Półmistrz
kryminał , polecam , thriller sensacyjny / 30 stycznia 2023

Mariusz Czubaj  Półmistrz Wydawnictwo Znak, Kraków 2023 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Półmisek z półgęskiem o północy… Szachy – niezbyt wprawdzie często – ale towarzyszą literaturze kryminalnej i sensacyjnej od dawna. Czemu niezbyt często? Bo aby o szachach pisać, raczej wypada się na nich znać. Może nie na zawodowym poziomie mistrzowskim, ale na najwyższym poziomie osiągalnym dla amatorów – to na pewno… Tymczasem wśród mistrzów prozy rozrywkowej nie jest to powszechna przypadłość – raczej niezwykle rzadka, egzotyczna. Typowy umysł mistrza prozy nadaje na zupełnie innych częstotliwościach niż umysł mistrza czarno-białej sześćdziesięcioczteropolówki z trzydziestoma dwoma figurami o osobliwych nazwach i przypisanych im możliwościach ruchów na terytorium gry. Szachiści (mam na myśli arcymistrzów) rzadko potrafią pisać, pisarze rzadko potrafią grać. Ale są chwalebne wyjątki i dzięki nim literatura szachowo-sensacyjna, acz skromna en masse, zaleca się wysokim poziomem intrygi tudzież towarzyszących imponderabiliów. Zbrodnia i szpiegowanie lubią towarzystwo szachów, albowiem ich obecność wewnątrz horyzontu zdarzeń wyznacza pewien prestiż intelektualny, podnosi elegancję akcji, wymusza wyższy poziom dialogów, rozsnuwa aurę pewnej takiej tajemnicy, dokłada figurom dramatu ponadprogramowej powagi w klimacie i tak pełnym zagadek do rozwiązania, a przede wszystkim całości dodaje ciężaru… Zaś powaga to towar, który nieźle się sprzedaje. W literaturze z pretensjami do wyższego…

Naku*wiam zen
dysputa biograficzna , polecam , wywiad-rzeka / 25 stycznia 2023

Maria Peszek  Naku*wiam zen Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Kreski i kropki w dialogu Zen – czym jest dokładnie, trudno powiedzieć. Po dokonaniu pewnej aproksymacji „w rozumie” można dojść do wniosku, że to sui generis praktyka (i trochę teorii…) medytacji, czyli w gruncie rzeczy doprowadzanie się do stanu umysłowego, który można zdefiniować – nie wiem. A więc filozofijka wątpliwości, manifest metaforycznych paradoksów, królestwo oksymoronów… Ergo: pusty łeb – wyzwolony i doskonale oczyszczony z wszelakiego kłębowiska myśli, przepływająca między uszami uporządkowana (w sensie ściśle galaktycznym – a jak kto chce, nawet transcendentalnym), homogeniczna struga NICZEGO, dająca poczucie jedności z kosmosem. Cisza, spokój, bezruch… Więc czy można praktykować zen na pełnej kurwie? Znaczy nakurwiać? Z pasją? Czekając na starość? Przekonajmy się… Bohater tej opowieści nakurwia zen (cokolwiek to jest, bo przecież nie tylko ćwiczenia) jak rytuał somatyczno-rehabilitacyjny i wierzy, że to sprawia, iż pozostaje w umysłowej sprawności, choć czuje, że mu ciało nie nadąża. To go wkurwia. I mniema, że to żałosne. Pozwolę sobie w tym miejscu zauważyć, że gówno prawda – ta starość, która tak mierzi aktora, to poszerzenie perspektywy, to tylko ewolucja – nowe, nieco odmienione zbalansowanie równowagi między rozumem a wkurwieniem: więcej pierwszego, drugiego mniej….

Bliscy

Annie Ernaux  Bliscy Przełożyła Agata Kozak Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 „Nie przyniosłem ci wstydu…” Do tej pory myślałem, że to autobiograficzne „Szorstkie wino” Jeana-Claude’a Carrierè’a (1931 – 2021) jest najlepszym ze znanych mi zapisów dojrzewania dziecka na francuskiej prowincji w latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego stulecia. Wybitny francuski twórca filmowy, scenarzysta kinowych arcydzieł (Oscar 2014 za całokształt), współpracownik Buñuela, Wajdy, Malle’a, Godarda, Schlöndorffa, Deraya, Hanekego między innymi, jako pisarz też miał spore osiągnięcia, z czego „Szorstkie wino” akurat zalicza się do najlepszych… A szczery, dokładny i nieco naturalistyczny zapis dorastania chłopaka w langwedockiej wiosce Colombieres na pirenejskim przedgórzu, w krainie winnic i gajów kasztanowców (jadalnych), uchodził długo za biblię etnografów i antropologów kultury, wytrwale i masowo zgłębiających fenomen Francji – luźnej federacji setek małych ojczyzn plemiennych, różniących się językami (ach, te lokalne dialekty zwane wdzięcznie patois…), obyczajami, tradycjami. Właśnie między wojnami i jeszcze w latach pięćdziesiątych (gdy dobiegał końca) trwał we Francji proces homogenizacji, ujednolicania antropologicznego tej zróżnicowanej struktury społecznej. Pod wpływem wewnętrznych migracji, bardzo powszechnej służby wojskowej (plus dwóch kolonialnych wojen w Indochinach i Algierii…), ale przede wszystkim… radia i telewizji oraz kina język i obyczaje zyskiwały jednorodność wobec umownego wzorca narzucanego przez edukację…

Diddly Squat. Rok na farmie
felietonistyka , polecam / 12 stycznia 2023

Jeremy Clarkson  Diddly Squat. Rok na farmie Przełożył Michał Jóźwiak Wydawnictwo Insignis, Kraków 2022 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Kto bogatemu zabroni? Bez względu na to, co i ile jeszcze napisze, ta rekomendacja to moje pożegnanie z Jeremym Clarksonem. Pożegnanie smutne i zarazem gniewne. Clarkson bowiem przesadził, przedawkował z cynizmem, ironią, z obraźliwym, nieprzyzwoitym grubiaństwem, a nawet (nazwijmy rzecz po imieniu) chamstwem. Przekroczył granicę (w jego przypadku i tak niemożliwie naciągniętą) – i to wobec kobiety. Tak – wiem, że teraźniejszość ma kwestię różnicy płci (której wielkim jestem admiratorem) przepracowaną inaczej: od bezwzględnego mizoginistycznego patriarchatu wszystko zmierza (i jest już daleko) ku genderowej równości totalnej, a potem ku feministycznemu matriarchatowi. Jakoś mnie to nie martwi, bo wiem, że nie dożyję. A perspektywa poprowadzenia mej uroczystości funeralnej przez szybką i kategoryczną mistrzynię ceremonii w kusym przyodziewku wydaje się być zabawna. Ale wróćmy do Clarksona. Korzystając z atmosfery równości płci ze wszystkimi tego stanu konsekwencjami (żeby nie było – co do zasady równość tę też popieram), przekroczył granicę dobrego smaku, właściwego zachowania i powściągliwości. I to wobec kobiety jednak; jako człowiek o wychowaniu dość staroświeckim tego akurat jakoś nie akceptuję. Zdecydowanie. Wiem, to sui generis atawizm pedagogiczny, pozostałość wpajana w trybach domowej…

Silverview
polecam , thriller szpiegowski / 9 stycznia 2023

John le Carré  Silverview Przełożył Jan Rybicki Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2022 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 To już jest koniec; nie ma już nic… Żwawi penetratorzy szuflad i innych skrytek (a mogło być ich wiele; w końcu ich właściciel był wyszkolonym agentem tajnych służb Jej Królewskiej Mości…) w kornwalijskiej posiadłości Davida Johna Moore’a Cornwella (na rynku znanego jako John le Carre) zarzekają się, że już nic więcej – co nadawałoby się do pełnokrwistej publikacji – w nich nie ma. Więc – jak się wydaje – „Silverview” to definitywnie definitywne pożegnanie z le Carre’em. Chyba że spadkobiercy uruchomią nazwisko jako firmowy, handlowy znak towarowy i jacyś wynajęci grafomani pod tą marką zaczną produkować wyroby lecarrepodobne. Podobnie jak to się przydarzyło pośmiertnie z Robertem Ludlumem i wytwarzanymi pod jego nazwiskiem (przez niejakiego Erica van Lustbadera) fabułkami pseudosensacyjnymi… Najmłodszy syn Cornwella – Nick, który zresztą sam jest pisarzem – zapowiada, że nic takiego nie będzie miało miejsca. On tylko dostał od ojca misję, zobowiązanie natury spadkowej: gdyby tata zmarł przed ukończeniem jakiegoś tekstu, syn podejmie się kontynuacji i edycji. Ale tylko jednego tekstu – tego przerwanego. Zresztą le Carre nie miał w zwyczaju rozpoczynania i równoczesnego, równoległego kontynuowania kilku przedsięwzięć. Co w…

Chodź ze mną

Łukasz Orbitowski  Chodź ze mną Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2022 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Obcy w Gdyni tumult czyni… Kajakiem na Bornholm? To głupi pomysł i chyba tylko jedna z tzw. miejskich legend. Nie wiem, czy w całych dziejach PRL była choć jedna fortunna próba takiego rejsu… Ale motorówką do Szwecji? To już się mogło udać – i zapewne kilka razy się udało śmiałym i zdesperowanym żeglarzom (na dobitkę pozbawionym wyobraźni). Tyle że wiedza o podobnych wyczynach zbójecko-nawigacyjnych raczej nie jest dostępna, a śladów w archiwach próżno szukać; ówczesne władze czuwające nad bezpieczeństwem państwa i jego obywateli nie były skłonne do ujawniania swych „wpadek”. A i służby „po przeciwnej stronie” też zachowywały podziwu godną dyskrecję – w myśl zasady przećwiczonej i sformułowanej lapidarnie przez czynowników w służbie carskiej Ochrany – tisze jediesz, dalsze budiesz… Ale dla zdolnego, gremialnie rekomendowanego przez krytykę prozaika to żadna przeszkoda – zwłaszcza gdy pobrał zaliczkę z kasy miasta, obiecując w zamian promocję co się zowie i „lokowanie produktu” w najbliższej swej książce. Więc wystarczy tylko uruchomić resursy wyobraźni, przepracować kilka zasłyszanych morskich opowieści, przysiąść fałdów i sypnąć z klawiatury te czterysta z okładem stron – żeby nie wyglądało na zbyte, tylko poważnie i odpowiedzialnie….

Wino przelane na papier
polecam , styl życia / 24 grudnia 2022

Kuba Janicki, Tomek Kosiński, Magdalena Kubiaczyk, Joanna Plichta  Wino przelane na papier Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2022 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Więc pijmy wino… Od dawna (konkretnie od połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia) należę do grona miłośników, adoratorów zgoła, rośliny Vitis vinifera L. Oraz pozyskiwanych z niej, w drodze poważnych operacji biochemicznych, substancji płynnych umiarkowanie lotnych (circa 15 proc. spiritum vini – no, chyba że koniak…), lecz za to niezwykle smakowitych, rozweselających i depresjobójczych. Choć muszę też wyznać, że wcale nie mniejszą sympatią, pożądaniem zgoła, darzę równocześnie produkty płynne uzyskiwane z rośliny Hordeum L. Bez nich obu (tych roślinek znaczy) nie wyobrażam sobie świata. Gdyby jednak taki zaistniał, byłby niewiarygodnie smutny, ponury, nie do życia… Tak się jednak w toku dziejów złożyło, że Matka Natura oszczędziła nam losu poszukiwaczy odrobiny euforii w zjadaniu różnych grzybków czy kiszeniu ogóra… Jedni sukces Vitis vinifera przypisują wynalazczości i zuchwalstwu mitycznego praojca Noego, ale to raczej można między bajki włożyć. Inni (do nich należę) upatrują sukcesu owego w działaniu Ewolucji i nieodrodnej córy jej – Cywilizacji. Osobniki rasy kaukaskiej, które zajęły stanowiska do życia akurat na południowych stokach wspomnianego Kaukazu, zetknęły się z bujną roślinną okrywą Vitis vinifera, więc jęły z wolna…

Dziady i dybuki
biografistyka , polecam , saga familijna / 19 grudnia 2022

Jarosław Kurski Dziady i dybuki Wydawnictwo Agora, Warszawa 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Zbiorowe opętanie i jak z nim walczyć… Zrządzeniem losu najlepsza książka bieżącego polskiego sezonu wydawniczego ukazała się właśnie teraz, późną jesienią, w okresie tradycyjnie i symbolicznie sprzyjającym wszelakim rozmyślaniom, podsumowaniom, rekapitulacjom i wartościowaniom. A także sentymentalnym wspominkom, wyidealizowanym wycieczkom w przeszłość, zapasom z pamięcią. W czasie mocno sprzyjającym obcowaniu z duchami. Kto żyw pisze i publikuje swoje byłoje i dumy (wedle niedoścignionego wzorca Hercena) – ale bardziej ufryzowane, wygrzecznione, pozbawione temperatury konfliktu, jedynie słuszne i kapitulanckie – nie tylko wobec historii ale i własnego sumienia. W poczuciu misji oświecenia i narcystycznej poniekąd potrzeby podwyższenia statusu intelektualnego, z chęci zamaskowania wstydu lub tylko złego wrażenia po tym i owym, co się kiedyś przytrafiło. Tak jest wiara w rozgrzeszającą moc słowa drukowanego… Ale nie z Kurskim takie numery. On wszystko zrobił w poprzek, a nawet wbrew. Powodów, dla których zdecydował się wypuścić w świat familijną sagę bez makijażu, pojawiło się aż nadto, ale jeden wydaje się przesądzający – nikt, poza mną samym nie będzie ograniczał, moderował czy cenzurował tego wszystkiego, co o losie mej rodziny chcę powiedzieć. Zwłaszcza niech nie próbuje tego robić historia, ani jej bękart z…

Tajne państwo z kartonu
esej polityczny , felietonistyka , polecam / 13 grudnia 2022

Marcin Matczak Tajne państwo z kartonu Wydawnictwo Znak, Kraków 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Intelektualny plan odbudowy tego i owego… Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują, ci zostająNa łące stoją jak na scenie, czy też przeżyją, czy dotrwają piosenka „W żółtych płomieniach liści” Andrzeja Zielińskiego (Skaldowie) z tekstem Agnieszki Osieckiej;śpiewała Łucja Prus A nas przy tym nigdy nie było,Wianki dziewicze na naszej skroni.To przecież tylko kilka osób robiło:To oni, to oni, to oni!piosenka z Kabaretu Olgi Lipińskiej (1990),autorstwa Włodzimierza Korcza (muzyka)i Wojciecha Kejne (słowa) …bo przecież nie wszystkiego i nie od razu. Fundamentalne pytanie – co po PiS i jak to zrobić? – dręczy mózgi, emocje i sumienia (a w innych przypadkach – instynkty samozachowawcze) wielu z nas, współobywateli (mimo wszystko) Rzeczypospolitej. Od pewnego czasu bowiem jasne się staje, że coś się zmieni, że rządzący reżim nie utrzyma się raczej – kolaps blisko, a co po nim? No co? Niedokładnie wiadomo, a oczekiwania są sprzeczne – i to w sposób tak dokładnie rozbieżny, jak to tylko możliwe… Wiele, bardzo wiele przemawia za tym, że kontynuacji nie będzie. Jeśli zatem poczynimy założenie, iż nadchodzący akt elekcyjny w konstytucyjnym terminie i na warunkach ustanowionych prawem zasadniczo zmieni układ sił politycznych, to…

Zagubiony Anioł
polecam , romans obyczajowy / 4 grudnia 2022

Magdalena Kordel  Zagubiony Anioł Wydawnictwo Znak, Kraków 2022 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Wyroby piekarnicze angelizowane, z polewą słodką, na życzenie lukrowane „(…) liryka, liryka, tkliwa dynamika, angelologia i dal.” Konstanty Ildefons Gałczyński (1946) Tradycyjnie raz w roku, w okolicach ostatniego, napęczniałego świątecznie miesiąca, ze stosu „literatury” romansowej ku pokrzepieniu serc edytowanej, wybieram na chybił-trafił jeden obiekt, by rekomendować czytelnikom jego zawartość intelektualno-emocjonalną. Na co wskazał tym razem los-przypadek, o tym za chwilę. Wprzódy winien jestem wyjaśnienie, czemu w ogóle robię wyprawę, której celem jest literacka terra incognita (powiedzmy od razu, że ta nieznajomość dotyczy tylko mnie i moją wyłącznie jest winą) – w zasadzie jeden z wielu literackich lądów nieznanych (dla mnie nieznanych – jak na przykład literatura dziecięca i młodzieżowa, jeszcze większym brakiem mego zainteresowania „ciesząca się”, niż proza romansowa), wokół których na co dzień nawiguję z pewną taką dozą aroganckiej obojętności. Wyprawy, które podejmuję na literackie lądy nieznane, czynię nie tylko po to, by egoistycznie poszukiwać powodu do dobrej zabawy (ponabijać się, ponaśmiewać…) cudzym kosztem. Boże nieistniejący, uchowaj! Idzie mi tylko o stałe ugruntowywanie przekonania, że literatura dzieli się wyłącznie na dobrą i złą. Wszelkie i jakiekolwiek próby dyferencjacji, naklejania etykietek – już to zdeterminowanych płciowo (literatura…

Mondo cane
poezja polska , polecam / 28 listopada 2022

Jerzy Jarniewicz  Mondo cane Wydawnictwo Biuro Literackie, Kołobrzeg 2022 Rekomendacja: 4/7Ocena okładki: 4/5 Poeta na swoim Jestem o dobre dziesięć lat starszy od Jarniewicza, więc nie było mi dane doznać traumy odrzucenia z powodu niewpuszczenia na dokumentalny film Gualtiera Jacopettiego „Mondo cane”. Czyli na ten „najbardziej szokujący film ostatnich lat” – tak napisali na plakacie – a lata to były sześćdziesiąte ubiegłego stulecia (film miał światową premierę w 1962 roku, a w Polsce pokazano go już w roku 1965), przeto tamte szoki jawią się wedle dzisiejszych jak porcja lodów malinowych zestawiona z erupcją supernowej. Obejrzałem wtedy „Mondo cane” bez problemu, nie licząc konieczności nabycia dwóch – dlaczego dwóch?; a domyślajcie się… – biletów od konika za cenę znacznie wyższą od nominalnej. I umiarkowanymi emocjami zostałem potargany… Na tyle umiarkowanymi, że dziś już nie pomnę, w jakim kinie to było – w „Wiśle”, „Polonii” czy może w „Wolności”? Wszelako mniejsza z tym – ważne, że dzięki obcowaniu z przesłaniem tego obrazu ugruntowałem podejrzenie (a w zasadzie zamieniło się ono w przekonanie), że świat nie jest taki piękny, jak go tu i ówdzie pracowicie malują… I tyle. Ale gdy przeczytałem wiersz Jarniewicza „Niektóre sceny mogą budzić niesmak”, wspominający tamto traumatyczne niewpuszczenie do…

Chołod
polecam , proza polska , przygoda / 23 listopada 2022

Szczepan Twardoch  Chołod Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Zimne dupy Powieść przygodowa – w zasadzie klasyka. Chwyty narracyjne i technologie fabularne jakby zaczerpnięte (ale same wtórniki, nic oryginalnego…) z terytoriów prozy sensacyjnej, po których buszowali wcześniej wszyscy – i Jules Verne, i Tom Clancy, i Clive Cussler, a w kąciku może gdzieś Jack London…. To oczywiście żaden zarzut – dobre proweniencje to nie wstyd. Do tego spora porcja inspiracji z łagiernoj litieratury, której w Rosji mają po kokardę; można odczytać zwłaszcza sporo śladów Warłama Szałamowa – szczególnie uporczywego pensjonariusza (dzięki artykułowi 58 kodeksu karnego Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Radzieckiej, definiującemu pojęcie wroga ludu) Gławnego Uprawlienia Łagierej – a osobliwie tej części, która zawiadywała Kołymą. No i – co tu ukrywać – poważnego wkładu intelektualnego dostarczył Twardochowi nie kto inny, ale sam Sirko, czyli Wacław Sieroszewski – polski zesłaniec, etnograf i pisarz. I po raz wtóry powiadam: nie ma w tym nic zdrożnego ani nagannego. Ważne jest natomiast, co autor zrobił, co masywnego ulepił z przygarniętego surowca. Jako się rzekło – ulepił powieść przygodową. I wszelkie próby „poszerzania” imponderabiliów, dodawania powagi, znaczeń egzystencjalnych, sensów filozoficznych a nawet filozoficzno-geopolitycznych, są bezprzedmiotowe, pozbawione związku z rzeczywistością tej prozy. Ani głębi,…