Podróżny
polecam , proza obca / 17 lipca 2019

Ulrich Alexander Boschwitz Podróżny Przełożyła Elżbieta Ptaszyńska – Sadowska Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 A dookoła sami dobrzy Niemcy – czyli czas uciekać… Trudno sobie wyobrazić dziwniejszą książkę. Napisał ją w ciągu kilku tygodni człowiek ledwo dwudziestotrzyletni, poruszony do głębi wydarzeniami w Niemczech w 1938 roku, które później historycy nazwali Die Kristallnacht – Nocą Kryształową… Nieco wcześniej, w październiku tegoż roku, funkcjonariusze służby bezpieczeństwa Rzeszy zatrzymali w Niemczech ponad 17 tysięcy Żydów z polskim obywatelstwem lub innymi papierami poświadczającymi jakiekolwiek związki z państwem polskim. Zatrzymanych załadowano do pociągów (Trzecia Rzesza nabierała w tym wprawy…) i odstawiono do granicy. Tam przy pomocy uzbrojonych w karabiny z bagnetami jednostek policji i straży granicznej przepędzano ich na stronę polską. Niestety, biało-czerwone szlabany graniczne pozostały zamknięte… Około dziesięciu tysięcy deportowanych Żydów znalazło się w Zbąszyniu (na głównej linii kolejowej z Berlina do Poznania) – najpierw dosłownie w pasie granicznym między zasiekami i szlabanami, potem w obozie przejściowym w koszarach i we młynie. Wśród internowanych była rodzina krawca Sendeła Grynszpana pochodzącego z Radomska, deportowana z Hanoweru (mieli polskie obywatelstwo). Syn Sendeła Herszel był w tym czasie w Paryżu (uciekł z Rzeszy wcześniej i chciał się przedostać do Palestyny); na…

Dziennik szpitalnego ochroniarza
polecam , proza obca / 25 czerwca 2019

Oleg Pawłow Dziennik szpitalnego ochroniarza Przełożył Wiktor Dłuski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Bolnica Rassija pod czujnym okiem pisarza… „Jak mało przebytych dróg jak wiele popełnionych błędów” sentencja wytatuowana na stopach 35-letniegoumrzyka-alkoholika, bomża nazwiskiem Dołgich… Nie słyszałem dotąd o Pawłowie. Nic ani jego, ani o nim nie czytałem, nie miałem pojęcia, że jest (a w zasadzie był – bo zmarł w ubiegłym roku). Świata literatury w pojedynkę ogarnąć nie sposób. Nawet nagradzanego i chwalonego przez krytykę autora pominąć łatwo, gdy nie jest się zawodowcem w branży, tylko amatorem… Ale taki błąd zawsze warto naprawić – bo Oleg Pawłow to było zjawisko w rosyjskiej literaturze – żal, że już zakończone. Zjawisko osobne, niezwykłe i krótkotrwałe, jak ślad płonącego w atmosferze meteoru. Pawłow pracował jako robotnik, tragarz, służył w łagiernych (ale zmilitaryzowanych) jednostkach ochrony sowieckich zakładów karnych (obozów pracy) w karagandyjskim stepie, był ochroniarzem w moskiewskim szpitalu, studentem zaocznym instytutu literatury, krytykiem, publicystą i pisarzem. Rosyjskim. A rosyjskość ma ogromne znaczenie w zrozumieniu, o co z tym Pawłowem chodzi. Dostojewski, Babel, Sołżenicyn, Szukszyn, Jerofiejew… Pawłow do tej gromadki nie doszlusował. Za krótko pisał. Ale zadatki miał. Gdy w 1994 roku kończył studia, jego pracę dyplomową opublikował…

Serotonina
polecam , proza obca / 11 czerwca 2019

Michel Houellebecq SerotoninaPrzełożyła Beata GeppertGrupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo wab, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 3/5 S żyru biesitsia… Globalna wielkość Houellebecqa (a po dystopijnej „Uległości” – nawet profetyczno-mistyczna, i to w znacznej skali) wydaje się rosnąć z każdą kolejną publikacją nowej powieści, eseju, tomu wierszy. Oczywiście owa wielkość to tylko opinia. Umowna i subiektywna, chroniona przez dość szeroko zaakceptowany i obowiązujący konwenans. Ale naturalnie żadną miarą nie wystawiona poza nawias dysputy, by sobie stygła i pokrywała się usztywniającą patyną. Przeciwnie – kwestionowanie wielkości Houellebecqa byłoby wskazane i nawet pożądane (choćby dla soczystości publicznego dyskursu), ale jakoś nikt się nie kwapi. Któż bowiem rozsądny i instynktem samozachowawczym przepełniony, zechciałby wystawić się na szwank i wrzasnąć, że król jest nagi, skoro i tak wszyscy widzą, że jakieś zgrzebne gacie ma, takąż koszulinę i kurtewkę sfatygowaną… Bo nie jest tak, że Houellebecq to oktrojowany przez zmowę krytyków uzurpator. Na jego wielkość składają się opinie recenzentów – indywidualne, podpisane i niezależne, skreślone przez fachowców o ugruntowanej reputacji. I co ważne – uargumentowane. Do tego dokłada się suma indywidualnych decyzji konsumentów-czytelników, glosujących za wielkością Houellebecqa przy kasie. Ta suma idzie w miliony – i to nie wydawane jeden raz, ale powtarzalnie. Co oznacza, że…

Przed końcem zimy
proza obca / 24 marca 2019

Bernard MacLaverty Przed końcem zimy Przełożył Jarek Westermark Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Psychodrama w Amsterdamie czyli ryk osła z oddali… Zimą do Amsterdamu nie polecam. Chyba że ktoś musi, bo inaczej się udusi – jeśli nie nabucha się zioła w którejś z dowolnych spelunek nad dowolnym grachtem. Ale czego nad zimowymi kanałami w strugach rytualnego (pada ze 200 dni w roku) deszczu szukać może stare dobre irlandzkie małżeństwo? Zaspokojenia? Konfrontacji? Ugody? Rozliczenia? Pamięci? Nowego początku? Czegokolwiek by nie szukali, czas wybrali dobry. Turystyczny gwałt maleje i nie rozprasza uwagi, muzea oblężone umiarkowanie, w barach i kawiarniach są nawet wolne stoliki. Słowem: zima w Amsterdamie to dobry moment, by zająć się sobą i dobrze wykorzystać czas – nawet marnując trochę na głupstwa… Więc Stella i Gerry Gilmore zapakowali się do samolotu z Glasgow na Schiphol, by wylądować w umiarkowanie wykwintnym hotelu Theo w centrum Amsterdamu. Z Glasgow – bo choć oboje są Irlandczykami, katolikami z Belfastu, od lat mieszkają w Szkocji. Do przeniesienia się na drugi brzeg Morza Irlandzkiego i zatoki Firth of Clyde skłoniły ich wypadki, typowe dla ulic i innych miejsc publicznych Belfastu w latach siedemdziesiątych, czyli swobodne i chaotyczne przemieszczanie się pocisków wystrzelonych…

Internat
proza obca / 6 marca 2019

Internat Serhij Żadan Przełożył Michał Petryk Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Regulamin taktyki cywilnej przydatny na czas działań zbrojnych w terenie zabudowanym i gęsto zaludnionym… Świadomość wojny za granicą z bezpośrednim naszym sąsiadem – podobno zaprzyjaźnionym, choć szorstka to przyjaźń i czasem brutalna – jest w Polsce bliska zeru. Przecież to tak daleko; jakiś Ługańsk, Donieck – gdzie to w ogóle jest? Jakby grady zaczęły nawalać z Gródka Jagiellońskiego, a czołgi wyszły z lasu pod Rawą Ruską… A, to inna rozmowa. Niedużo czasu zostałoby, by się spakować i spierdalać. Ale skoro Rawa z Gródkiem wolne, słoneczne i ciche, to co nam jakaś tam wojna? No niby nic. Każdemu napomknieniu, że jednak w tym Donbasie dzieje się coś groźnego, strasznego – w rozleglejszej perspektywie groźnego i strasznego również dla nas, odpowiada wzruszenie ramion. Czasem podparte przeżutym grubszym słowem albo komentarzem – że dobrze im tak, pierdolonym banderowcom… Komu dobrze? Na wojnie? Na wojnie nikomu dobrze nie jest – ani tym, którzy strzelają, ani tym, do których strzelają, ani tym, którzy wbrew faktom uparcie twierdzą, że ich to nie dotyczy, ani nawet tym naiwnie zakładającym, że ich nie zabiją, bo nie ma za co… Nie ma za co?…

Lincoln w bardo
proza obca / 9 stycznia 2019

George Saunders Lincoln w bardo Przełożył Michał Kłobukowski Wydawnictwo Znak, Kraków 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Na granicy światów: hucpa czy arcydzieło? Koncept nienowy: zmarli mają swój świat, w którym kontynuują… Nikt w literaturze nie spożytkował go lepiej, wyraziściej i piękniej niż amerykański poeta Edgar Lee Masters w „Umarłych ze Spoon River” (1915). Reszta to chłam (wyjąwszy może zabawną Fannie Flagg i jej niedawne „Całe miasto o tym mówi”). Nawet jeśli ktoś wnikliwie przestudiował „Tybetańską Księgę Umarłych” i wielkim umysłem swym zgłębiał tanatologiczną koncepcję bardo – czyli osobliwego stanu pośredniego egzystencji duszy po śmierci pierwotnego ciała-nosiciela do momentu wejścia w nowy stan powtórnych lub zgoła kolejnych narodzin, reinkarnacji – to literacki rezultat tej lekcji nie dorówna Mastersowi. Zwłaszcza gdy poziom dowcipu zbliża się niebezpiecznie do finezji spisywanych pod kołderką w gimnazjalnym internacie elukubracji Alfreda Jarry’ego… W systemie religijnych wierzeń chrześcijan najbliższy pojęciu barda byłby czyściec, gdyby nie to, że ta idea przechowalni dusz ma charakter równie ostateczny – przesądzony jak idee niebieskiego raju i otchłani piekielnych… Ale to bardo u Saundersa to jednak czysty buddyzm w ortodoksyjnej wersji lamaizmu Nyingma; 60-letni amerykański profesor uniwersytecki z Syracuse w Nowej Anglii jest bowiem praktykującym wyznawcą tego religijnego obrządku… Nic w tym…

Umrzeć, a potem wskoczyć na konia
proza obca / 30 listopada 2018

David Bosc Umrzeć, a potem wskoczyć na konia Przełożyła Anna Wasilewska Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Lećmy, póki świat chce latać… Koncept zuchwały: ze skąpej materii (z natury rzeczy), ograniczonej do wątku sensacyjnego, epatującego dramatycznymi szczegółami, z dwóch gazetowych notek o samobójczej śmierci (skok z trzeciego piętra; nago…) młodej malarki w Londynie 3 września 1945 roku autor snuje oniryczną narrację, rekonstruując rzekome zapiski samobójczyni, która w ostatnich miesiącach życia bardziej niż malowaniem zajmowała się interpretowaniem własnych snów. Osobliwe założenie, ale David Bosc nie należy do tych układnych młodzieńców, którzy boją się własnego cienia, tylko z zuchwałych pomysłów i karkołomnych ekskursji intelektualnych potrafią czerpać siłę twórczą… Prawdziwa (albo może nie?) Sonia Araquistáin podobno miała 23 lata i mogła być córką hiszpańskiego socjalisty, pisarza, Baska z pochodzenia Luisa Araquistáina – republikańskiego, więc w chwili jej śmierci już zapewne byłego ambasadora byłego rządu Juana Negrina w Niemczech i Francji, a w czasie II światowej wojny uchodźcy w Anglii, potem w Szwajcarii (gdzie zmarł); do frankistowskiej Hiszpanii oczywiście wrócić nie mógł – w czasie wojny domowej w Hiszpanii był jednym z głównych pośredników dostaw broni dla armii Republiki. Czy miał córkę? Bezspornie nie wiadomo. Bosc podobno inspirację…

Nocny pociąg do Lizbony
proza obca / 11 października 2018

Pascal Mercier Nocny pociąg do Lizbony Przełożyła Magdalena Jatowska Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Kiedy dyktatura jest faktem, rewolucja jest obowiązkiem… Korzystam z okazji, że Noir sur Blanc znów (zdaje się, że już po raz piąty, co volens nolens jest świadectwem popularności…) wydaje Merciera, by zarekomendować „Nocny pociąg do Lizbony”, bowiem jakoś nie miałem stosownej okazji, by zrobić to, gdy książka miała premierę po polsku kilka lat temu… A przecież jest to tekst ze wszech miar godzien uwagi. Ba, podobno w niektórych kręgach, tu i ówdzie, otaczany sui generis kultem. Tak słyszałem, choć nie wiem doprawdy, z jakiego powodu kult ten mógłby się tlić… Z jednym wszelako zastrzeżeniem: otóż nie dziwię się, gdy aura kultowości powstaje wokół książek dobrze napisanych, ponad przeciętną miarę erudycyjnych (co tu ukrywać: zawstydzająco erudycyjnych…) i niosących coś więcej niż porządnie opisana historia. To „więcej” to nie tylko tak lubiane przez wyrobników pióra erudycyjne dygresje, wtręty historyczno-krajoznawcze z przewodników Pascala czy PTTK. To nie pseudofilozoficzne aforyzmy w stylu Coelho (skądinąd… kultowego w kręgach polskich czytelników słabiej rozpoznających rzeczywistość). Ale co? Mam pewne przeczucia, ale wciąż nie wiem na pewno. Nie ulega jednak wątpliwości, że chodzić tu może o pewne…

Głód
proza obca / 27 września 2018

Alma Katsu Głód Przełożyła Danuta Górska Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Nasze demony kryją się tuż za naszymi plecami… Krótka historia Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej (krótka nadal, nawet gdy do epoki Deklaracji Niepodległości i wojen z brytyjską koroną dołożymy dzieje całej kolonizacji Ameryki od momentu lądowania Kolumba i po nim innych zdobywców – na przykład sir Waltera Raleigha – na plażach północnych terytoriów) obfituje wprawdzie w wydarzenia dramatyczne, tragiczne i krwawe, ale w sumie wciąż ich jest mniej, dużo mniej, niż w przeciętnym zakątku Europy czy Azji. Amerykanie, przywykli do tego, że wszystko mają większe i lepsze, z trudem akceptują, że „większe i lepsze” może i tak – lecz z wyjątkiem historii… Dlatego Amerykanie tak pieczołowicie obchodzą się ze swoimi dziejami, monumentalizując i uwznioślając każdy drobiazg, epizod, eksces nieledwie czy wydarzenie takie sobie co do sensu i rangi. Bo mają tego mało – za mało, by zbudować trwałą wspólnotę wokół jednolitego narodowego doświadczenia. Tymczasem mitologia stars&stripes – gwiaździstego sztandaru – wymaga użycia bez wyjątku zdarzeń niosących ze sobą honor, odwagę, przedsiębiorczość, dzielność graniczącą z brawurą, a nawet szaleństwem, pogardę śmierci, prawość, bezinteresowność (choć to cecha wysoce nieamerykańska) – i przede wszystkim niewzruszoną wiarę…

Poświata
proza obca / 20 sierpnia 2018

Michael Chabon Poświata Przełożył Michał Kłobukowski Wydawnictwo WAB, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Nieprzenikniona gęstość materii… Wydawca winien zobligować księgarzy, by do każdego sprzedanego egzemplarza „Poświaty” dodawali… nóż. Z ząbkami. By mieć czym kroić zgęstniałą masę słów, anegdot i fabularnych zawijasów. Proza to bowiem zawiesista niczym razowy, komiśny chleb, który dawno przekroczył (i tak niebezpiecznie wydłużony…) okres przydatności do spożycia. Autor – 55 letni pisarz Michael Chabon, laureat literackiego Pulitzera – jest kolejnym odkryciem na firmamencie „wschodzących” i „obiecujących” gwiazd amerykańskiej literatury. Miejscowi krytycy, skądinąd uchodzący za najsurowszych i najbardziej obiektywnych na świecie (właściwie nie wiedzieć czemu; są tak samo skorumpowani jak inni…), co roku kreują i obwołują przynajmniej jednego pisarza, by odgrywał rolę Delfina, personifikującego nadzieje i tęsknoty. Naturalną potrzebą czytającej publiczności i obsługujących rynek wydawniczy ekspertów jest hierarchia – ustanowienie rankingu i „kolejności dziobania”, by ułatwić podejmowanie decyzji o zakupie i lekturze. Homogenizacja opinii i rekomendacji wprowadza porządek na rynku. Matka Natura w swój charakterystyczny, nieubłagany i zaskakujący sposób wprowadza na tym rynku nieporządek, stale przywołując do siebie kogoś zajmującego określone od dawna miejsce w rankingu, co zaburza hierarchię. To po pierwsze. A po drugie – stale też dowiadujemy się, że ktoś nominowany wypadł z obiegu,…

Ziemia przeklęta
proza obca / 22 kwietnia 2018

Phillip Lewis Ziemia przeklęta Przełożyła Ewa Kleszcz Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest… Amerykańska literatura żywi się – albo zgoła reanimuje z pokolenia na pokolenie – pragnieniem sagi. Przy czym monumentalizm formy niekoniecznie musi odpowiadać równie masywnej treści. To może być saga przez małe es, malutkie a i mikroskopijne gie… Nieważne. Chodzi przecież tylko o te tytuły w kulturalnych magazynach, zachwyty w recenzjach i zgrabne metafory w opiniach luminarzy literatury i krytyki. „Tak dobra powieść to rzadkość. Elegijna i ponadczasowa „Ziemia przeklęta” to niezapomniana ewokacja mrocznej amerykańskiej sagi”… Albo tak: „…to jedno z najwspanialszych odkryć tego roku. Ten kunsztownie osadzony w miejscu i czasie debiut zadziwi was…” I tak dalej. Pragnienie sagi przyćmiewa nawet zdrowy rozsadek i potrzebę posiłkowania się tradycyjną ostrożnością w szafowaniu komplementami. Tymczasem lektura „Ziemi przeklętej”jest jedną głośną prośbą o powściągliwość… Ani to bowiem wytęskniona saga, ani literackie wydarzenie roku. Ot, po prostu dobrze napisana powieść (choć może nieco konwencjonalna i zachowawcza…) młodego debiutanta, który w nią włożył wszystko, czego dotychczas dowiedział się o świecie (plus to, czego nie wiedział, ale przeczuwał…). Przeto na marginesie dobra rada dla tzw. recenzentów: zanim zaczniecie szafować komplementami, na…

Całe miasto o tym mówi
proza obca / 29 marca 2018

Fannie Flagg Całe miasto o tym mówi Przełożyła Dorota Dziewońska Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Cmentarne ploteczki Koncept literacki dość stary, ale nie nadużywany: oddać głos umarłym… Mistrzowskim, szczytowym osiągnięciem realizacji tego pomysłu jest oczywiście jest zbiór epickich epitafiów amerykańskiego poety Edgara Lee Mastersa, z jednej strony obnażających małomiasteczkową hipokryzję i obskurantyzm, a jednocześnie zaskakująco lirycznych, sentymentalnych i namiętnych – poemat „Umarli ze Spoon River” (1915). To wielka poezja; wydany 50 lat temu przez nieodżałowany, zmieciony przez transformację ustrojową „niesłuszny” PIW (w niezapomnianej, cudownej serii „celofanowej”) tomik w przekładach Leszka Elektorowicza, Jana Prokopa, Michała Sprusińskiego, Jerzego Niemojowskiego i Marka Skwarnickiego trzymam w bibliotece jak jaki skarb… A przy okazji: mówią, że Państwowy Instytut Wydawniczy podobno zmartwychwstał – jako tzw. państwowa instytucja kultury podległa ministrowi-wicepremierowi Glińskiemu (co i tak dobrze nie wróży…). Fannie Flagg nie jest ani genialną poetką, ani monumentalną prozaiczką… Co najwyżej porządny z niej rzemieślnik. Wyrobnica pierwszorzędnej literatury rozrywkowej z nutą liryczną; dość wspomnieć „Smażone, zielone pomidory” – o kobiecej przyjaźni, znakomicie sfilmowane przez Jona Avneta – z Jessicą Tandy, Mary Stuart Masterson, Kathy Bates i Mary Louise Parker… Amerykańskie kluby książki (potęga na tamtejszym rynku wydawniczym!) cenią i promują ten typ literatury –…

Wyspa
political fiction , proza obca / 26 marca 2018

Sigríđur Hagalìn Björnsdóttir Wyspa Przełożył Jacek Godek Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Czy się pozabijamy, jeśli zostaniemy sami? Całkiem niedawno Islandia w trakcie ogólnoświatowego kryzysu finansowego 2008 roku przeżyła swój własny armageddon w postaci załamania się systemu bankowego, Dobrze prosperujące banki komercyjne z dnia na dzień przestały obsługiwać krótkoterminowe zobowiązania, albowiem klienci ich zagranicznych oddziałów (w zasadzie wielokrotnie większych niż macierzyste centrale na wyspie) masowo wycofali depozyty, a fundusz gwarancyjny nie miał pokrycia (bo banki nie wpłacały obowiązkowych danin…). Wybuchła panika, a islandzki bank centralny musiał przejąć aktywa zagrożonych banków, wystarać się o kredyty na regulację zobowiązań wobec banków brytyjskich i holenderskich, które spłaciły depozytariuszy. Banki likwidowano i przekształcano, zawieszono kredytowanie i obsługę funduszy emerytalnych, wartość waluty krajowej znacznie spadła, wzrosła inflacja i dług publiczny… Przywracanie równowagi trwało cztery lata… Sytuacja wróciła do normy, Islandia ostrożniej postępuje na międzynarodowych rynkach, ale w sumie prosperuje niezgorzej. Lecz nieoczekiwany kryzys wywołał skutki trudne do zniwelowania (a w zasadzie niemożliwe do przezwyciężenia…) w skali zapewne kilku pokoleń wyspiarzy. Po prostu odebrał im poczucie bezpieczeństwa, islandzką narodową dumę (odbudowaną trochę dopiero dzięki sukcesom reprezentacji piłkarskiej na Euro 2016; doszli do ćwierćfinału i po drodze wyrzucili za burtę Anglię!) i pewność…

Głębia
proza obca / 10 października 2017

Henning Mankell Głębia Przekład: Ewa Wojciechowska Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Płycizna, czyli ponure legendy szwedzkich wód terytorialnych Boże broń – ten tytuł nie odnosi się do istoty prozy (tej prozy…) Mankella. Tyczy raczej słabości natury ludzkiej. A przecież Mankell (co wciąż doskonale pamiętamy z cyklu lektur o kryminalnym policjancie Wallanderze) jest mistrzem preparowania tejże natury – cienkopłatkowej wiwisekcji, gęstej jak obrazki z bardzo wolno sunącego tomografu… Nic nie umyka jego uwadze. Żaden załomek duszyczki, żadna nieregularność, zmarszczka, niedoskonałość, zakłócenie faktury i struktury. Mankell już taki jest – precyzyjny w diagnozach, bolesny w terapiach, bezlitosny w końcowych raportach posekcyjnych. Więc tym razem to nie kryminał. Ani pospolita powieść obyczajowa. Gatunkowo trudno zdefiniować „Głębię”; może najbliżej byłoby: ćwiczenie z Dostojewskiego. Choć i coś z ducha Conrada, toutes proportions gardées, by się znalazło. Albo z Bergmana. No i z Ibsena co nieco (a właściwie sporo…). Frazy i klimaty przetworzone z szwedzkiego noblisty (2011) Tomasa Tranströmera też udałoby się dopasować. Taki bowiem był Mankell: oczytany, uporczywy adept literatury, dążący do doskonałości pilnym ćwiczeniem. I w końcu do niej doszedł. Ale nie tam, dokąd dojść się spodziewał. Opowiedziana przez Mankella historia jest fabularnie oszczędna – diabeł…

Ludzie na drzewach
proza obca / 14 września 2017

Hanya Yanagihara Ludzie na drzewach Przekład: Jolanta Kozak Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Malinowski, bój się Boga (…i Heisenberga)! Jeśli czytaliście „Małe życie” Yanagihary i – co gorsza – się nim zachwyciliście, to będziecie mieli problem po lekturze „Ludzi na drzewach”. Zwrotu „co gorsza” nie użyłem, by zdeprecjonować akt zachwytu. Ma on tylko podkreślić skalę problemu i rozmiar trudności podczas pilnej percepcji, czyli czytania ze zrozumieniem tej powieści. Jest bowiem zaskakująco, dramatycznie inna pod każdym względem. Godzi się też zauważyć, że powodem zasadniczym owego dysonansu poznawczego jest osobliwa (aczkolwiek poniekąd zrozumiała: bestseller first!) polityka polskiego wydawcy, który wpierw na rynek rzucił drugą powieść Yanagihary, by rok później uraczyć czytelników jej debiutem. I wszystko jasne: „Małe życie” – wielka powieść. A „Ludzie na drzewach”? Jakby troszeczkę mniej… Dlatego może lepiej będzie, jeśli admiratorzy „Małego życia” przed tą lekturą zapomną, że kiedykolwiek czytali tamten bestseller (tak dla spokoju ducha…). W lepszej sytuacji są ci, którzy tamtej książki nie czytali, ale mają taki zamiar w przyszłości – i teraz szansę, by poznać autorkę chronologicznie. To oczywiście nie jest żadna regulaminowa norma. Czytanie dzieł zebranych wielkich mistrzów bywa ekscytujące także od tyłu. Ale gdy dzieła są…