Na ramionach olbrzymów

30 września 2019

Umberto Eco
Na ramionach olbrzymów
Przełożył Krzysztof Żaboklicki
Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2019

Rekomendacja: 5/7
Ocena okładki: 5/5

Dokąd popłynie statek Tezeusza?

Pomyśl, zanim pomyślisz.”
Stanisław Jerzy Lec
„Myśli nieuczesane”

Ilekroć bywałem w Mediolanie, nieopisanie mocno zazdrościłem mediolańczykom trzech rzeczy: niesamowitego Duomo – katedry z fasadą o urodzie weselnego tortu, położonej po sąsiedzku galerii Wiktora Emanuela II, czyli eleganckiego kawałka miasta pod dachem (a deszcze w Mediolanie bywają niespokojne…) oraz sklepu z fajkami Savinellego przy ulicy Złotników (via Orefici 2) dokładnie naprzeciw wspomnianej fasady… Ale jeszcze bardziej zazdrościłem mediolańczykom możliwości obcowania (to już czas przeszły, niestety…) z geniuszem wielkiego semiotyka, wszechstronnego filozofa, eseisty i pisarza Umberta Eco… Można go było spotkać „na mieście”; posłuchać rzadziej (stale wykładał w Bolonii, a to kawałek drogi) – ale raz do roku w maju na pewno – Umberto Eco był przez kilkanaście lat XXI wieku „etatowym” wykładowcą na znakomitym i sławnym festiwalu La Milanesiana: interdyscyplinarnym spotkaniu twórców i wykonawców artes liberales – sztuk wyzwolonych (plus ekonomii…). Eco zazwyczaj otwierał imprezę wykładem inauguracyjnym, poświęconym konkretnemu tematowi – który był zarazem ideą przewodnią całego festiwalu; zresztą na ogół brał czynny udział w wymyślaniu tego hasła. Nie miał wyboru – kuratorką artystyczną festiwalu jest Elisabetta Sgarbi. A jej – przynajmniej w Mediolanie – nikt obdarzony instynktem samozachowawczym nie odmawia… Zresztą pani Sgarbi miała haka na Umberta; oprócz tego, że jest reżyserką filmową i dokumentalistką, parę lat temu założyła w Mediolanie wydawnictwo La Nave di Teseo (literatura piękna, eseistyka – kapitałowo zbliżone do grupy Mondadori), zaś Eco był (i nadal jest) głównym filarem jej firmowego portfolio. Więc zapewne nie mógł i nie potrafił jej odmówić…

La Nave di Teseo (czyli statek Tezeusza; z tym że raczej nie chodzi tu o sławne „Argo”, na którym Tezeusz z połową setki innych greckich herosów pod wodzą Jazona żeglował do Kolchidy po złote runo – chodzi pewnie o tę krypę, którą wyprawił się na Kretę, by zabić potwora Minotaura, pożerającego dziewice; ale wracając z sukcesem z misji zapomniał zmienić żagiel z czarnego na umówiony czerwony – więc na ten widok jego ojciec Ajgeus rzucił się ze skały do morza…) opublikowało wszystkie eseje Eco z Milanesiany. Dwanaście. To prawdziwy skarb. Prezent dla „ecologów”, economów” i „ecomanów”, ale przede wszystkim jeszcze jedno świadectwo – z jakim niepospolitym, wszechstronnym, błyskotliwym i twórczym umysłem mieliśmy do czynienia. Komplet tych esejów, pozornie błąkających się po peryferiach idei, po terytoriach dawno porzuconych jako zbadane do końca i z powrotem, jest dowodem potęgi myśli badacza, analityka i obserwatora, który za cel obrał nasze sposoby komunikowania się: język i inne znaki, kody porozumiewawcze, symbolikę sygnałów, zachowań, rytuałów, manifestację poglądów i stanów ducha…

Gdyby pan Jourdain miał umysł analityczny, gdyby był ciekawskim tropicielem, poszukiwaczem prawdy, to dowiedziawszy się, że mówi prozą, rzuciłby się zbadać, czymże ta proza jest. I już po chwili miałby na stole całą jej anatomię, morfologię, śrubki, ośki i kółka zębate, parametry pomierzone, wypreparowane wiązki logicznych związków, konteksty rozpoznane, opisane znaczenia, rozszyfrowane sensy i wszystko inne. O prozie. Rozprawiałby o niej z polotem, pewnością siebie, wyobraźnią i niejakim znawstwem. Ale, jak pamiętamy z Moliera, był prostakiem o powierzchownym i prymitywnym intelekcie, więc tym łacniej poprzestał na samowywyższeniu się, gdy został mimochodem zaliczony do szlachetnego grona prozaików… I na tym mu zależało bardziej, zaś na zrozumieniu, o co chodzi z tą prozą – już wcale…

Eco zaś był przede wszystkim semiologiem, więc miał naturalną (dawno temu wyuczoną) skłonność do badania zawartości, temperatury, formy i sensu komunikatów, którymi się porozumiewamy (także i tych, którymi się nie-porozumiewamy…). Każde postawione przed nim zadanie – ciekawe pytanie, wątpliwość poznawczą czy dylemat natury etycznej – traktował swoimi subtelnymi narzędziami epistemologicznymi, by wywieść ich sens, zbadać, co znaczą, jak je rozumiemy,, jak to rozumienie się zmieniało i zmienia. Dwanaście esejów z Milanesiany to nie jest -umówmy się zawczasu – próba opisania świata, lecz jedynie próbka, błyskotliwy pokaz, jak działają subtelne narzędzia pojmowania rzeczywistości w rękach mistrza. Oto Eco rozwija przed nami magiczny seans możliwych sensów, wyobrażeń i znaczeń znaków, które stosujemy, porozumiewając się. Prowadzeni przez mistrza, oglądamy – jak w preparatach anatomicznych – zmienność zawartości niezmiennych symboli, wyjętych z naszego cywilizacyjnego, kulturowego kodu znaczeń, szyfrowej tabeli sensów naszej mowy i nie-mowy. Badamy zawartość kodów piękna, brzydoty, docieramy do istoty absolutu, pytamy o prawdę i fałsz, badamy metafizykę teorii spiskowych, zgłębiamy naturę ognia i światła, pytamy o istotę tajemnicy, uczymy się doceniać istotę fikcji w kreśleniu portretu bohatera literackiego, wreszcie studiujemy naturę świętości…

Eseje Eco są jak dwanaście filarów mądrości – nie roszczą sobie pretensji do kompletnego opisania świata, nie chcą być uniwersalne. Nie mają skłonności mentorskich, niczego nie organizują, nie narzucają, nie ograniczają… To tylko zaproszenia do swobodnej wymiany myśli. Teksty te wprawdzie są wizjonerskie, błyskotliwe, onieśmielająco erudycyjne – ale to nie paraliżujące swą normatywnością traktaty. To raczej zaproszenia do swobodnej wędrówki tropami pewnych idei komunikatów i pytań, które autorowi wydają się ważne (skoro zdecydował się odpowiedzieć na wezwanie Milanesiany…). Eco chce te kwestie uczynić ważnymi i dla swojej publiczności… Oto spotykacie się codziennie z pytaniem na przykład o piękno, kwalifikujecie, ustalacie, co nim jest, co nie. Czasem jesteście pewni swego osądu, czasem nie; a czasem macie w głowie chaos… pozwólcie zatem, że wprowadzę trochę ładu, pomogę poustawiać klocki. Zaufajcie – mam narzędzia i trochę się na tym znam.

Eco jest dyskretnym przewodnikiem. Podążajcie za mną – powiada. Ale z zachowaniem pewnej dyscypliny intelektualnej; wtedy skorzystacie… Teza – dowód – teza powtórzona. Wnioski i pytania. A może ktoś kwestionuje tezę lub wywód? Byłbyż to znak, że nie przemyślałem wszystkiego dostatecznie? Zgłębiając w jednym z wykładów naturę paradoksu jako znaku o odwróconym znaczeniu, Eco przyznał, że robią na nim wrażenie (nie znajduje w nich nic wysilonego ani fałszywego…) paradoksalne aforyzmy pewnego lewicującego całe życie galicyjskiego barona de Tusch-Letza (zgadliście: to Stanisław Jerzy Lec!), a osobliwie jedna z jego myśli nieuczesanych, zacytowana tu na wstępie (czyli „Pomyśl, zanim pomyślisz”…). To bła życiowa wskazówka Umberta. Nie ma powodu, by jej sobie nieustannie nie powtarzać przy każdej okazji i bez okazji. Zasięg tego aforyzmu dalece bowiem wykracza poza inteligentną zabawę słowami i znaczeniami. To syntetyczny opis naszego świadomego bytowania na planecie, którą zasiedlamy. Myślenie ma być procesem wyprzedzającym wszystko, cokolwiek zrobimy lub nie zrobimy. Ale nie myślmy zamiast…

Tomasz Sas
(30 09 2019)


Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *