Miasto szpiegów

Marek Krajewski  Miasto szpiegów Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2021 Rekomendacja:4/7 Ocena okładki: 3/5 Nareszcie, nareszcie – Popielski w Wolnym Mieście! Doczekałem się… Kilka razy „namawiałem” Krajewskiego (tylko w tym blogu; innymi sposobami raczej nie), by z akcją szpiegowsko-dwójkarskich „popielskich” zawitał do Wolnego Miasta Gdańska. W latach międzywojennych Freie Stadt Danzig to była osobliwa konstrukcja prawna i terytorialna, owoc traktatu wersalskiego – o skomplikowanych stosunkach wewnętrznych i zewnętrznych (w tym głównie z Polską), zaprojektowanych przez grono angielskich, francuskich i włoskich dyplomatów, tak zwanych entuzjastów traktatowych, skupionych wokół organizującej się centrali Ligi Narodów w Genewie, wspieranych przez teoretycznie neutralnych prawników amerykańskich. No, ale to temat na osobne opowiadanie, podejmowane zresztą wielokrotnie tu i ówdzie, przez tych i owych… Gdańsk w epoce Wolnego Miasta (zanim Hitler ugruntował swą władzę w Rzeszy) odgrywał na scenie międzynarodowej rolę gospodarczą i polityczną istotnie wykraczającą poza formalne, definiowane przez sprawozdania statystyczne, możliwości. Owszem, był to spory port i centrum przemysłu morskiego, centrum handlu – lecz w istocie jego prawdziwe znaczenie w obrocie międzynarodowym polegało na potencjale stworzonych w tej quasi-państwowej strukturze szans operatywnego działania. Kto się umiał w tym potencjale połapać, zarabiał. Kto miał dostęp do informacji, zarabiał po dwakroć. Nic więc dziwnego, że w dziedzinie ekonomii…

Jadąc
eseistyka kulturalna , polecam / 8 maja 2021

Eustachy Rylski  Jadąc Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Mam grać? Sztuka pisania esejów mądrych, wartościowych i zdyscyplinowanych formalnie została objawiona tylko nielicznym majstrom pióra czy w zasadzie klawiatury. Jednym została objawiona, a wielu innym wydaje się, że ją posiedli. Ale to żaden problem. Wszak sens słowa essay to próba. Próbować każdy może – jednym idzie lepiej, drugim idzie gorzej. Ale przecież nie można zabronić próbowania. Ba, należy je popierać. Każdy, kto (na razie mniejsza o to – z jakich pobudek…) usiłuje przelać swe myśli, doświadczenia, uczucia, refleksje na papier, godzien jest co najmniej aprobaty (jeśli nie czynnego lub choćby biernego poparcia) – w imię pamięci Michała z Montaigne. A niektórzy godni są nawet współczucia… Rozumiecie – dlaczego? Byłżeby zatem esej sposobem okiełznania gonitwy myśli? W zasadzie tak… Każda próba uporządkowania myśli przy użyciu liter, sylab, wyrazów i zdań zapisanych w jakimś porządku, coś znaczącym i możliwym do odczytania oraz zrozumienia przez tzw. osobę trzecią (i dalsze…) to już może być esej. No, chyba że pod czachą nic się nie goni. Wtedy mamy do czynienia z bełkotem, który czasem życzliwi (i łagodni) nazywają strumieniem świadomości. Ale i wtedy niezrozumiałą erupcję słów, bełkotliwą co się zowie logoreę…

Koniec historii
polecam , proza obca , sensacja , thriller polityczny / 30 kwietnia 2021

Luis Sepulveda  Koniec historii Przełożyła Joanna Branicka Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Nie spoczniemy, nim dojdziemy, czyli la lucha continua Jest takie słynne zdjęcie – jedna z ikon XX wieku: w półotwartych solidnych odrzwiach stoi grupka młodzieńców w cywilnych garniturkach typowych dla mody lat 70.; w rękach mają AK-47, wszyscy zadzierają głowy i patrzą w niebo. W środku grupki stoi starszy pan w marynarce narzuconej na jakiś fikuśny nieformalny sweterek, na głowie ma wojskowy hełm, trochę zawadiacko przekrzywiony i niezapięty. Też trzyma kałasznikowa, też patrzy w górę… Wygląda troszkę groteskowo, ale cała scena to kluczowy moment jednego z większych i ważniejszych dramatów politycznych ubiegłego stulecia. Akcja uchwycona na zdjęciu toczy się 11 września 1973 roku w Santiago de Chile, przed wejściem do pałacu prezydenckiego La Moneda – a ten starszy pan to legalny prezydent Republiki Chile – doktor Salvador Allende Gossens – właśnie obalany przez puczystów (popieranych, niekoniecznie całkiem dyskretnie, przez CIA i znanego amerykańskiego prezydenckiego doradcę Henry’ego Kissingera, który 12 dni po zamachu, jakby w nagrodę, został sekretarzem stanu USA) pod wodzą niejakiego Augusto Pinocheta – generała tamtejszej armii i jednego z największych zbrodniarzy drugiej połowy XX wieku. Wszyscy patrzą w niebo, bo…

Pilchu. Na rogu Wiślnej i Hożej
biografistyka , polecam / 24 kwietnia 2021

Witold Bereś  Pilchu. Na rogu Wiślnej i Hożej Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Biografia, która się nie styka… Biografistyka – osobna i wielce osobliwa dziedzina twórczości pisarskiej – wiele zna (choć nie wszystkie toleruje…) możliwych płaszczyzn stosunku między autorem biografii a bohaterem biografii. Klasyka to dystans poznawczy (może lepiej powiedzieć: oddalenie poznawcze), czyli sytuacja, w której autora od bohatera dzieli czas albo co najmniej tak znaczna separacja społeczna, geograficzna czy towarzyska, że aż uniemożliwiająca – z różnych powodów – kontakt intelektualny bądź duchowy, emocjonalny a nawet transcendentalny. Nawet gdyby doszło do kontaktu fizycznego… Oczywiście czas (im więcej go, tym lepiej, ale bez przesady) jest najlepszą barierą ochronną przed zakłóceniami w pożądanej obiektywizacji procesu biograficznego. Łatwiej nieco z faktami – wprawdzie chodzące, dwunożne źródła szybko znikają, zapominając, mieszając i wymierając, ale za to archiwa zdejmują klauzule poufności. Wprawdzie w tym samym czasie legendy, bajdy i mity szybko się petryfikują i są nie do odróżnienia od prawdy – ale dobry biograf na chłodno i cierpliwie wydrąży i rozpuści każdą skałę. Tyle że bez istotnych „źródeł osobowych” nie da się zweryfikować zawartości kwitów i legendarnych skamielin. Bezpowrotnie wyparowują klimaty, duchy, imponderabilia, blakną kolory, cichnie muzyka, odchodzą kobiety i…

Pretensja o tytuł jest jedyną, jaką mieć tu można
felietonistyka , polecam / 16 kwietnia 2021

Jerzy Pilch  Pretensja o tytuł jest jedyną, jaką mieć tu można Wydawnictwo Polityka, Warszawa 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Nostalgiczny powrót do niegdysiejszych przewag Niespełna rok po śmierci Jerzego Pilcha – wybitnego prozaika, dramaturga i przede wszystkim fenomenalnego felietonisty – redakcja „Polityki” umyśliła sobie, że uczci tę smutną skądinąd rocznicę, wydając tom felietonów swego sławnego autora. Gdy zabrali się do archiwalnych kwerend, okazało się, że ktoś ich wyprzedził. Był to nikt inny, jak sam… Pilch. Wyszło na jaw, że ten emocjonalny szaławiła, literacki awanturnik i bezinteresowny mąciwoda pozostał na wieki wieków uporządkowanym, zdyscyplinowanym po lutersku rzemieślnikiem słowa, dopilnowującym zawczasu losów swej spuścizny, odpowiedzialnym i dobrze zorganizowanym (w sensie ścisłym) spadkodawcą intelektualnym. W papierach znalazła się teczka z wyborem felietonów z „Polityki”, które – zdaniem mistrza – można było bez ochyby powtórzyć, a niektóre nawet trzeba byłoby… Nie pozostało zatem nic innego, jak intuicyjnie zaufać trafności wyboru autora tudzież intelektualnym kryteriom selekcji, zawartość teki zdigitalizować, puścić na maszyny i… dołączyć (w cenie 34,99 złociszy, co umiarkowanie zbójeckim geszeftem jest) do części nakładu świątecznego, wielkanocnego numeru „Polityki” – z tytułem wymyślonym osobliwą frazą, z iście Pilchowską dezynwolturą. Tak też i zrobiono! I jakiż osiągnięto rezultat? Zbiór felietonów w pewnym (pewność to…

Silva rerum
polecam , powieść historyczna , proza obca / 11 kwietnia 2021

Kristina Sabaliauskaite  Silva rerum Przełożyli Izabela Korybut-Daszkiewicz, Kamil Pecela Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020-2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Skąd Litwini wracali? „(…) – Z nocnej wracali wycieczki, wieźli łupy bogate, w zamkach i cerkwiach zdobyte.” Adam Mickiewicz, „Konrad Wallenrod” W poszukiwaniu tożsamości i korzeni do niej pasujących można zajść daleko; niektórzy nawet mniemają, że można i za daleko… Litwinka Kristina Sabaliauskaite (z polskim rodowodem, czego nie ukrywa; Sabaliauskaite to po prostu panna Sobolewska, jak mniemam…) poszła wstecz. Ale nie za daleko, jakby można przypuszczać – nie do popularnej wśród pisarzy (ze względu na rozmach, legendy, symbolikę oraz konsekwencje historyczne) epoki pół-mitycznego Mendoga, Giedymina, braci Olgierda i Kiejstuta czy ich synów – kuzynów Witolda i Jogajły. Nie – Sabaliauskaite cofnęła się „tylko” do drugiej połowy wieku XVII i potem w wiek XVIII. I to po co? W poszukiwaniu mitu założycielskiego? W każdym razie wróciła z tego wypadu z osobliwą materią literacką, w sam raz stosowną do złożenia wielkiej powieści historycznej. Tetralogii (tak zapowiadają wydawcy…) „Silva rerum” – na razie tylko okrojonej do postaci i rozmiaru trylogii, bo na tom ostatni musimy u nas chyba trochę poczekać… Ale na razie jesteśmy u początków historii… Głównych bohaterów panna Sabaliauskaite przedstawia nam gdzieś tak w…

Demiurg. Biografia Adama Michnika
biografistyka , polecam / 2 kwietnia 2021

Roman Graczyk  Demiurg. Biografia Adama Michnika Wydawnictwo Zona Zero (Fronda), Warszawa 2021 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 4/5 Postępowiec w okowach Na początek skarga – zanim do refleksji i rekomendacji po lekturze „Demiurga” się zabiorę… Skarga na nieludzkie warunki tejże lektury, wręcz ludobójcze. Nie dość, że buch to ciężki (zdrowo ponad kilogram), gruby i okazały, w pancerną tekturę oprawny (680 stron! – z introligatorskiego punktu widzenia nie w kij dmuchał…), łamiący nadgarstki przy próbach utrzymania w dłoniach, to jeszcze wydrukowany na papierze o gramaturze daleko przewyższającej pocukrowe torby. Nie upieram się, żeby zaraz lekuchny biblijny welin – ale dlaczego brystol? Ale to nie koniec problemu… „Demiurga” można czytać krótkimi partiami – dłuższe przyssanie się do lektury spowoduje niechybnie ból głowy, oczopląs lub inne, gorsze nieco komplikacje neurofizjologiczne (z nawracającym, spontanicznym odruchem wymiotnym włącznie…). Czemu? Bo graficznie to koszmar. Czcionka (dziś w epoce komputerów uczenie zwana fontem) podstawowego składu tekstu jakaś dziwna – niby klasyczna książkowa, szeryfowa konstrukcja, ale jakaś taka optycznie zdeformowana, wywołująca lekki niepokój – nie tyle rozszerzona o parę procent horyzontalnie (extended), co spłaszczona w pionie, jakby przydeptana. Dobra może do eleganckich akcydensów, ale na pewno nie do standardowej wielusetkolumnowej roboty typograficznej… No i chyba trochę za duża –…

Cyrk polski

Dawid Krawczyk  Cyrk polski Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 4/5 Cena strachu Tytuł tego starego francuskiego thrillera (w stylu noir i bez happy endu – ma się rozumieć) z Yvesem Montandem natrętnie mi się przypominał raz po raz w trakcie lektury reportażu Krawczyka. Tak, transportowanie ładunku nitrogliceryny zdezelowaną ciężarówką po południowoamerykańskich bezdrożach narzuca się samo jako metafora skracająca, kondensująca, lapidarnie podsumowująca wysiłek reportera usiłującego nadążyć za trzema niedawnymi kampaniami wyborczymi, które w ciągu roku przeorały nasz kraj niezgorzej. Prawie jak pandemia… No i przyznać muszę, że zawodowym czytelnikiem będąc nigdy dotąd podczas czytania najgorszych nawet horrorów uczucia strachu nie doznałem. A podczas lektury „Cyrku polskiego” – tak… I to był strach egzystencjalny – z powodami, pobudkami i przesłankami całkowicie realnymi, spoza obszaru emocji czy imaginacji. Niemal fizycznie czułem, jak coś wzbiera za moimi plecami, coś, co czochra resztki owłosienia, rzuca cień i nie znika, gdy się gwałtownie odwrócisz. Przeciwnie; tkwi tam nadal, mordę szczerzy i bezczelnie się śmieje, żre kiełbachę z grilla, popija ciepłym napojem piwo- lub sokopodobnym, szcza pod murem i wrzeszczy Polskę na różne sposoby oraz przez wszystkie przypadki… Ludzie – po lekturze Krawczyka skonstatowałem, że ja nie boję się o Polskę i Polaków, ale…

Minima Iuridica
esej prawny , filozofia , polecam / 8 marca 2021

Jerzy Zajadło  Minima Iuridica Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Wydawnictwo Arche, Sopot 2019 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 3/5 Sapientia iuris… Nigdy nie wpadłbym na tę książkę, gdyby nie uniwersytecki (mego macierzystego Uniwersytetu Łódzkiego…) konkurs imienia profesora Tadeusza Kotarbińskiego na najwybitniejszą pracę naukową z dziedziny szeroko pojętej humanistyki. Z krótkiej i oszczędnej w treści lokalnej notatki medialnej dowiedziałem się, że szóstą edycję tej zacnej rywalizacji wygrała książka profesora Jerzego Zajadły (z Gdańska) – „Minima Iuridica”. Na tle współczesnych akademickich praktyk konkursowych o mniej czy bardziej elitarnym usposobieniu, rozstrzygnięcie to wydaje się wielce osobliwe i przynosi chwałę szafarzowi nagrody – co najmniej równą chwale autora rzeczy samej. Czemu tak mniemam? O tym trochę później… Lektura „Minimów…” (trudno było je zdobyć; meldowano, że niedostępne albo wyczerpane) podziałała na mnie jak wehikuł czasu, jak wielki lewar przenoszący w drugą połowę lat 60. ubiegłego stulecia, na ulicę Składową w Łodzi, gdzie w budynku przedwojennego żeńskiego gimnazjum Miklaszewskiej rozgościło się (zapewne prawem kaduka, w ramach tzw. dziejowej sprawiedliwości ludowej…) na kilka dziesięcioleci uniwersyteckie Collegium Iuridicum. Tam cztery (z dużym okładem) lata pobierałem nauki – z bardzo miernym rezultatem. A los zarządził (tak, tak – zarządził, nie zrządził…), że żadnego zawodu prawniczego nie wykonywałem ani jednego dnia… Co nie…

Zmierzch demokracji. Zwodniczy powab autorytaryzmu

Anne Applebaum  Zmierzch demokracji. Zwodniczy powab autorytaryzmu Przełożył Piotr Tarczyński Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Mądremu biada… 31 grudnia 1999 roku pani Anne Applebaum wespół z mężem – panem Radosławem Sikorskim – wydali bal sylwestrowy w swej posiadłości w Chobielinie (hen, na Pomorzu gdzieś…). Gości przybyło ze stu, może więcej – z całego świata: od Moskwy do Nowego Jorku, a ich wspólną cechą młodość była (no tak, dobre dwie dekady temu…) i poglądy liberalno-konserwatywne tudzież antykomunistyczne. Generalnie: prawicowe… Wszyscy bawili się dobrze i rozumieli też niezgorzej; byli przecież wspólnotą – ideową, emocjonalną, intelektualną, wreszcie polityczną. Po latach pani Applebaum z omaszczonym nostalgią żalem konstatuje, iż drogi balowiczów kompletnie się rozeszły. Połowa z nich drugiej połowy nie cierpi, nienawidzi może nawet. I wzajemnie. Większość jest gotowa żarliwie zaprzeczyć, że w ogóle na tym balu byli. Nie rozmawiają ze sobą, a jeśli – to w tonie kłótni śmiertelnej. Na ogół, gdy kogoś znajomego zobaczą, przechodzą na drugą stronę ulicy… Dlaczego tak się porobiło? – pyta Applebaum. [Mam swoją ściśle osobistą hipotezę w tej kwestii, choć nie jest ona ani ideologiczna, ani polityczna. Raczej… kulinarna. Applebaum wspomina: „(…) nagotowałyśmy z teściową kilka garów gulaszu i pieczonych buraczków.” No i…