Jak przejąć kontrolę nad światem 2

Dorota Masłowska  Jak przejąć kontrolę nad światem 2 Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 2/5 Jaskółka uwięziona Ambitne zamierzenie (kontrolowanie świata bez wychodzenia z domu) okazało się niemożliwe do zrealizowania… Przeto w drugim tomie swych pism rozproszonych Masłowska jednak wyszła z domu, by przejąć kontrolę nad światem. Ze skutkiem połowicznym. Zresztą powiedzieć połowicznym, to nic nie powiedzieć. Bo w istocie to świat przejął kontrolę nad Masłowską. Pisarka wprawdzie wyszła z tej próby z życiem (więc można rzec, że zwycięsko…) – a nawet trochę napakowana, strzaskana przez słońca i wichry planety, ale jej ozdobna fraza doznała jakiegoś wyczuwalnego ledwie, ledwie (ale zawszeć…) uszczerbku. Nie żeby jakoś masowo – fioritury, stiuki, metaphory, koronkowe wstawki i glissanda nadal w tej prozie biegną twardym „masłowskim” tropem, ale czuć, że to puste przebiegi, niedociążone myślą jakowąś, słowem ani czynem lub czymś podobnem takiem… Dlatego, nim zaczniecie lekturę (i nie pożałujecie…), weźcie sobie do serca ostrzeżenie, że coś się stało z przekazem Masłowskiej – co świeże było i odkrywcze, powtarzając się – nieuchronnie zmierza ku krainie banału, a wybitne konstrukcje językowe zasłaniają horyzonty, wschody i zachody, opalizujące mgiełki myśli wszelakiej. Wszystko grzęźnie w FORMIE. Piękna fraza goni drugą kunsztowną frazę, zarazem uciekając przed trzecią…

Jak przejąć kontrolę na światem, nie wychodząc z domu
felietonistyka / 19 maja 2017

Dorota Masłowska  Jak przejąć kontrolę na światem, nie wychodząc z domu Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 2/5 Masło się roztrzasło, a my wszyscy bęc! Ostrzeżenie: książka zawiera intensywnie pulsujące językowo i epistemologicznie fragmenty, które u osób podatnych na sugestię lub hipnozę, łagodnych i uległych wywołać mogą szereg niepożądanych objawów: od nawracającej dyspepsji i refluksu, spontanicznego, kaskadowego womitowania i nietrzymania moczu do majaczenia drżennego, epilepsji, gorączki krwotocznej albo nawet pląsawicy Huntingtona (w łagodniejszej postaci: zespołu niespokojnych nóg…) Na pytanie w tytule postawione tak śmiało, gustownym paradoksem respons dać należało… Czyli wedle znanej metody pilpulu odpowiedzieć pytaniem na pytanie: A co jest światem? Idąc tym tropem tudzież mając na uwadze szlachetną regułę brzytwy Ockhama (nie mnożyć bytów ponad potrzebę), drogą roztropnej redukcji można ograniczyć świat do zawartości domu, dopuszczając ewentualne rozszerzenia pozyskiwane dzięki nowoczesnym elektronicznym środkom komunikacji i przekazu medialnego. Kontrola nad tymi rozszerzeniami jest dziecinnie łatwa: są wajchy, wyłączniki, piloty, myszy; w sytuacji ekstremalnej można wyszarpnąć wtyczkę z gniazdka albo przerżnąć światłowód piłą spalinową husqvarna względnie siekierą fiskars (powinny być na wyposażeniu każdego przydomowego podręcznego niezbędnika eko-hipstera…); anteny satelitarne zmuszamy do milczenia celnym strzałem z ergiepepanca; smartfony można brać pod obcasy… Gdy uporamy się z definicją świata, wystarczy…