Jak nie zostałem poetą
felietonistyka / 26 lipca 2019

Szczepan Twardoch Jak nie zostałem poetą Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Autoportret z narcyzem czyli spowiedź kaszalota (na raty) Felietonistyka jest kapryśnym i wymagającym gatunkiem literackim – co ujawnia się z osobliwą siłą, gdy trzeba zarobkować, takową uprawiając regularnie. Już samo poszukiwanie i wymyślanie tematów (obowiązkowo innych niż wszyscy, chyba że podczepiamy się pod uniwersalnego samograja…) jest bolesnym i frustrującym obowiązkiem. A jeszcze potem trzeba to napisać. I ta paraliżująca biel ekranu po otwarciu edytora tekstu… Ach, gdzie te czasy, gdy paraliżowała biel kartki A-4, wkręconej w wałek łucznika, consula, eriki (z tej fabryki w Dreźnie, Robotron bodajże, co to pewien robotnik zapragnął mieć takie piszące cudo w domu i po trochu wynosił części, ale za każdym razem, gdy już zmontował je w kupę, wychodziła mu keine schreibmaschine aber maschinengewehr…) czy jakiejś tam innej maricy; człowiek był młodszy i jakoś łatwiej udawało się otrząsnąć z niemocy. A i środki dopingujące łacniej dawały się przyswoić wątrobie… Więc każdy zarobkujący regularnym pisaniem prędzej czy później ulegał „sile wyższej” i usiłował wyłudzić cotygodniowe honorarium, opisując, jak to ciężko mu się pisze. Jeden chyba tylko Bolesław Prus, niedościgły tytan felietonistyki, w swych „Kronikach tygodniowych” nigdy nie uskarżał się na ciężką…