Trzynaśc13
kryminał , polecam , proza obca / 23 lutego 2020

Steve Cavanagh  Trzynaśc13 Przełożył Janusz Ochab Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Zbrodnia bez granic… Od początku wiemy, kto zabija (choć nie tak łatwo go zidentyfikować…) i mniej więcej domyślamy się też – dlaczego… Więc dwa podstawowe elementy suspence’u na wstępie odpadają. Pozostaje trzeci. Czyli – jak on to robi? Innymi słowy: anatomia morderstwa. Bardzo wyrafinowanego morderstwa. Wielu bardzo wyrafinowanych morderstw. W tych okolicznościach narracyjnych pojawia się zasadne skądinąd pytanie – czy warto śledzić samą technologię zabójcy, gdy jego tożsamość i motywy, aczkolwiek są podmiotami śledztwa, prowadzonego gdzieś w tle, na drugim planie, dla czytelnika odsłaniają się po prostu. Dzięki udziałowi głównego sprawcy w przeprowadzonym przez autora procesie opowiadania. Morderca nie jest wprawdzie „podmiotem lirycznym” narracji, ale opis jego działań symultanicznie wypełnia jedną z dwu głównych linii konstrukcyjnych całej intrygi. Opis beznamiętnie szczegółowy i nad wyraz precyzyjny – spisany tak, jakby autor miał ambicję sporządzić raport behawioralno-sytuacyjny i nie obawiał się, że ktokolwiek zechciałby zostać naśladowcą sprawcy. Choćby dlatego, że nadmiar szczegółów i stopień ich zagmatwania wykluczałby przeciętnego człowieka z grona podejrzanych. Z powodu niedostatku kwalifikacji intelektualnych do ogarnięcia całego zbrodniczego zamierzenia. To zadanie dla niepospolitego geniusza mordowania… No i Cavanagh wykreował sobie takiego…

Stolica
polecam , proza obca / 16 lutego 2020

Robert Menasse  Stolica Przełożył Jacek St. Buras Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Jak pięknie się wszystko wokół brukseli… Dziesięć milionów świńskich uszu to za mało, by negocjować dobry kontrakt. Tyle to pekiński handlowiec kupuje rano, idąc z koszyczkiem na targ… Ale jakby tak mieć ofertę na sto milionów świńskich kłapciatych aparatów słuchowych, precyzyjnie oddzielonych od łbów, ładnie zapakowanych i zamrożonych? I jako bonusik pięćdziesiąt milionów równie ładnie spreparowanych świńskich ogonów? To byłaby inna rozmowa… Ale na takim poziomie abstrakcji negocjacji nie może prowadzić żaden kraj Unii Europejskiej z osobna; Unia mogłaby razem, ale tu pech: Unia akurat nie prowadzi żadnej wspólnej eksportowej polityki świńskiej. Centrala nawet nie próbuje się porozumieć ad hoc. Europejscy hodowcy świń – zrzeszeni i oczywiście ostro lobbujący w swych świńskich interesach – pełni są najczarniejszych myśli: Chińczycy to wygrają. Albo Niemcy zawrą kontrakt osobno… Tymczasem na ulicach Brukseli widuje się tu i ówdzie biegającą dorodną świnię – jak to one – różową, tłustą i bezceremonialną. Może nawet kpiarsko uśmiechniętą… A po drugie – jedna z dykasterii tego biurokratycznego molocha, jakim jest Komisja Europejska, czyli Dyrekcja Generalna ds. Kultury i Edukacji (praktycznie bez znaczenia, z niewielkim stosunkowo budżetem i powszechnie lekceważona…

Doczesne szczątki
kryminał , polecam , proza obca / 7 lutego 2020

Donna Leon Doczesne szczątki Przełożył Marek FedyszakWydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2020 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Czy już sami siebie sprzątnęliśmy z Ziemi? Wydaje się, że nie… Niebo nadal bywa niebieskie – trawa wciąż zielona, chmary ptactwa unoszą się nad wodami, jeże w liściach szeleszczą. Ale to pozór tylko – gdzieś tam, w głębinach sączące się kropelki kwasu nieubłaganie odmierzają czas do przesilenia. Niewiele już go nam zostało. A na Lagunie Weneckiej nawet mniej niż gdziekolwiek… Niestrudzona Donna Leon tym razem nie penetruje weneckich kanałów, nie tropi pokrętnych losów obywateli Serenissimy, nie śledzi tamecznych afer, zbrodni i przekrętów… W zamian zanurza się w mętne wody laguny, z dala od miasta i na bagiennych żuławach szuka śladów ludzkiej nieprawości. Te bowiem, jak wiadomo, są wszędzie i żadne pustkowie nie jest od nich wolne. Co tu ukrywać – to zło, nasze zło, wygrało wyścig – pierwsze spenetrowało planetę. Tym razem commissario Brunetti w środku upalnego lata podjął osobliwą interwencję… Gdy podczas przesłuchania jego młodszy kolega był o włos od złamania sobie kariery, zbyt otwarcie sygnalizując zamiar zdzielenia przesłuchiwanego (młodego, aroganckiego i ustosunkowanego prawnika) w pysk, komisarz Guido podjął udaną próbę symulowania ataku serca, czym przerwał groźną akcję. W rezultacie jednak trafił…

Pokrzyk
kryminał , polecam , proza polska / 2 lutego 2020

Katarzyna Puzyńska  Pokrzyk Wydawnictwo Prószyński Media Sp. z o.o., Warszawa 2019 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Gdzie jest wyjście awaryjne? Właściwie cały tekst rekomendacji poprzedniej książki Puzyńskiej w tym blogu (Rodzanice” – 26 02 2019), poświęciłem namawianiu autorki do… przeprowadzki. I co? I nic… Jeśli przeczytała, to z rady nie skorzystała. Bo co jej tam jakiś upierdliwy staruszek będzie truł za uszami… Ona ma swój fanklub, swoje zmyślone Lipowo w prześlicznych okolicznościach przyrody wedle Brodnicy, swoją „stawkę” bohaterów pieczołowicie polepionych, ma swoją narrację sfastrygowaną z intryg coraz bardziej dziwacznych. Ma też swoją sprolongowaną wieczyście umowę z wydawcą… I mniema, że to dla niej dobrze. Ale czy dobrze dla literatury, którą uprawia? To jest właśnie to pytanie, na które domagam się natychmiastowej odpowiedzi od autorki. Nie chcę bowiem poprzestawać na własnym mniemaniu, opartym tylko na egzegezie tekstu. A z niej wyłania się odpowiedź, że to dla literatury źle, bardzo źle… Źle, bo uporczywie tkwiąca w niewielkim kraiku naddrwęcańskim literatura staje się (mimo woli autorki) procederem nudnym i przewidywalnym. A wieś Pokrzydowo – zdaniem fanklubu Puzyńskiej najbardziej prawdopodobny pierwowzór „Lipowa”, realnie istniejący w terenie – staje się karykaturą samej siebie i swego literackiego alter ego. Nie słyszałem, aby jej mieszkańcy mocno i…

Wszystkie kroniki wina
eseistyka kulturalna , polecam , styl życia / 18 stycznia 2020

Marek Bieńczyk Wszystkie kroniki winaWydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 5/5 Między ustami a brzegiem pucharu Przez przypadek wpadła mi ta okazała (dobre 700 stron, jakieś półtora kilograma żywej wagi, nadgarstki wyrywa przy czytaniu…) księga w ręce. Nie metaforycznie – lecz całkiem dosłownie… W przedświątecznym, ogarniętym szałem zakupów tłumie (tylko wtedy w księgarniach bywają zbiegowiska…), przeciskając się obok stoiska-gondoli oznaczonej szyldem „poradniki” (czyli tego, przy którym normalnie nie zatrzymuję się nawet na sekundę), z dolnej półeczki końcem laski przypadkiem strąciłem na podłogę spory buch z grzbietem w burgundowym kolorze. Tylko rozmiar księgi i ten kolor odnotowałem w pierwszej chwili; potem patrzę, podnosząc księgę z podłogi: reszta okładek biała, nazwisko autora znajome. I ten graficzny znak: niedomknięty okrąg koloru winnego (po czerwonym bez dwóch zdań…), ślad, jaki stopka kieliszka zostawia na obrusie, kieliszka często napełnianego i dopełnianego szczodrze, z którego czary spływają krople niedoprowadzone precyzyjnie do ust. Innymi słowy: roboczy ślad kieliszka, który jest narzędziem, a nie obiektem ceremonialnej celebracji… Ta okładka naprawdę mnie urzekła – o tym, co między okładkami, mówi wszystko. Ale bez chucpiarskiej krzykliwości, bez ostentacji – tylko dyskretnie, cicho, ale zarazem profesjonalnie. Panie Łukaszu (mam na myśli grafika Łukasza Piskorka) – chapeau bas… Co do…

Najpierw Polska. Rzecz o Józefie Becku
biografistyka , esej historyczny , polecam / 8 stycznia 2020

Jerzy Chociłowski Najpierw Polska. Rzecz o Józefie Becku Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Nonszalancja na równoważni… Mission impossible – w latach 30. ubiegłego wieku ustrzec Polskę od wojny, załatwić żelazne, niewzruszalne sojusze, gwarancje i pokój. Opozycja endecka mniemała, że ma na to sposób – niech no tylko dorwie się ona do władzy, to dogada się z Sowietami i utrzyma na dystans Hitlera (albo odwrotnie…). Jak to zrobi? Siłą woli zapewne… Sanacyjni piłsudczycy zaś żyli w przeświadczeniu, że Marszałek przed śmiercią pozałatwiał polskie ważne sprawy, a ich bieg codzienny powierzył wiernym, fachowym rękom następców i uczniów. Wszyscy zaś pokładali nadzieję w czymś lub kimś: a to w niezwyciężonej polskiej armii i jej marszałku Śmigłym arcydzielnym, a to we Francji (choć przecież ci, co znali język – a było ich niemało – dokładnie słyszeli i rozumieli, co wygadywali politycy i publicyści nad Sekwaną…), a to w Anglii (to już zupełnie nie wiadomo, dlaczego…). W tej sytuacji posada ministra spraw zagranicznych w polskim rządzie (łącznie z reprezentacyjnym gabinetem w pałacu Brühla na Wierzbowej i możliwością egzotycznych podróży) była atrakcyjna tylko dla zdesperowanego amatora, który uważał, że dylemat kwadratury koła rozwiązać może… szarża baterii artylerii konnej – „prawosławnych” armat 75…

Oficer i szpieg
polecam , proza obca , thriller szpiegowski / 16 grudnia 2019

Robert Harris Oficer i szpiegPrzełożył Andrzej NiewiadomskiWydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 3/5 Cień Dreyfusa nad Europą 2 września 1870 roku pod Sedanem – niewielkim miasteczkiem we Francji nad Mozą w Ardenach – definitywnie i nieodwołalnie dobiegły końca dwie legendy. Jedna z nich to legenda Wielkiej Francji – dziedzictwa Napoleona Bonapartego, legenda podtrzymywana nieudolnie i dość niefortunnie przez bratanka cesarza – Karola Ludwika Bonaparte, który w 1852 roku obwołał się Napoleonem Trzecim, cesarzem Francuzów – wzorem swego wielkiego wujaszka. Ale to temat na inne opowiadanie; godzi się tylko zauważyć, że sami Francuzi długo nie doceniali swego Drugiego Cesarstwa i jego władcy (przyznajmy: umiarkowanie mądrego i nieco – hm, operetkowego…). W końcu wojnę przerżnęli koncertowo: armia utraciła zdolność działania, Niemcy zajęli dwie bogate prowincje – Alzację i Lotaryngię, a na Francję nałożyli gigantyczną kontrybucję – pięć miliardów franków w złocie. Cesarz – głównodowodzący trafił do niewoli… Ale ostatnio historycy, niektórzy politycy i publicyści próbują trochę rehabilitować tamto cesarstwo i samego cesarza. Nie idzie im łatwo – za mało pozytywnych przesłanek. Ale to ich zmartwienie… Druga skończona pod Sedanem legenda to mit Wielkiej Armii – wyrosłej z ducha rewolucji, praktycznie niezwyciężonej… Owszem: ponoszącej klęski w polu (bywało, że…

Lato z Homerem
esej literacki , polecam / 1 grudnia 2019

Sylvain Tesson Lato z Homerem Przełożyła Anna Michalska Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Szukajmy słońca, wiatru i morskiej fali, zanim zrobi się za późno, za ciemno… Nietypowy jest ten podróżnik, reporter i eseista francuski Sylvain Tesson… 47-letni geograf i obieżyświat znany był dotąd z niekonwencjonalnych pomysłów eksploracyjnych (w czasach, gdy wszystko niemal już odkryto, trzeba mieć ekstremalny pomysł, by zainteresować sponsorów, czytelników, telewidzów i wydawców). A to objechał rowerem świat dookoła, a to przetrawersował wzdłuż Himalaje (bagatelka: 5 tysięcy kilometrów od Bhutanu do Tadżykistanu), a to odtworzył trasę pieszej ucieczki pewnego Polaka z łagru koło Jakucka aż do Kalkuty w Indiach (i wyszło mu, że pan Rawicz musiał trochę podkoloryzować swą epopeję…), a to mieszkał samotnie pół roku w chatce nad brzegiem Bajkału, a to na motocyklu urał pojechał trasą rejterady Wielkiej Armii cesarza Francuzów z Moskwy przez Berezynę do Paryża. Hobby ma ten wagabunda też dość oryginalne: intensywnie wspinał się na… wieże i fasady francuskich gotyckich katedr; kilkanaście zdążył zaliczyć… Tesson jest bystrym obserwatorem, umiejętnie się kamuflującym, powstrzymującym się od pochopnych wniosków, szczerym i dociekliwym. I przy okazji z wielkim talentem, bez nadętego egocentryzmu przenoszącym swe obserwacje i przemyślenia na papier. Gdy zabrakło…

Rozmyślania o fajce i tytoniu
esej literacki , polecam , styl życia / 20 listopada 2019

Michał Morawski Rozmyślania o fajce i tytoniu Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Pół wieku z dymkiem Ojciec palił fajkę. To znaczy, gdy sięgam pamięcią najdalej, jak potrafię – widzę go z papierosem. Kurzył odświętnie „belwedery” i „wawele”, a na co dzień – „wrocławskie”. Ale gdy pojawiły się pierwsze podejrzenia i objawy sclerosis multiplex, za radą opiekującego się nim wybitnego neurologa profesora Szapiry, tata przerzucił się na fajkę. Profesor Szapiro uważał, że dużo skomplikowanych manualnych czynności obsługowych przy paleniu fajki pomaga usprawniać funkcje dłoni (podobnie jak pisanie na maszynie), a jednocześnie sygnalizuje najszybciej postępy wyjątkowo wrednej choroby. Ojciec miał kilka fajek czeskich koh-i-noora, coś z Albanii, przemyską walatówkę i zacnego niemieckiego oldenkotta, używanego najintensywniej i nieustannie czyszczonego. Tytonie palił krajowe – przedni (o dziwo, bardzo dobry…) i najprzedniejszy (wbrew nazwie dość ordynarna machora…), a na specjalne okazje miał zapasik wonnej, aromatyzowanej chińskiej granulowanej (!) „pandy” w metalowych pudełkach i papierowych torebeczkach z „plisowanym” wierzchem. Nie skończyłem jeszcze piętnastu lat i nie miałem za sobą żadnych młodzieńczych doświadczeń i prób z papierosami (w sensie ścisłym – nie mam ich do dziś; ani razu w życiu papierosa w ustach nie miałem…), gdy postanowiłem popróbować fajki… Akurat nadarzyła się okazja…

Brat bez brata. Dokąd prowadzi Polskę Jarosław Kaczyński
esej polityczny , polecam / 30 października 2019

Mariusz Janicki, Wiesław Władyka Brat bez brata. Dokąd prowadzi Polskę Jarosław Kaczyński Wydawnictwo Polityka, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Nie sposób być prorokiem we własnym kraju… Tygodnik „Polityka” zebrał i wydał jeszcze przed wyborami najistotniejsze teksty duetu swych najlepszych publicystów politycznych (a skoro „Polityka” jest najlepszym pismem politycznym w kraju, ergo: ci dwaj są najlepszymi krajowymi publicystami politycznymi…) – Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki. Teksty te mają w zasadzie charakter analityczno-profetyczny i są poświęcone badaniu oraz rozbiorowi myśli, idei tudzież krytycznemu opisaniu czynów jednego z ważnych polityków krajowych doby obecnej – Jarosława Kaczyńskiego. Decyzji wydawcy się nie dziwię: tekst w tygodniku (jak sama nazwa wskazuje) żyje tydzień; rzadko dłużej – gdy rozkręci się dyskusja czy polemika. A i tak już w połowie „akcji’ wszyscy zapominają, o co chodziło autorom i zajmują się narcystycznymi idiosynkrazjami nieudolnych polemistów. Publicystykę gazetową – z natury rzeczy ulotną, o krótkim terminie naturalnej świeżości i przydatności do spożycia – wydawać w trwalszej postaci solennych ksiąg warto z dwóch powodów. Pierwszy z nich ma znaczenie sentymentalne, trochę „upomnikowiające” tematy bądź autorów (popatrzcie, jacy byliśmy fajni i mądrzy już wtedy…). Drugi powód staje się ważny, gdy nagle odkrywamy, że stare teksty gazetowe znów stają się paląco…