Światło w Cichą Noc
romans obyczajowy / 9 listopada 2017

Krystyna Mirek  Światło w Cichą Noc Wydawnictwo Edipresse Polska SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2, a może nawet ewentualnie 3/7 Ocena okładki: 3/5 Krwawiące serca z piernika spadają na puchowy śniegu tren, czyli Stille Nacht, Heilige Nacht… Gdybyście się naczytali po kokardę lektur poważnych, budujących, ba – formujących, kształcących i poszerzających (już to wyobraźnię, już to horyzonty…), też wpadłaby wam do głów myśl zdrożna a ucieszna: gdyby tak choć na chwilę przebudować strukturę połączeń między mózgowymi połaciami sterującymi? Aby (tymczasowo – ma się rozumieć) przestały na najwyższych obrotach łączyć idee wyższego rzędu z równie wysokimi fantazmatami tudzież emocjami? Niechby neurony choć na trochę naładowały się całą głupotą Wszechświata, niechby synapsy transportowały same bagatelki, fioritury i emocjonalne farfocle… Niechby miast muzy Kalliope wystąpiła jej bliźniacza siostra, bastardka Graphomania – bliźniacza, ale nieprawego pochodzenia, czyli nie od Zeusa, tylko może od wrednego Hadesa. Jak to możliwe? W mitologii greckiej nie takie numery uchodziły bajarzom na sucho… Innymi słowy: postanowiłem przeczytać prawdziwy romans z krwi i kości, nie udający, że romansem nie jest, nie roztaczający ambicji wygórowanych oraz oczek mruganych… Ale gdzie znaleźć prawdziwy romans i jak go odróżnić od podróby, zrzynki czy popełnionego z zimną krwią persyflażu? Najlepiej w fabryce. Renomowanych wytwórni romansów…

Gotując dla Picassa
romans obyczajowy / 15 sierpnia 2017

C.A. Belmond Gotując dla Picassa Przekład: Małgorzata Koczańska Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 4/5 Krótki kurs gotowania po prowansalsku dla początkujących Pewien znudzony bezsensem swego (skądinąd dostatniego…) życia dyrektor kreatywny (szef tych cwaniaczków, co wymyślają kampanie promocyjne, hasełka i klipy) wielkiej londyńskiej agencji medialno-reklamowej postanowił skapitalizować swe rozliczne aktywa w akcjach, udziałach, inwestycjach i innych nowoczesnych produktach rynku kapitałowego. Zamienił, co się dało zamienić bez wielkich strat, na gotówkę i pod koniec lat 80. ubiegłego stulecia nabył marzenie swego życia: troszkę zrujnowaną posiadłość (tzw. mas – parusetletni kamienny wiejski dom z basenem, kilka akrów gruntu z drzewami owocowymi i winnicą) w rejonie Morza Śródziemnego. W południowej Francji. W Prowansji. A konkretnie – w głębi tej krainy, u podnóża górek zwanych Luberon, z dala od zgiełkliwego, snobistycznego Lazurowego Wybrzeża. Gdybyż ex-reklamiarz poprzestał na korzystaniu z uroków życia, odkrywaniu małych skarbów krainy, która udzieliła mu gościny, gdybyż poprzestał na pędzeniu zacnego winka, grze w bule i biesiadach w rozlicznych knajpkach okolicy, popijaniu pastisu i przegryzaniu bagietek z tapenadą. Gdybyż, ach gdybyż… Ale ambitny ten Brytol ni stąd ni zowąd skonstatował, że uwiera go i gryzie w sumienie marnotrawienie nabytych niegdyś umiejętności kreatywnego formułowania myśli na piśmie. Innymi słowy: zaczął…

Dublin, moja miłość
kryminał , romans obyczajowy / 31 lipca 2017

Rhys Bowen Dublin, moja miłość Przekład: Joanna Orłoś-Supeł Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Old fashioned romans w podminowanej Irlandii Koncept z kobietą-detektywem zawsze się sprawdza (choć niektórzy autorzy, a osobliwie autorki, przesadzają z tym konceptem; nawet bardzo…). Dlatego lektura feministycznych fabuł kryminalnych jest bezpieczna. Bowiem to na ogół dobre teksty (autorzy, z czego większość to autorki, bardziej się starają…), a jeśli nawet nie – to koncept z kobietą-detektywem potrafi zamaskować, przesłonić, nawet zminimalizować niedostatki (nędzę zgoła!) narracji. Koncept z kobietą-detektywem ma w sobie jakąś lekko zawoalowaną tajemnicę, jakąś obietnicę nie wiadomo dokładnie czego, ale na pewno z podtekstem – już to seksualnym (wyjąwszy z tego podejrzenia i uwolniwszy uroczyście i raz na zawsze naszą kochaną miss Jane Marple), już to intelektualnym (przeważnie à rebours – patrz: blondynki i w ogóle tzw. chmielewszczyzna…). Koncept z kobietą-detektywem w ogólności dobry, nośny i merkantylny jest dla literatury kryminalnej. Innymi słowy: jakoś się czyta i nieźle sprzedaje… Pani Rhys Bowen (to pseudonim literacki przybrany przez angielską pisarkę Janet Quin-Harkin do… brudnej roboty; pod własnym nazwiskiem pisywała seryjnie romanse dla młodzieży…) upatrzyła sobie rynkową lukę w branży damskiego kryminału (gdzie intrygą nie rządzi arcymęski samiec- detektyw, ale kobieta-bohater…). Luka…

Talizmany
romans obyczajowy , sensacja / 26 marca 2017

Dominik W. Rettinger  Talizmany Wydawnictwo Edipresse Polska SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Klub spadkobierców w boju z duchem wojewody sandomierskiego Znacie dobrze ten typ… Z literatury romansowej, bo w życiu trudno podobną idiotkę napotkać. Z reguły zresztą rzeczywistość ma na składzie idiotki większe i wielopłaszczyznowe, jeśli nie totalne. Bo taka typowa z literatury, na mocy rozporządzenia autora swój rozum ma, tylko jakoś dziwnie rzadko korzysta… 33-letnia urodziwa panienka (wzorowa łamaczka serc, tyle że niefortunnie krótkodystansowa na ogół), z wykształcenia – a jakże, historyczka sztuki, posiadaczka zabójczo pięknego bruneta (typu: marzenie mamuśki, której spieszno i tęskno do statusu teściowej, a może i babci…) i satysfakcjonującej roboty (w kolorowym brukowcu z ambicjami, ze świata celebrytów, shoppingu i kulinariów…). Ale z dnia na dzień szczęśliwa układanka ulega destrukcji. Podły brunet niespodziewanie zdradza z modną aktoreczką. Naczelna, wredne skądinąd babsko, zaś każe… romans ów, gorący wszak hit tygodnia, opisać. Tego już za wiele! Brunet do kanalizacji – tam najgłębszymi rurami płynie Leta, rzeka Zapomnienia… Robota zaś w cholerę – honor nie pozwala! Tragedia i trauma… Do tego dramatyczny splot wydarzeń mocno upośledza zdolności poznawcze bohaterki. A szkoda, bo będzie ich niebawem potrzebowała w stopniu nadnaturalnie istotnym – a to dzięki kolejnym,…

Karmin

Agnieszka Meyer  Karmin Wydawnictwo mg, Warszawa (?) 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Księgi są nieśmiertelne, ale… potrzebują strażnika Jestem zakłopotany… Po lekturze „Karminu” Agnieszki Meyer mnie to zakłopotanie dopadło. Po pierwsze – dlatego, że to powieściowy debiut autorki skądinąd w pisaniu biegłej (dziennikarstwo i temuż podobne…). A wobec debiutów zwykłem stosować niejakie ulgi (dopiero test drugiej książki decyduje…). Po drugie – bo to romans jak się patrzy: z nutką skrytej powagi, metafizyki, wiedzy tajemnej tudzież transcendencji i profesjonalnego bibliofilstwa; z dobrym seksem, w globalnej scenografii, z rozstaniami, nieporozumieniami, rozpaczą, zaborczością, podejrzliwą zazdrością oraz niemożnością – wręcz atrofią umiejętności porozumiewania się… Po trzecie zaś – gdyby literalnie zastosować krytycznoliterackie narzędzia wartościujące w sensie ścisłym, nie obeszłoby się bez użycia inkryminowanego po wielekroć słowa na gie (którego nie rozwijam do końca, bo po sądach za to ciągają…). Osobliwie zaś w sensie języka, gatunku metafor skrzących się jak kryształki skarmelizowanego, przesłodzonego syropu, inkrustujące kałużę wytrawnego… kiczu. Wobec powalającej urody niektórych metafor staję skruszony i oniemiały; ręce opadają, przez struny głosowe nie przechodzi dyktowane przez rozum słowo powszechnie uznane za niestosowne, wręcz grubiańskie – w rodzaju, bo ja wiem: na przykład kurwa mać… A z tym wszystkim nie potrafiłbym czegokolwiek niemal zarzucić warstwie…

Świąteczna kafejka
romans obyczajowy / 4 grudnia 2016

Amanda Prowse  Świąteczna kafejka Przekład: Anna Sauvignon Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Bajka dla niedopieszczonych pań i panów, bez związku z rzeczywistością… Wyobraźcie sobie: wasza kieszonkowa plastikowa choineczka made in China, z bombeczkami i lampeczkami – ma się rozumieć – tkwi w piasku, a obok świeczka o zapachu jodły (made in China, jakżeby inaczej…), na tekturowej tacce macie porcję frutti di mare (krewetki, krab, mule…) albo soczyste dzwonko tuńczyka (też od Chińczyka) z sałatką coleslaw, w plastikowym kubku białe kwaskowe chardonnay albo sauvignon Jacob’s Creek, obok zmiętolony pierożek z grzybkami mun (od Chińczyka naturalnie…), nadesłany pocztą pokruszony opłatek, który pieścicie jak jaki skarb. Ubrani jesteście w majtki albo bikini, na głowie mikołajowa czapka, w zasięgu ręki tobołek z prezentami, w empetrójce parę kolęd globalnych (nawet chór – oczywiście Chińczyków z Tajwanu – śpiewa „White Christmas” i „Stille Nacht”). Po zachodzi słońca na niebie miliony gwiazd (trochę innych niż nasze, ale nie z Chin, dzięki Bogu…) zapalają się jednocześnie i nie wiadomo, która pierwsza… Ogólnie jest upał, bo to przecież początek lata, a los was rzucił na najsłynniejszą plażę w Australii – Bondi Beach w Sydney… I jeszcze wyobraźcie sobie, że macie tak co roku, od lat……

Osobliwe szczęście Arthura Peppera
romans obyczajowy / 22 lipca 2016

Phaedra Patrick  Osobliwe szczęście Arthura Peppera Przekład: Anna Esden-Tempska Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz S.C., Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Wehikuł czasu na wstecznym biegu Nazwisko Pieprz ma w angielskiej kulturze swoje miejsce specjalne – dzięki Beatlesom i ich ósmemu albumowi „Orkiestra Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza” (1967) – z kontrkulturowym psychodelicznym rockiem (otwierająca winylowy set, zatytułowana jak album piosenka jest też na ścieżce dźwiękowej niesamowitego filmu „Żółta łódź podwodna” z 1968 roku). Innymi słowy: prehistoria wręcz dinozauriańska… Najważniejsze wszelako jest, że gdy sierżant Pieprz zgrywał i ćwiczył swą orkiestrę w końcu lat 40. ubiegłego stulecia (tak wynika z tekstu Lennona i McCartneya: „It was twenty years ago today…”), nauczył ją grać tak, że niezależnie od tego, czy pasowali do aktualnego trendu interpretacji, czy nie – zawsze wywoływali uśmiechy słuchaczy („They’ve been going in and out of style/But they’re guaranted to raise a smile…”). Być może to samo na myśli miała Phaedra Patrick, dając swemu bohaterowi sympatyczne nazwisko Arthur Pepper (notabene w ogrodnictwie jest znana taka odmiana… papryki, z dodatkiem słówka king…). W istocie historia „Osobliwego szczęścia Arthura Peppera” sytuuje się poza czasem literackim ( w sensie ścisłym, czyli w niedopasowaniu do mód, trendów, wszelkich „izmów” i stadnych wzorców…

Nieprzewidziane konsekwencje miłości
romans obyczajowy / 18 maja 2016

Jill Mansell Nieprzewidziane konsekwencje miłości Przekład: Małgorzata Hesko-Kołodzińska Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 All you need is love… Winien jestem Wydawnictwu Literackiemu jedną zaległą rekomendację. Kilka miesięcy temu, powodowany niewytłumaczalnym (na gruncie racjonalnym) impulsem, poprosiłem o egzemplarz recenzencki kolejnej (bodajże trzynastej) Mansell na naszym rynku. Czasem tak mi się zdarza – mniemam, iż dam radę i porywam się…Ale potem to mija mi – po przekartkowaniu i lekturze nad wyraz entuzjastycznych blurbów. Nabieram przekonania, że czasu szkoda i odkładam na spód stosiku z nowościami. Podejrzewam zresztą, że to typowa przypadłość recenzentów (osobliwie tych, którzy jednak czytają, zanim napiszą) – nieliczenie się z siłami, chęciami, a w końcu brak dyscypliny i nieumiejętność ogarnięcia wszystkiego. No i obawa przed zarazą, definiowaną przez powszechnie znane słowo na G. (nie rozwijam skrótu, bo po sądach za to ciągają…). Więc Mansell kornie kurzem obrastała, aż przypadkiem po lekturze nieco dołującego kornwalijskiego thrillera w rękę mi wpadła i przypomniałem sobie, że akcja romansowa takoż w Kornwalii się toczy, więc zacząłem czytać – dla odtrucia. I dacie wiarę, że wciąga? Intryga miłosna prosta jak konstrukcja cepa (choć samo młócenie cepem już takie proste nie jest…): ona po przejściach (naprawdę bijących ostro) przysięga, że już…