No dno po prostu jest Polska

Adam Leszczyński No dno po prostu jest Polska Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Sorry, taki mamy klimat – przepraszam: charakter! Gdy przed laty mój redakcyjny kolega i następca na wysuniętym posterunku kierowniczym, łódzki socjolog (nieżyjący już, niestety…) Edmund Lewandowski napisał i wydał (w londyńskim „Aneksie”) „Charakter narodowy Polaków i innych”, zdumiałem się… Uważałem bowiem – i nadal tak uważam z jeszcze większym niż wtedy, przed dwudziestoma przeszło laty, przekonaniem – że nic takiego jak „charakter narodowy” nie istnieje. Mniemałem (i mniemam), że tzw. charakter narodowy to luźny, symboliczny raczej koncept publicystyczny, może także artystyczny – najpewniej literacki. Wierzę głęboko, jestem wręcz pewien, że nie ma żadnego obiektywnie funkcjonującego bytu – oczywiście nie materialnego, ale zakotwiczonego w sferze dorobku intelektualnego, teoretycznie zdefiniowanego, opisanego i zmierzonego, posegregowanego – który można by nazwać „charakterem narodowym”. Bo czymże to coś musiałoby być? To powinien być katalog porządnie, jednoznacznie nazwanych i zdefiniowanych cech charakteru, osobowości, które winny wystąpić u każdego (dosłownie: każdego…) osobnika płci obojga (to tak dla uproszczenia), którego nazwiemy Polką lub Polakiem, bądź takiego, który sam własnowolnie się tak określa. Czyli tym samym – odróżnia się od innych. To ważne – zapamiętajcie. Nie ulega jednak…

Szorstkie wino
esej antropologiczny , polecam , wspomnienia / 6 listopada 2017

Jean-Claude Carrière Szorstkie wino Przekład: Wiktor Dłuski Wydawnictwo Drzewo Babel, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Dyskretny urok, nieznośna lekkość prowincji… Francuskie pobrzeże śródziemnomorskie dzieli się na dziedziny lepsze i gorsze. To wszystko, co między Mentoną a ujściem Rodanu – z Marsylią i Tulonem, z Prowansją jako perłą w koronie – jest lepsze. Między ujściem Rodanu, Montpellier a Perpignan to nieco gorsza Langwedocja. Nie żeby zaraz podlejszego sortu, bo piękna, nieznośnie w Historię bogata i ważna. Ale mniej znana w świecie, mniej szczęściem dotknięta po prostu… Na Prowansję rzucili się zdumieni, uszczęśliwieni i poniekąd trochę bezczelni cudzoziemcy – osobliwie Anglicy – ale też paryżanie (zdaniem miejscowych gorsi niż obcy…). I rozsławili niechcący, zwłaszcza ci władający piórem. Mieli po drodze na Lazurowe Wybrzeże – do Nicei, Cannes, Antibes, Saint-Tropez – więc czemu nie? Poza tym kraina prowansalska jest dobrze skomunikowana z resztą świata. Langwedocja leży na uboczu, komunikację ma gorszą, żadnych kurortów nadmorskich, ma co prawda parę oszałamiających staroci (Carcassonne, Nimes…), ale nie słynie z dobrej kuchni, a tameczne wina… No cóż. Langwedocja to największy francuski region winiarski; ale jakościowo… Większość tamtejszej produkcji to popularne wina stołowe albo zgoła proletariacko-kloszardowskie „pinardy”. Polski odpowiednik nazewniczy to chyba byłaby alpaga (z tym,…

Pojutrze. O miastach przyszłości
esej antropologiczny , reportaż / 28 października 2017

Paulina Wilk  Pojutrze. O miastach przyszłości Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 2/7 Miasto moje, a w nim… Jestem z miasta. Sporego – jak na warunki lokalne, czyli w gruncie rzeczy takoż europejskie. Gdy w nim przychodziłem na świat, było co do wielkości drugie (normalnie licząc, bez tuż-powojennych zawirowań) w moim kraju. Teraz jest trzecie (i dalej spada), bo utraciło wszystko, co decyduje o miejskim powodzeniu. Nie z własnej winy. Z powodu woluntarystyczno-politycznej decyzji kilku panów, którym się wydawało (a niektórym nadal się wydaje), że wiedzą lepiej, co jest dla kraju i miasta dobre. Oczywiście nie mieli racji, gówno wiedzieli, a do tego brzydzili się zapytać tych, którzy wiedzieli dużo więcej, niż to ich gówno. Tylko koloru byli niewłaściwego… Ale nie mam pretensji. Panów B. i S. należy bowiem potraktować jak siły natury. A czyż gniewamy się na deszcz, gdy pada? Takie były 27 lat temu okoliczności przyrody – potężniejsze niż czyjekolwiek indywidualne opinie, przeczucia, sympatie i poglądy. Walec neoliberalizmu rozjechał moje miasto, czyniąc z niego pomocnicze zaplecze obozowiska wielkich magazynów obok skrzyżowania dwóch autostrad (praktycznie nadal w budowie…). Miasto dziś traci lokatorów, bo żyje się w nim i kiepsko, i biednie – kiepściej i biedniej niż w…

Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa
esej antropologiczny , felietonistyka , polecam / 2 października 2017

Umberto Eco Pape Satàn aleppe. Kroniki płynnego społeczeństwa Przekład: Alicja Bruś Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2017 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Testament filozofa, czyli zapamiętajcie chociaż odrobinę z tego, com powiedział… Trudno się to czyta ze świadomością, że więcej Eco już nie będzie. Nic w papierach ponad to ani nie ukryto, ani nie odkryto. Chyba. Może są gdzieś jakieś iuvenilia i inedita, jak choćby te wiersze młodzieńcze, które Umberto za swoje niemanie talentu skazał na eksterminację (ale może to była tylko ekstradycja?). Nad skompletowaniem tego tomu z wybranych pod kątem „płynnego społeczeństwa” (czyli koncepcji sformułowanej przez Zygmunta Baumana) felietonów drukowanych w tygodniku „l’Espresso” Eco pracował do ostatnich dni życia. Można zatem przyjąć, że właśnie trzymamy w ręku coś w rodzaju testamentu filozofa, na dodatek potwornie aktualnego, dotyczącego procesu przemian dziejących się tu i teraz – wedle Baumana: sumy kryzysów, toczących (z różnych powodów, ale jednocześnie) zastany, w miarę trwały obraz świata. To, co się z kryzysów wyłania, na razie nie da się opisać wedle ustalonego porządku, jasno i zrozumiale; a osobliwie zaś nie da się nic pewnego przewidzieć, co się z tym czymś stanie… Powiedzieć, że Eco zostawił nas z ręką w nocniku, to nic nie powiedzieć. Ale jedna przynajmniej…

Toast na progu
esej antropologiczny , polecam / 17 września 2017

Andrzej Mencwel Toast na progu Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Chłopskie requiem czyli umarła klasa… Wybitny krytyk, eseista, historyk literatury tudzież antropolog kultury pisze arcydzieło nieoczekiwane, zupełnie spoza terytoriów, na które dotąd zwykł nas zapraszać i dopuszczać– zapis wspomnień jakby, może list-testament do umieszczenia w kapsule czasu, może sprawozdanie z wieloletnich badań terenowych (oczywiście uczestniczących), a w gruncie rzeczy wnikliwy esej o istotnym cywilizacyjnym znaczeniu i antropologicznym przesłaniu. Albo może monumentalny, wielopłaszczyznowy i rozciągnięty w czasie reportaż – relację ze znikania: ludzi, rzeczy, zjawisk, pamięci, pejzażu… Coś zupełnie niebywałego, godnego ze wszech miar lektury i zapamiętania. Na długo… Andrzej Mencwel lat temu czterdzieści bez mała nabył w którejś z kurpiowskich dziedzin wedle Puszczy Białej (po dłuższych badaniach terenowych dałoby się chyba zidentyfikować lekko zamaskowaną przez autora topografię dokładniej – ale po co?) siedlisko – czyli chałupinę z obórką i studnią tudzież kawałkiem gruntu z sadkiem niewielkim bodajże. I to nawet nie za swoje stargował, ale za darowiznę od teścia. Na Kurpiach, bo z praskiego Targówka słynną, kultową „drogą na Ostrołękę” (albo koleją na Małkinię) na Kurpie było najbliżej. Za to z dala od kolektywnych, modnych podstołecznych daczowisk. Ot, prawdziwa chata za wsią. Prawdziwą wtedy jeszcze wsią……

Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku
esej antropologiczny , reportaż / 17 lipca 2017

Morten A. Strøksnes Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku Przekład: Maria Gołębiewska-Bijak Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Navigare necesse est… To prawdopodobnie najlepsza książka o tym (i o tych…), co na morzu, od czasów „Moby Dicka” Melville’a, „Smugi cienia” Conrada, „Starego człowieka i morza” Hemingwaya oraz „Okrętu” Buchheima… I ta konstatacja nie jest w żadnym razie persyflażowym dowcipem. Formalnie to prosta historia. Dwaj przyjaciele (aczkolwiek nie do samego końca) postanawiają (bo jeden z nich MUSI, a drugi chce się przekonać i opisać dla potomności, jak to jest…) złowić rekina polarnego (Somniosus microcephalus) w wodach Vestfjordu – długiej zatokocieśniny, oddzielającej archipelag Lofotów od stałego lądu Norwegii. Złowić z małej łodzi: plastikowej czternastostopówki (4 metry długości z ogonkiem…) albo szybkiego pontonu typu RIB firmy Bombard. (Alain Bombard, francuski lekarz, w 1952 roku przepłynął Atlantyk pontonem niewiele większym od dętki traktora z Kanarów na Karaiby…) Złowić mieli rybkę tradycyjną techniką na hak z przynętą, umocowany przyponem ze stalowego łańcucha do czterystumetrowej liny (a ta z kolei do sporej bojki…). Pomysł taki sobie: dostatecznie zwariowany, dostatecznie romantyczny, dostatecznie nostalgiczny. W sumie: bardzo norweski; każdy, kto choć trochę zna przymioty…