Na Szewskiej
polecam , reportaż historyczny / 23 stycznia 2026

Cezary Łazarewicz  Na Szewskiej. Sprawa Stanisława Pyjasa Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2024 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego… Doświadczenie historyczne poucza, że z każdych trzech opozycyjnie ukierunkowanych kumpli z krakowskiej studenterii lat siedemdziesiątych – jeden nie żyje, drugi popadł w ideologiczną dewocję i fiksację, a trzeci był agentem bezpieki… Smutną tę konstatację poczyniwszy, usiłuję dociec, czemu Cezary Łazarewicz postanowił książkę całą (i do tego wielce absorbującą) napisać o tak zwanej sprawie Pyjasa. Odpowiedź wydaje się oczywista – bo to wciąż ciekawa sprawa jest, i wciąż nierozstrzygnięta definitywnie. Ta druga konstatacja ma charakter mniejszościowy – bo znakomita większość ludzi, którzy w ogóle pamiętają, o co w tej sprawie chodziło, uważa bez wątpliwości, że to zbrodnia esbecka była. I już. Przekonanie jest tak silne, że nie dopuszcza się jakiejkolwiek myśli odmiennej, wątpiącej czy nadal poszukującej. Cień choćby wątpliwości dyskwalifikuje obywatelsko i towarzysko – bo to fundamentalna kwestia jest, najważniejszy mit założycielski antykomunistycznej opozycji krakowskiej i jej wyznanie wiary – ważne do dziś. A kapłanem najwyższym tej wiary jest Bronisław W. – czyli jeden z takich typowych „trzech”. Zgadnijcie – który? W takim klimacie i w takim otoczeniu, w jednoznacznie ustawionych, krzykliwych dekoracjach i pejzażach…

Wańkowicz. Życie na kraterze
biografistyka , polecam / 17 stycznia 2026

Łukasz Garbal Wańkowicz. Życie na kraterze Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Jednego takiego tylko mieliśmy… Miałem w swym życiu czytelniczym i zawodowym krótki (to chyba dobrze) okres fascynacji Wańkowiczem – w późnych latach 60. i potem 70. ubiegłego wieku. Seryjnie kupowałem i pochłaniałem tomy dzieł pisarza, wydawane wtedy przez PIW, a gdyby nie serdeczna znajomość, a w zasadzie przyjaźń (dziedziczona z ojca na syna) z najwybitniejszym łódzkim księgarzem tamtej epoki, Janem Gierańczykiem z „Pegaza”, ksiąg znanych pod tytułami „Przez cztery klimaty” oraz „Karafka La Fontaine’a” czy tomiku „Prosto od krowy” pewnie nie mógłbym nabyć nawet spod lady – w trybie wymiany dóbr i usług uchodzących ówcześnie za „metale ziem rzadkich”. Ale uzbierałem wiele – kiedyś policzyłem, że na moich półkach „wańkowicziana” zajmują blisko półtora metra, a dokładnie 148 centymetrów (plus jeszcze kilkadziesiąt centymetrów w ustawianych osobno seriach). Lecz cóż z tego? Kurz zbierają tylko – choć nie wszystkie; często coś w nich sprawdzam – Wańkowicz bowiem zawsze miał porządne indeksy i przypisy, czasem szeroko wykraczające poza ścisłą materię wywodu. A poza wszystkim nie mam już zbyt wiele czasu na powroty do lektur dawnych i ledwo pamiętanych (i to daleko ważniejszych niż mistrzowskie wańkowiczowskie tomiszcza). O co…

M. Czas przeznaczenia

Antonio Scurati  M. Czas przeznaczenia Przełożyła Alina Pawłowska-ZampinoWydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Śródziemnomorski kolaps dyktatora Z tomu na tom moje mniemanie (od początku skądinąd wysokie) o Scuratim i jego dziele rośnie nieustannie. A „Czas przeznaczenia” już zamienił je w podziw. Oczywiście – wbrew rozpowszechnianym przez autora i jego wydawców (w różnych językach) nie jest to powieść; przymiotem powieści jest bowiem fikcja (wedle klasycznej definicji Goncourtów: ouvrage d’imagination en prose). A tu mamy do czynienia z rzeczywistością udokumentowaną, ze zdarzeniami, które zaistniały naprawdę i mają swoje miejsce w dziejach, z ludźmi autentycznie istniejącymi w swoim czasie, ludźmi, po których zostały niepodważalne ślady materialne. I to, co o nich napisał Scurati, to nie jest pełnoobjawowa fikcja literacka – jeno sama prawda dowiedziona – no, okazjonalnie tylko wspierana fikcyjnymi „dostawkami”, czyli odtworzonymi (tak jak mogłyby brzmieć, ale tego akurat na pewno nie wiadomo) dialogami między „osobami dramatu”, czy zapisanymi refleksjami, myślami bądź sentencjami (o których oczywiście nie wiemy, jak de facto były zwerbalizowane, a nawet czy w ogóle zostały sformułowane przez kogokolwiek; natomiast autor tak tylko je wstawiał w tekst dla jasności przekazu bądź samej urody wywodu). Toteż pomieszczone na okładce słowo „powieść” pozwalam sobie zignorować – zapewne…

Świat w oczach sąsiadki
felietonistyka , polecam / 29 grudnia 2025

Ryszard Koziołek Świat w oczach sąsiadki Wydawnictwo Znak, Kraków 2025 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Drybler w krainie kopaczy prostych Jednym z podgatunków felietonu medialnego, czyli pisywanego (lub wygłaszanego) regularnie w konkretnym miejscu i czasie, jest tzw. felieton koncepcyjny, lub (innymi słowy zdefiniowany) figuratywny. Gatunkowa jego odrębność zasadza się na kreacji – już to fikcyjnego narratora, już to specjalnych dekoracji, już to legendy jakiejś osobliwej albo zmyślnie zmyślonego interlokutora i partnera błyskotliwych scenek z udziałem autora – lub wszystkiego tego naraz. W epoce rozkwitu współczesnej felietonistyki polskiej, czyli w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia dziennikarz i krytyk literacki Jan Zbigniew Słojewski na potrzeby felietonowe w tygodniku „Kultura” wykreował postać niejakiego Hamiltona – zgryźliwego staruszka o umiarkowanie konserwatywnych, acz zdroworozsądkowych poglądach, sięgającego pamięcią w daleką przeszłość – do przedwojnia (ale tego przed I wojną światową), mniemanego współpracownika warszawskiego kardynała Aleksandra Kakowskiego ni mniej, ni więcej. Figura wykoncypowana była z nadmiarową aż konsekwencją i dyscypliną intelektualną, wiarygodnie i wielce erudycyjnie. Innymi słowy: jedyna taka w ówczesnym urobku felietonistycznym krajowej prasy polityczno-kulturalnej – popularna i lubiana… Kiedyś spytałem pana Zbyszka, kiedy zamierza umrzeć (a był wtedy młodzieńcem trzydziestoparoletnim) – mając na uwadze biologiczne prawdopodobieństwo funkcjonowania wymyślonego figuranta. Słojewski się obruszył wielce i…

Quo v AI dis

Andrzej Dragan   Quo vAIdis Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Życie jak sztuczny miód… Z tak zwaną sztuczną inteligencją świadomie wszedłem w interakcję tylko raz – notabene w tym blogu. Otóż postawiłem przed ChatemGPT zadanie, by rozwiązał dylemat egzystencjalny: zjeść ciastko i mieć ciastko. Chat zgłupiał (a może od początku był głupi?) i wdał się w rozważania… dietetyczne; zapewne z tej branży miał najwięcej szkolących algorytmów i podpowiedzi. Natomiast na pewno nie znał najprostszego rozwiązania – by nie rzec: prostackiego. Zjeść ciastko i mieć ciastko? Kupić dwa! Od tamtego eksperymentu nie zadaję się świadomie z tzw. sztuczną inteligencją – moja własna, i ta wrodzona, i ta nabyta – całkowicie zaspokaja moje bieżące potrzeby intelektualne. Robi to dostatecznie szybko, zadowalająco w kwestii sensu oraz rozróżniania między prawdą a fałszem. Więc na cholerę mi sztuczna inteligencja? Że jest szybsza? Ale mnie się nigdzie nie spieszy. Że więcej ogarnia za jednym zamachem? Być może – ale ile w tym sensu, a ile pobocznego gówna? I jak odróżnić jedno od drugiego? W każdym bądź razie sztuczna inteligencja jest bardziej potrzebna tam, gdzie własnej nie staje… A mnie póki co staje – Wysoka Izbo (z kogo to cytat lekuchno sparafrazowany?). A do…

Rowerem na Wschód 1937

Bernard Newman  Rowerem na Wschód 1937 Przełożyła Ewa Kochanowska Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2025 Rekomendacja: 4/7Ocena okładki: 3/5 Pedałujący szpieg Dotarliśmy do końca – w zasadzie wróć! – do początków osobliwej szpiegowskiej epopei europejskiej, jaką na użytek służb informacyjnych brytyjskiego Foreign Office (czyli wywiadu – bądźmy szczerzy) prokurował w latach 30. ubiegłego stulecia niejaki Bernard Newman – angielski pisarz i obieżyświat (dziś uprzejmie nazywa się takiego podróżnikiem). Newman – syn farmera i handlarza bydłem (a przy okazji – cioteczny wnuk płodnej i popularnej XIX-wiecznej pisarki Mary Ann Evans, znanej pod męskim pseudonimem George Eliot), urodzony hrabstwie Leicester i dość gruntownie wykształcony – był jednym z licznego i chwalebnego grona wolontariuszy… brytyjskiego wywiadu. Słowa „wolontariusz” używam świadomie, by opisać status Newmana: nie był wyszkolonym funkcjonariuszem, nie pozostawał w żadnym stosunku służbowym ze strukturami Foreign Office ani nie pobierał wynagrodzenia. Po prostu – wiedziony patriotycznym obowiązkiem informował odpowiednie urzędy o wszystkim, co mu się wydało interesujące. Z potrzeby serca i rozumu, dzięki obywatelskiej edukacji, dobrowolnie – a nie skuszony wynagrodzeniem, wizją wywyższenia, uprzywilejowania czy przestraszony szantażem. Ot, tak… Na szczęście dla obu stron tego osobliwego, dorozumianego kontraktu (zawartego z miłości do ojczyzny i w pełnym zrozumieniu jej potrzeb) Newman miał sporo do…

Trzewiokracja, czyli co piszczy w polityce
felietonistyka , polecam / 17 grudnia 2025

Michał Rusinek Trzewiokracja, czyli co piszczy w polityce Wydawnictwo Znak, Kraków 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Lekcje anatomii Redaktor gazety, która ma w swych zasobach twórczych felietonistę pokroju Rusinka, może się uważać za szczęściarza i wybrańca bogów. Felietonista pokroju Rusinka to skarb – wcale nie mniemany, jeno żywy i kruszcodajny – rzekłbyś: nowy Midas – czego nie tknie swym umysłem i ręką – w złoto się zamienia. Gdybym w swoim czasie miał w ekipie redakcyjnej felietonistę pokroju Rusinka (i gdybym wiedział, po co go mam) gotów byłbym rabować na gościńcach, byle tylko nastarczyć środków na takowego godziwe utrzymanie. No, ale nie miałem i zapewne dlatego nie piszę teraz zza krat. A to zmienia optykę i daje dystans… Innymi słowy: felietonista pokroju Rusinka – wbrew entuzjastycznej apologii, sformułowanej w akapicie pierwszym – nie jest artykułem pierwszej potrzeby dla poważnej, opiniotwórczej gazety. Jeżeli felietonista (już nie tylko pokroju Rusinka, ale każdy) jest w ogóle jeszcze ważny dla prasy drukowanej – to raczej powinien być harcownikiem politycznym, morderczym i bezlitosnym krytykiem życia publicznego, bezkompromisowym szydercą, cynicznym kpiarzem i deprawatorem, brutalnym i nieprzekupnym analitykiem tzw. życia kulturalnego tudzież artystycznego, gorszycielem i obrazoburcą. Jak bardzo brakuje dziś na rynku takich fachowców, boleśnie i co…

Ludzie Hitlera
historia , monografia historyczna , polecam / 10 grudnia 2025

Richard J. Evans  Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej RzeszyPrzełożył Maciej Antosiewicz Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Rzesza przechodniów „…a dookoła, a dookoła, a dookołasami dobrzy Niemcy.” (wers z piosenki Magdaleny Zawadzkiej w kabarecie „Dudek” z 1966 roku; tekst Agnieszki Osieckiej bodajże) Fenomen Trzeciej Rzeszy – tysiącletniego w zamyśle państwa narodu niemieckiego, które wszelako fizycznie przerwało ledwie (i na szczęście, że tylko tyle…) dwanaście lat – wciąż jest intensywnie i pod wieloma aspektami badany (na ogół z użyciem metodologii ściśle naukowej i ze wszech miar obiektywnej, lecz nie tylko) przez liczne grono specjalistów najwyższej próby. Czemu? Bo istota tego fenomenu sprowadza się do nieoczekiwanej, błyskawicznej i silnej metamorfozy narodu, który ze znękanej klęską i post-wojenną traumą społeczności przegrywów, bez oporu przekształcił się w złowrogą, żądną rewanżu żelazną pięść. Jak to się stało? Czy zatem Zło istotnie jest tak banalne i powszechne? Odpowiedź brzmi: tak – Zło nie jest niczym szczególnym, do zakwitnięcia potrzebuje tylko potencjału. Co najmniej przyzwolenia, ale lepiej – przyswojenia, akceptacji, tożsamości, zgody wreszcie pospólnej. Atrakcyjność powszedniego Zła sprawia, że w poszukiwaniu tego potencjału Zło wcale nie musi mozolnie brnąć przez czasoprzestrzeń. Co i rusz bowiem napotyka społeczności gotowe udzielić mu daleko idącego wsparcia. Wszelako pod…

Zanim odlecą anioły
polecam , romans obyczajowy / 4 grudnia 2025

Natasza Socha  Zanim odlecą anioły Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Ballada o lekkim zabarwieniu penitencjarnym,czyli paździerz z cynamonem Jak co roku (i raz do roku) o tej porze firma rekomenduje romans, wyciskacz łez, obyczajówkę o lekkim zabarwieniu metafizycznym… Tym razem z wirówki stochastycznej wypadło to coś, reklamowane jako „świąteczna opowieść” – pełna „ciepła, nadziei tudzież smaków i zapachów z dzieciństwa”. Tyz piknie! No i przypadkiem skorelowane z czasem nadchodzącym – czasem tradycyjnego bożonarodzeniowego smędzenia. Panie i panowie – firma T. Sas z o.o. rekomenduje prozę gatunkową, gatunkową jak bigos, pierogi czy pierniczki z lukrem i nutą imbirową – oraz zaprasza do stołu, znaczy do lektury… Natasza Socha już raz „wypadła” z mojej maszyny losującej, w czerwcu 2018 roku – z romansową obyczajówką „Mgły Toskanii” – banalną, konwencjonalną aż do bólu historyjką o niemożliwie pokręconej (ze względu na rodzinno-towarzyskie parantele obojga partnerów) miłości w bezwzględnie pięknych okolicznościach natury i architektury (Siena!). Nie była to wstrząsająca ani nawet interesująca lektura – w mojej klasyfikacji dałem jedynkę (słabe, lektura zbędna) i po siedmiu latach nie odczuwam żadnych wyrzutów sumienia w tym względzie. Pani Socha jest bowiem autorką mocno usytuowaną w obszarze stereotypowej konfekcji literackiej, producentką masówki (w stylu doprawdy…

Zimne wybrzeża

Szczepan Twardoch  Zimne wybrzeża Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2025 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 4/5 Przekąska białego misia Kanibalizacja… Tak w żargonie mechaników samolotowych (i nie tylko) określa się zabieg pobierania części z unieruchomionych maszyn, by uzdatnić do użytku inne zdefektowane, które się jeszcze do ruchu nadają. Szerzej dylemat kanibalizacji ujmując – chodzi w gruncie rzeczy o robienie nowego ze starego. Krawcy nazywali to nicowaniem (czyli wywracaniem na nice) – pruciem odzieży (po szwach!), wywracaniem tkaniny na lewą stronę i ponownym zszywaniem. A w literaturze? Bierzemy tekst, któremu się nie powiodło na rynku – znaczy wydali, lecz poprzez splot niekorzystnych okoliczności ani bestsellerem nie został, ani autorowi sławy oczekiwanej nie przyniósł. A może wydawca był słaby, prowincjonalny i nie miał środków na promocję? Albo proza była za bardzo „gatunkowa”, zbyt rozrywkowa – i jako taka nie zdobyła sympatii koteryjnych i zblatowanych recenzentów, uganiających się zbiorowo, z wywieszonymi ozorami, za Wielką Powieścią Polską? Jak było – to na razie nieistotne. Dość, że autor, wespół z ambitnym nowym wydawcą, wzięli stary tekst, wydany po raz pierwszy w 2009 roku, więc w innej jakby epoce, poddali go skrupulatnej rewizji (czyli niewykluczone, że trochę… skanibalizowali) i postanowili odświeżone truchło rzucić jeszcze raz na rynek. Niech żyją…

Cesarzowa Piotra. Tom I
polecam , powieść historyczna / 29 października 2025

Kristina Sabaliauskaite  Cesarzowa Piotra. Tom I Przełożyła Eliza Deszczyńska Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Wielkie uwiedzenie Przed kilkoma laty cztery tomy „Silva rerum” pani Sabaliauskaite (używam słowa „pani’ wbrew panieńskiemu, tradycyjnemu na Litwie zapisowi nazwiska z końcówką -aite – bowiem pani Kristina podobno zamężna jest i ma dzieci; ale litewskie prawo obecnie dozwala – mimo zamążpójścia – na pozostawienie panieńskiego zapisu nazwiska; nie trzeba już końcówki obligatoryjnie zmieniać na -iene) zrobiły duże wrażenie na publiczności – piszącego te słowa nie wykluczając. Litewska tetralogia z epoki XVII i XVIII wieku wywróciła na nice ściśle polonocentryczny punkt widzenia naszej literatury o tamtych czasach – z litery i ducha sienkiewiczowskiej. Pokazała inne możliwości opowiadania oraz interpretacji – z niezrównanym mistrzostwem słowa i narracji. Dowiodła, że nie jesteśmy pępkiem Wszechświata, że wszyscy wokół mają swoje historie (nawet jeśli są trochę sztuczne i naciągane) – i nie da się rozstrzygnąć, która jest „najmojsza”… A poza wszystkim pani Sabaliauskaite uwiodła mnie „na zawsze” swoją fenomenalną, nieposkromioną wyobraźnią i siłą kreacji. Bo czymże innym niż wielkim arcydziełem imaginacji prozatorskiej być może scenka, gdy pijaniusieńki w trąbę, zażywny pułkownik carskiej infanterii po wyjściu z bani rzuca się goły w zaspę świeżego śniegu, przy pomocy…

Jak wychować zająca
polecam , reportaż , zapiski / 22 października 2025

Chloe Dalton  Jak wychować zająca Przełożył Tomasz Bieroń Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Podaj rączkę zajączkowi… Szarak… Zając europejski (Lepus europaeus, sklasyfikowany przez Linneusza w 1758 roku, który nazwał zwierzaka Lepus timidus…). Ssak średniej wielkości (ale blisko dolnej granicy tej średniości), lądowy, rozpowszechniony w zasadzie na wszystkich kontynentach, poza Antarktydą naturalnie – z tym, że w Ameryce Południowej i w Australii pojawiał się sporadycznie, na krótko i raczej zawleczony przez człowieka. Zidentyfikowano i wyodrębniono 35 podgatunków zająca (oraz pewnie z dziesięć rodzajów tzw. kopalnych, czyli wymarłych przed tysiącleciami…). Jaki jest zając – każdy wie. Bo każdy widział zająca raz czy dwa – na polu albo w chaszczach, kicającego majestatycznie, nasłuchującego czy pędzącego przed siebie jak pocisk z ergiepepanca. Wrażenia estetyczne przy oglądaniu i podglądaniu zajęcy – to najwyższa klasa. Zwierz to pospolity, żyjący w stanie dzikim, aczkolwiek zagrożony – populacja stale maleje; aktualnie w Polsce szacuje się ją na jakieś pół miliona osobników (niedawno było ponad trzy miliony; nadwyżkę zajęcy odławialiśmy i… eksportowaliśmy do krajów, które miały deficyt zajęczy i decydowały się na reintrodukcję…). Główni wrogowie zająca to człowiek i lis. Ten pierwszy – bo unowocześnia technologie uprawy roślin, odbierając zającom ich naturalne środowisko i zaburzając…