Czarodziejka
kryminał / 17 lutego 2017

Agnieszka Płoszaj Czarodziejka Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Twarda Szprycha i Słodka Babeczka na tropie tajemnic z pudełka Niegrzeczna dziewczynka to ulubiona figura autorek romansów, obyczajówek i kryminałów. Obficie i kreatywnie wyposażona w komplet cech, które mocno udomowione i zakotwiczone w pieleszach kurki chciałyby mieć. Ale skończyło się na marzeniach… Za to tamta ma czarny pas, wykop i nokautujący sierpowy, nienaganną urodę płonącej zapalniczki, podrasowaną hondę roadster i apartamencik na strzeżonym osiedlu, tatuaż, ramoneskę i glany oraz nieziemski łeb do wódy i ziela. I oczywiście facetów u stóp, na pęczki – ciacho w ciacho… Debiutantka w literackiej branży też musiała przez dziecięcą chorobę kreatywnej niegrzeczności przejść. Czy wyzdrowiała – to się okaże za tzw. drugim podejściem… Na razie zrobiła sobie od razu dwie niegrzeczne dziewczynki: jedną jak beza, drugą jak tulipan (nie mam tu na myśli popularnego kwiatka – w żadnym razie…). Jedną z IQ podchodzącym pod 180, drugą jakby nieco mniej (ale nie upośledzoną – no może trochę i selektywnie…), Jedną czarną, drugą blondynkę. Jedną bystrą żyletę, drugą nieporadną gęś. Jedną talentów wielu, drugą znaną tylko z babeczek z kremem. Jedną Julkę, drugą Manię – współwłaścicielki kawiarni „Bomboni Caffe” na Kościuszki przy Mickiewicza. W Łodzi….

Księgobójca
kryminał / 3 lutego 2017

Maja Wolny  Księgobójca Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Amsterdamski galimatias męsko-damski (na mokro…) 185 dni w roku mży, mgli, kropi, pada, leje… W Amsterdamie. Taką przerażającą, obezwładniającą statystykę meteorologiczną lokalnych zjawisk pluwialnych przytacza autorka „Księgobójcy”. Mokro z góry, mokro od dołu (te kanały, nieprawdaż?). A pośrodku zbrodnia… Wyrafinowana, ale nie ujdzie na sucho! Jak to w Amsterdamie – stolicy wilgoci. Tam nic nie uchodzi na sucho. Po to zresztą amsterdamczycy wymyślili osobliwe piwo; spróbujcie maximatora od Grolscha, a poczujecie, o co chodzi… Prawie 12 procent mocy; nie w kij dmuchał! Dobre na deszcz… Utrzymuje w jakiej takiej równowadze bilans płynów we wnętrzu i na zewnątrz organizmu. Z nim nie sposób się utopić… Bohaterowie pani Wolny piwa nie piją. A jeśli, to śladowo, bez znaczenia dla intrygi. Kryminalnej. Bo to kryminał jest pełnoprawny. Ma zagadkę z nieoczywistym zrazu rozwiązaniem, ma pewną ręką poprowadzoną fabułę, ma wielu równorzędnie podejrzanych bohaterów, a niemal każdy jest obciążony tajemnicami, które potencjalnie mogą prowadzić do zbrodni. No i ma pejzaż nostalgicznego, zimowego, chandrowatego (a nawet może depresyjnego – w sensie psychologicznym, nie tylko geograficznym…) Amsterdamu, którego dekoracje i didaskalia autorka odtwarza pieczołowicie, szczegółowo i z miłością pewną taką. Aż nader przyjemnie…

Druga strona miasta
kryminał / 17 stycznia 2017

Karolina Szewczykowska Druga strona miasta Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Gdzie leży granica między Europą a Azją? Jest w mylnym błędzie (jak mawiają Wielgopolanie…) ten, któremu się wydaje, że granica kontynentalna biegnie na Uralu. Znawcy uważają uczenie, że na Wale Miedzeszyńskim (tudzież jego przedłużeniach stratygraficznych ku północy i południowi…). Karolina Szewczykowska w swym debiutanckim kryminale, usytuowanym w lwiej części na Pradze, też wydaje się skłaniać ku mniemaniu, że to jakiś inny ląd – ta Praga z przyległościami. Osobliwie upalnym latem, wydobywającym, uwydatniającym tę aurę odmienności, potęgowaną przez anomalie topograficzne, antropologiczne czy olfaktoryczne zgoła… Ale z tym mniejsza – nie o to w „Drugiej stronie miasta” chodzi. Druga strona to nie tylko samopiętnująca się prawobrzeżność, to także miasto przenicowane, rozszyfrowane (nie do końca, o nie…), z wywleczonymi na wierzch, na widok publiczny, skazami, plamami, błędami, tajemnicami, zbrodniami. Autorka zaskakująco sprawnie (jak na debiutantkę) plecie narrację w tym właśnie aspekcie: miasta jako surowego, mrocznego teatrum fatalnych namiętności, zbrodniczych aberracji, zbawiennej amnezji (może tylko wyparcia…), szantażu i dewiacji… Albo to taki samorodny talent, albo rezultat pilnej rzemieślniczej nauki opowiadania w dobrej szkółce kreatywnego pisania (prywatnie stawiam raczej na to drugie, choć pierwszego z góry i asekuracyjnie nie…

Jasne oblicze śmierci
kryminał / 28 grudnia 2016

Aleksandra Marinina  Jasne oblicze śmierci Przekład: Aleksandra Stronka Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2016 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Zmarnowany wieczór, czyli zemsta smakuje tylko na zimno… Z bólem przyznaję, że przed laty dałem się uwieść pewnej rosyjskiej milicjantce i jej bohaterce – moskiewskiej milicjantce. Podpułkownik Aleksandra Marinina i major Anastazja Kamieńska (w istocie to jedna i ta sama osoba…) miały w sobie coś nieuchwytnego, zaskakującego i denerwującego – co sprawiało, że ich Rosja wyglądać zaczęła jak kraina za norą Królika… Słowo daję: dałem się nabrać, choć kraj i ludzi znam. Może nie tak dokładnie, jak rodacy o pokolenie wcześniejsi, którzy akurat zaznali osobiście łaski wyzwolenia, byli sołdatami, sybirskimi lesorubami, szachtiorami w Workucie czy zgoła pensjonariuszami Matrosskiej Tiszyny, salonów Feliksa Edmundowicza na Łubiance czy innych „wysp szczęśliwych” Archipelagu Gułag… Ale znam ociupinkę lepiej niż przeciętny Polak – lepiej wprawdzie z epoki breżniewowsko-gorbaczowowskiej niż jelcynowsko-putinowskiej, ale zawszeć… Zresztą, czy mimo wizualnej odmiany tu i ówdzie, ludzie nie są tacy sami i ci sami? Tzw. nowi Ruscy są przecież dziećmi starych Ruskich, a dekoracje gruntownie odnowiono tylko w Moskwie i w Petersburgu trochę. Między nami mówiąc: reszta wygląda gorzej niż niegdyś, niż kiedykolwiek… No więc przyznaję się do łatwowierności. Przez…

Śliski interes
kryminał / 23 grudnia 2016

Ryszard Ćwirlej  Śliski interes Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 „Zacznij od flachy” – wyznanie wiary gliniarza-farciarza… Jakoś tak w okolicy drugiej połowy lat 60. XX stulecia do kierownictwa wiadomego resortu dotarła wreszcie wiadomość z kręgów tzw. społeczeństwa, że wyż. wzmiankowane społeczeństwo nie lubi i polubić się nawet nie stara. Kogo? Ano zbrojnego, czujnego, zdeterminowanego, karzącego ramienia władzy ludowej i społecznej sprawiedliwości. Milicji Obywatelskiej – znaczy… Z przyległościami. O niektórych z nich (jak o esbecji na ten przykład) to nawet mówić nie wypada. Ponura ta konstatacja zmartwiła towarzyszy z kręgów dowódczych wiadomego resortu. Przeto uradzili: wizerunek ocieplić, problematykę zwalczania przestępczości, prewencji i w ogóle stania na straży zdobyczy budownictwa socjalistycznego – przybliżyć, pryncypia – objaśnić, spraw trudnych i drażliwych nie pomijając… Co ja piszę? Pomijając – jak najbardziej. W końcu, towarzysze, wydajemy niemałe pieniądze. Na propagandę, ma się rozumieć. Więc do własnej zupy sikać nie będziemy! Jak uradzili, tak zrobili. W koszmarnym dla Polski roku 1968 zaczęły się ukazywać (do kupienia za grosze w każdym kiosku „Ruchu”) zeszyty z serii „Ewa wzywa 07”. To dla dorosłych; a dla dzieci komiksy z kapitanem Żbikiem… Nie były tak popularne, jak niegdyś wojenne „tygrysy”, sprzedawane spod lady,…

Pójdź na sąd boży
kryminał / 15 grudnia 2016

Mariusz Ziomecki Pójdź na sąd boży Wydawnictwo Akurat – Muza SA, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 1/5 Jeleń w zalewie (Zegrzyńskim, wedle drogi na Ostrołękę…) Ze wstydem przyznaję, że jakoś do tej pory uchowałem się bez zgłębienia rozrywkowej odnogi pisarstwa Ziomeckiego. Przegapiłem. Jak mogłem? Sam się sobie dziwię i nie rozumiem. Nie mam dobrego wytłumaczenia, nie mam usprawiedliwienia… Może dlatego, że Ziomecki (w końcu ode mnie niewiele młodszy, a w sensie profesjonalnym – to samo pokolenie…) zawsze kojarzył mi się z dziennikarstwem wysokiej próby – i to od schyłkowej epoki tygodnika „Kultura” gdzie w końcu lat 70. (aż do 13 grudnia roku pamiętnego…) oprócz genialnych jak zawsze felietonów Krzysztofa Teodora Toeplitza i Jana Zbigniewa Słojewskiego (Hamiltona) czytywać można było z rosnącą ciekawością teksty Teresy Torańskiej, Ewy Szymańskiej (tę ceniłem najwyżej…), Barbary N. Łopieńskiej i rzeczonego Ziomeckiego właśnie – młodych wilczków (wilczyc raczej głównie) reporterki (nie w sensie płciowym, jeno gatunkowym) i publicystyki krajowej… W czas smuty podobno był w Ameryce, a na polskiej scenie publicznej objawił się znów już za nowej demokracji – jako człowiek orkiestra, obdarzony talentami organizatorskimi, kierowniczymi i wieloma innymi, równie przydatnymi. Był naczelnym redaktorem „Super Expresu” i „Przekroju”, zakładał portale internetowe, magazyny komputerowe, prowadził radia…

Dom czwarty
kryminał / 10 listopada 2016

Katarzyna Puzyńska  Dom czwarty Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Zabić kosa, kosa w pozytywce, kosa między swojakami… Nie ukrywam, że lubię Puzyńską w sensie, że tak powiem po Pilchowemu, ścisłym – to znaczy lubię czytać. I tylko czytać. Nie mam pojęcia, czy potrafiłbym się z nią zaprzyjaźnić, nawet gdyby nie miała znaczenia poważna różnica wieku… Ale! Czekaj! Z tym mniejsza. Co innego mnie zmartwiło u Puzyńskiej. Mianowicie tempo produkcji. To już siódma (od 2014 roku)część kryminalnego cyklu (dwa tomy w roku pierwszym, trzy w 2015 i znów dwa w 2016, a kolejny ponoć na warsztacie). To się musi skończyć obniżką formy – pomyślałem sobie troskliwie, zabrawszy się do lektury „Domu czwartego”. A tu niespodzianka: nic z tych rzeczy, Puzyńska z formy nie wypadła. Przeciwnie: ma się dobrze, a jakby nawet nieco lepiej… Bo poprzedni „Łaskun” istotnie zwiastował pewne zachwianie, choćby w kwestii dynamiki opowiadania; a finezja rysowania psychoportretów bohaterów (zwłaszcza ich przemian – bardziej deus ex machina niż narastających w duszach…) też pozostawiała sporo do życzenia… Czego nie omieszkałem delikatnie w stosownej rekomendacji zaznaczyć… Tym razem, ku zadowoleniu tych czytelników, którzy lubią kameralne (a może nawet klaustrofobiczne) okoliczności i kręgi zbrodni, intryga toczy się…

Zabójczy tie-break
kryminał , sensacja / 5 listopada 2016

Nikodem Pałasz  Zabójczy tie-break Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2016 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Zaguglowany terminalnie; od zaraz potrzebne cięcia sanitarne… Jest wszystko. Zwłaszcza zaś inteligentna, skomplikowana, niemal wiarygodna, cyniczna jak trzeba, trzymająca w napięciu intryga kryminalna i polityczna. Tak skrojona, że mniemać można, iż do cna wyczerpała pomysłowość i kombinatoryczne talenty autora… No nie wiem – Nikodem Pałasz ma jednak wszelkie po temu dane, by się bystro zregenerować mentalnie. Nikodem Pałasz należy do tej (skądinąd wcale licznej…) grupy autorów krajowego kryminału, którzy piszą za dużo. A pisać muszą, bo się uduszą. Przy czym zwrot „za dużo” nie oznacza wydajności, frekwencji wydawniczej. Mam na myśli zawartość każdego dziełka z osobna… Co zatem „za dużo” znaczy? Pocznijmy od bohatera sequelu (bo to bodajże trzecia z nim książka…), czyli inspektora policji (teraz już byłego) i funkcjonariusza Europolu (takoż ex…) Wiktora Wolskiego. Klasyczny przypadek przepakowania… 40-letni z lekka łysiejący i odrobinkę tyjący erudyta, bokser, kolekcjoner winyli, ekspert rynku starych samochodów (nie złomu ze szrotów, tylko vintage…), słuchacz punkowo-hiphopowej grupy Beastie Boys, sybaryta, niezgorszy kochanek (sprawność seksualna plus umiejętność czytania kobiecej duszy…), znawca poezji i wedle terapeutów: osobowość psychopatyczna… No i ta przeszłość dramatyczna, znaczona zgonami bliskich, krwawymi śledztwami i urazami (syndrom…

Stukanie do mych drzwi
kryminał / 20 października 2016

David Jackson Stukanie do mych drzwi Przekład: Bartosz Kurowski Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Ptaszek na uwięzi albo popamiętajcie nasze dusze… Co zrobisz, gdy nocą w twoje okno wali dziobem wielkie czarne ptaszysko, ani chybi złowieszczy kruk? Pewnie lekko sparaliżuje cię natychmiastowe skojarzenie z Hitchcockiem… A gdy dostrzeżesz, że ptak łomocze jak oszalały, bo jest przywiązany? Wyjdziesz na zewnątrz, by odwiązać opierzonego awanturnika i poszukasz drania, który to zrobił. Bo ptak sam się nie unieruchomi drutem albo sznurkiem… I wtedy znienacka dostajesz w łeb, a zaczajony sprawca odprawia krwawy rytuał (oszczędzę na razie szczegółów…). Przy twoich zwłokach zostaje martwy ptak, definiując sytuację w sposób na razie nieczytelny dla postronnych, osobliwie zaś dla prowadzących śledztwo funkcjonariuszy policji. W Liverpoolu… Gmatwanina się potęguje (także w sensie ścisłym, zgoła algebraicznym), gdy z ptasich zbrodni robi się seria, a ofiarami padają tylko policjanci (płci obojga) – zwykli posterunkowi, raz wybrani z rozmysłem, innym razem zupełnie przypadkowo. Splątane tropy donikąd wiodą, śladów (w fizycznym sensie, jak w amerykańskich bajkach – CSI-ajkach) nie ma niemal wcale. Trzeba rozciągnąć sieć na dużej połaci, zrobić trochę rejwachu, może ptaszek się spłoszy, popełni błąd i w pułapkę wpadnie. Rutynowa, regulaminowa policyjna robota. W…

Granat poproszę!
kryminał / 13 października 2016

Olga Rudnicka  Granat poproszę! Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 W nierównym boju padła kolejna ofiara… A bój to nie jest ostatni, o nie! Podejrzewam nawet, że wiele jeszcze nieszczęsnych niewiast, parających się literaturą, osobliwie kryminalną, rozrywkową (albo i romansową zgoła…) w podobny sposób padnie… Nie, życia nie straci żadna, ale pójdą w pęta, w niewolę okrutnego komercyjnego konwenansu pisarskiego – zaczną posługiwać się w twórczości swej tak zwaną „chmielewską”, czyli persyflażową technologią artystyczną, zasadzającą się na kilku niezbyt wyrafinowanych regułach… Primo: język osobliwy – niby szlachetnie poprawny, czasem tylko (w dialogach przeważnie) robiący wypady w stronę metafor nieoczywistych o zaskakującej wymowie, do skojarzeń paradoksalnych i śmiesznych. Ale w sumie podskórnie wyczuwa (a może tylko przeczuwa?) się w tym języku jakieś niepokojące drugie dno, ukryte znaczenie a rebours… Secundo: główna bohaterka – pełna fizycznych mankamentów (prawdziwych lub urojonych), przeto i kompleksów, i zaniżonej samooceny – ergo: zapuszczona, nadto dotknięta jakimś intelektualnym niedorozwojem (kojarząca z opóźnieniem lub wcale, kompletnie nieobyta z cywilizacją, zwłaszcza cyfrową, odklejona i obciachowo niekumata…); dziwne i głupie kroki życiowe wykonująca seriami, całymi dramatycznymi sekwencjami (acz niepozbawionymi swoistego wdzięku naiwnego kurczaczka…). Wciąż pełna wiary w swe damskie przewagi i seksualną atrakcyjność dla samców,…

Lampiony
kryminał / 4 października 2016

Katarzyna Bonda Lampiony Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 A tu się pali jak cholera… Modna, absolutnie bezbłędnie wykreowana autorka kryminalna, komiwojażerka sensacji Katarzyna Bonda zawitała do Łodzi w celu sporządzenia powieści. Fakt sam w sobie trudny do pojęcia, albowiem jej pozycja osobista, każdych warta pieniędzy (nawet wygląda jak milion dolarów…), pozwala jej dzisiaj grać w ekstraklasie atrakcji. A Łódź cóż – czwarta ledwie to liga. Scenarzyści, aktorzy (może wyjąwszy od reszty nieco lepszych Chabiora i Czopa) oraz realizatorzy „Komisarza Alexa” mieszczą się tu w sam raz. Ale Bonda? Jakże ona urosła od czasów „Tylko martwi nie kłamią” – takiej sobie intrygi (uwaga: też chodzi o kamienicę; w liczbie pojedynczej…) z akcją osadzoną w Katowicach. Na każdym kroku o tym zakotwiczeniu geograficznym przypominały wtręty krajoznawcze, historyczne tudzież architektoniczne, niezgrabnie rwące akcję, jakby dopisane inną, trochę drżącą ręką. Wyglądające zresztą jak klasyczny product placement (w trybie umowy z komórką promocji miasta). Bonda oczywiście zaprzecza, by z miejscami, w których się lokuje, łączyły ją jakiekolwiek więzy formalne w rodzaju umów o dzieło. I ja jej wierzę. Bo to by była przesada, gruba nieprzyzwoitość… Potrzeba ścisłego, wyznaczonego koordynatami, ubarwionego didaskaliami, opisami przyrody bez mała, i rozciągniętego na osi czasu…

Mock
kryminał / 18 września 2016

Marek Krajewski Mock Wydawnictwo Znak, Kraków 2016 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 1/5 W pętli czasu zbrodnia… „Był sobie skrzypek Hercowicz, co grał z pamięci jak z nut, z Szuberta on umiał zrobić – no brylant, no istny cud.” (Osip Mandelsztam; przekład Wiktora Woroszylskiego; z muzyką Andrzeja Zaryckiego śpiewała Ewa Demarczyk) Wdzięczny jestem głęboko i czołobitnie (jako czytelnik ze skromnych najskromniejszy…) Markowi Krajewskiemu, filologowi klasycznemu z Wrocławia, za autorską woltę, której się dopuścił, wracając do postaci literackiej, od której zaczął był swą karierę popularnego autora powieści kryminalnych. Siedemnaście lat i szesnaście książek (w tym sześć w sensie ścisłym; lub siedem; zależy jak liczyć…) temu Krajewski wykreował postać policjanta. Echt Breslauer (aczkolwiek pochodzący z Wałbrzycha…) und Schlesier Eberhard Mock – tęgi żarłok (powiedzmy raczej: smakosz na miarę posiadanych środków…) i opój, zwolennik tanich dziwek, niedokończony filolog klasyczny (czyli mógłby o mało co karierę zrobić gimnazjalnego profesora – jednego z filarów, obok instruktora musztry w regimencie pruskiej piechoty, systemu wychowawczego i społecznego Rzeszy), posiadacz osobliwymi drogami chadzającego intelektu tudzież nosiciel żarliwego poczucia sprawiedliwości per fas et nefas, za wszelką cenę, do końca i bez zważania na przeszkody egzekwowanego. Że już o chwycie szczęk (w sensie symbolicznym, śledczym) godnym bullterriera, gwałtownym charakterze, od demonstrowania…

Czarne światło
kryminał / 2 września 2016

Marta Guzowska Czarne światło Wydawnictwo Burda Publishing Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Socjopata na tropie, czyli w oparach ultrafioletu Wyjąwszy parę przypadków aż nazbyt oczywistych i ważnych w dowolnych okolicznościach przyrody (uwaga, będą nazwiska: Krajewski, Czubaj, Wroński…) nie mam zaufania do zbioru laureatów tzw. Nagrody Wielkiego Kalibru (notabene: ile to jest – jeśli 7,62 nie wystarczy, to może trzeba mieć .45 lub .50 zgoła?). Zaufanie… Mam takowe na myśli w sensie ścisłym – literackim naturalnie. Bo tu zbyt mocno (choć może kogoś krzywdzę…) wonieje mi koteryjnym smrodkiem, dogoworem środowiskowym, układem (to złowrogie słowo, ale niech tam…) kumplowskim. A wszystko trochę samozwańcze jest, aczkolwiek kapituła założycielska Kalibru to zacne firmy, nie powiem… Lecz cóż począć – niektórzy laureaci kojarzą mi się z zabawą taką: na kogo wypadnie, temu bęc! Pani Marta Guzowska i jej „Ofiara Polikseny” sprzed lat trzech też takim przypadkiem mi się zdała. Ot, znudzona archeolożka (choć czy archeologia może nudzić?) tkwiąca w karbach dyscypliny badawczej i wygórowanych wymagań metodologicznych, korzysta z nawarstwionych latami pokładów wiedzy, daje upust tłumionym emocjom, fantazjom i pobocznym pasjom. W rezultacie: tworzy, kreuje, pisze i wreszcie wydaje (bo talent ma!). Kryminał ze sfer archeo (bo te zna najlepiej)…

Ciuciubabka
kryminał , sensacja / 12 sierpnia 2016

Arne Dahl Ciuciubabka Przekład: Anna Krochmal, Robert Kędzierski Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Precyzja niewidzącego Kreowany na nową gwiazdę kryminalno-sensacyjnego nurtu literatury skandynawskiej szwedzki pisarz (etatowo pracujący – ciekawostka! – jako researcher i lektor noblowskiego komitetu…) Arne Dahl (naprawdę nazywa się Jan Lennart Arnald) powoli dorasta do oczekiwań krytyki… Starsi mistrzowie ustawili jednak poprzeczkę tak wysoko, że dla juniora-aspiranta (rocznik 1963 – ledwie 53 lata – doprawdy, cóż to za wiek…) ciągle jest wolna przestrzeń na wypracowanie potęgi skoku… A przestrzeń to niezwykle potrzebna. Dotąd bowiem uważałem Dahla za sprawnego wyrobnika-rzemieślnika, dobrego w opowiadaniu i snuciu intrygi, operującego przy tym językiem przyzwoitej próby (jeżeli coś nie zostało lost in translation, czego zweryfikować nie sposób, jeśli się nie zna szwedzkiego ni w ząb…). Być może krzywdzę wielkiego pisarza niechcący, ale przed kilkoma laty już zaliczyłem trzy (z ośmiu lub dziewięciu…) jego seryjne powieści o tak zwanej Drużynie A, wyimaginowanej komórce szwedzkiej policji do zwalczania przestępczości niekonwencjonalnej, zorganizowanej i przekraczającej granice kraju: „Misterioso” (2010), „Na szczyt góry” (2011) i „Europa Blues” (2012; wszystkie wydane w Muzie, a w Szwecji jakąś dekadę wcześniej…). No i nie wydały mi się one lekturą wielką, szlusującą do Mankella, Läckberg czy tego…

Łaskun
kryminał / 24 lipca 2016

Katarzyna Puzyńska Łaskun Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Obtłuczona amfora z paradoksurusem… Masywniejący w podziwu godnym tempie dorobek Puzyńskiej (szósty, opasły jak zwykle tom w ciągu lat dwóch zaledwie, z kawałkiem…) powoli (to nie błąd logiczny, tylko paradoks taki…) przybiera sformalizowaną strukturę – ba, architekturę nawet – fabularną. Konstrukcja każdej kolejnej historii upodabnia się do dzieła szalonego garncarza: dzbana, karafy, a może amfory ulepionej na solidnym dnie, z rozszerzającym się obficie i obiecująco brzuchem, nieprędko lecz płynnie przechodzącym w gustownie zwężającą się długą szyjkę. Nie wiedzieć czemu nagle utrąconą; jakby garncarz przechera się robotą znużył, a przy tym w doskonale obłym korpusie wytłukł szpetną dziurę, kędy duch z brzucha uszedł i długo nie wracał… Solidne dno (a w zasadzie podstawa, jeśli nie chcemy używać metafor wartościujących…) to oczywiście zbrodnia lub ich kilka, z gruntownie przemyślanymi imponderabiliami i sygnałami psychologicznymi, w sugestywnych dekoracjach, w uroczych okolicznościach przyrody lokalnej Pojezierza Brodnickiego o różnych porach roku, z oswojonymi didaskaliami i tożsamymi uczestnikami pierwszego planu. Rosnący brzuch naczynia to naturalnie postępy śledztwa (czasem ich brak), żmudne i technicznie – co tu ukrywać – niezbyt finezyjne zbieranie dowodów, rozpaczliwe szukanie motywów… Innymi słowy: bezstylowe pływanie w brei policyjnej rutyny….