Zmierzch demokracji. Zwodniczy powab autorytaryzmu

Anne Applebaum  Zmierzch demokracji. Zwodniczy powab autorytaryzmu Przełożył Piotr Tarczyński Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Mądremu biada… 31 grudnia 1999 roku pani Anne Applebaum wespół z mężem – panem Radosławem Sikorskim – wydali bal sylwestrowy w swej posiadłości w Chobielinie (hen, na Pomorzu gdzieś…). Gości przybyło ze stu, może więcej – z całego świata: od Moskwy do Nowego Jorku, a ich wspólną cechą młodość była (no tak, dobre dwie dekady temu…) i poglądy liberalno-konserwatywne tudzież antykomunistyczne. Generalnie: prawicowe… Wszyscy bawili się dobrze i rozumieli też niezgorzej; byli przecież wspólnotą – ideową, emocjonalną, intelektualną, wreszcie polityczną. Po latach pani Applebaum z omaszczonym nostalgią żalem konstatuje, iż drogi balowiczów kompletnie się rozeszły. Połowa z nich drugiej połowy nie cierpi, nienawidzi może nawet. I wzajemnie. Większość jest gotowa żarliwie zaprzeczyć, że w ogóle na tym balu byli. Nie rozmawiają ze sobą, a jeśli – to w tonie kłótni śmiertelnej. Na ogół, gdy kogoś znajomego zobaczą, przechodzą na drugą stronę ulicy… Dlaczego tak się porobiło? – pyta Applebaum. [Mam swoją ściśle osobistą hipotezę w tej kwestii, choć nie jest ona ani ideologiczna, ani polityczna. Raczej… kulinarna. Applebaum wspomina: „(…) nagotowałyśmy z teściową kilka garów gulaszu i pieczonych buraczków.” No i…

Wachmistrz
kryminał rekonstrukcyjny , polecam / 17 lutego 2021

Krzysztof Bochus  Wachmistrz Wydawnictwo Skarpa Warszawska, Warszawa 2020 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Kukułka z Wolnego Miasta Miałem taki pomysł, by ktoś z naszych dzielnych rekonstruktorów kryminalnych zajrzał w wolnej chwili do Wolnego Miasta Gdańska. Myślałem, że na większą skalę mógłby to zrobić Krajewski, skoro już raz spróbował, ekspediując do Gdańska swego Popielskiego w roli agenta kontrwywiadu, tropiącego sowieckich szpiegów i dywersantów. Ale to był krótki wypad – i na placu boju został tylko prywatny detektyw Bednarski. Oraz kupa śmiechu (z różnych powodów…) nieodłącznie mu towarzysząca. Nie miałem pojęcia, że gdzieś na zapleczu przemysłu literatury sensacyjnej od paru lat szykuje się do skoku i konsekwentnie, profesjonalnie robi swoje niejaki Krzysztof Bochus – dziennikarz, pisarz, biznesmen, doświadczony (rocznik 1955, z Kwidzyna) rzemieślnik literacki. Onże Bochus parę lat temu wykreował figurę radcy kryminalnego Christiana Abella – echt und edel pruskiego weterana Wielkiej Wojny (z cesarskiej marynarki), zatrudnionego w Kriminalpolizei w Wolnym Mieście Gdańsku – osobnika wielce prawego, inteligentnego i konsekwentnego legalistę o wyśrubowanych standardach moralnych i nieskazitelnym zawodowym doświadczeniu. Słowem: ideał na służbie. Rzadki okaz, nie tylko w siedzibie gdańskiego prezydium policji na Karrenwall (czyli na dzisiejszej Okopowej), ale w ogóle. Z tym, że oczywiście ten modelowy gliniarz odznacza się wybitnie nieuporządkowanym…

Co robić przed końcem świata
felietonistyka , filozofia , polecam / 9 lutego 2021

Tomasz Stawiszyński  Co robić przed końcem świata Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Kwadrans filozofa… Spokojnie… Końca świata nie będzie. To znaczy – będzie, albowiem w sensie czysto fizycznym, ściśle kosmogonicznym jest-ci on przesądzony. Układ ciał niebieskich i innych form materii, w którym żyjemy, ma bowiem oznaczoną żywotność – nie precyzyjnie, ale jako rząd wielkości jednostek czasu – już tak. Obecnie liczy się to w miliardach lat płynnego zużywania się zapasu energii, aż do spodziewanego kolapsu i wymarcia (nie tylko form życia, ale form trwałego bytowania astronomicznego). Z tym że oczywiście może dojść do nagłej (co w okolicznościach kosmologicznych znaczy nagła?) katastrofy, przerywającej ciąg ewolucyjny „naszego” kawałka Kosmosu. Przy czym horyzont czasowy takiej katastrofy też raczej należy odmierzać milionami lat, niż krótszymi jednostkami pomiaru. Tak czy inaczej – ani nikt z nas, ani dających się wyobrazić następców naszych końca świata w sensie ścisłym raczej nie doświadczy. A już na pewno nie zbiorowo. A gdyby nawet mógł i miał doświadczyć, czy umiałby rozpoznać niezbicie, że to „coś” to właśnie koniec świata? Nie sądzę… Koniec świata jest zatem figurą symboliczną, konstruktem intelektualnym, oznaczeniem fundamentalnej zmiany. Gdy świat (w sensie cywilizacja, kultura, system wartości, ideologia i co tam jeszcze uznajecie…

Kwestia ceny
polecam , przygoda , sensacja / 3 lutego 2021

Zygmunt Miłoszewski  Kwestia ceny Grupa wydawnicza Foksal Sp. z o.o. – wydawnictwo WAB, Warszawa 2020 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Na Sachalinie talent nie zginie… Idę czytać, żono, dzieci./ Przekonali mnie faceci./ Eia, eia, tralala… Tak mógłbym sobie zaśpiewać wzorem mistrza Juliana (z nieznaczną parafrazą), gdym pozytywnie zareagował na prośbę przyjaciół (ufnych w moją intuicję…), bym analizie poddał i procesowi rekomendacji dzieło Miłoszewskiego „Kwestia ceny”. Rzecz nabyłem drogą kupna (potanioną w empiku o 25 procent). Lektura okazała się lekka, łatwa i przyjemna, a Miłoszewski jak zwykle – okazał się mistrzem schematycznej prozy sensacyjnej, rozrywkowej, niewymagającej żadnego szczególnego napięcia intelektu, niespecjalnie zabawnej ani też dowcipnej, pozbawionej ładunku emocji czy strachu – ot, konfekcji literackiej powstającej w zbożnych celach zarobkowych. Co przecież żadną miarą nagannym procederem nie jest. Przeciwnie – oczekiwanie godziwej zapłaty to znak, że świat jeszcze nie całkiem zwariował. Ale w tych okolicznościach nie może być mowy o jakichkolwiek rozważaniach w kwestii wartości tej prozy, jej ukrytych znaczeń czy subtelnych imponderabiliów literackich ani też moralnego bądź intelektualnego przesłania o wymiarze globalnym, artystycznym lub cywilizacyjnym. Żadną miarą nie! Bo to po prostu topornie przycięta sensacyjna historyjka rozrywkowa – bez pretensji wyższego rzędu; nawet jeśli pojawiają się w tekście wtręty o charakterze…

Dziecko księżyca
polecam , proza polska / 26 stycznia 2021

Piotr Ibrahim Kalwas  Dziecko księżyca Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Długie życie suma Andrzeja Większość (i to licząca się nader poważnie) pisarzy płci obojga albo zaczyna pisać od (w sensie debiutancki temat), albo gdzieś w trakcie kariery zatrąca o – dzieciństwo. Gdy ktoś nie wie, o czym by tu, gdy ma problemy z pisarską inicjacją, albo cierpi na uwiąd (ma się rozumieć – chwilowy…) lub zgoła niemanie talentu, zwrot ku dzieciństwu i młodości to pewniak, jak wielogłowa hydra niedomagająca na nerwicę natręctw. Bo to surowy ojciec – oprawca i pijak, nie szczędzący pasa, bo to formacyjny dziadek, nauczający odróżniać dobro od zła podczas dyżurów przy pędzeniu bimbru, bo to toksyczna babcia – rozmodlona, dewocyjna strażniczka pierwszych piątków i siedmiu grzechów, bo to mamcia nadopiekuńcza, karmiąca pomidorową, jak zbity pies wiernopoddańczo wpatrzona w faceta-oprawcę, bo to molestujący wuj lub kochanek matki, bo to przywódca podwórkowej albo szkolnej bandy, znęcający się nad bohaterem bez umiaru, bo to tamta dziewczyna płocha i zła, rozpalająca pocałunkami i niespełnionymi obietnicami, potem odchodząca w dal z tamtym chłopakiem równie jak ona złym (zaś bohater ze złamanym sercem i pierwszym wzwodem wpada w nałóg wąchania kleju lub nawet wali kompot w żyłę…)….

Cywilizacje
polecam , proza obca / 17 stycznia 2021

Laurent Binet  Cywilizacje Przełożył Wiktor Dłuski Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Historia przenicowana Sto z okładem lat temu przyzwoity łódzki krawiec – jeden z tych, co to ich Tuwim reklamował w nieśmiertelnych „Kwiatach polskich”: „I ten sterczący głupio Savoy,/ i wyfioczone przekupki,/ i szyld odwieczny: „Mużskij partnoj, onże madam i pszerupki” – chociaż w zasadzie utrzymywał się z trzeciego członu tego szyldu, czyli przeróbek, każdą propozycję operacyjnego przedłużenia życia wykwintnemu garniturkowi kwitował skrupulatną auskultacją, a wyroki po niej były nieodwołane i poza dyskusją. Jeżeli zakwestionowany łach pochodził z Brzezin – „starozakonnego” zagłębia konfekcyjnego na skalę europejską – o przeprowadzeniu zabiegu tzw. nicowania nie mogło być mowy; profesjonalna duma i uczciwość nie pozwalały. Ale im dalej od Savoyu i tamtego szyldu… Na przedmiejskich uliczkach rozliczni mistrzowie igły gotowi byli za niewygórowaną opłatą dowolny ciuch przerobić na „brylant, no istny cud” – niechby on sobie nawet był i z Brzezin… Taaa, nicowanie to stary koncept. Czyli zszywanie na nowo z prawej na lewo, z lewej na prawo, by teraz popracowała druga strona, dotąd skryta pod podszewką… W obrębie krawiectwa ręcznego, przy odrobinie fachowości, mogło to nawet dawać znakomite rezultaty, nie od odróżnienia od oryginału. Ale w innych dziedzinach?…

Wieczór w raju
polecam , proza obca / 8 stycznia 2021

Lucia Berlin  Wieczór w raju Przełożyła Dobromiła Jankowska Grupa Wydawnicza Foksal – wydawnictwo wab, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Dyskretna nuta chanel numer pięć… Wszystkie ciotki przylatujące z Ameryki ciągnęły za sobą smużkę tego zapachu. Flakony kupowały w strefach wolnocłowych w Idlewild (lotnisko bardziej znane jako Kennedy Airport…) na O’Hare, waszyngtońskim Dullesie czy Hartsfield w Atlancie, jak już się odprawiły za żelazną kurtynę. Kupowały number five, bo „nosiła” go sama Marilyn Monroe, a w obliczu podróży za ocean i spotkania z familiantami ich własne kosmetyki z supermarketu Searsa wydawały się nagle jakieś prostackie. Jedna tylko ciotka intensywnie pachniała jackiem daniel’sem i tłumaczyła, że boi się latać… Ciociu – niepotrzebnie; i tak wiedzieliśmy, jak to było naprawdę… Zresztą i ona nosiła chanelkę w torebce ze skóry aligatora. Lektura opowiadań Lucii Berlin przypomniała mi tamte zapachy. Burbon i chanel, chanel i burbon. I saksofonowe solówki Coltrane’a. I smak coca-coli tudzież solonych peanuts. I terkot wyszczerbionego, ale wciąż ostro golącego remingtona. I magazyn ilustrowany „Ameryka” na błyszczącej, białej jak śnieg, pachnącej kredzie. I „Rio Bravo” oglądane w kinach na przedmieściach po raz piętnasty czy tam dwudziesty (bo koleżanka z klasy kochała się w Rickym Nelsonie i potrzebowała eskorty, a zobowiązania towarzyskie…

Czuły narrator
esej literacki , polecam / 29 grudnia 2020

Olga Tokarczuk  Czuły narrator Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 4/5 A może lepszy byłby spolegliwy opiekun? Czuły narrator… Prześladuje mnie od roku z hakiem ta figura retoryczna, symboliczna i teoretyczna, wywiedziona przez Olgę Tokarczuk w noblowskim wykładzie – który okazał się manifestem ideowym (jednym z wielu możliwych zresztą…) współczesnego powieściopisarstwa. Po co piszemy, jak piszemy, komu piszemy… I co w tym wszystkim naprawdę jest ważne. Bo co jest ważne w pisaniu? Słowo, każde słowo, którego użyjesz, by się skomunikować (z kimś naturalnie) lub zakomunikować. Coś komuś. Ale może to być słowo, którego użyłeś w piśmie, bez intencji nawiązania dialogu z kimkolwiek czy poinformowania o swych myślach, bez-myślach, uczynkach i bez-uczynkach. Słowo, którego użyłeś i które utrwaliłeś na piśmie (załóżmy dla uproszczenia, że pismo jest jedynym kanałem propagacji słów), nie musi być składnikiem logicznego wywodu ani dla odmiany chaotycznego strumienia werbalizujących się myśli – może być przypadkowym impulsem bez znaczenia – ani jawnego, ani ukrytego. I to bez-znaczenie też opisuje, definiuje ciebie jako piszącego. Dlaczego? Bo o pisaniu nie przesądza nic innego, jeno wola, chęć. Kto nie chce, nie pisze. No, chyba że pod wpływem choroby, środków psychoaktywnych czy tortur… I zapewne raczej się nie zdarza, że spragnieni…

Usterka na skraju galaktyki
polecam , proza obca / 26 listopada 2020

Etgar Keret Usterka na skraju galaktyki Przełożyła (z hebrajskiego!) Agnieszka Maciejowska Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Eksport drobnicy Być od wielu lat mistrzem świata w dziedzinie krótkiej formy fabularnej i starać się co jakiś czas podnosić poprzeczkę – nie po to, by konkurenci sromotnie odpadli, ale by sam mistrz miał trochę pod górkę i kawałek satysfakcji z prolongaty swego mistrzostwa… No, to doprawdy jest wyrafinowana formuła uczestnictwa w życiu publicznym. Dozwolona tylko dla najlepszych z najlepszych. Ekskluzywna. Jeśli weźmiecie do ręki nowy tom opowiadań Etgara Kereta, nie zaczynajcie lektury od początku, ale od środka – a konkretnie od tekstu zatytułowanego „Grzyb” – wtedy być może zrozumiecie, o co chodzi z tym podnoszeniem poprzeczki, samodoskonaleniem się, konkurowaniem z samym sobą. Oto Keret po latach posługi literackiej zorientował się, że w zasadzie jest Bogiem, Stwórcą, Dawcą – na małą skalę, ale jednak… W rzeczywistym życiu, jeśli napotykasz jakieś nieszczęście, wzruszasz ramionami i idziesz dalej. Co najwyżej wznosisz oczy do nieba, sygnalizując Odpowiedzialnemu, jaki masz stosunek – tym razem przesadziłeś, o Najwyższy (jeżeli istniejesz…). W literaturze tak nie skwitujesz nieszczęścia – ty je wymyśliłeś, ty jesteś odpowiedzialny i musisz być gotów do odpowiedzi na pytanie – dlaczego? Bez wykrętów….

Taba-Taba

Patrick Deville  Taba-Taba Przełożył Jan Maria Kłoczowski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Ruchawka na małą skalę? Historia przeciętnej drobnomieszczańskiej (ale z aspiracjami) prowincjonalnej rodziny francuskiej w ciągu ostatnich – powiedzmy – stu pięćdziesięciu lat, to zapis udziału w aktach powszechnego tumultu, zmieszany z manifestacjami potrzeby dobrobytu i pragnienia stabilizacji. Z jednej strony historia gwałtem swoje, z drugiej – Francuz wbrew wszystkiemu w poszukiwaniu świętego spokoju… Historia przeciętnej drobnomieszczańskiej rodziny francuskiej to patchworkowa mozaika obowiązków, potrzeby przetrwania i pragnienia przyjemnej egzystencji. Patrick Deville doskonale o tym wiedział. Ten francuski pisarz, podróżnik (bodajże otarł się też o zawodową dyplomację) i domorosły antropolog – badacz cywilizacji, był (i chyba nadal jest, mimo dojrzałego – jakieś 63 lata – wieku) maniakalnym wędrowcem. Na zasadzie odreagowania; w dzieciństwie po ciężkiej operacji biodra leżał rok w gipsie, więc potem MUSIAŁ się ruszać. A ruch od razu zyskał wymiar globalny, pod wpływem lektur zresztą. Inny nie wchodził w grę. Ta obsesyjna ruchliwość zaowocowała kilkunastoma książkami (Deville ma bowiem niepośledni talent pisarski, dysponuje dociekliwością iście detektywistyczną i fenomenalną erudycją) najróżniejszej konduity. Dość powiedzieć, że jego debiut książkowy miał tytuł: „Enologie et crus des vins”, czyli mniej więcej: Enologia (to nauka uzurpująca sobie…