Niewyjaśnione okoliczności

Richard Shepherd Niewyjaśnione okoliczności Przełożyła Urszula Gardner Wydawnictwo Insignis, Kraków 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 2/5 Gorąca spowiedź zimnego chirurga… Anatomopatolog to ma klawe życie… Pacjent mu nie podskoczy – nie zagrozi procesem ani nie zechce nachalnie okazywać tzw. wdzięczności. Spokojnie za to poczeka w kolejce. Kryzysowa sytuacja powstaje tylko wtedy, gdy pojawia się jeden nieboszczyk więcej, niż jest miejsc w chłodniach kostnicy. Zmarli są prawdomówni – oczekują od anatomopatologa tylko profesjonalizmu, który im pozwoli przemówić po raz ostatni; powiedzieć, co się stało – jak i dlaczego – wszystkim, którzy zechcą i powinni tego wysłuchać… Tak, anatomopatolog, medyk sądowy jest ważnym uczestnikiem procesu dochodzenia do prawdy, gdy w grę wchodzi nagła śmierć, nieoczekiwana i nienaturalna. Jest pośrednikiem faktów, rekonstruktorem prawdopodobieństwa, piewcą statystyk, zwiastunem możliwego… Innymi słowy: potrafi zobaczyć śmierć. Albo tak mu się tylko zdaje. Za to z dużą dozą pewności. Lekarz sądowy odpowiada za prawdę – to nie jest górnolotny frazes, ale opis stanu faktycznego. Jest ekspertem – uznanym nosicielem i głosicielem prawdziwej (czyli zgodnej z rzeczywistością) wiedzy. Wypowiada się przesądzająco, chociaż nie jest sędzią. Ma jednak władzę nad faktami, więc może i nad osądami per analogiam. Czy jego eksperckość można pomierzyć? Czy jest taka sama po dwudziestu trzech…

Moja europejska rodzina. Pierwsze 54 000 lat

Karin Bojs Moja europejska rodzina. Pierwsze 54 000 lat Przełożyła (z angielskiego) Urszula Gardner Wydawnictwo Insignis, Kraków 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 2/7 Pramatkę zgwałcił neandertalczyk… Szwedzki biolog molekularny i genetyk Svante Pääbo, badacz z niemieckiego instytutu biologii molekularnej im. Maxa Plancka, przed całkiem niewieloma laty doszedł do wniosku, że homo neandertalensis nie jest bezpośrednim przodkiem homo sapiens (czyli nas samych…) w linii prostej. Z punktu widzenia historii ewolucji neandertalczyk, choć niewątpliwie należący do rodziny hominidów (i to na wysokim stopniu rozwoju…), był raczej boczną odnogą, nieudanym eksperymentem ewolucyjnym, zarzuconym przez Matkę Naturę, gdy okazało się, że jako gatunek nie potrafił sobie zapewnić sukcesu w postaci przetrwania i rozwoju… Wprawdzie na wiele tysięcy lat przed nami zajął on interesujące i obiecujące terytoria na Bliskim Wschodzie, w Europie i Azji, ale jakoś nie potrafił wykorzystać szansy ewolucyjnej. Gdy osobniki gatunku homo sapiens podjęły z Afryki swoją wędrówkę na nowe tereny, wszędzie napotykały w sąsiedztwie neandertalczyków. Miejsca i zasobów było jednak tak wiele, że obie grupy nie musiały sobie wchodzić w drogę. Dopiero po wielu tysiącach lat ostrożnej, nieufnej koegzystencji terytorialnej człowiek jako gatunek odniósł sukces ewolucyjny – rozrodczy, technologiczny, kulturowy, zaś neandertalczyk równolegle i równocześnie swego potencjału nie wykorzystał… Nie ulega…

Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych
nauka – popularyzacja , styl życia / 17 kwietnia 2018

Qing Li Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych Przełożyła Olga Siara Wydawnictwo Insignis, Kraków 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Życie leśnych ludzi czyli dyskretna woń szyszki… W drugiej połowie lat 50. zgrzebne, ascetyczne (i co tu ukrywać: śmierdzące…) okowy życia codziennego na socjalistyczną modłę, praktykowanego w robotniczym mieście znacznej wielkości, zaczęły powoli puszczać… Wyczuwalnym sygnałem jakościowych zmian były nowe zapachy w przestrzeni komunalnej: świeżo zmielonej prawdziwej kawy w delikatesach, a w drogeriach – intensywna woń żelatynowych szyszek kąpielowych, wypełnionych esencją o ostrej, intensywnej nucie jodłopodobnej, wypierającej podejrzany zapaszek szarego mydła, dla zmyłki zwanego „biały jeleń”. W świeżo oddanej wtedy do użytku klasy robotniczej z łódzkiej dzielnicy Chojny łaźni miejskiej przy Rzgowskiej aura przynoszonych przez klientów jodłowych szyszek zmagała się z wonią eau de Javel, którą funkcjonariusze kąpielowi obficie szafowali do dezynfekcji… Razem te zapachy tworzyły węchowy bukiet, któremu czoła stawić mogli (bez uszczerbku na zdrowiu i tzw. zdrowych zmysłach) tylko wytrawni, znieczuleni pasażerowie tramwajów w godzinach szczytu, do tego pracujący w ówczesnych (czyli de facto wciąż XIX-wiecznych…) farbiarniach i apreturowniach branży bawełnianej… Te dziecięce wrażenia węchowe przypomniały mi się, gdy dostałem od wydawcy (serdeczne dzięki…) „Shinrin-yoku”, czyli księgę o kąpielach leśnych doktora Qing Li (z nazwiska sądząc, raczej Chińczyka…

Podziemne życie
nauka – popularyzacja , reportaż / 5 kwietnia 2018

Tullis C. Onstott Podziemne życie Przełożył Andrzej Hołdys Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/7 Szukajcie, a znajdziecie – bakterie we Wszechświecie… Chodzimy po tej naszej Pramatce Ziemi, chodzimy – i oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że naszym krokom trwożnie (albo zgoła obojętnie…) przysłuchują się mieszkańcy cienkiej warstewki naszej planetarnej skorupki, dla których nie zawsze jesteśmy miłymi, nieszkodliwymi sąsiadami. Takie dżdżownice, choć pracowicie, pożytecznie i bezinteresownie spulchniają glebę, poddawane są masowej eksterminacji, by skończyć jako przynęta na wędkarskim haczyku. Mrówkom i kretom wydajemy bezlitosne wojny. Bakterie polewamy wybielaczem. Grzyby zjadamy… No i w ogóle depczemy, wykopujemy, zalewamy betonem. Nie żyjemy w pokoju z naszymi sąsiadami spod ziemi, oj nie. Podobnie zresztą jak i z tymi co w wodzie, w powietrzu i na ziemi. Z drugiej wszelako strony pewien odłam niespokojnych, analitycznych i dociekliwych umysłów ludzkiej populacji zżerać poczęła ciekawość – jak też „oni” tam żyją w tych skrajnie nieprzyjaznych warunkach – w skałach, piaskach, żwirach, iłach, mułach, zamarzniętych na kość błotach, w gorących źródłach, zasolonych, zakwaszonych jeziorkach podziemnych, podmorskich gejzerach i wulkanach – a w ogóle byle gdzie, nawet w kosmosie… Ci niespokojni to oczywiście uczeni: doktorzy nauk wszelakich, ambitni doktoranci,magistranci, profesorowie polujący na wolne…

Mapy Kosmosu
nauka – popularyzacja / 20 grudnia 2017

Priyamvada Natarajan Mapy Kosmosu Przekład: Bogumił Bieniok i Ewa L. Łokas Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Dlaczego w nocy jest ciemno? To była dobrze przygotowana prowokacja. Nie ukrywam, że nie wymyśliłbym jej, ani nie przeprowadziłbym pomyślnie, gdyby nie pilna lektura mojego ukochanego w latach 60. miesięcznika „Młody Technik”, który w znacznej mierze odpowiada za uformowanie zrębów mojego światopoglądu, w tym także kosmologicznej jego części – po dziś dzień zresztą… We wczesnych latach 60. bowiem – w klasie jedenastej licealnej (czyli tuż przed maturą) – była w programie nauczania (osobno…) astronomia, w wymiarze jednej godziny lekcyjnej tygodniowo; oprócz fizyki – ma się rozumieć. W moim liceum astronomię i fizykę wykładał profesor Tadeusz Lis, który nie był zwykłym nauczycielem fizyki – był fizykiem. Powiecie – co za różnica? Zbyt subtelna, by się nad nią zastanawiać? Ależ żadną miarą! Profesor był fizykiem dobrze poinformowanym (o tyle, o ile wtedy pozwalała na to niewidzialna, ale prawie zupełnie szczelna bariera Żelaznej Kurtyny…). Nauczał nas wedle programu, a w tym programie dominowała teoria stanu stacjonarnego Wszechświata – jednorodnego, niezmiennego w czasie i przestrzeni tworu kosmicznego, nieskończonego we wszystkich kierunkach, wypełnionego nieskończoną ilością obiektów emitujących światło (w tym w zakresie fal…

Rzecz o ptakach
nauka – popularyzacja / 22 kwietnia 2017

Noah Strycker  Rzecz o ptakach Przekład: Michał Radziszewski Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Ptaszkowie niebiescy, jak wy to robicie? Chyba jakoś tak w 1955 roku ojciec przyniósł do domu sporą i bogato ilustrowaną czarno-białymi zdjęciami księgę Włodzimierza Puchalskiego „Wśród trzcin i wód”. Od tego się dla mnie zaczęła znajomość (nadal, mimo upływu tylu lat, niedostatecznie pogłębiona…) z ptactwem, awifauną – mówiąc naukawo… W 1958 roku przybyła reedycja fundamentalnego, dwutomowego dzieła „Ptaki ziem polskich” Jana Sokołowskiego; przedwojenne wydanie zaginęło podczas nieobecności rodziny w domu, spowodowanej przymusowym wysiedleniem po przyłączeniu Łodzi do Okręgu Warty w III Rzeszy… To te dwie lektury – ulubione, zaczytane – osobliwie po każdym powrocie z wakacji (trzeba było skonfrontować zapamiętane wrażenia z naukowymi objaśnieniami…), a nawet po spacerach w parku – uformowały moje ptasie doświadczenie. Później zarzucone, więc w zasadzie dziś amatorskie, powierzchowne. Ale i tak większość z tego, co lata (i nie jest owadem…) potrafię odróżnić od innych obiektów latających i nazwać. A poza tym lubię swego celestrona 80 postawić na koronie zapory zbiornika Jeziorsko i zerknąć w dal, by sprawdzić, co porabiają czaple, perkozy, mewy, rybitwy i ten błotniak stawowy kołujący nad sygnaturką kościółka św. Marka w Siedlątkowie… Lubię sikory…