Widzi mi się
eseistyka kulturalna , esej literacki , polecam / 28 listopada 2018

Zadie Smith Widzi mi się Przełożyli Justyn Hunia, Jerzy Kozłowski, Agnieszka Pokojska Wydawnictwo Znak, Kraków 2018 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Jak się pozbyć natręctwa myśli? Czym jest esej? W zasadzie to każdy tekst, w którym więcej jest autora niż czegokolwiek innego. To oczywiście nie znaczy, że uważam eseistykę jeno za wyrafinowaną formułę realizacji narcyzmu. O nie… Eseistyka współcześnie to coś więcej – to narcyzm spotęgowany. Co najmniej do kwadratu. Ale to nie wada ani jakowyś grzech. Przeciwnie. To zaleta. Są bowiem autorzy, którzy dopiero pisząc o sobie, wspinają się na szczyty ludzkich, gatunkowych możliwości intelektualnych. Pisząc o sobie, odkrywają nowe horyzonty, wobec których dylematy pewnego księcia duńskiego są zabawne niczym szamotanina prowincjonalnego pustelnika w hipermarkecie. Gdy autor eseju pisze esej, pisze o sobie. Pisze bardzo dobrze, stara się. Przecież materia, o której pisze, istnieje tylko w jednym egzemplarzu. Coś pojedynczego, wyjątkowego – unikat… Żeby przekonująco to „coś” zaprezentować, nie można poprzestać na powściągliwej dyskrecji. To musi być nagły atak na czytelnika, feeria ekspresji, erudycji, odważnej i perwersyjnej metafory… Od zwykłej prozy ma się różnić tak jak rondel boeuf de bourguignon od patelenki jajecznicy na kiełbasie. Esej jest bowiem produktem delikatesowym, a jego autor nie bywa anonimowym debiutantem. Do uprawiania…

Rzeczy utracone. Notatki człowieka posttowarzyskiego
eseistyka kulturalna , felietonistyka / 12 czerwca 2017

Łukasz Orbitowski  Rzeczy utracone. Notatki człowieka posttowarzyskiego Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Auto-da-fé nieczułego wrażliwca Epitet: nieczuły wrażliwiec, aczkolwiek ma wszelkie atrybuty regularnego oksymoronu, nie jest gierką leksykalną, błyskotliwym paradoksem… To po postu możliwie wierny zapis statusu emocjonalnego autora Orbitowskiego, definicja kompleksji etycznej rzeczonego. Ewentualnie mógłby być: wrażliwy barbarzyńca… Jeśli słówko „przewrażliwiony” wyda się wam zbyt daleko idące. Ale tak to już jest z Orbitowskim. Słuchacz, kolekcjoner i znawca heavy metalu. Twardziel, w którym o lepsze walczą autokreacje „mena” w stylu i typie Hłaski, Brychta, Wojaczka, Stachury, Maleńczuka, Iredyńskiego albo i Himilsbacha zgoła. A zarazem w tej samej cielesnej powłoce: subtelny marzyciel, wypełniony po dekiel błyskotliwymi metaforami, lirycznymi obrazami, mądrymi aforyzmami, inteligentnymi paradoksami i wrażliwymi konstatacjami… No brylant, no istny cud! (Pamiętacie, z czego to?) Jedno drugiemu nie przeszkadza, nawet jedno z drugim nie iskrzy. Uzupełniają się. Choć bywa, że i nawzajem redukują się. Ale nie u Orbitowskiego. On wygląda na takiego, co bezapelacyjnie, bez negocjacji sypnie w tytę z piąchy, z glacy, z glana… A jednocześnie z potrzebującym podzieli się ostatnią, wypieszczoną frazą liryczną, myślą strzelistą, egzystencjalnym łkaniem, melancholijnym skowytem bólu istnienia… Taki jest. „Rzeczy utracone” to typowa dla współczesnej produkcji literackiej składanka. Kto aktualnie…

Jak podróżować z łososiem
eseistyka kulturalna , felietonistyka / 22 stycznia 2017

Umberto Eco Jak podróżować z łososiem Przekład: Krzysztof Żaboklicki Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2017 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Jak mężem być uczonym i dobrze się bawić… Czytelnicy „Zapisków na pudełku od zapałek” rozpoznają, poszperawszy w zakamarkach pamięci (pierwszy raz „Zapiski…” u nas wyszły w 1993 roku; szmat czasu…), część (znaczną) felietonów tamże już pomieszczonych. Ale cóż to szkodzi? Dobrego można posmakować drugi raz. I trzeci. I czwarty… Bez zniechęcenia, a w zasadzie nawet z rosnącą przyjemnością…. Tak to już jest z tekstami Umberto Eco. Przy bliższym a uporczywym poznaniu znacznie one zyskują na wartości. Felietony Eco z rzymskiego tygodnika „l’Espresso” (swoją drogą to byli szczęściarze: mieć przez parę dekad takiego autora!) to dodatkowy atut tego wybitnego socjologa, antropologa, semiotyka, historyka, badacza mediów i kultury masowej, erudyty, pisarza, komentatora, filozofa wreszcie. Ale to atut nie najważniejszy, na pewno nie decydujący o rozmiarach światowej sławy włoskiego uczonego. O tej przesądziła beletrystyka; wystarczy powiedzieć „Imię róży” i wszystko jasne. Gdyby nie te dwa słowa, professore Umberto byłby lokalną ciekawostką uniwersytecką, krążącą między Mediolanem (może Bolonią), Oksfordem, Sorboną, Harvardem ewentualnie Yale lub Stanfordem – odbierającą granty, honoraria i doktoraty honoris causa. Znaliby go dobrze co najwyżej bywalcy międzynarodowych kongresów, sympozjów i seminariów,…

Interwencje 2
eseistyka kulturalna , felietonistyka / 1 października 2016

Michel Houellebecq Interwencje 2 Przekład: Beata Geppert Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Zajmujemy się tym, co nas zajmuje… Po czym poznać wielkość Francji? Intelektualną oczywiście (innej nie ma, wyjąwszy może niektóre aspekty stylu życia – szczególnie kulinarne i winne…). No, właśnie po tym, com w tytule sformułował był (może niezgrabnie i w sposób nieoczywisty – za co przepraszam…). My. Tu. We. Francji. Zajmujemy się tym, co nas zajmuje. Powtórzmy to dobitnie, bo warto. Oryginalna myśl francuska (a właściwie szerzej: kultura francuska) jest bytem doskonale samowystarczalnym. Nie ogląda się na świat (no, prawie…) – przeciwnie: wciąż jakoś udaje się zmuszać resztę universum, by to jej się przyglądano z uwagą. Mimo pewnej językowej bariery, bo już niemal sto lat francuski nie funkcjonuje jako (przepraszam za słowo) linqua franca globalnej kultury i cywilizacji. Angielski łatwym skokiem dał mu radę, bo w nim wszystko komunikatywniej brzmi. Może wyjąwszy miłosną poezję śpiewaną; w tej branży wciąż najlepiej mówią (po francusku naturalnie) Brel i Aznavour (nawiasem: nieżyjący od 48 lat Belg i 92-letni Ormiaszka…). Jak więc oni – to znaczy francuscy twórcy, artyści, myśliciele, filozofowie, eseiści, pamfleciści i krytycy – to robią? Dokładnie to nie wiem, ale wydaje się, że milcząco i…

Krótka książka o miłości
eseistyka kulturalna / 11 maja 2016

Karolina Korwin Piotrowska   Krótka książka o miłości Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2016 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Wielkie wzmożenie po przecenie I znów, wbrew tytułowi, okazały buch. Stron niemal siedemset, waga słuszna (kilo bez mała…). I o czymże? Nie o miłości w sensie ścisłym, czyli uczuciu międzyosobniczym (przeważnie jednak międzypłciowym…) – jeno o miłości do filmów, czyli o tym, jak będąc małą dziewczynką autorka do kina poszła na „Gwiezdne wojny” – a potem na parę setek kolejnych. I to stało się jej życiową fascynacją – ba, zawodem bez mała (choć gwałtownie odcina się od korporacji filmowych krytyków; istotnie – nie jest jednym z nich z racji całkowitego braku warsztatu i aparatu krytycznego, osobliwie języka, pozwalającego ludziom tej profesji rozumieć się wpół słowa, za to porozumiewać z innymi plemionami już nie bardzo…). No i dobrze… Korwin Piotrowska jest po prostu jedną z funkcjonariuszek wcale licznej grupki samozwańczych (to nie zarzut!) przewodników po gustach – dla publiczności swego własnego gustu niepewnej. Innymi słowy: medialną, pewną siebie, przemądrzałą rekomendą (taki sobie, średnio udany neologizm…) w branży filmowej, której niekwestionowaną zaletą jest to jedynie, że mówi i pisze tylko o filmach, które na własne oczy widziała (w dzisiejszych czasach to wcale nie jest…