Ziemia przeklęta
polecam , proza obca / 22 kwietnia 2018

Phillip Lewis Ziemia przeklęta Przełożyła Ewa Kleszcz Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest… Amerykańska literatura żywi się – albo zgoła reanimuje z pokolenia na pokolenie – pragnieniem sagi. Przy czym monumentalizm formy niekoniecznie musi odpowiadać równie masywnej treści. To może być saga przez małe es, malutkie a i mikroskopijne gie… Nieważne. Chodzi przecież tylko o te tytuły w kulturalnych magazynach, zachwyty w recenzjach i zgrabne metafory w opiniach luminarzy literatury i krytyki. „Tak dobra powieść to rzadkość. Elegijna i ponadczasowa „Ziemia przeklęta” to niezapomniana ewokacja mrocznej amerykańskiej sagi”… Albo tak: „…to jedno z najwspanialszych odkryć tego roku. Ten kunsztownie osadzony w miejscu i czasie debiut zadziwi was…” I tak dalej. Pragnienie sagi przyćmiewa nawet zdrowy rozsadek i potrzebę posiłkowania się tradycyjną ostrożnością w szafowaniu komplementami. Tymczasem lektura „Ziemi przeklętej”jest jedną głośną prośbą o powściągliwość… Ani to bowiem wytęskniona saga, ani literackie wydarzenie roku. Ot, po prostu dobrze napisana powieść (choć może nieco konwencjonalna i zachowawcza…) młodego debiutanta, który w nią włożył wszystko, czego dotychczas dowiedział się o świecie (plus to, czego nie wiedział, ale przeczuwał…). Przeto na marginesie dobra rada dla tzw. recenzentów: zanim zaczniecie szafować komplementami, na…

Podziemne życie
nauka – popularyzacja , polecam , reportaż / 5 kwietnia 2018

Tullis C. Onstott Podziemne życie Przełożył Andrzej Hołdys Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/7 Szukajcie, a znajdziecie – bakterie we Wszechświecie… Chodzimy po tej naszej Pramatce Ziemi, chodzimy – i oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że naszym krokom trwożnie (albo zgoła obojętnie…) przysłuchują się mieszkańcy cienkiej warstewki naszej planetarnej skorupki, dla których nie zawsze jesteśmy miłymi, nieszkodliwymi sąsiadami. Takie dżdżownice, choć pracowicie, pożytecznie i bezinteresownie spulchniają glebę, poddawane są masowej eksterminacji, by skończyć jako przynęta na wędkarskim haczyku. Mrówkom i kretom wydajemy bezlitosne wojny. Bakterie polewamy wybielaczem. Grzyby zjadamy… No i w ogóle depczemy, wykopujemy, zalewamy betonem. Nie żyjemy w pokoju z naszymi sąsiadami spod ziemi, oj nie. Podobnie zresztą jak i z tymi co w wodzie, w powietrzu i na ziemi. Z drugiej wszelako strony pewien odłam niespokojnych, analitycznych i dociekliwych umysłów ludzkiej populacji zżerać poczęła ciekawość – jak też „oni” tam żyją w tych skrajnie nieprzyjaznych warunkach – w skałach, piaskach, żwirach, iłach, mułach, zamarzniętych na kość błotach, w gorących źródłach, zasolonych, zakwaszonych jeziorkach podziemnych, podmorskich gejzerach i wulkanach – a w ogóle byle gdzie, nawet w kosmosie… Ci niespokojni to oczywiście uczeni: doktorzy nauk wszelakich, ambitni doktoranci,magistranci, profesorowie polujący na wolne…

Wyspa
polecam , political fiction , proza obca / 26 marca 2018

Sigríđur Hagalìn Björnsdóttir Wyspa Przełożył Jacek Godek Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Czy się pozabijamy, jeśli zostaniemy sami? Całkiem niedawno Islandia w trakcie ogólnoświatowego kryzysu finansowego 2008 roku przeżyła swój własny armageddon w postaci załamania się systemu bankowego, Dobrze prosperujące banki komercyjne z dnia na dzień przestały obsługiwać krótkoterminowe zobowiązania, albowiem klienci ich zagranicznych oddziałów (w zasadzie wielokrotnie większych niż macierzyste centrale na wyspie) masowo wycofali depozyty, a fundusz gwarancyjny nie miał pokrycia (bo banki nie wpłacały obowiązkowych danin…). Wybuchła panika, a islandzki bank centralny musiał przejąć aktywa zagrożonych banków, wystarać się o kredyty na regulację zobowiązań wobec banków brytyjskich i holenderskich, które spłaciły depozytariuszy. Banki likwidowano i przekształcano, zawieszono kredytowanie i obsługę funduszy emerytalnych, wartość waluty krajowej znacznie spadła, wzrosła inflacja i dług publiczny… Przywracanie równowagi trwało cztery lata… Sytuacja wróciła do normy, Islandia ostrożniej postępuje na międzynarodowych rynkach, ale w sumie prosperuje niezgorzej. Lecz nieoczekiwany kryzys wywołał skutki trudne do zniwelowania (a w zasadzie niemożliwe do przezwyciężenia…) w skali zapewne kilku pokoleń wyspiarzy. Po prostu odebrał im poczucie bezpieczeństwa, islandzką narodową dumę (odbudowaną trochę dopiero dzięki sukcesom reprezentacji piłkarskiej na Euro 2016; doszli do ćwierćfinału i po drodze wyrzucili za burtę Anglię!) i pewność…

Zapiski z wygnania
biografistyka , polecam , wspomnienia / 19 marca 2018

Sabina Baral Zapiski z wygnania Wydawnictwo Austeria, Kraków – Budapeszt 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 2/5 Bez usprawiedliwiania, bez wybaczania, bez wyrzucania z pamięci… To niewielka książeczka… Góra dwie – trzy godziny lektury, z przerwami na uspokojenie się i ewentualne otarcie łez. Jeśli do tej pory tego nie zrobiliście (a były już trzy wydania…), teraz przeczytajcie koniecznie. I nie tylko z powodów ceremonialnych, z okazji 50. rocznicy Marca ’68. Przede wszystkim dlatego, że to prawda. Cała i tylko prawda… Nie szukajcie jej u heroldów i strażników tzw. pamięci narodowej, bo to cyniczni fałszerze pierwszej wody, załgani „marcowi docenci” i ich nieodrodne „potomstwo”. Tylko świadectwa bezpośrednich uczestników zdarzeń, jeśli nie są emocjonalną odpłatą za krzywdy, są cokolwiek warte… Sabina Baral na pewno jest świadkiem rzetelnym; jej relacja jest wprawdzie niezwykle osobista, prywatna do kości, ale pozbawiona złości, nienawiści, pretensji… To tylko reakcja na pewną Historię – reakcja, która paradoksalnie staje się nieodłączną tej Historii częścią. Sabina Baral musiała napisać to, co napisała, bo to było coś w rodzaju zobowiązania wobec współuczestników wypędzenia. Napisała prosto, bez emocji, bez angażowania wielkich słów i wielkich kwantyfikatorów. Tylko o sobie i swoich najbliższych, typowych wygnańcach pomarcowych. Zwykłymi słowami, bez widocznych objawów wzruszenia ani innych emocji,…

Coś z tą Polską. Przewodnik po rodakach
esej polityczny , polecam / 16 marca 2018

Zdzisław Pietrasik Coś z tą Polską. Przewodnik po rodakach Wydawnictwo POLITYKA sp. z o.o., Warszawa 2017 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/7 Testament zatroskanego inteligenta Przyjaciele z zespołu „Polityki” bezpretensjonalnie i mądrze uczcili pamięć swego zmarłego prawie dokładnie rok temu (25 kwietnia 2017) kolegi Zdzisława Pietrasika, wieloletniego kierownika działu kultury i recenzenta filmowego tudzież teatralnego. Zebrali w jednym tomie jego najlepsze teksty i wydali. Ale nie jest to zbiorek recenzji z kina czy sceny. To byłby głupi pomysł. Krytyczne, wnikliwe, błyskotliwe, a nawet ironiczne,wredne i złośliwe recenzje oczywiście wytrzymują próbę czasu. Można je edytować w zbiorach, bo po latach niczego ze swych walorów nie tracą – co więcej: nabierają mocy i wartości dokumentalnej. Choć takie niby ulotne… Ale wymagają osadzenia w kontekście, znajomości „okoliczności towarzyszących i towarzyskich”, odczytania imponderabiliów i znaków czasu. To jest dopiero prawdziwy kłopot! My wydamy, a rzesze zainteresowanych zaczną się zastanawiać: a dlaczego ten tekst a nie inny, co mieli na uwadze, przypominając akurat o tym zdarzeniu artystycznym, co się za tym kryje, jaki w tym mieli interes… Tak, recenzje przypomniane nawet po latach, to nie tylko niewinne pamiątki, to potencjalne zarzewie odnowy starych konfliktów, swarów, niesnasek, fochów… Po co to komu? Przyjaciele Pietrasika na lepszy wpadli…

Ogień i furia. Biały Dom Trumpa
esej polityczny , polecam / 2 marca 2018

Michael Wolff Ogień i furia. Biały Dom Trumpa Przekład: Magda Witkowska, Bartosz Salbut, Magdalena Moltzan-Małkowska Wydawnictwo Prószyński i S -ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Idiota, półanalfabeta, narcyz, bezecny erotoman (niepotrzebne skreślić…) w Gabinecie Owalnym? (Ivanka Trump) ojca traktowała z pewną lekkością, a nawet ironią, w co najmniej jednym wywiadzie telewizyjnym naśmiewała się z jego fryzury. Znajomym często przedstawiała specyfikę tego uczesania: całkowicie pozbawiony włosów środek głowy – taka wysepka, wydzielona na skutek zabiegu chirurgicznego zmniejszenia łysiny – otoczony zewsząd bujnymi włosami, które są zaczesywane ku środkowi. A stamtąd ku tyłowi i utrwalane specjalnym sprayem. Żeby było zabawniej, podkreślała, że za kolor odpowiada produkt o nazwie Just for Men – im dłużej zostawi się go na włosach, tym bardziej ciemnieją. Brak cierpliwości Trumpa skutkował tym, że jego włosy nabierały pomarańczowej barwy. (Michael Wolff o wewnątrzfamilijnych stosunkach Trumpów – str. 129…) Granat w szambie… To „staropolskie” określenie idealnie pasuje do edycji „Ognia i furii” Wolffa. Ale wrażenie robi słabe… Gdyby książka amerykańskiego dziennikarza, komentatora i dokumentalisty była jedynym w przestrzeni publicznej sygnałem paranoi gromadzącej się przy 1600 Pennsylwania Avenue, Washington DC, wrażenie byłoby paraliżujące. Ale główny lokator Białego Domu i jego sztabowy personel sami z siebie są specjalistami w…

Elegia dla bidoków

J.D. Vance Elegia dla bidoków Przekład: Tomasz S. Gałązka Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018 Rekomendacja:4/7 Ocena okładki: 3/5 Zardzewiały wsiok skarży się na los – czyli dlaczego Trump wygrał wybory… Uogólniona opinia analityków amerykańskiego życia politycznego podstawową przyczynę zwycięstwa Donalda Trumpa odkryła w powolnym, niemal niedostrzegalnym „przebiegunowaniu” opinii, postaw i wymagań obywateli USA, zamieszkujących tzw. Pas Rdzy, czyli uprzemysłowiony dość intensywnie w nieodległej przeszłości (lata 50. i 60. ubiegłego stulecia) region od Wielkich Jezior po Massachusetts, obejmujący m.in. stany Michigan, Ohio, Pensylwanię, Indianę, Wirginię Zachodnią… Czyli tam, gdzie doszło do zmiany preferencji wyborczych między Demokratami a Republikanami (drugi taki rejon to stan Wisconsin…). Region ten w końcu lat 40. i na początku lat 50. zasiedliła fala przybyszów z górskich regionów Appalachów, białych tubylców, Szkoto-Irlandczyków, do tej pory pracujących w appalachijskim górnictwie, kiepsko wykształconych, z aspiracjami nie przekraczającymi poziomu standardowej klasy średniej – domek na przedmieściu (na kredyt oczywiście), niewielki kapitał rezerwowy w banku, ford albo chevy na podjeździe… No i stała robota – w samochodach, stali albo maszynówce, jednak lżejsza niż w kopalni. A jak nie robota (od trzech dekad jej tam po prostu nie ma; wyemigrowała do Chin…), to przyzwoity socjal. I ubezpieczenie. Każdy, kto to obieca, wygrywa. Gdy dawali…

Saga. Czyli filiżanka, której nie ma
biografistyka , polecam / 13 grudnia 2017

Cezary Harasimowicz Saga. Czyli filiżanka, której nie ma Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Rodzina polska – krótki zarys (z uwzględnieniem szczególnej roli konia)… Niczego mi proszę pana tak nie żal, jak porcelany… Czesław Miłosz „Piosenka o porcelanie” W Państwowym Stadzie Ogierów w Bogusławicach koło podpiotrkowskiego Wolborza (tego samego, co to Frycz Modrzewski…) – jak w każdym końskim przedsiębiorstwie, zorganizowanym na wzór paramilitarny: z hierarchią, mundurami, stopniami służbowymi, rozkazami, meldowaniem i salutowaniem – wieczorową porą, osobliwie latem, kwitło mniej formalne życie towarzyskie (w gruncie rzeczy integracyjne) z udziałem personelu i licznych cywilnych aficionados hippiki, przyciąganych przez osobowość (i smykałkę do interesów) wielkiego, wspaniałego dyrektora Andrzeja Osadzińskiego. Różne tam płynęły płyny, rozmaite plotły się gadki i legendy. Ale zawsze wspominano… szarżę trzeciego szwadronu Pierwszego Pułku Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej na przełęcz (i cztery baterie artylerii…) pod Somosierrą. W sensie ścisłym: nie rozprawiano o militarnej akcji lekkokonnych (chevau-légers) Kozietulskiego, Dziewanowskiego, Krzyżanowskiego i Niegolewskiego 30 listopada 1808 roku. Wspominano szarżę z udziałem bogusławickich koni i jeźdźców wykonaną dla potrzeb artystycznych, czyli do filmu „Popioły” Andrzeja Wajdy jesienią 1964 roku. Tę szarżę przed kamerami, ale w kompletnym sztafażu historycznym, z pełną pirotechniką, ze strzelającą artylerią, poprowadził jeździec w…

Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa
esej antropologiczny , felietonistyka , polecam / 2 października 2017

Umberto Eco Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa Przekład: Alicja Bruś Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2017 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Testament filozofa, czyli zapamiętajcie chociaż odrobinę z tego, com powiedział… Trudno się to czyta ze świadomością, że więcej Eco już nie będzie. Nic w papierach ponad to ani nie ukryto, ani nie odkryto. Chyba. Może są gdzieś jakieś iuvenilia i inedita, jak choćby te wiersze młodzieńcze, które Umberto za swoje niemanie talentu skazał na eksterminację (ale może to była tylko ekstradycja?). Nad skompletowaniem tego tomu z wybranych pod kątem „płynnego społeczeństwa” (czyli koncepcji sformułowanej przez Zygmunta Baumana) felietonów drukowanych w tygodniku „l’Espresso” Eco pracował do ostatnich dni życia. Można zatem przyjąć, że właśnie trzymamy w ręku coś w rodzaju testamentu filozofa, na dodatek potwornie aktualnego, dotyczącego procesu przemian dziejących się tu i teraz – wedle Baumana: sumy kryzysów, toczących (z różnych powodów, ale jednocześnie) zastany, w miarę trwały obraz świata. To, co się z kryzysów wyłania, na razie nie da się opisać wedle ustalonego porządku, jasno i zrozumiale; a osobliwie zaś nie da się nic pewnego przewidzieć, co się z tym czymś stanie… Powiedzieć, że Eco zostawił nas z ręką w nocniku, to nic nie powiedzieć. Ale jedna przynajmniej…

Toast na progu
esej antropologiczny , polecam / 17 września 2017

Andrzej Mencwel Toast na progu Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Chłopskie requiem czyli umarła klasa… Wybitny krytyk, eseista, historyk literatury tudzież antropolog kultury pisze arcydzieło nieoczekiwane, zupełnie spoza terytoriów, na które dotąd zwykł nas zapraszać i dopuszczać– zapis wspomnień jakby, może list-testament do umieszczenia w kapsule czasu, może sprawozdanie z wieloletnich badań terenowych (oczywiście uczestniczących), a w gruncie rzeczy wnikliwy esej o istotnym cywilizacyjnym znaczeniu i antropologicznym przesłaniu. Albo może monumentalny, wielopłaszczyznowy i rozciągnięty w czasie reportaż – relację ze znikania: ludzi, rzeczy, zjawisk, pamięci, pejzażu… Coś zupełnie niebywałego, godnego ze wszech miar lektury i zapamiętania. Na długo… Andrzej Mencwel lat temu czterdzieści bez mała nabył w którejś z kurpiowskich dziedzin wedle Puszczy Białej (po dłuższych badaniach terenowych dałoby się chyba zidentyfikować lekko zamaskowaną przez autora topografię dokładniej – ale po co?) siedlisko – czyli chałupinę z obórką i studnią tudzież kawałkiem gruntu z sadkiem niewielkim bodajże. I to nawet nie za swoje stargował, ale za darowiznę od teścia. Na Kurpiach, bo z praskiego Targówka słynną, kultową „drogą na Ostrołękę” (albo koleją na Małkinię) na Kurpie było najbliżej. Za to z dala od kolektywnych, modnych podstołecznych daczowisk. Ot, prawdziwa chata za wsią. Prawdziwą wtedy jeszcze wsią……