Czas Herkulesów
kryminał / 18 maja 2017

Marcin Wroński  Czas Herkulesów Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Śmiertelny nelson czyli ostatnia wiosna komisarza M. Weteran kryminału historycznego (dziewięć tytułów z jednym bohaterem – komisarzem przedwojennej policji państwowej z Lublina – Maciejewskim Zygmuntem) Marcin Wroński już czas jakiś temu zapowiadał rychłe rozstanie ze swym flagowym cyklem i jego główną postacią. No i czas ten nadszedł; może nie ze wszystkim, ale w zasadzie tak… Bo trzeba wiedzieć, kiedy w szatni płaszcz pozostał przedostatni… Przedostatni, bo Wroński coś tam podobno sobie zachomikował. Ale w zasadzie ustrzegł się przed typową chorobą autorów kryminalnych – przed uwiądem z przedawkowania. Opanował słowotok, zwalczył pokusę ekonomiczną (bo przecież dobrze żarło…) i rozstał się po męsku – bez łez. Wiedział, że już nic nie wyciśnie: ani z bohatera, ani z epoki, ani z kredowo-lessowego, buraczanego pejzażu Lubelszczyzny, nieśmiało industrializowanego przez ambitny projekt COP-u. To znaczy – mógł próbować, ale dostrzegł, że utkwi na mieliźnie i będzie się powtarzał. W końcu Maciejewski to nie Maigret, a Wroński nie Simenon (toutes proportions gardeès). Belgijski fajczarz swego bohatera przeciągnął z sukcesem i bez znużenia przez 75 powieści i sporo mniejszych opowiadań. Wroński skromnie założył, że więcej nie da rady, zwłaszcza że…

Wyklęty ’48
kryminał / 11 maja 2017

Dominik Kozar  Wyklęty ’48 Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Historio, Historio, cóżeś ty za pani… W zasadzie jeszcze młody (rocznik 1978) nauczyciel historii i polskiego w gimnazjum w Komorowie (taka wieś na granicy Tomaszowa Mazowieckiego, przy drodze na Ujazd i dalej do Łodzi…) ma niebanalne hobby: pisze powieści kryminalne. Ambitne, bo z tłem historycznym – i to specyficznym… Akcja pierwszej (wydanej w chorzowskim Videografie trzy lata temu) toczyła się w Warszawie w lipcu 1944 roku, tuż przed… wybuchem Powstania (z finałem rok później…). Akcja drugiej – tej właśnie – zaczyna się w maju 1948 roku od… zabójstwa trochę wyuzdanej i mocno niewiernej… żony pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej. Mocno. Bo w trakcie niewątpliwego aktu zdrady małżeńskiej, w pokoju hotelowym, w towarzystwie cynicznego i jurnego towarzysza z Bezpieczeństwa… Mocniej raczej by się nie dało. Podobno nauczyciel Kozar ma w dorobku trzecią powieść (chronologicznie wszakże pierwszą) w formule political fiction, z akcją w Królestwie Polskim w drugiej połowie XIX wieku (tyle w blurbach piszą; ale chyba nikt jej nie wydał…). W każdym razie, zważywszy na obrane epoki, ich osobliwe didaskalia i dekoracje tudzież wyrafinowanie samej intrygi (w obu znanych przypadkach), ambicji autorowi odmówić…

Stąpając po cienkim lodzie
kryminał / 30 marca 2017

Camilla Grebe  Stąpając po cienkim lodzie Przekład (z języka szwedzkiego; wydawca tym ewenementem się chwali; może dotąd tłumaczyli z drugiej ręki?): Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Śnieg zaciera zbrodni ślady, ale łeb nie od parady… Łeb oczywiście szwedzkiego policjanta, łeb szwedzkiej psycholożki (nawet gdy powoli zaczyna ją niewolić ten wredny Niemiec… Jak mu tam? Alzheimer?). Tęgie muszą głowy mieć, bo tam u nich na Północy śnieg podobno potrafić padać i polegiwać pół roku bez mała. Taki mają klimat, no cóż – ja cię sorry bardzo… Ale my tu śmichu-chichu, a sprawa poważna jest. Będzie chyba trzeba sieriozne międzynarodowe śledztwo wszystkimi siłami wszcząć, bo w pojedynkę żaden z nas – krytyków i rekomendatorów literatury popularnej, sensacyjnej, kryminalnej – zagadki nie rozwiąże. A pytanie z pozoru proste jest, z pozoru naiwne i z pozoru szczere: dlaczego? Dlaczego skandynawska literatura kryminalna od kilku pokoleń (najmarniej trzech) samodzielnie tworzy czołówkę światową? Dlaczego za tą czołówką długo, długo nic – dopiero za tym „nic”… znowu długo nic? Dlaczego europejscy i amerykańscy zawodowcy w tym peletonie nie widzą nawet pleców ostatniego nordyckiego marudera czy debiutanta? Dlaczego, nawet gdy na wieczną służbę odchodzą najlepsi mistrzowie pióra, bez obciachu i straty…

Zgubna trucizna
kryminał / 19 marca 2017

Katarzyna Kwiatkowska  Zgubna trucizna Wydawnictwo Znak, Kraków 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Bazarowe rewelacje albo belle epoque nad Wartą Anonimowemu darczyńcy z Wydawnictwa Znak (przed laty pamiętali i podsyłali zapowiedzi oraz nowości, ale ostatnio przestali…), który zapewne przypadkowo odnalazł moje dane na starej liście adresowej i pchnął kurierem przesyłkę z egzemplarzem recenzenckim „Zgubnej trucizny”, winien jestem wdzięczność (nie dozgonną, ale szczerą i długotrwałą…). Bowiem o istnieniu Katarzyny Kwiatkowskiej miałem oczywiście jakie takie pojęcie, śledząc pisma i portale branżowe. Ale jakoś nigdy nie złożyło się, bym oddał się lekturze któregokolwiek z jej licznych dzieł… Widoczne moje zapotrzebowanie na tzw. kryminał retro zaspokajali Krajewski z Wrońskim i panią Szwechłowicz. Tymczasem jednak gatunek ten rozrasta się, pączkuje i pięknieje, a nawet obrasta w obrazki, czego widomym dowodem serial telewizyjny „Belle epoque”… Cóż zatem takiego atrakcyjnego tkwi w intrydze kryminalnej, poprowadzonej w którejś z minionych epok – starożytności ani średniowiecza (dość wspomnieć genialne „Imię róży” Eco) nie wyłączając? W zasadzie nic. Zagadka kryminalna w kostiumach historycznych i takiejże scenografii zagadką być nie przestaje. Motywy występku są tak odwieczne, jak rodzaj ludzki jest stary, czasem tylko modus operandi zmienia formy na bardziej wyrafinowane (technicznie…). Ale w gruncie rzeczy pięciokąt konstrukcyjny intrygi jest niezmienny: zbrodnia…

Grób mojej siostry
kryminał / 11 marca 2017

Robert Dugoni  Grób mojej siostry Przekład: Lech Z. Żołędziowski Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Staromodna przyzwoitość kontra marketingowa postprawda Witajcie w ciężkich czasach, PT Recenzenci Literatury Sensacyjnej, Kryminalnej, Dreszczowców i Horrorów! Zasyłamy tą drogą wyrazy głębokiej troski o wasz los, albowiem wedle znaków w niebie i na ziemi grozi wam rychłe przejście w stan spoczynku. Wiecznego. Z powodu tego, co Japończycy nazywają karoshi – czyli śmierci z przepracowania… Światowa bowiem produkcja netto (w tej kwocie mieści się też produkcja krajowa brutto), czyli suma wydawanych ksiąg z tych gatunków nie podwaja się prostacko co sezon – ona rośnie w tempie znacznie subtelniejszym, przypominającym chyba tylko sekwencję kolejnych liczb w tzw. ciągu Fibonacciego. Nie wiecie, co to takiego? To ciąg liczb, w którym każda następna jest sumą dwóch poprzednich; gdyby to narysować, otrzymalibyśmy rozszerzającą się spiralę; gdyby na jednej osi pomierzyć odstępy między punktami przecięcia tychże kolejnych obrotów spirali, dałoby się je wyrazić stałą liczbą 1,6 (w przybliżeniu); to tzw. złota proporcja… Zresztą przyjrzyjcie się układowi… nasion słonecznika albo muszli morskiego ślimaka łodzika (nautilusa). Tak samo jest z księgami gatunku SKDiH. Produkcja netto zaś oznacza porcję dostępną w języku polskim po przetłumaczeniu z języków oryginałów (to jasne,…

Najdłuższa noc
kryminał / 4 marca 2017

Marek Bukowski, Maciej Dancewicz  Najdłuższa noc Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Niepiękna epoka w starych dekoracjach, czyli proto-CSI na tropie… Hałaśliwie i ponad potrzebę (a może nie?) reklamowany serial kostiumowo-kryminalny TVN „Belle epoque” ma naturalnie swój scenariusz (podejrzenia niektórych wrednych i uprzedzonych krytyków, że jednak nie ma, są oczywiście intencjonalnie fałszywe, cynicznie nieuprawnione…). Aktor (niekiepski…) i reżyser (początkujący) Marek Bukowski oraz popularyzator historii Maciej Dancewicz rzucili właśnie na rynek księgarski (za pośrednictwem Muzy…) „Najdłuższą noc” – powieściowe rozwinięcie scenariusza pierwszego odcinka (!) serialu. Taki popularny ostatnio chwyt marketingowy: jedno niesie drugie – i na odwrót; zależnie od rynkowych potrzeb, koniunktury słupków oglądalności i sprzedawalności… W kwestii serialu wypowiadam się z najwyższą niechęcią, nie jestem albowiem krytykiem sztuk wizualnych. Dość nadmienić, że nie był tak obiecujący, jak zapowiadano, choć pieczołowitości rekonstrukcyjnej odmówić realizatorom nie można. Ale co innego wystawa, co innego fabuła… Oraz reżyseria. I sztuka aktorska (wyjąwszy Lubaszenkę i Lubosa: obaj są poza intelektualnym i profesjonalnym zasięgiem reszty ekipy…). Przypatrzmy się zatem książkowej wersji Pięknej Epoki. Jest to, podejmując kwestię syntetycznie najbardziej jak można – literatura rozrywkowa dobrej klasy, na przyzwoitym rzemieślniczym poziomie i w stylu jak najpełniej old fashioned (jak zwykli mawiać…

Czarna trasa
kryminał / 1 marca 2017

Antonio Manzini  Czarna trasa Przekład: Paweł Bravo Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/7 Krew na śniegu, kontener z Cejlonu, śledztwo zesłańca… Schemat mocno wyeksploatowany: pyskaty, niepokorny, chamski, skuteczny (ale nie do końca pryncypialny!) komisarz policji naraził się komuś ważnemu ze stołecznego układu; z powodów osobistych stracił czujność i został szurnięty na odległą prowincję bez prawa powrotu… Światowa literatura kryminalna aż kipi od takich fabularnych układanek, a kino kryminalne wręcz je uwielbia (samotny wilk na obcym terenie to kopalnia arcyfilmowych konfliktów!), że już o serialach nie wspomnę… Temat więc wyeksploatowany, zszargany, ale wciąż atrakcyjny. Publiczność albowiem kocha outsiderów z problemami. Nie wiedzieć czemu. Jedni pewnie z poczucia wyższości, drudzy – z sytej, mieszczańskiej głupoty, trzeci – z potrzeby solidarności. Tym większy podziw należy się komuś, kto znając obciążenia, schemat taki wziął na warsztat i nie spieprzył, nie strywializował… Zwłaszcza że to prawie debiutant był…. No, ale z nim może być tak, jak z tym Ickiem-praktykantem z jubilerskiego warsztatu w Antwerpii, któremu boss niedbale rzucił olśniewającą, drogocenną perłę z poleceniem przewiercenia dziurki. Natychmiast… A zesztywniałemu z przerażenia klientowi obiecał, że to bezpieczne, bo Icek jeszcze nie zna prawdziwej wartości obiektu… Debiutant istotnie może nie wiedzieć, na…

Trąf, trąf, misia, bela
kryminał / 26 lutego 2017

Dagmara Andryka  Trąf, trąf, misia, bela Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/5 Ocena okładki: 2/5 Śmiertelna wyliczanka, czyli test drugiego podejścia Ostrożni i empatyczni krytycy literaccy (wbrew pozorom, są jeszcze tacy w przyrodzie…) mają specyficzny modus operandi wobec zjawiska debiutu piśmienniczego. Tekst i przymioty autora oczywiście oceniają, ale delikatnie, bez epitetów, zachwytów bądź potępieńczych etykietek. Wychodzą bowiem z pobłażliwego założenia, że sam debiut, choćby nie wiem jak był olśniewający albo zgoła przeciwnie: grafomański, nie daje rzetelnego obrazu talentów autora (bądź beztalencia, co częstsze niestety…) i jego kwalifikacji profesjonalnych. Dopiero druga wydana książka stwarza przesłanki, platformę startową do wyrażenia opinii. Są też podobno wśród plemienia krytyków nawet tak łagodne osobniki (co już zatrąca o syndrom spolegliwego opiekuna – wedle teorii profesora Kotarbińskiego…), że podejmują się formułowania kwalifikujących wniosków dopiero po trzeciej książce. Ale ja w ich istnienie nie wierzę. Sam natomiast, dziwując się własnej niezmierzonej łagodności, jestem zwolennikiem testu drugiego podejścia… Dagmara Andryka (rocznik 1976) dwa lata temu debiutowała kryminalną powieścią „Tysiąc”. Nie powiem, sam ją potraktowałem przychylnie, zdradzała albowiem objawy (i to wcale nie śladowe…) umiejętności sprawnego opowiadania bardzo zgrabnie obmyślonej i poprowadzonej intrygi. Intrygi wyrafinowanej, wypreparowanej z wszelkiego prawdopodobieństwa, nierzeczywistej, nieomal magicznej, thrillerowatej i metaforycznej… No bo…

Mama kłamie
kryminał / 22 lutego 2017

Michel Bussi Mama kłamie Przekład: Maria Braunstein, Natalia Krasicka Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Co mówi aguti, czyli polskie tropy zbrodni w niepokalanej Francji Wyobraźcie sobie górnicze miasteczko w Normandii, zasiedlone przez drugie albo i trzecie pokolenie emigrantów (przeważnie Słowian, osobliwie Polaków…), gdzie czas stanął w miejscu po zamknięciu ostatniej kopalni, a mieszkańcy stracili grunt pod nogami. Może się nazywać Potigny na przykład (istnieje takie naprawdę, w normandzkim departamencie Calvados, niedaleko Caen…). Starzy mają emeryturki i zaawansowaną pylicę. Młodzi kombinują – między zasiłkiem, emigracją gdzie bądź albo tzw. zejściem na złą drogę… Zawarte w powszechniaku dziecinne sojusze, młodzieńcze miłości, kwitnące na starych hałdach i pośpieszny, brutalny seks w zapuszczonych poprzemysłowych pustostanach, to doskonałe podglebie fatalnych zauroczeń i związków (czasem przymusowych…) na całe życie. Młodzi mogą nosić nazwiska takie jak Zerda (Zadra?), Soler (Solorz?), Lukowik czy Adamiack. Miasteczka jak Potigny wciąż istnieją we Francji, choć nie mają się dobrze. Ale każde z nich to wręcz doskonałe miejsce, by osadzić w nim praźródła intrygi kryminalnej – takiej typowej dla francuskiej powieści noir: brutalnej, krwawej, z akcją w społecznych dołach, ale inteligentnej i zaopatrzonej w drugie dno (czy jak się tam zwykło nazywać przewrotną, zaskakującą akcję z wieloznaczną…

Czarodziejka
kryminał / 17 lutego 2017

Agnieszka Płoszaj Czarodziejka Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Twarda Szprycha i Słodka Babeczka na tropie tajemnic z pudełka Niegrzeczna dziewczynka to ulubiona figura autorek romansów, obyczajówek i kryminałów. Obficie i kreatywnie wyposażona w komplet cech, które mocno udomowione i zakotwiczone w pieleszach kurki chciałyby mieć. Ale skończyło się na marzeniach… Za to tamta ma czarny pas, wykop i nokautujący sierpowy, nienaganną urodę płonącej zapalniczki, podrasowaną hondę roadster i apartamencik na strzeżonym osiedlu, tatuaż, ramoneskę i glany oraz nieziemski łeb do wódy i ziela. I oczywiście facetów u stóp, na pęczki – ciacho w ciacho… Debiutantka w literackiej branży też musiała przez dziecięcą chorobę kreatywnej niegrzeczności przejść. Czy wyzdrowiała – to się okaże za tzw. drugim podejściem… Na razie zrobiła sobie od razu dwie niegrzeczne dziewczynki: jedną jak beza, drugą jak tulipan (nie mam tu na myśli popularnego kwiatka – w żadnym razie…). Jedną z IQ podchodzącym pod 180, drugą jakby nieco mniej (ale nie upośledzoną – no może trochę i selektywnie…), Jedną czarną, drugą blondynkę. Jedną bystrą żyletę, drugą nieporadną gęś. Jedną talentów wielu, drugą znaną tylko z babeczek z kremem. Jedną Julkę, drugą Manię – współwłaścicielki kawiarni „Bomboni Caffe” na Kościuszki przy Mickiewicza. W Łodzi….

Księgobójca
kryminał / 3 lutego 2017

Maja Wolny  Księgobójca Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Amsterdamski galimatias męsko-damski (na mokro…) 185 dni w roku mży, mgli, kropi, pada, leje… W Amsterdamie. Taką przerażającą, obezwładniającą statystykę meteorologiczną lokalnych zjawisk pluwialnych przytacza autorka „Księgobójcy”. Mokro z góry, mokro od dołu (te kanały, nieprawdaż?). A pośrodku zbrodnia… Wyrafinowana, ale nie ujdzie na sucho! Jak to w Amsterdamie – stolicy wilgoci. Tam nic nie uchodzi na sucho. Po to zresztą amsterdamczycy wymyślili osobliwe piwo; spróbujcie maximatora od Grolscha, a poczujecie, o co chodzi… Prawie 12 procent mocy; nie w kij dmuchał! Dobre na deszcz… Utrzymuje w jakiej takiej równowadze bilans płynów we wnętrzu i na zewnątrz organizmu. Z nim nie sposób się utopić… Bohaterowie pani Wolny piwa nie piją. A jeśli, to śladowo, bez znaczenia dla intrygi. Kryminalnej. Bo to kryminał jest pełnoprawny. Ma zagadkę z nieoczywistym zrazu rozwiązaniem, ma pewną ręką poprowadzoną fabułę, ma wielu równorzędnie podejrzanych bohaterów, a niemal każdy jest obciążony tajemnicami, które potencjalnie mogą prowadzić do zbrodni. No i ma pejzaż nostalgicznego, zimowego, chandrowatego (a nawet może depresyjnego – w sensie psychologicznym, nie tylko geograficznym…) Amsterdamu, którego dekoracje i didaskalia autorka odtwarza pieczołowicie, szczegółowo i z miłością pewną taką. Aż nader przyjemnie…

Druga strona miasta
kryminał / 17 stycznia 2017

Karolina Szewczykowska Druga strona miasta Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Gdzie leży granica między Europą a Azją? Jest w mylnym błędzie (jak mawiają Wielgopolanie…) ten, któremu się wydaje, że granica kontynentalna biegnie na Uralu. Znawcy uważają uczenie, że na Wale Miedzeszyńskim (tudzież jego przedłużeniach stratygraficznych ku północy i południowi…). Karolina Szewczykowska w swym debiutanckim kryminale, usytuowanym w lwiej części na Pradze, też wydaje się skłaniać ku mniemaniu, że to jakiś inny ląd – ta Praga z przyległościami. Osobliwie upalnym latem, wydobywającym, uwydatniającym tę aurę odmienności, potęgowaną przez anomalie topograficzne, antropologiczne czy olfaktoryczne zgoła… Ale z tym mniejsza – nie o to w „Drugiej stronie miasta” chodzi. Druga strona to nie tylko samopiętnująca się prawobrzeżność, to także miasto przenicowane, rozszyfrowane (nie do końca, o nie…), z wywleczonymi na wierzch, na widok publiczny, skazami, plamami, błędami, tajemnicami, zbrodniami. Autorka zaskakująco sprawnie (jak na debiutantkę) plecie narrację w tym właśnie aspekcie: miasta jako surowego, mrocznego teatrum fatalnych namiętności, zbrodniczych aberracji, zbawiennej amnezji (może tylko wyparcia…), szantażu i dewiacji… Albo to taki samorodny talent, albo rezultat pilnej rzemieślniczej nauki opowiadania w dobrej szkółce kreatywnego pisania (prywatnie stawiam raczej na to drugie, choć pierwszego z góry i asekuracyjnie nie…

Jasne oblicze śmierci
kryminał / 28 grudnia 2016

Aleksandra Marinina  Jasne oblicze śmierci Przekład: Aleksandra Stronka Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2016 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Zmarnowany wieczór, czyli zemsta smakuje tylko na zimno… Z bólem przyznaję, że przed laty dałem się uwieść pewnej rosyjskiej milicjantce i jej bohaterce – moskiewskiej milicjantce. Podpułkownik Aleksandra Marinina i major Anastazja Kamieńska (w istocie to jedna i ta sama osoba…) miały w sobie coś nieuchwytnego, zaskakującego i denerwującego – co sprawiało, że ich Rosja wyglądać zaczęła jak kraina za norą Królika… Słowo daję: dałem się nabrać, choć kraj i ludzi znam. Może nie tak dokładnie, jak rodacy o pokolenie wcześniejsi, którzy akurat zaznali osobiście łaski wyzwolenia, byli sołdatami, sybirskimi lesorubami, szachtiorami w Workucie czy zgoła pensjonariuszami Matrosskiej Tiszyny, salonów Feliksa Edmundowicza na Łubiance czy innych „wysp szczęśliwych” Archipelagu Gułag… Ale znam ociupinkę lepiej niż przeciętny Polak – lepiej wprawdzie z epoki breżniewowsko-gorbaczowowskiej niż jelcynowsko-putinowskiej, ale zawszeć… Zresztą, czy mimo wizualnej odmiany tu i ówdzie, ludzie nie są tacy sami i ci sami? Tzw. nowi Ruscy są przecież dziećmi starych Ruskich, a dekoracje gruntownie odnowiono tylko w Moskwie i w Petersburgu trochę. Między nami mówiąc: reszta wygląda gorzej niż niegdyś, niż kiedykolwiek… No więc przyznaję się do łatwowierności. Przez…

Śliski interes
kryminał / 23 grudnia 2016

Ryszard Ćwirlej  Śliski interes Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 „Zacznij od flachy” – wyznanie wiary gliniarza-farciarza… Jakoś tak w okolicy drugiej połowy lat 60. XX stulecia do kierownictwa wiadomego resortu dotarła wreszcie wiadomość z kręgów tzw. społeczeństwa, że wyż. wzmiankowane społeczeństwo nie lubi i polubić się nawet nie stara. Kogo? Ano zbrojnego, czujnego, zdeterminowanego, karzącego ramienia władzy ludowej i społecznej sprawiedliwości. Milicji Obywatelskiej – znaczy… Z przyległościami. O niektórych z nich (jak o esbecji na ten przykład) to nawet mówić nie wypada. Ponura ta konstatacja zmartwiła towarzyszy z kręgów dowódczych wiadomego resortu. Przeto uradzili: wizerunek ocieplić, problematykę zwalczania przestępczości, prewencji i w ogóle stania na straży zdobyczy budownictwa socjalistycznego – przybliżyć, pryncypia – objaśnić, spraw trudnych i drażliwych nie pomijając… Co ja piszę? Pomijając – jak najbardziej. W końcu, towarzysze, wydajemy niemałe pieniądze. Na propagandę, ma się rozumieć. Więc do własnej zupy sikać nie będziemy! Jak uradzili, tak zrobili. W koszmarnym dla Polski roku 1968 zaczęły się ukazywać (do kupienia za grosze w każdym kiosku „Ruchu”) zeszyty z serii „Ewa wzywa 07”. To dla dorosłych; a dla dzieci komiksy z kapitanem Żbikiem… Nie były tak popularne, jak niegdyś wojenne „tygrysy”, sprzedawane spod lady,…

Pójdź na sąd boży
kryminał / 15 grudnia 2016

Mariusz Ziomecki Pójdź na sąd boży Wydawnictwo Akurat – Muza SA, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 1/5 Jeleń w zalewie (Zegrzyńskim, wedle drogi na Ostrołękę…) Ze wstydem przyznaję, że jakoś do tej pory uchowałem się bez zgłębienia rozrywkowej odnogi pisarstwa Ziomeckiego. Przegapiłem. Jak mogłem? Sam się sobie dziwię i nie rozumiem. Nie mam dobrego wytłumaczenia, nie mam usprawiedliwienia… Może dlatego, że Ziomecki (w końcu ode mnie niewiele młodszy, a w sensie profesjonalnym – to samo pokolenie…) zawsze kojarzył mi się z dziennikarstwem wysokiej próby – i to od schyłkowej epoki tygodnika „Kultura” gdzie w końcu lat 70. (aż do 13 grudnia roku pamiętnego…) oprócz genialnych jak zawsze felietonów Krzysztofa Teodora Toeplitza i Jana Zbigniewa Słojewskiego (Hamiltona) czytywać można było z rosnącą ciekawością teksty Teresy Torańskiej, Ewy Szymańskiej (tę ceniłem najwyżej…), Barbary N. Łopieńskiej i rzeczonego Ziomeckiego właśnie – młodych wilczków (wilczyc raczej głównie) reporterki (nie w sensie płciowym, jeno gatunkowym) i publicystyki krajowej… W czas smuty podobno był w Ameryce, a na polskiej scenie publicznej objawił się znów już za nowej demokracji – jako człowiek orkiestra, obdarzony talentami organizatorskimi, kierowniczymi i wieloma innymi, równie przydatnymi. Był naczelnym redaktorem „Super Expresu” i „Przekroju”, zakładał portale internetowe, magazyny komputerowe, prowadził radia…