Polowanie na skarb

15 września 2018

Andrea Camilleri

Polowanie na skarb
Przełożył Maciej Brzozowski
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018

Rekomendacja: 2/7
Ocena okładki: 2/5

Nudne klimaty, nudni ludzie, nudne zabawy…

Na Sycylii dzieci się nudzą, policjanci ziewają i przysypiają za barykadami z papierów, które rosną na biurkach – niezależnie od ego, czy coś się dzieje, czy nie, a kobiety w wieku średnim krążą jak lwice po miasteczku Vigata (fikcyjnym skądinąd) w poszukiwaniu żeru (tylko im się nie nudzi)… Za to zbrodniarz pracuje w pocie czoła, by wyszykować zagadkę, która zwali z nóg komisarza Montalbana i całą resztę policji. No i dobrze – niech coś się wreszcie dzieje; aczkolwiek byłoby lepiej, gdyby przy okazji nie znajdowano zwłok…
Tymczasem Vigatę elektryzuje wyczyn rodzeństwa Palmisano – Gregoria i Cateriny – emerytowanych antykwariuszy, maniakalnie religijnych katolickich ortodoksów, którzy na balkonie swego domu wywiesili transparent, wzywający grzeszników do opamiętania i pokuty, grożący surowymi karami… Poproszeni o usunięcie transparentu, zaczęli ni stąd, ni z owąd… ostrzeliwać funkcjonariuszy municypalnych z lupary i rewolweru. Po kilkugodzinnym oblężeniu i nieudanych pertraktacjach komisarz Salvatore Montalbano na czele swoich ludzi wieczorem wtargnął po strażackiej drabinie do domu wojowniczego rodzeństwa, obezwładnił strzelców (odwieziono ich natychmiast na obserwację do zamkniętego szpitala psychiatrycznego…) i… zamarł ze zdumienia na widok odkryć w przepastnych pokojach domostwa Palmisanów. Jeden z nich zastawiony był dokumentnie setkami krucyfiksów różnej wielkości – od półtorametrowych do miniaturowych, w drugim stały trzy pokryte pajęczyną fortepiany, w sypialni Cateriny – ekspozycja różnej wielkości figurek Matki Boskiej (każda z zapaloną świeczką) i maryjnych obrazów. W sypialni Gregoria w łóżku leżała… naturalnej wielkości gumowa lalka, ewidentnie gadżet erotyczny ze śladami wieloletniego intensywnego używania – ubytkami dekoracji (osobliwie owłosienia…), dziesiątkami dziur zaklejonych plastrami i gumowymi łatkami oraz pomarszczonymi fragmentami anatomii – na skutek długotrwałego miętoszenia…
To ewidentnie wystarczy, by błogą nudę przerwać – zwłaszcza że akcję komisarza i scenografię domu nawiedzonego rodzeństwa ochoczo zarejestrowała lokalna stacja telewizyjna, sprzedając materiał na cały kraj. Prośby o dyskrecję podnieciły tylko medialnych wyrobników i outsiderów, więc taśmy nakazano skonfiskować, co oczywiście rozpoczęło ogólnokrajową dyskusję o wolności słowa. Montalbano nie brał w tym udziału, gdyż w mieście (dokładnie w kontenerze na śmieci…) znaleziono… drugą lalkę erotyczną – z takimi samymi ubytkami i śladami po naprawach jak pierwsza, a poza tym komisarz dostał list z wierszowanymi, zaszyfrowanymi wskazówkami-rebusami, wciągający go w grę, znaną jako poszukiwanie skarbu… Montalbano, zaniepokojony, czy nie chodzi tu o jakieś przestępstwo, podejmuje wyzwanie. I słusznie, albowiem dziwna gra prowadzi wprost ku zbrodni…
Więcej szczegółów nie będzie – nad resztą popracujcie sami w trakcie lektury. Zresztą fabułka „Polowania na skarb” nie wymaga nadmiernego wysiłku intelektualnego. Da się opanować w trzy godziny niezbyt intensywnego czytania; w sam raz na wieczór u schyłku lata, w towarzystwie butelczyny wytrawnego sycylijskiego bianco (może być Catarratto Pinot Grigio za circa 25 złotych, czyli w cenie tej samej co książka…). Godzi się jednak uprzedzająco zauważyć, że Camilleri podczas pisania tej błahostki nie wysilił się zbytnio (by nie rzec – prawie wcale się nie wysilił…). Teoretycznie rzecz została zakrojona jako pojedynek intelektualny rutynowanego policjanta o niekonwencjonalnych walorach charakteru i umysłu z piekielnie inteligentnym zbrodniarzem, wyzbytym skrupułów socjopatą, oderwanym od rzeczywistości i pozbawionym ludzkich odruchów graczem. A co się okazało? Pojedynek wprawdzie jest, ale jakiś taki mało emocjonujący – między znudzonym, starzejącym się żarłokiem, bystrym wprawdzie wciąż, ale regulaminowo ociężałym – a infantylnym psycholem o umysłowości komputerowego bota, niezdolnego do wyrażania uczuć porąbańca, zafiksowanego na swoim ego, swoich pragnieniach i całkiem pozbawionego zdolności rozumienia oraz oceny motywów swojego postępowania, Słowem: typowym produktem wymiany pokoleń w społeczeństwie włoskim (i nie tylko).
W sumie Camilleri lekko się wykpił. Dla kogoś, kto zna jego poprzednie dokonania na kryminalnej niwie, ten nowy Montalbano jest błahostką godną odnotowania wyłącznie ze względów statystyczno-porządkowo-kolekcjonerskich. Gorzej, jeśli ktoś teraz zaczyna swą znajomość z komisarzem; ma bowiem prawo zapytać, o co ten cały gwałt? O odrobinę sprawnego rzemiosła i ten niepodrabialny sycylijski klimat? To za mało, chyba że komuś wystarcza trochę staroświecki styl narracji i esprit skacowanego, zmęczonego inteligenta na posterunku… A to może być trochę rozczarowujące. Żeby lepiej poznać i polubić Montalbana, trzeba zażyć lektury w większej dawce. „Polowanie na skarb” może stwarzać mylne wrażenie co do wartości tej postaci literackiej. Na pewno zaś ją pomniejszy i spłyci… Nie ulega wątpliwości, że to kiepska rekomendacja. Montalbano poznany tylko przez pryzmat „Polowania na skarb” jest ostrożnym, pryncypialnym nudziarzem. Fantazja nie opuszcza go tylko podczas snucia hipotez śledczych, któremu to zajęciu komisarz oddaje się z coraz mniejszym zapałem. A osobliwie jego stosunki z kobietami ulegają niewytłumaczalnej erozji (zniechęcenie? uwiąd?). Z oficjalną „narzeczoną” Livią kłóci się szpetnie przez telefon, ale lecieć na kilka dni do niej do Genui nie chce mu się. A może boi się, że zwyczajowa, rytualna kłótnia wymknie się spod kontroli? Na miejscu ma szwedzką przyjaciółkę Ingrid – wielce atrakcyjną, ponadprzeciętnie pobudzoną i zaniedbywaną żonę pewnego lokalnego deputowanego. Ale też jakoś nie umie skorzystać… Wydaje się, jakby skrupulatnie odgrywał rolę głęboko zranionego przez los mężczyzny po przejściach. Rozterki ma jak nie-Włoch – raczej jak Fin zza koła podbiegunowego albo szlachetny misjonarz z Zanzibaru. A było z nim już znacznie lepiej…
Czy to wszystko oznacza, że Montalbano wraz ze swym autorem przeszedł już na drugą stronę terminatora, linii cienia? Mam nadzieję, że nie. Polubiłem tego faceta i jeszcze nie chcę, by był zmęczonym, zgorzkniałym i zrezygnowanym zawodowcem, odliczającym dni do emerytury – na której i tak nie bardzo będzie wiedział, co z sobą zrobić… Nie, tylko nie to!
Tomasz Sas
(15 09 2018)


 

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *