Znajdź mnie
sensacja , thriller psychologiczny / 15 kwietnia 2018

J.S. Monroe (Jon Stock) Znajdź mnie Przełożyła Agnieszka Walulik Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o. Rekomendacja 3/7 Ocena okładki: 2/5 Pochwała wytrwałego tropienia Thriller sensacyjny – ściślej: szpiegowski – to nie jest gatunek prozy popularnej, który byłby łatwy i przyjemny (w uprawianiu) dla jego autorów. Przeciwnie: wymagający jest jak cholera, a błędów, nonszalancji i dezynwoltury nie wybacza. Słabych demaskuje z szyderczym upodobaniem i eliminuje z rynku, zanim zdążą się nacieszyć pachnącymi farbą drukarską, lakierem i klejem introligatorskim autorskimi egzemplarzami swego debiutu. Brutalna bezwzględność tego gatunku literackiego jest powszechnie znana, ale mimo to tłumy adeptów (i ich wydawców) gromadzą się w cieniu bezwzględnej gilotyny, by z pokorą poddać się wyrokom krytyki i szturmującej księgarnie („szturmującej” weźcie w cudzysłów i dołóżcie jakiś ironiczny akcencik…) publiczności. Żarty żartami, ale w przypadku literatury sensacyjnej tort do podziału bywa osobliwie tłusty: nakłady idące w miliony, tłumaczenia na wszystkie języki świata, sprzedawane na pniu i za miliony opcje do adaptacji filmowych i telewizyjnych – to tylko najważniejsze ze spodziewanych pożytków… Więc w czym problem – wystarczy mieć dobry towar, który się na chłonnym rynku wybroni z mniejszą lub większą bidą… Ba, rzecz w tym, kto zamawia towar, kto ustanawia reguły gry, wzorce i standardy. Literatura sensacyjna…

Zaślepienie
thriller psychologiczny / 17 października 2017

Aga Lesiewicz Zaślepienie Przekład: Michał Strąkow Wydawnictwo Insignis Media, Kraków 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Fotografowanie ze skutkiem śmiertelnym Do czego to doszło… Autorka nosi niewątpliwie polskie nazwisko; imię też może być krajowe – skrócona wersja Agaty, Agnieszki, Agłai, Agrypiny, Augustyny na przykład. A w spisie zaangażowanych oprawców tekstu nagle – tłumacz. Z polskiego na nasze? Nie – pani Aga rzecz swoją napisała po angielsku i wydała w Londynie u Pan Macmillana (a to nie jest pokątny producent pocketbooków w typie pulp fiction; to poważny gracz na rynku prozy popularnej i rozrywkowej…). Po prostu – tam mieszka (od trzydziestu lat) i tam się realizuje, tam zarabia, tam wydaje i se ne vrati. I tak od teraz będzie częściej: literatura tworzona gdzieś w świecie przez korzennych Polaków wprawdzie, ale w językach właściwych dla wybranych kotwicowisk (albo po prostu po angielsku), docierać do nas będzie za pośrednictwem tłumaczeń. Syndrom Conrada upowszechni się znacznie, czego mam nadzieję nie dożyć – warunkowo naturalnie, jeśli równocześnie nie dojdzie do wyrównania poziomów przyswojenia tegoż angielskiego po obu stronach granicy… Bo weźmy przykład pierwszy z brzegu, czyli powieść pani Lesiewicz. W oryginale nadała swemu dziełu tytuł „Exposure”, czyli… dokładnie odwrotnie, niż to uczynił tłumacz. Czy miał…