la la, tra la la… Wiele lat temu na własny użytek zdefiniowałem istotę demokracji (bez pretensji do naukowości, powszechności ani prymatu epistemologicznego nad innym definicjami). Po obdarciu demokracji do goła z szat metafizycznych, obrzędowych, ustrojowych, po zdemistyfikowaniu fantomowych urojeń, miraży i fetyszy, jawi się nam demokracja w sensie ścisłym jako sposób sprawowania władzy. Tylko. I przecież nie jedyny, lecz jeden z kilku możliwych, równouprawnionych – bardziej lub mniej skutecznych, lepiej lub gorzej ocenianych. A czymże jest władza? Wywodzę ją z pojęcia wolności, jest bowiem jej ograniczeniem. Jeżeli wolność to możność niczym nieskrępowanego stanowienia o sobie samym (i tylko o sobie!) – to władza jest możnością niczym nieskrępowanego stanowienia o innych (za ich zgodą wyrażoną expressis verbis, za zgodą dorozumianą, czyli bez ich sprzeciwu lub z jego pominięciem, gdyby się był pojawił…). Jeżeli zatem władza (czyli ten, kto ją ma) zamierza posługiwać się demokracją jako instrumentem rządzenia – demokracją rozumianą jako wola większości wyrażana w oparciu o prawo (uzgodnione wcześniej lub uchwalane każdorazowo jako akt tej woli większości…) – to musi przeprowadzać akt rozpoznania tej woli i wyrażać…

Wyższa lojalność. Prawda, kłamstwa i przywództwo

James Comey Wyższa lojalność. Prawda, kłamstwa i przywództwo Przełożył Andrzej Wojtasik Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Alicja (policja?) w Krainie Czarów Dyrektor Federalnego Biura Śledczego (czyli po prostu FBI) to – zważywszy na ustawowe uprawnienia Biura – niezwykle ważna postać, wręcz kluczowa, zarówno w formalnej, jak i nieformalnej strukturze systemu sprawowania władzy w USA… Od epoki wszechpotężnego Johna Edgara Hoovera minęło już wprawdzie sporo czasu i żaden z jego następców nawet nie zbliżył się do pozycji tamtego „inżyniera kadr” i „kolekcjonera haków”, ale zawszeć dyrektor FBI to ktoś de facto ważniejszy, niżby na to wskazywała jego pozycja na drabince formalnej hierarchii urzędowej w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej… To niby tylko szef jednej z agencji federalnych, czyli formacji o charakterze policyjnym, tyle że powołanej (już w 1908 roku) do ścigania najpoważniejszych przestępstw. Potem to sformalizowano do tzw. przestępstw federalnych (ich katalog ustawowy to fragment „twardego rdzenia” podstawowej wiedzy prawniczej w USA – tamtejsze prawo jest pod tym względem niezwykle skomplikowane…). Biuro pełni też funkcje kontrwywiadu, nadzoru nad rezerwatami Indian oraz policji etycznej, czyli strażnika moralności dla funkcjonariuszy najwyższych władz państwa, prezydenta nie pomijając. Więc taki koleś to jest ktoś… Powołuje go prezydent na jedną dziesięcioletnią kadencję za…

Koh-i-noor. Historia najsłynniejszego diamentu świata

William Dalrymple, Anita Anand Koh-i-noor. Historia najsłynniejszego diamentu świata Przełożył Krzysztof Obłucki Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Diamenty – nasi najlepsi przyjaciele… Nazwę Koh-i-noor pamiętam z wczesnego dzieciństwa… W pierwszej połowie lat 50. (chyba jeszcze przed śmiercią Stalina) ojciec przywiózł z dziennikarskiego wypadu do Pragi (tej czeskiej naturalnie…) dla młodszego brata i dla mnie wielką niebieską pluszową małpę-przytulankę (nazwaną Fifa…) i okazałe płaskie blaszane pudło z kompletem 144 (wtedy namacalnie nauczyłem się co znaczy tuzin i gros…) różnokolorowych, egzotycznie pachnących kredek. Wszystkie na drewnianej obsadce wytłoczone miały napis (złoconymi literami): Koh-i-noor Hardtmuth Ceske Budejovice. Zanim się zużyły (a trwało to kilka lat…), nazwa wryła mi się w pamięć, a jej składniki – dzięki objaśnieniom ojca oraz encyklopedii Trzaski, Everta i Michalskiego – miałem dokładnie rozpracowane… Zwłaszcza ten Koh-i-Noor – brylant koronny Imperium Brytyjskiego, obciążony historią krwawą, pełną wojennego zgiełku, zbrodni i wszelakiej nikczemności, jednym przynoszący szczęście, innym wieczną klątwę i śmierć – to działało na wyobraźnię. Zagadki, władza, pożądanie, terror – czemu ta krystaliczna postać węgla ma taką moc (i cenę)? Dobre pytanie… A dobra odpowiedź? – Bo ładnie wygląda, jak nic innego na świecie? Bo nie ma jej zbyt wiele? Bo rozbudza…

Do nielicznego grona szczęśliwych
esej polityczny / 3 stycznia 2019

Marcin Król Do nielicznego grona szczęśliwych Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Elito, trzymajmy się razem, bo nie wiemy, co nas czeka… Wszystko jest płynne, a czasy niepewne. Zmiana jest słowem o największej frekwencji w języku polityki, publicystyki i filozofii. Nie ma już Zygmunta Baumana, by objaśniał, co się dzieje. Został Król… Ha, trudno. Ale i tak w sumie nieźle, gdyż nie jesteśmy wydani na pastwę błądzenia w odmętach i oparach współczesnej myśli. Ba, wydaje nam się, że paradoksy, aberracje i banialuki współczesnej myśli jakoś ogarniamy. Ale nie ogarniamy. Są dowody… Marcin Król jest kompetentnym przewodnikiem i ich dostarcza. Zaczyna z wysokiego pułapu, bo od Szekspira – a konkretnie od wielkiej, sławnej, retorycznie bezbłędnej, emocjonalnie sugestywnej, mobilizującej i przekonującej królewskiej mowy Henryka V przed bitwą pod Azincourt (1415, w dniu świętego Kryspina, czyli 25 października) w angielsko-francuskiej wojnie stuletniej. Nie wiadomo dokładnie, czy Henryk z Monmouth (od dwóch lat panujący w Anglii jako Henryk V z dynastii Lancasterów), zwrócił się do gromadki swych żołnierzy (głównie fenomenalnych łuczników walijskich) z mową odwołującą się do patriotycznych cnót. Z kronik wiadomo, że raczej otwarcie, prosto i szczerze (żołnierską prozą!) rekomendował im ostrą walkę do końca, bowiem szlachetnie (w tym on…

Chaos. Nowy porządek świata
esej polityczny , komentarz polityczny / 27 sierpnia 2018

Marek Orzechowski Chaos. Nowy porządek świata Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Rien ne va plus! Czy to już koniec gry? Marek Orzechowski jest dziennikarzem z wieloletnim doświadczeniem, wytrawnym i przenikliwym analitykiem tzw. sytuacji międzynarodowej tudzież dociekliwym, spostrzegawczym reporterem. Czyli ma wszystkie niezbędne przymioty, by nieodwołalnie zostać… pesymistą. Pesymizm ten ma rozmiary iście monumentalne – podobnie jak monumentalne są zagrożenia (już nie potencjalne – boleśnie realne…) porządku świata. Zagrożenia takie, jak je widzi Orzechowski. A w zasadzie jedno zagrożenie: chaos, Ustabilizowany bowiem porządek świata, jaki znaliśmy przed zamachem 11 września, upadkiem Lehman Brothers i katastrofą Niemiec na mundialu w Rosji, se ne vrati – przynajmniej w dającej się przewidzieć czy ekstrapolować przyszłości. Chaos, zdaniem Orzechowskiego, nie jest w gruncie rzeczy rezultatem biegu spraw, który to bieg, mówiąc delikatnie, wymknął się spod kontroli. Chaos jest narzędziem sprawowania władzy silnych nad słabymi; pod ciężarem chaosu słabi padną, a silni jakoś sobie poradzą. Innymi słowy: chaos nie jest rezultatem procesów niekontrolowanych, jeno zaplanowanym instrumentem osiągania i utrwalania dominacji jednych nad drugimi. I jako taki będzie trwał, bo ma trwać. Trwa mać… Zdaniem Orzechowskiego – szybko z tego nie wyjdziemy, jeśli w ogóle… W każdym zaś razie pod…

Będzie to, co było
esej polityczny , reportaż / 2 sierpnia 2018

Masha Gessen Będzie to, co było Przełożyły Magdalena Iwińska, Hanna Faryna-Paszkiewicz Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Komu na Rusi żyt’ choroszo? Tytuł poematu Nikołaja Niekrasowa chyba dość dobrze ilustruje przewodni zamysł reportażu Mashy Gessen o współczesnej Rosji – o ludziach, mechanizmach władzy, organizacji życia obywatelskiego i codziennej egzystencji, nowej strategii funkcjonowania systemu autorytarnego i kontrstrategii funkcjonowania jednostki w tym systemie… Sowietologia była poważną i poważaną dziedziną nauk politycznych. Jej wielcy magowie byli zarazem luminarzami myśli, twórcami doktryn, zaufanymi doradcami przywódców politycznych, wpływowymi ekspertami i nauczycielami, analitykami wywiadów, intelektualnymi guru szkół filozoficznych, opiniotwórczymi publicystami. I nagle dosłownie z dnia na dzień, z godziny na godzinę to wszystko pieprznęło – wielka gałąź wiedzy widowiskowo zbankrutowała. Wystarczyło, że wkurwieni i rozentuzjazmowani berlińczycy w jedną noc – z 9 na 10 listopada 1989 roku – migiem rozebrali mur dzielący miasto, a pod koniec 1991 roku w pewnej leśniczówce w Puszczy Białowieskiej trzej panowie z Rosji, Ukrainy i Białorusi formalnie rozwiązali sojuz nieruszimyj riespublik swabodnych… Sowietolodzy tego nie przewidzieli i zostali bez pracy. Co więcej: nikt już nie chciał ich słuchać, choć przecież w paru szczegółowych kwestiach mogli mieć rację… Ale natura jak to natura – próżni nie znosi….

Tak to się robi w polityce
esej polityczny , komentarz polityczny / 25 kwietnia 2018

Michał Majewski Tak to się robi w polityce Wydawnictwo Czerwone i Czarne Sp. k., Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Encyklopedia brudu… Byłem przy tym… Od VIII kadencji Sejmu PRL (1980 – 1985) do końca I kadencji Sejmu Rzeczpospolitej (mówią na nią, że była trzecia, tamta Rzeczpospolita…) w 1993 roku, zakończonej upadkiem rządu Suchockiej i rozwiązaniem parlamentu przez prezydenta Wałęsę… Nie jako poseł ani urzędnik. Byłem sprawozdawcą parlamentarnym, czyli akredytowanym dziennikarzem, członkiem klubu sprawozdawców, stałym niemal lokatorem zadymionej kwatery klubowej na parterze starego hotelu poselskiego, tuż za pierwszym sławnym barkiem za kratą i przed drzwiami do biblioteki, blisko schodów wiodących wprost do restauracji, obok dolnej palarni i wejścia w półokrągłe kuluary obiegające salę obrad… W pokoiku kłębiło się zawsze około dwudziestu sprawozdawców płci obojga, wydzierających sobie skąpo wydzielane druki projektów ustaw, słuchających transmisji z sali obrad (przez archaiczną instalację typu „kołchoźnik”), ustalających kolejkę do paru rozklekotanych maszyn do pisania i jedynego teleksu marki Zbrojovka, uzbrojonego jednakowoż w polskie czcionki… Inna to była epoka: Sturm und Drang Periode niemalże – przeobrażającej się gwałtownie demokracji parlamentarnej. Nie żałuję nawet jednej minuty tam spędzonej; cieszę się, że przy tym byłem. W sumie – w dwóch ustrojach, trzech różnych parlamentach – przez trzynaście…

Coś z tą Polską. Przewodnik po rodakach
esej polityczny / 16 marca 2018

Zdzisław Pietrasik Coś z tą Polską. Przewodnik po rodakach Wydawnictwo POLITYKA sp. z o.o., Warszawa 2017 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/7 Testament zatroskanego inteligenta Przyjaciele z zespołu „Polityki” bezpretensjonalnie i mądrze uczcili pamięć swego zmarłego prawie dokładnie rok temu (25 kwietnia 2017) kolegi Zdzisława Pietrasika, wieloletniego kierownika działu kultury i recenzenta filmowego tudzież teatralnego. Zebrali w jednym tomie jego najlepsze teksty i wydali. Ale nie jest to zbiorek recenzji z kina czy sceny. To byłby głupi pomysł. Krytyczne, wnikliwe, błyskotliwe, a nawet ironiczne,wredne i złośliwe recenzje oczywiście wytrzymują próbę czasu. Można je edytować w zbiorach, bo po latach niczego ze swych walorów nie tracą – co więcej: nabierają mocy i wartości dokumentalnej. Choć takie niby ulotne… Ale wymagają osadzenia w kontekście, znajomości „okoliczności towarzyszących i towarzyskich”, odczytania imponderabiliów i znaków czasu. To jest dopiero prawdziwy kłopot! My wydamy, a rzesze zainteresowanych zaczną się zastanawiać: a dlaczego ten tekst a nie inny, co mieli na uwadze, przypominając akurat o tym zdarzeniu artystycznym, co się za tym kryje, jaki w tym mieli interes… Tak, recenzje przypomniane nawet po latach, to nie tylko niewinne pamiątki, to potencjalne zarzewie odnowy starych konfliktów, swarów, niesnasek, fochów… Po co to komu? Przyjaciele Pietrasika na lepszy wpadli…

Ogień i furia. Biały Dom Trumpa
esej polityczny / 2 marca 2018

Michael Wolff Ogień i furia. Biały Dom Trumpa Przekład: Magda Witkowska, Bartosz Salbut, Magdalena Moltzan-Małkowska Wydawnictwo Prószyński i S -ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Idiota, półanalfabeta, narcyz, bezecny erotoman (niepotrzebne skreślić…) w Gabinecie Owalnym? (Ivanka Trump) ojca traktowała z pewną lekkością, a nawet ironią, w co najmniej jednym wywiadzie telewizyjnym naśmiewała się z jego fryzury. Znajomym często przedstawiała specyfikę tego uczesania: całkowicie pozbawiony włosów środek głowy – taka wysepka, wydzielona na skutek zabiegu chirurgicznego zmniejszenia łysiny – otoczony zewsząd bujnymi włosami, które są zaczesywane ku środkowi. A stamtąd ku tyłowi i utrwalane specjalnym sprayem. Żeby było zabawniej, podkreślała, że za kolor odpowiada produkt o nazwie Just for Men – im dłużej zostawi się go na włosach, tym bardziej ciemnieją. Brak cierpliwości Trumpa skutkował tym, że jego włosy nabierały pomarańczowej barwy. (Michael Wolff o wewnątrzfamilijnych stosunkach Trumpów – str. 129…) Granat w szambie… To „staropolskie” określenie idealnie pasuje do edycji „Ognia i furii” Wolffa. Ale wrażenie robi słabe… Gdyby książka amerykańskiego dziennikarza, komentatora i dokumentalisty była jedynym w przestrzeni publicznej sygnałem paranoi gromadzącej się przy 1600 Pennsylwania Avenue, Washington DC, wrażenie byłoby paraliżujące. Ale główny lokator Białego Domu i jego sztabowy personel sami z siebie są specjalistami w…

Elegia dla bidoków

J.D. Vance Elegia dla bidoków Przekład: Tomasz S. Gałązka Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018 Rekomendacja:4/7 Ocena okładki: 3/5 Zardzewiały wsiok skarży się na los – czyli dlaczego Trump wygrał wybory… Uogólniona opinia analityków amerykańskiego życia politycznego podstawową przyczynę zwycięstwa Donalda Trumpa odkryła w powolnym, niemal niedostrzegalnym „przebiegunowaniu” opinii, postaw i wymagań obywateli USA, zamieszkujących tzw. Pas Rdzy, czyli uprzemysłowiony dość intensywnie w nieodległej przeszłości (lata 50. i 60. ubiegłego stulecia) region od Wielkich Jezior po Massachusetts, obejmujący m.in. stany Michigan, Ohio, Pensylwanię, Indianę, Wirginię Zachodnią… Czyli tam, gdzie doszło do zmiany preferencji wyborczych między Demokratami a Republikanami (drugi taki rejon to stan Wisconsin…). Region ten w końcu lat 40. i na początku lat 50. zasiedliła fala przybyszów z górskich regionów Appalachów, białych tubylców, Szkoto-Irlandczyków, do tej pory pracujących w appalachijskim górnictwie, kiepsko wykształconych, z aspiracjami nie przekraczającymi poziomu standardowej klasy średniej – domek na przedmieściu (na kredyt oczywiście), niewielki kapitał rezerwowy w banku, ford albo chevy na podjeździe… No i stała robota – w samochodach, stali albo maszynówce, jednak lżejsza niż w kopalni. A jak nie robota (od trzech dekad jej tam po prostu nie ma; wyemigrowała do Chin…), to przyzwoity socjal. I ubezpieczenie. Każdy, kto to obieca, wygrywa. Gdy dawali…

Polityka. Władza i nadzieja
esej polityczny / 11 stycznia 2018

Jan Hartman Polityka. Władza i nadzieja Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017 Rekomendacja; 5/7 Ocena okładki: 4/5 Nie interesuj się polityką – polityka zainteresuje się tobą! Gdy ktoś mówi (a coraz częściej zdarza mi się to słyszeć…), że polityką się nie interesuje, bo go ona brzydzi, bo jest brudna i niemoralna, brutalna i cyniczna, zabójcza i kłamliwa – a wszyscy politycy kradną, to pobudza moje zainteresowanie. Jedną kwestią. Skąd nagle tylu higienistów w naszej społeczności, tylu czyścioszków, moralistów, zdegustowanych, niezbrukanych, prostolinijnych, demonstrujących wrogość wobec polityki, tych, co ją empirycznie uprawiają, a nawet tych, co ją rozumieją i próbują tylko objaśniać. No skąd? Dobre pytanie… Ale o odpowiedź niełatwo. Prawdopodobnie tkwi ona głęboko w ludzkiej naturze. I nie jest jednoznaczna… Najliczniejsza chyba jest grupa politycznych analfabetów, którzy niczego trochę bardziej skomplikowanego od przekazu disco polo („przez twe oczy, te oczy zielone oszalałem…”) nie rozumieją, a w życiu publicznym szukają odpowiedzi na jedno pytanie: będą dawać czy zabierać? Niemniej liczni obywatele uznają, że nic od nich i tak nie zależy. To znaczy nie zależy od każdego z osobna, bo nijakiej grupowej ani klasowej (fi donc!) świadomości nie mają… A skoro nie zależy, to po kiego interesować się polityką? Lepiej zająć się własnymi sprawami… Obie…