Witajcie w księgarni Hyunam-dong
polecam , proza obca / 9 lutego 2024

Hwang Bo-reum  Witajcie w księgarni Hyunam-dongPrzełożyła Dominika Chybowska-Jang Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2024 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Przeciw kulturze zapierdolu Układanie słów w zdania jest umiejętnością przesądzającą o znajomości języka. Można znać – powiedzmy, z dziesięć tysięcy słów z zasobu wokabularzowego jakiegoś języka, rozumieć ich sensy – pojedyncze i parukrotne (czyli zależne od kontekstu) – ale to nie będzie równoznaczne ze znajomością języka. Ta bowiem polega wyłącznie na zdolności układania zdań, czyli wypowiedzi bardziej złożonej – w mowie w postaci dźwięków jednakowo pojmowanych przez słuchających – lub na piśmie, czyli w formie ciągów znaków graficznych, narysowanych ręcznie lub powielonych maszynowo na jakimś nośniku – na tyle trwałym, by ciąg znaków dało się dostrzec, przetworzyć i pojąć – znaków jednolicie akceptowanych i rozumianych przez użytkowników tego akurat języka. Innymi słowy: znajomość języka to nie tylko potencjalna, ale i faktyczna możność formułowania choćby tylko minimalnie złożonych komunikatów – indykatywnych, czyli oznajmujących cośkolwiek, a nadto pytających, przypuszczających, rozkazujących i innych. Zdania są komunikatami, funkcjonującymi nie tylko w czasie rzeczywistym (czyli rozpoznawanymi w trakcie ich formułowania w mowie – na przykład w dialogu face to face – lub zapamiętanymi), ale – jeśli zostały utrwalone i umieszczone w przestrzeni publicznej, społecznej, możliwe są do zrozumienia…

Stramerowie
polecam , proza polska / 30 stycznia 2024

Mikołaj Łoziński  Stramerowie Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Historia dobrze opowiedziana To jest książka z rzędu tych, które musiały zostać napisane, a przymus miał charakter zgoła metafizyczny. No bo jak mogło być inaczej, skoro pod koniec poprzedniej sagi o podobnym tytule (tylko w liczbie pojedynczej), praktycznie wszyscy główni bohaterowie pozostają przy życiu i w dobrym zdrowiu (przynajmniej na razie), wychylają swe figury pytająco i zarazem sugestywnie spomiędzy stron owej książki – to co innego stać się może, niż nasz ulubiony ciąg dalszy? Aczkolwiek poprowadzony w skrajnie niebezpiecznych dla życia okolicznościach (II wojna światowa, Zagłada, wielki post-wojenny chaos…), to jednak możliwy i oczekiwany. Przecież jawnym marnotrawstwem byłoby porzucenie takiej obiecującej fabuły (z jakichkolwiek pobudek) pod naciskiem brutalnej Historii. Przeciwnie – jej opowiedzenie do końca to realizacja zaciągniętego wobec czytelników zobowiązania. I „pogróżka”. Dobrą intrygę mam i nie zawaham się jej użyć… W tym miejscu rodzi się pytanie: co jest ważniejsze – sama historia, czy styl, w jakim została opowiedziana? Na ogół tak postawione pytanie można by uznać za prowokacyjne, a w przypadku historii stabuizowanych – za obraźliwe, kryminalne zgoła. Ale w tym przypadku dociekliwość jest uzasadniona. A styl? Czasami bywa równie ważny jak historia, która dzięki niemu…

Pokój czy wojna?
esej historyczny , esej polityczny , polecam / 24 stycznia 2024

Michaił Szyszkin  Pokój czy wojna? Przełożyła (z niemieckiego) Magdalena Jatowska Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Moskwa zdemaskowana, czyli rosyjska dusza pędzi na golasa… Nie ujezżaj, ty moj gołubczik,Pieczalno żyt’ mi biez tiebia.Daj na proszczanije obieszczanije,Czto nie zabudiesz ty mienia!Pierwsza zwrotka starego rosyjskiego romansu na gitarę i głos solo: męski (bas ew. baryton) lub żeński (koniecznie alt) – zależnie od fantazji wokalnej i pobranych do organizmu środków dopingujących… Bezsprzecznie – mamy do czynienia z fenomenem. W sensie, że nie ma na całym świecie niczego podobnego (nie licząc kilku „obiektów” jeszcze gorszych, ale o dużo mniejszych rozmiarach i też zdecydowanie mniejszym znaczeniu). Mam tu na myśli Rosję – ze wszystkim co jej, czyli ze wszystkim co rosyjskie: terytorium, narodem, władzą, językiem, kulturą, historią, zasobami i paroma imponderabiliami, które (aczkolwiek prawie niewidoczne, trudne do zidentyfikowania i zdefiniowania) razem ze wszystkim tym wymienionym są „statutowymi” komponentami „rosyjskości”. Z powodu tego niepodobieństwa do czegokolwiek innego opisywanie Rosji i rosyjskości (zwanej poufale, ale z pewną taką trwogą, russkim mirem…) jest wyzwaniem ambitnym. Sam nie wiem, skąd się to niepodobieństwo bierze i na czym dokładnie polega – ale ono jest i nie podlega dyskusji. Jest bowiem założeniem pierwotnym i arbitralnym. Od…

Biały szum
polecam , proza obca / 18 stycznia 2024

Don DeLillo  Biały szum Przełożył Radosław Zubek Wydawnictwo Noir sur Blanc,Warszawa 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Masz paragon? Jeszcze żyjesz… DeLillo jest żartownisiem. Okrutny chichot to jego znak firmowy, wyrafinowany symbol pewnej postawy intelektualnej, znanej jako „a pocałujcież wy mnie wszyscy w dupę!” – co tym razem był łaskaw zamanifestować iście szatańskim, prowokacyjnym pomysłem narracyjnym. DeLillo jest bowiem mistrzem gry umysłowo-emocjonalnej, polegającej na spiętrzeniu absurdów, groteskowych kontaminacji i uskrajnionych przez wyobraźnię sytuacji tudzież prowokacji fabularnych. W rezultacie tej gry realistyczny pejzaż z wiarygodnymi, znanymi każdemu z osobistych doświadczeń dekoracjami, zmienia się (nie tracąc nic ze swych fizycznych właściwości) w karykaturalną arenę akcji zrodzonej w wyobraźni autora – akcji będącej sekwencją (a właściwie kilkoma równoległymi sekwencjami) nadnaturalnych, niekonwencjonalnych zdarzeń, kroniką wypadków nieoczywistych, awanturą, w której zaangażowani uczestnicy nieoczekiwanie dla siebie samych stają się figurami pozbawionymi cech indywidualnych, w zamian zyskując znaczenia symboliczne. Zwykły kawałek amerykańskiej prowincji,z jego zwykłymi lokatorami staje się laboratorium dyskretnego starcia (dyskretnego – albowiem jego uczestnicy są powściągliwymi ofiarami pedagogiki poprawności) kodów tudzież imponderabiliów kulturowych. Co z tego wyniknie? A cholera wie… Ale, ale… Co z tym pomysłem narracyjnym? No cóż – psikus w wykonaniu DeLillo polega na odwołaniu się wprost, na żywca i przewrotnie zarazem do…

Zmierzch filozofii

Jan Hartman Zmierzch filozofii Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt-Syrakuzy 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Primum edere? Prawda to, czy tylko ładnie brzmiący autoreklamiarski paradoks? Wiele wskazuje na to, że prawda, ale być może przedwcześnie ogłoszona (wyścig po palmę pierwszeństwa?), zanim wyczerpane zostały wszystkie możliwości przeprowadzenia uczciwego dowodu. Bo gdy filozof patentowany ogłasza tezę taką, to o co mu chodzić może? Azaliż o prawdę, tylko prawdę, samą prawdę? Nie wiem. No, może niezupełnie nie wiem. Mam bowiem swoje podejrzenia. Jan Hartman przyznaje się bowiem do sui generis narcyzmu – a ten, jak wiadomo, może objawiać się w postaci nietypowych, idących ostro pod prąd manifestacji intelektualnych. Może zatem idzie o przywłaszczenie sobie palmy pierwszeństwa na wypadek, gdyby doszło kiedyś do sporu – kto pierwszy dzwonem donośnym obwieścił koniec filozofii. Więc tak na wszelki wypadek napiszmy już teraz, by zaklepać koszulkę lidera. A Hartman zadatki na lidera ma – potencjał intelektualny na odpowiednim poziomie, umiejętność dyskursu i sporu wzbogaconą polemicznym temperamentem, urok i wdzięk osobisty, a przede wszystkim rzadką u filozofów z uniwersyteckim zapleczem i pochodzeniem umiejętność posługiwania się językiem zrozumiałym w sferze życia publicznego (bez aparatury krytyczno-naukowej, bez hermetycznego słownictwa, bez maniery nadużywania wywodów matematycznych i logicznych – z wzorami…). Dla niego felieton…

Doskonała próżnia
polecam , traktat filozoficzny / 4 stycznia 2024

Stanisław Lem Doskonała próżnia Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Zderzenie równoległe? Koncept przewrotny i dostępny tylko wyrafinowanym umysłom: zrecenzować książki nienapisane. A do tego, co wydaje się założeniem potwornie utrudniającym cały proceder – nieistniejących autorów. Bo to trzeba wprzódy książki takie wymyślić – co najmniej naszkicować, by się w procesie odczytywania znaczeń i ich recenzowania nie zagubić. A po wtóre – utrzymać dyscyplinę wywodu na trwałym poziomie, nie dopuszczając do powstania wrażenia, że recenzujemy coś, czego nie przeczytaliśmy. Przypadłość wypowiadania się, a w szczytowym ujęciu – pisania o tekstach, których się nie przeczytało, jest ostatnio dość typowa wśród tzw. recenzentów; natykam się na jej rezultaty co i rusz. Ale to temat doprawdy godzien osobnego opowiedzenia… Natomiast w trzeciej kwestii – wykreowania przy okazji nieistniejących autorów – wydaje się, że nasz autor zastosował podejście dwojakiego rodzaju. W pierwszym przypadku – gdy stwarza wrażenie, że autorami „recenzowanych” książek nieistniejących są autorzy mało znani, niszowi czy zgoła debiutujący – i wtedy „dookreśla” ich osobowości, by tym łacniej wywodzić i argumentować tezy zawarte w „recenzji”. To podejście patronackie. W drugim – gdy mamy odnieść wrażenie, że autorami są gwiazdy literatury w tamtym równoległym obiegu, osoby znane powszechnie, obdarzone autorytetem, obciążone…

Historia Partii Umiarkowanego Postępu (w Granicach Prawa)
opowiadania - zbiór , polecam , proza obca / 29 grudnia 2023

Jaroslav Hašek Historia Partii Umiarkowanego Postępu (w Granicach Prawa) Przełożył Jacek Baluch Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 2/5 O pożytkach picia piwa ksiąg kilkoro… Formalnie to jest jakby urzędowy segregator, wciągnięty do kolekcji Czeskiego Archiwum Narodowego (tyle że pod fałszywą sygnaturą) – zawierający protokoły własne, listy, rachunki (niepopłacone – ma się rozumieć), programy wyborcze, materiały agitacyjne (w tym brudnopisy przemówień członków zarządu, zapisywane na podstawkach pod kufle), sprawozdania, raporty policyjne i donosy… Czyli wszystko, co tylko mogło zaistnieć na piśmie wobec i wokół przeciętnej partii politycznej w Czechach roku pańskiego 1911, gdy tylko postanowiła ona wkroczyć odważniej do czeskiego życia publicznego, wystawiając mianowicie kandydatów w wyborach. Przyznacie niewątpliwie, że każda uczciwa policja polityczna – nawet w państwie na wskroś demokratycznym, republikańskim i liberalnym, nie tylko w oświeconej monarchii absolutnej – zgromadziłaby wszelkie dostępne akta. Nawet jeśli organizacja nazywałaby się Partią Umiarkowanego Postępu (w Granicach Prawa)… Już samo przeczytanie tej nazwy wywołuje mimowolny uśmiech i w ślad za nim jakieś niejasne podejrzenie, że to na pewno wyrafinowany persyflaż – że chodzi tu po prostu o dowcip. A teraz spróbujcie to samo powiedzieć z kamienną twarzą, na serio i ze stosownym zaangażowaniem emocjonalnym – tyle że po czesku. Strana…

Smutki wszelkiej maści
felietonistyka , polecam , proza obca / 15 grudnia 2023

Mariana Leky  Smutki wszelkiej maści Przełożyła Agnieszka Walczy Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2023 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Czy szczęście może być smutne? Poprzednia wydana u nas książka Mariany Leky, czyli „Sen o okapi” – fenomenalne studium emocjonalnej, oniryczno-magicznej egzystencji małej, zamknięto-otwartej społeczności wiejskiej gdzieś w głuszy na skraju heskiej krainy Westerwald (upamiętnionej w znanej, wesołej, marszowej pieśni Wehrmachtu „Oh, du schöner Westerwald/Über deine höhen pfeift der Wind so kalt”) – spodobała mi się bardzo. Niezwykle rzadko bowiem udaje się trafić (a już w literaturze niemieckiej wcale!) na dzieło tak całkowicie i z premedytacją pozbawione ciężaru, ale zarazem ewidentnie mądre, istotne, pełne usprawiedliwionej czułości tudzież nieskrywanej sympatii wobec wykreowanego universum. No cóż, spotkałem autorkę, która lubi swój świat i swoje figury (łącznie z wariatuńciem Friedhelmem) – i nawet gdy niektóre musi skrzywdzić, to nie przykłada się zbytnio do obmyślonej przez siebie traumy… Jej bohaterowie mogą polegać na swojej autorce – ona zaś opiekuje się nimi i dba, by nie cierpieli ponad miarę… Gdy zatem na rynku pojawiła się nowa książka Mariany Leky, spodziewałem się powrotu tamtego klimatu onirycznej fabuły z leśnych ostępów Westerwaldu, inkrustowanej dylematami ich osobliwych mieszkańców. Na szczęście nic z tego – tylko o wiele, wiele więcej – mimo…

Europa walczy 1939 – 1945
esej historyczny , historia , polecam / 14 grudnia 2023

Norman Davies Europa walczy 1939 – 1945 Przełożyła Elżbieta Tabakowska Wydawnictwo Znak, Kraków 2023 (wyd. II) Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Lekcja uzgodnień i proporcji Jeżeli ktoś potrzebuje materialnego odpowiednika dla epitetu „monument”, książka Normana Daviesa nadaje się idealnie – podobnie jak paryski Łuk Triumfalny, gromadka chłodni kominowych elektrowni w Bełchatowie czy rakieta Starship Elona Muska – na platformie startowej… Bowiem „Europa walczy 1939 – 1945” spełnia z naddatkiem wszelkie możliwe i niemożliwe cechy monumentalizmu intelektualnego, czyli ambitnego przedsięwzięcia umysłowego, wysoko się plasującego na tej linii aktywności, której zwieńczeniem wydaje się być ogólna teoria wszystkiego. Bo księga profesora Daviesa realizuje właśnie taki zamiar i cel – oczywiście tylko wobec kwestii dziejów i znaczenia II wojny światowej. Ale – nawet jeśli założymy, że pomysł jednorazowego wszechogarnięcia ważnego wycinka dziejów wydaje nam się awanturniczy i megalomański – to nigdy nie ośmielimy się sformułować tego dylematu w postaci zarzutu. Że to naiwne i fałszywe – na przykład. Albo celowo oszukańcze w aspekcie wywiedzionych hipotez i wniosków. Albo subiektywnie jednostronne – gloryfikujące jednych, poniżające (albo zgoła wymazujące z dziejów) drugich. Nic z tych rzeczy. Bo profesor Davies nie ma ambicji potrząsającego kaduceuszem polihistora – jedynego sprawiedliwego w Sodomie historyków: krainie pełnej skłębionych namiętności, niemoralnych…

Florencja. Od Dantego do Galileusza

Paul Strathern  Florencja. Od Dantego do Galileusza Przełożyli Anna Dzierzgowska i Sławomir Królak Wydawnictwo Hi:story (Wydawnictwo Otwarte), Kraków 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Genius loci… Nie ma drugiego takiego miasta na świecie, które możnaby z Florencją porównać, i które w wyniku takiego porównania dotrzymałoby na równi z Florencją choćby połowy użytych kryteriów komparatystycznych. Po prostu – to miasto nad miastami… A przecież u zarania dziejów nic takiej kariery nie wróżyło stosunkowo niewielkiej osadzie ludu Etrusków, chociaż lud to był niegłupi i robotny. Ale sąsiedni Rzymianie mieli więcej szczęścia niż rozumu… Dopiero Juliusz Cezar docenił urodę wzgórz nad płynącą z Apeninów bystrą rzeką Arno i na miejscu dogorywającej, zniszczonej w wojnach domowych mieściny ufundował kolonię dla weteranów swoich legionów. Emerytowani żołnierze z różnych krain rodzącego się Imperium okazali się trwałym i gospodarczo aktywnym, pożytecznym „czynnikiem miastotwórczym”. A gdy Zachodnie Imperium dobiegło kresu i całą Italię objęła smuta inwazji germańskich barbarzyńców, Florencja jakoś się uchowała w miarę bezpiecznie, absorbując i na własną korzyść obracając aktywność rozmaitych plemiennych hord najeźdźców. Gdy na progu drugiego tysiąclecia sytuacja polityczna w Italii zrobiła się w miarę stabilna (to znaczy skrystalizowały się i utrwaliły siły naprzemiennie oddziałujące na bieg spraw, osobliwie stronnictwa gibelinów i gwelfów), Florencja…

Śmierć na Wenecji
kryminał historyczny , polecam / 17 listopada 2023

Maryla Szymiczkowa  Śmierć na Wenecji Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2023 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Panta rhei… „Od ulicy Wenecja do Sukiennicprowadził mnie Artur i Ronard,…” (początek II części – Allegro sostenuto – „Zaczarowanej dorożki”– Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego dzieła wiekopomnego) Krakowską ulicę Wenecja znam i nie wspominam jej mile… To tam w drewnianym baraczku (jak się wydaje – już nieistniejącym…) udającym schronisko turystyczne, jakieś sześćdziesiąt lat temu pewien krakowski miglanc świsnął mi pamiątkowy aparat fotograficzny – starego praktiflexa, jednoobiektywową lustrzankę 35 mm. (Zresztą jeden z bohaterów czwartoplanowych tej powieści – bo występujący w narracji wyłącznie jako topielec, niejaki Homolacz – też na Wenecji utracił sprzęt fotograficzny…) Więc niech ulica Wenecja z przyległymi (osobliwie Retoryką i Krupniczą) sczezną sobie po cichutku – nie będę żałował. Ale gdy sama pani Zofia profesorowa Ignacowa Szczupaczyńska uważa za stosowne pływać Wenecją w chybotliwej balii w czas wielkiej powodzi lipcowej 1903 roku, nie widzę powodu, by puścić ją samopas, nie sprawdziwszy, co też takiego wpadło jej nagle do bystrej głowy. No cóż – tradycyjnie: najpierw w oko, potem do głowy wpadły jej zwłoki, spływające tąż Wenecją ulicą niezbyt godnie wprawdzie, wszelako w majestacie śmierci poniekąd. Nieporównane bowiem z niczym, wykwalifikowane wścibstwo profesorowej – jak…

Mrożek. Biografia
biografistyka , polecam / 6 listopada 2023

Anna Nasiłowska      Mrożek. Biografia Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Zbyt wysoko zawieszona poprzeczka? „CHŁOP I: – Zasię jeden był silny okrutnie.CHŁOP II: – Opowiedzcie no, kumie.CHŁOP I: – Ano, zadziwił ci się on raz, aż się za głowę złapał…CHŁOP III: – To i co, że się złapał za głowę? Nie dziwota. CHŁOP I: – Poczekajcie krzynę. Złapał ci się on, a jako że silny był okrutnie, głowa mu w rękach została. CHŁOP II: – Musi w szyi był słaby…” fragment trzeciego intermezza – rozmów chłopów w karczmie – indolentnego wtrętu do bez-akcji (?) „Indyka” Mrożka Biografię Mrożka pisać – ministrem kultury zostaniesz (albo i coś równie drastycznego cię spotka, chociaż nie wiem, co by to mogło być…). Ale precz ze złymi snami – na jawie spotkasz coś jeszcze gorszego: objawy zawistnego lekceważenia albo zgoła wykluczenie z zakonu literackich kapucynów/kapucynek bosych… Czemuż-to, ach czemuż? Bo „właścicieli” Mrożka legion jest – objaśniaczy, egzegetów, krytyków, wystawiaczy. „Kolegów”. I każdy rości sobie prawo. A po drugie: zachodzi tu okoliczność w biografistyce na szczęście niezbyt częsta, ale dla każdego kandydata na biografa upierdliwa i nie do pominięcia (chociaż zbójeckie próby się odbywały…). Mianowicie bohater sam zadbał o swój wizerunek…