Podróżny
polecam , proza obca / 17 lipca 2019

Ulrich Alexander Boschwitz Podróżny Przełożyła Elżbieta Ptaszyńska – Sadowska Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 A dookoła sami dobrzy Niemcy – czyli czas uciekać… Trudno sobie wyobrazić dziwniejszą książkę. Napisał ją w ciągu kilku tygodni człowiek ledwo dwudziestotrzyletni, poruszony do głębi wydarzeniami w Niemczech w 1938 roku, które później historycy nazwali Die Kristallnacht – Nocą Kryształową… Nieco wcześniej, w październiku tegoż roku, funkcjonariusze służby bezpieczeństwa Rzeszy zatrzymali w Niemczech ponad 17 tysięcy Żydów z polskim obywatelstwem lub innymi papierami poświadczającymi jakiekolwiek związki z państwem polskim. Zatrzymanych załadowano do pociągów (Trzecia Rzesza nabierała w tym wprawy…) i odstawiono do granicy. Tam przy pomocy uzbrojonych w karabiny z bagnetami jednostek policji i straży granicznej przepędzano ich na stronę polską. Niestety, biało-czerwone szlabany graniczne pozostały zamknięte… Około dziesięciu tysięcy deportowanych Żydów znalazło się w Zbąszyniu (na głównej linii kolejowej z Berlina do Poznania) – najpierw dosłownie w pasie granicznym między zasiekami i szlabanami, potem w obozie przejściowym w koszarach i we młynie. Wśród internowanych była rodzina krawca Sendeła Grynszpana pochodzącego z Radomska, deportowana z Hanoweru (mieli polskie obywatelstwo). Syn Sendeła Herszel był w tym czasie w Paryżu (uciekł z Rzeszy wcześniej i chciał się przedostać do Palestyny); na…

Pamiętnik księgarza
diarystyka , memuary , polecam / 9 lipca 2019

Shaun Bythell Pamiętnik księgarza Przełożyła Dorota Malina Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Mądrość kurzu… Obcowanie z książkami w sensie ścisłym (to znaczy ze stosami zadrukowanego papieru w twardych lub miękkich okładkach) jest upodobaniem – a właściwie stylem życia – dość ekstremalnym, choć ciągle jeszcze nadspodziewanie rozpowszechnionym. Ba, globalne dane przemysłu wydawniczego wskazują nieśmiało na pewien rosnący trend popularności książek drukowanych na papierze (w odróżnieniu od zastoju, a nawet spadku sprzedaży zarówno elektronicznych nośników – w rodzaju kindle’a na przykład – jak i samych książek w postaci elektronicznych plików do ściągnięcia z sieci…). Wbrew ponurym przepowiedniom „postępowców” cywilizacja druku na papierze jeszcze czas jakiś potrwa, a Johannes Gensfleisch zum Gutenberg z Moguncji – genialny wynalazca tej technologii – nie musi się w grobie przewracać z rozpaczy… Oznacza to, że – po pierwsze: nadal będą rżnąć lasy na papier, po drugie: kontynuować będziemy zachęcanie… kurzu do niepowstrzymanego gromadzenia i mnożenia się, udzielając rzeczonemu wygodnego schronienia. Znana mi bardzo blisko, osobiście, intymnie, emocjonalnie i odpowiednio długo znawczyni problemu kurzu i wszelkich możliwych (w tym wielu wielce ekstrawaganckich) technologii jego usuwania twierdzi nawet, że kurz stanowi połowę sumarycznej wagi domowych i publicznych bibliotek. Mojej własnej (jakieś 4,5 tysiąca tomów!) nie…

Leonardo da Vinci
biografistyka , polecam / 4 lipca 2019

Walter Isaacson Leonardo da Vinci Przełożył Michał Strąkow Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Gen geniuszu nie istnieje… Od kiedy przeważać jęło przekonanie, że zestaw ponadprzeciętnych cech kreatywnych ludzkiego umysłu, zwany dla uproszczenia talentem, nie jest rezultatem ingerencji metafizycznej w jestestwo jednostki – czyli nie jest dotknięciem palcem bożym lub inną częścią domniemanej anatomii istoty nadprzyrodzonej wyższego rzędu ani iluminacją umysłu (lub tzw. duszy) przez tchnienie osobliwego bytu czy konstruktu eterycznego bądź tylko wyobrażonego, zwanego duchem świętym – trwa poszukiwanie źródła, praprzyczyny tej różnicy między jednostkami gatunku homo sapiens. Różnicy sprawiającej, że jedni (dodajmy, że nieliczni…) są ponad – w sensie genialni umysłem, twórczy i niosący postęp – a inni nie: ledwie średni, odtwórczy, przeciętni (że o idiotach litościwie zmilczymy…). Większość badaczy i poszukiwaczy zdaje się skłaniać ku przyrodniczym poletkom naukowej penetracji, obserwacji procesów fizykochemicznych i biologicznych, sterujących człowiekiem, osobliwe znaczenie przypisując genetyce i socjobiologii. Ale może dałoby się znaleźć i takich, którzy wciąż w dynamice stosunków i procesów społecznych (z uwzględnieniem roli rewolucji ekonomiczno-socjalnej…) chętnie poszukaliby źródła formowania się genialnych jednostek… Rewolucja jako zapalnik geniuszu? Ciekawa hipoteza, nie powiem… W obecnym stanie wiedzy poszukiwacze źródeł geniuszu gremialnie skłaniają się ku genetyce. Żywią zatem przekonanie – wyspekulowane,…

Dziennik szpitalnego ochroniarza
polecam , proza obca / 25 czerwca 2019

Oleg Pawłow Dziennik szpitalnego ochroniarza Przełożył Wiktor Dłuski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Bolnica Rassija pod czujnym okiem pisarza… „Jak mało przebytych dróg jak wiele popełnionych błędów” sentencja wytatuowana na stopach 35-letniegoumrzyka-alkoholika, bomża nazwiskiem Dołgich… Nie słyszałem dotąd o Pawłowie. Nic ani jego, ani o nim nie czytałem, nie miałem pojęcia, że jest (a w zasadzie był – bo zmarł w ubiegłym roku). Świata literatury w pojedynkę ogarnąć nie sposób. Nawet nagradzanego i chwalonego przez krytykę autora pominąć łatwo, gdy nie jest się zawodowcem w branży, tylko amatorem… Ale taki błąd zawsze warto naprawić – bo Oleg Pawłow to było zjawisko w rosyjskiej literaturze – żal, że już zakończone. Zjawisko osobne, niezwykłe i krótkotrwałe, jak ślad płonącego w atmosferze meteoru. Pawłow pracował jako robotnik, tragarz, służył w łagiernych (ale zmilitaryzowanych) jednostkach ochrony sowieckich zakładów karnych (obozów pracy) w karagandyjskim stepie, był ochroniarzem w moskiewskim szpitalu, studentem zaocznym instytutu literatury, krytykiem, publicystą i pisarzem. Rosyjskim. A rosyjskość ma ogromne znaczenie w zrozumieniu, o co z tym Pawłowem chodzi. Dostojewski, Babel, Sołżenicyn, Szukszyn, Jerofiejew… Pawłow do tej gromadki nie doszlusował. Za krótko pisał. Ale zadatki miał. Gdy w 1994 roku kończył studia, jego pracę dyplomową opublikował…

Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy
esej antropologiczny , polecam / 19 czerwca 2019

Grażyna Plebanek Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszyWydawnictwo Agora, Warszawa 2019 Rekomendacja: 4/7Ocena okładki: 3/5 Leczenie słuchu słowami… W każdym z ponad sześciu tysięcy języków świata jest przynajmniej kilka słów niezwykłej urody, opisujących stany ducha, możliwe zdarzenia, pejzaże, zjawiska przyrody, ludzi – przy pomocy skrótu myślowego, celnej metafory, nieoczywistego skojarzenia. Mnie najbardziej po drodze z fińskim słówkiem kalsarikännit, co oznacza ni mniej ni więcej jak tylko picie w domu w samej bieliźnie (może być też w piżamie…) bez zamiaru wychodzenia na zewnątrz… Pamiętajmy oczywiście, że słówko jest fińskie, więc picie nie oznacza żadną miarą pochłaniania kawkiherbatki, mleka, soczku czy trywialnej mineralnej niegazowanej. Piwo też nie wchodzi w rachubę – za to koskenkorva jak najbardziej. No i czyż to nie wspaniałe słówko, to kalsarikännit? Są języki objawiające wyniosłą niechęć do syntetyzowania. Na przykład na nieodległej od nas wyspie Spiekeroog czy sąsiedniej Langeoog nie mów rybakowi, że jest mgła (po niemiecku der Nebel), bo nie zrozumie; on ma na określenie tego zjawiska meteorologicznego jedenaście odrębnych słów, których dokładna znajomość może być kwestią życia lub śmierci. Bo meest znaczy puste sieci i głód, a lekka, rozświetlona hazz – obfite połowy flądry, soli, śledzia… Podobnie w słowniku języka tamasheq nie znajdziesz słowa…

Trump pod ostrzałem

Michael Wolff Trump pod ostrzałem Przełożyli Magda Witkowska, Bartosz Sałbut, Magdalena Moltzan-Małkowska Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki:4/5 Pomarańczowy zawrót głowy… Zakładałem, że po wydawniczym sukcesie „Ognia i furii” Michael Wolff przyczai się, zbierze amunicję i ponownie wypali do Trumpa, gdy zbliży się czas reelekcji. Ale trumpologia zatacza coraz szersze kręgi, staje się coraz atrakcyjniejszym terytorium badawczym, coraz liczniejsza jest ekipa dużych graczy, z „pulitzerowskimi” nazwiskami. Trzeba ostro zasuwać, jeśli chce się utrzymać pozycję i laur pioniera trumpologii. Wolff porzucił zamiar leniwego spożywania owoców swego sukcesu i rzucił się w wir prac badawczych. Musiał tylko na nowo przemyśleć strategię. Ze zrozumiałych względów nie mógł stosować (jak w „Ogniu i furii”) techniki „muchy na ścianie” – cichego, dyskretnego i biernego, anonimowego obserwatora akcji z tak bliska, jak tylko się dało (konkretnie z rogu kanapy w Zachodnim Skrzydle…). Teraz nie mógł się przecież zbliżyć do Białego Domu na odległość mniejszą niż zasięg skutecznego strzału snajpera z Secret Service… Wolff wybrał technologię human resources. Liczba personelu Białego Domu, usunięta od początku kadencji, idzie w setki. Niektórzy z nich są dobrze poinformowani, niektórzy mniej, jedni są bystrzy i inteligentni, drudzy – zwyczajnie głupi. Ale wszyscy są porządnie wkurwieni, zaś pojęcie…

Serotonina
polecam , proza obca / 11 czerwca 2019

Michel Houellebecq SerotoninaPrzełożyła Beata GeppertGrupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo wab, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 3/5 S żyru biesitsia… Globalna wielkość Houellebecqa (a po dystopijnej „Uległości” – nawet profetyczno-mistyczna, i to w znacznej skali) wydaje się rosnąć z każdą kolejną publikacją nowej powieści, eseju, tomu wierszy. Oczywiście owa wielkość to tylko opinia. Umowna i subiektywna, chroniona przez dość szeroko zaakceptowany i obowiązujący konwenans. Ale naturalnie żadną miarą nie wystawiona poza nawias dysputy, by sobie stygła i pokrywała się usztywniającą patyną. Przeciwnie – kwestionowanie wielkości Houellebecqa byłoby wskazane i nawet pożądane (choćby dla soczystości publicznego dyskursu), ale jakoś nikt się nie kwapi. Któż bowiem rozsądny i instynktem samozachowawczym przepełniony, zechciałby wystawić się na szwank i wrzasnąć, że król jest nagi, skoro i tak wszyscy widzą, że jakieś zgrzebne gacie ma, takąż koszulinę i kurtewkę sfatygowaną… Bo nie jest tak, że Houellebecq to oktrojowany przez zmowę krytyków uzurpator. Na jego wielkość składają się opinie recenzentów – indywidualne, podpisane i niezależne, skreślone przez fachowców o ugruntowanej reputacji. I co ważne – uargumentowane. Do tego dokłada się suma indywidualnych decyzji konsumentów-czytelników, glosujących za wielkością Houellebecqa przy kasie. Ta suma idzie w miliony – i to nie wydawane jeden raz, ale powtarzalnie. Co oznacza, że…

Trudno z miłości się podnieść
polecam , wywiad-rzeka / 29 maja 2019

Manuela Gretkowska (w rozmowie z Patrycją Pustkowiak) Trudno z miłości się podnieść Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 4/5 Co ona sobie myśli? Manuela Gretkowska, jak każdy kto z Łodzi pochodzi, jest depozytariuszką pewnej tajemnicy bytu. Jakiej tajemnicy? Otóż mawiają uczeni (a i w literaturze często myśl ta gości), że nadzieja umiera ostatnia… Gówno prawda. My tu w Łodzi wiemy, że umarła pierwsza. Dawno. I nawet pogrzeb miała pierwszej klasy: z karawanem zaprzężonym w czwórkę, na czysto wylakierowanym i przeszklonym na wskroś, by każdy mógł szacowną nieboszczkę wzrokiem odprowadzić i pożegnać; marsze żałobne jak zwykle grała orkiestra tramwajarska. Każdy w Łodzi ten pogrzeb widział – i nie ma do czego wracać… A nadzieja wącha kwiatki od spodu na Mani, na Dołach, Zarzewie, Kurczakach – na każdym cmentarzu w obrębie aglomeracji. I dość o tym. Gretkowska opuściła Łódź jako nastolatka – po maturze, na studia do Krakowa wyjechała. I bardzo dobrze zrobiła. Gdyby nie ten ruch, gdyby w Łodzi została – kim byłaby teraz? Sfrustrowaną, znerwicowaną i zdesperowaną dziennikarką w mediach lokalnych? Nauczycielką w ogólniaku, liczącą dni do emerytury? Kierowniczką biura organizacji widowni w podupadającym teatrze? Bibliotekarką w miejskim domu kultury? Adiunktem (adiunktessą?) na uniwersytecie w przededniu wymęczonej…

Trzeci dziennik. 7 maja 2017 – 15 lipca 2018
diarystyka , polecam / 19 maja 2019

Jerzy Pilch Trzeci dziennik. 7 maja 2017 – 15 lipca 2018 Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Starość nie radość? Zanim oddacie się lekturze (zaręczam, że z satysfakcją…), popatrzcie na okładkę. Zdjęcie to nowy Pilch. Jakby definitywnie pogodzony z istnieniem kobiet, a nawet oddający się w ich ręce – zarazem metaforycznie i dosłownie. Dosłownie, bo ta wypielęgnowana dłoń kobieca zaraz się zaciśnie na szyi pisarza, a może nawet czerwone, wypiłowane i użytecznie uformowane pazurki wbiją się krwawo w słabiznę pisarskiej grdyki. Taki gest, gdyby pisarz dokonał go dłonią własną, sygnalizowałby potrzebę zastanowienia się, rozważenia nasuwających się znienacka wątpliwości natury poważnej, egzystencjalnej zgoła. Ale dokonany rączką płci odmiennej – cóż znaczyć może? Do tej pory pisarz Pilch klasyfikowany był raczej jako zdecydowany zwolennik istnienia różnicy płci, jako uporczywy badacz tej różnicy oraz beneficjent odkrytych przy okazji tychże badań – wszechstronnych i pogłębionych, na ile się udało – korzyści natury emocjonalnej. Materialnej nie – Pilch zawsze był, jako prawowierny luteranin, niezależny ekonomicznie i na kobietach w tej mierze polegać nie musiał. Przeciwnie raczej bywało… Zatem sygnalizowana przez okładkowe zdjęcie „Trzeciego dziennika” figura retoryczna (mowa ciała to też retoryka…) albo nowego Pilcha przemianę symbolizuje, albo – kamuflażem jest, wyzwaniem… Czytajcie,…

Dziewczyna o czterech palcach

Marek Krajewski Dziewczyna o czterech palcach Wydawnictwo Znak, Kraków 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Feliks Edmundowicz wścieka się… Wojna polsko-bolszewicka w 1920 roku nie zakończyła się w chwili ustania działań zbrojnych, utrwalenia na piśmie preliminariów pokojowych w tzw. traktacie ryskim i technicznego zakończenia prac delimitacyjnych na granicy obu państw. Wojna wtedy przeszła w stan sui generis anabiozy. Na zewnątrz wszystko było w porządku – wymieniono jeńców, nawiązano stosunki dyplomatyczne, wręczano listy uwierzytelniające, zaczęły kursować pociągi do Moskwy Piotrogrodu i Kijowa, handel ruszył, w obu kierunkach repatriowano trochę ludzi. Normalizacja… Ale to pozór – pod powierzchnią zdarzeń odnotowywanych w kronikach agencji prasowych buzowało „drugie życie” pogranicza – i nie tylko… Między oboma państwami i narodami zbyt wiele narosło bolesnych zaszłości, aby dojść mogło do choćby prowizorycznego pojednania i unormowania wzajemnych stosunków. Z jednej strony „komunista” był straszakiem uniwersalnym: gwałty, pożoga, mordy, imbecylizm, mongoloidalne skojarzenia, chamstwo, przemoc, wojujący ogniem i mieczem ateizm, brud, syf, smród i pewne takie deficyty w sferze edukacji tudzież kultury osobistej. Miał się go tak samo bać Żyd (okradnie, pierzyny rozpruje i na koniec zabije i synagogę spali…), chłop (babę wyonaczy, świnię zarżnie i zeżre, żyto sfajczy razem ze stodołą…) i pan (rozstrzela portrety przodków, wytłucze porcelanę,…

Pusty las

Monika Sznajderman Pusty las Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Nic nie może przecież wiecznie trwać… Pierwszy raz byłem w tamtych okolicach „Pustego lasu” (tyle że bardziej na wschód – między dolinami górnego Sanu i Osławicy, czyli w Bieszczadach…) latem 1963 roku w ekipie szkolnego obozu wędrownego, z niezapomnianymi profesorami: Szumińskim od przysposobienia wojskowego i polonistą Kowalskim. Trzy lata później, już po maturze, poszliśmy z przyjaciółmi dalej – najpierw powtórzyliśmy trasę tamtego pierwszego wędrownego obozu, a od Komańczy torowaliśmy własny szlak pustaciami (ale po osi świeżo wytyczonego przez Krygowskiego z pomocnikami czerwonego grzbietowego szlaku) między Rymanowem, Iwoniczem, Duklą, Krynicą, a potem na Rytro, Krościenko, Czorsztyn – aż po Nowy Targ… Podczas pierwszego pobytu cywilizacja, choć nacierała, nie była jeszcze pewna swego – droga „pętli bieszczadzkiej” nie była jeszcze pętlą w sensie dosłownym, asfalt z jednej strony (od Lutowisk) kończył się w Ustrzykach Górnych, z drugiej – od Cisnej – ledwo co mijał Wetlinę. Było pusto i cicho, pusto i cicho… Berehy Górne osiągalne pieszo lub konno po starych żwirówkach, czasem gubiących się w zaroślach. Zresztą nie było po co tam łazić; z ludnej wsi pasterskiej został punkt na mapie, trochę ruin fundamentów i przepalonych kominów. Jak ostaniec…