Smutki wszelkiej maści
felietonistyka , polecam , proza obca / 15 grudnia 2023

Mariana Leky  Smutki wszelkiej maści Przełożyła Agnieszka Walczy Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2023 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Czy szczęście może być smutne? Poprzednia wydana u nas książka Mariany Leky, czyli „Sen o okapi” – fenomenalne studium emocjonalnej, oniryczno-magicznej egzystencji małej, zamknięto-otwartej społeczności wiejskiej gdzieś w głuszy na skraju heskiej krainy Westerwald (upamiętnionej w znanej, wesołej, marszowej pieśni Wehrmachtu „Oh, du schöner Westerwald/Über deine höhen pfeift der Wind so kalt”) – spodobała mi się bardzo. Niezwykle rzadko bowiem udaje się trafić (a już w literaturze niemieckiej wcale!) na dzieło tak całkowicie i z premedytacją pozbawione ciężaru, ale zarazem ewidentnie mądre, istotne, pełne usprawiedliwionej czułości tudzież nieskrywanej sympatii wobec wykreowanego universum. No cóż, spotkałem autorkę, która lubi swój świat i swoje figury (łącznie z wariatuńciem Friedhelmem) – i nawet gdy niektóre musi skrzywdzić, to nie przykłada się zbytnio do obmyślonej przez siebie traumy… Jej bohaterowie mogą polegać na swojej autorce – ona zaś opiekuje się nimi i dba, by nie cierpieli ponad miarę… Gdy zatem na rynku pojawiła się nowa książka Mariany Leky, spodziewałem się powrotu tamtego klimatu onirycznej fabuły z leśnych ostępów Westerwaldu, inkrustowanej dylematami ich osobliwych mieszkańców. Na szczęście nic z tego – tylko o wiele, wiele więcej – mimo…

PrzyPiSy, czyli krótka historia 8 długich lat
felietonistyka , komentarz polityczny / 9 października 2023

Jerzy Baczyński  PrzyPiSy, czyli krótka historia 8 długich latWydawnictwo Polityka, Warszawa 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Popisowa asenizacja…   Podczas lektury „Przypisów” przypomniała mi się scenka z arcykomedii Chęcińskiego „Sami swoi”, gdy Kaźmirz Pawlak strofuje synka Witię, iż ten gapi się zachłannie na Jadźkę Kargulównę, a przecież ma nienawidzić całe to wraże Kargulów plemię. Na co Witia odpowiada: – tatku, jak ja się tak napatrzę, to jeszcze bardziej nienawidzę! Mam tak z Baczyńskim. Przygląda się on PiSowi tak dokładnie, że aż na granicy Hassliebe… Ale emocje trzyma na wodzy, by tym dokładniej celnymi ciosami punktować. Nie ma w tym cienia symetryzmu, za to więcej badawczego oglądu, bez skłonności do etykiet i epitetów. Baczyński zaklina się, że jego zamiarem badawczym było zawsze uczciwe i obiektywne zanalizowanie i rozszyfrowanie fenomenu PiS. Fenomenu polegającego na teflonowej – ba, zgoła tytanowej odporności na ciosy i w ogóle na niepogodę. Partia ta skupiła gromadę zwolenników (cóż – jakieś trzydzieści procent – w porywach – obywatelsko aktywnej populacji), zindoktrynowała ich i do takiego stopnia zmanipulowała, że dziś w istocie stanowią monotematyczną, monoideową, zgoła monochromatyczną społeczność, opancerzoną i szczelną. Z dystansu wygląda to jak monolityczny, wylepiony z gładkiej glinki kopiec termitów. W środku oczywiście kłębią się…

Ptak Dodo, czyli co mówią do nas politycy
esej polityczny , felietonistyka / 28 lipca 2023

Michał Rusinek  Ptak Dodo, czyli co mówią do nas politycy Wydawnictwo Znak, Kraków 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Ryży Kieł albo mów pan po ludzku… Od urodzenia przebywam w sferze języka, w świecie słowa, w miarę możliwości – najwyższego gatunku. Ojciec był dziennikarzem radiowym, więc to słowo (gdy on był głównym domowym nadawcą) było w swym pierwotnym, mówionym sensie i aspekcie doskonałe jakościowo; ojciec dbał, by między publiczną, profesjonalną eksploatacją słów a prywatnym językiem familijnej ekspresji różnice były stosunkowo niewielkie. Żadnego infantylnego szczebiotu, żadnego gaworzenia i upraszczania – ani formy, ani sensu. Ojcu zawdzięczam niewolniczą wręcz skłonność do nieustannego czytania i pewną taką łatwość mówienia oraz pisania. A wszystko to, zanim rozpocząłem zorganizowaną edukację na kilku szczeblach. Z bólem niejakim i poczuciem winy (choć nie wiem, skąd mi się takowe wzięły) na starość wyznaję, że w trakcie owej edukacji nie posiadłem żadnych umiejętności rękodzielniczych, żadnego rzemiosła. W zasadzie cały czas znów szlifowałem słowo i język. Po czasie nauki odziedziczyłem fach po ojcu i przez pół wieku najpierw pisałem to i owo, ale wprędce zacząłem czytać cudze teksty, poprawiać i robić z nich gazety rozmaite. Gdy przestałem redagować, nadal czytam i piszę na własny użytek – czego rezultaty macie przed…

Moje ukochane T-shirty

Haruki Murakami  Moje ukochane T-shirty Przełożyła Anna Zielińska-Elliott Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Antropologia koszulki typu T… Koszulka wzoru T-shirt jest jednym z donioślejszych wynalazków współczesnej cywilizacji, zaś jej noszenie – najprostszym, najoczywistszym, banalnym zgoła manifestem pewnej postawy egzystencjalnej – manifestem luzu mianowicie. Kawałek bawełnianej dzianinki o bieliźnianym splocie i takiejże gramaturze, zszyty z dwóch w istocie kawałków – przedniego i tylnego, z krótkimi rękawkami i wycięciem na szyję (z głową na szczycie, ma się rozumieć), kształtem przypominający literę T (obecną we wszystkich alfabetach łacińskich) – zrobił gigantyczną i wciąż nieprzemijającą karierę w temacie odzieży gatunku ludzkiego. W zasadzie jest porównywalny do takich wynalazków jak zszycie dwóch dotąd luźno majtających nogawic (co dało początek spodniom), jak wykoncypowanie biustonosza, zrobienie na drutach pierwszej skarpety i przebojowe wynalezienie apaszki a’la Hermès… Pierwsze lata kariery koszulki T-shirt są zdeterminowane płciowo – otóż był to strój zdecydowanie męski. Ale już dość dawno temu utracił atrybucję dymorficzną. Z niemałym pożytkiem dla estetyki dnia powszedniego… Kto nie wierzy, niech odszuka wideofilmik z telebimu (z 1989 roku), z fenomenalnym vibrato Pameli Anderson w T-koszulce z logo browaru Labatt’s na trybunie podczas meczu futbolowego Lionsów z Vancouver… Koszulka typu T-shirt nie miała jednego…

Demokracja na czarną godzinę

Wojciech Sadurski  Demokracja na czarną godzinę Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt-Syrakuzy 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Malleus maleficarum, czyli demokraci – łączcie się! Tomasz Garrigue Masaryk, pierwszy prezydent Czechosłowacji, tuż po narodzinach swej republiki powiedział, jaki jest jej największy problem – mamy już demokrację, ale nie mamy wciąż wystarczająco dużo demokratów… Zdaniem profesora Sadurskiego dziś dylemat się odwrócił: demokratów nadal mamy wielu, ale nie mamy już demokracji, nie mamy w państwie instytucji demokratycznych. Efektowny paradoks, wnikliwa oraz inteligentna „profesorska wrzutka” poczyniona ku uatrakcyjnieniu dyskursu politycznego? To zapewne… Ale zarazem bolesna konstatacja rzeczywistego stanu spraw publicznych w Rzeczypospolitej dzisiaj… Bo cóż się stało? Na arenie politycznej miota się gromada zdezorientowanych działaczy, myślicieli, polityków, publicystów, którzy nie zauważyli (a właściwie teraz już zauważyli – z dużym opóźnieniem…), jak im się zmienił kraj. No bo jakże to? Na budynkach państwowych wciąż wiszą szyldy z dumnymi nazwami – tu trybunał, ówdzie sąd, dalej sejm z senatem pospołu, tu instytut, tam komisja, gdzieś kapituła, z prawej – fundacja, z lewej – izba, obok rada… Szyldy są czerwone, litery białe – widać je z daleka. Ale za szyldami nie dzieje się nic, co znamionowałoby ustrój demokratyczny w ruchu, w działaniu. Jakieś pozorne drgawki – tylko do kasy…

Diddly Squat. Rok na farmie
felietonistyka / 12 stycznia 2023

Jeremy Clarkson  Diddly Squat. Rok na farmie Przełożył Michał Jóźwiak Wydawnictwo Insignis, Kraków 2022 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Kto bogatemu zabroni? Bez względu na to, co i ile jeszcze napisze, ta rekomendacja to moje pożegnanie z Jeremym Clarksonem. Pożegnanie smutne i zarazem gniewne. Clarkson bowiem przesadził, przedawkował z cynizmem, ironią, z obraźliwym, nieprzyzwoitym grubiaństwem, a nawet (nazwijmy rzecz po imieniu) chamstwem. Przekroczył granicę (w jego przypadku i tak niemożliwie naciągniętą) – i to wobec kobiety. Tak – wiem, że teraźniejszość ma kwestię różnicy płci (której wielkim jestem admiratorem) przepracowaną inaczej: od bezwzględnego mizoginistycznego patriarchatu wszystko zmierza (i jest już daleko) ku genderowej równości totalnej, a potem ku feministycznemu matriarchatowi. Jakoś mnie to nie martwi, bo wiem, że nie dożyję. A perspektywa poprowadzenia mej uroczystości funeralnej przez szybką i kategoryczną mistrzynię ceremonii w kusym przyodziewku wydaje się być zabawna. Ale wróćmy do Clarksona. Korzystając z atmosfery równości płci ze wszystkimi tego stanu konsekwencjami (żeby nie było – co do zasady równość tę też popieram), przekroczył granicę dobrego smaku, właściwego zachowania i powściągliwości. I to wobec kobiety jednak; jako człowiek o wychowaniu dość staroświeckim tego akurat jakoś nie akceptuję. Zdecydowanie. Wiem, to sui generis atawizm pedagogiczny, pozostałość wpajana w trybach domowej…

Tajne państwo z kartonu
esej polityczny , felietonistyka / 13 grudnia 2022

Marcin Matczak Tajne państwo z kartonu Wydawnictwo Znak, Kraków 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Intelektualny plan odbudowy tego i owego… Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują, ci zostająNa łące stoją jak na scenie, czy też przeżyją, czy dotrwają piosenka „W żółtych płomieniach liści” Andrzeja Zielińskiego (Skaldowie) z tekstem Agnieszki Osieckiej;śpiewała Łucja Prus A nas przy tym nigdy nie było,Wianki dziewicze na naszej skroni.To przecież tylko kilka osób robiło:To oni, to oni, to oni!piosenka z Kabaretu Olgi Lipińskiej (1990),autorstwa Włodzimierza Korcza (muzyka)i Wojciecha Kejne (słowa) …bo przecież nie wszystkiego i nie od razu. Fundamentalne pytanie – co po PiS i jak to zrobić? – dręczy mózgi, emocje i sumienia (a w innych przypadkach – instynkty samozachowawcze) wielu z nas, współobywateli (mimo wszystko) Rzeczypospolitej. Od pewnego czasu bowiem jasne się staje, że coś się zmieni, że rządzący reżim nie utrzyma się raczej – kolaps blisko, a co po nim? No co? Niedokładnie wiadomo, a oczekiwania są sprzeczne – i to w sposób tak dokładnie rozbieżny, jak to tylko możliwe… Wiele, bardzo wiele przemawia za tym, że kontynuacji nie będzie. Jeśli zatem poczynimy założenie, iż nadchodzący akt elekcyjny w konstytucyjnym terminie i na warunkach ustanowionych prawem zasadniczo zmieni układ sił politycznych, to…

Świat według Clarksona. Czy da się to przyspieszyć?
felietonistyka / 24 listopada 2021

Jeremy Clarkson  Świat według Clarksona. Czy da się to przyspieszyć? Przełożyli Bożena Jóźwiak, Michał Jóźwiak Wydawnictwo Insignis, Kraków 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Rozterki dojrzałego rolnika Lubię czytać Clarksona (bardziej niż lubiłem go oglądać…), choć nie jestem taką konserwatywno-liberalną, skandalizującą świnią jak on. Lubiłem nawet jego felietony motoryzacyjne, aczkolwiek ześwirowanym fanem pojazdów z silnikiem spalinowym nie jestem, raczej prostym użytkownikiem – z tych, co kombinują jak najszybciej, najtaniej i najwygodniej (przy okazji cicho – nie zwracając niczyjej uwagi, a zwłaszcza policji drogowej i jakiejkolwiek innej) z punktu A dostać się do punktu B. Samochodem, ma się rozumieć. Byle jakim – może być nawet fiat multipla lub którakolwiek ze skód lub dacii – nawet jeśli po podróży niektóre elementy wyposażenia zostaną mi w rękach… Osobliwie lubiłem te jego teksty z ocenami i opiniami po dokonywanych osobiście wygłupach, samochodowych testach i eksperymentach. Pamiętacie, jak wziął na warsztat poloneza? Naszego ukochanego poloneza? A nawet dwa i obtłukiwał je jeden o drugi, zawieszone na wysokich dźwigach – twierdząc, że do tego tylko się nadają? Barbarzyńca! Mniejsza z tym wszakże. Clarkson dowiódł wystarczająco dobitnie, że oprócz posiadania osobowości telewizyjnej – charakteru prawdziwego „zwierzaka” studia, kochanego przez kamery i publiczność – potrafi pisać. A przyznać…

Wielkie Księstwo Groteski
felietonistyka / 16 listopada 2021

Title: Wielkie Księstwo Groteski Author: Szczepan Twardoch Genre: zbiór felietonów Publisher: Wydawnictwo Literackie, Kraków Release Date: 26 10 2021 Szczepan Twardoch  Wielkie Księstwo Groteski Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Razem czy osobno? W przypadku pisarza Twardocha odpowiedź jest oczywista: osobno, zdecydowanie tak. Ale od czego? Od wszystkiego? Od wszystkiego nie. Gdyby był całkiem osobno, nikt nie wydawałby jego książek (gdyby je próbował pisać), a nawet gdyby się ukazywały, nikt by ich nie czytał (poza garstką posiadaczy języka śląskiego w mowie i piśmie). Ergo: nie byłyby źródłem utrzymania, fundamentem pisarskiego bytu. Osobność Twardocha jest zatem natury symbolicznej, metafizycznej zgoła; do tego sam pisarz ową osobność wspiera wolicjonalnie, po wielekroć powtarzając „bo ja tak chcę i gówno komu do tego – dlaczego”. Ale realnie? Realnie jest cząstką dookolnej przyrody ożywionej. Cząstką opisaną i skatalogowaną nie tylko jako tutejsza (mówiąc uczenie: autochtoniczna), ale przynależna bezapelacyjnie (w zasadzie na podstawie jednej tylko, ale w pewnym sensie przesądzającej cechy rozpoznawalnej „na słuch”, czyli rodzimego, ojczystego języka, jakim się posługuje od narodzin…) do zdefiniowanego szerokiego zbioru – powiedzmy, że polskiego lub jakiegoś innego – terytorialnego i zarazem osobowego. A priori – niezależnie od tego, co sama cząstka o tym sądzi… I niezależnie…

Interwencje 2020
esej literacki , felietonistyka / 12 września 2021

Michel Houellebecq Interwencje 2020 Przełożyła Beata Geppert Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Podtrzymując radosne pozory trwania pochodu… Ze sporą ostrożnością, ograniczonym zaufaniem i dającym o sobie znać gdzieś z tyłu głowy przeświadczeniem, że oto ktoś mnie tu bezkarnie (bezkarność bierze się z mniemania, że skoro mam rzecz w ręku, to najprawdopodobniej ją kupiłem – a przecież o to przede wszystkim chodziło – n’est ce pas?) nabija w butelkę, biorę się za książkę, o której wiem, że jest produktem osobliwej manipulacji wydawniczej – być może nawet niezbyt chwalebnej. Oto wyobraźmy sobie, że jesteśmy książkowym edytorem i mamy w swej „stajni” autora wielce poczytnego, gdy trzeba – kontrowersyjnego, gotowego na dowolnego rodzaju umiarkowany skandalik, nie stroniącego od intelektualnych burd. Wyobraźmy sobie nadto, że już kiedyś wydaliśmy tom z jego (tego autora naszego znaczy…) esejami, felietonami, przedmowami, recenzjami, innymi tekstami ulotnymi, pozbieranymi z sieci i gazet, z polemikami, połajankami, ironicznymi kpinami i obrazoburczymi penetracjami świata kultury, polityki, religii i w ogóle życia publicznego. I to był rynkowy sukces. Zarobiliśmy. A nasz autor zaczął budować wizerunek guru, intelektualnego przewodnika, męża opatrznościowego krytyki literackiej, wreszcie przenikliwego profety. Nowy status naszego autora to nowe zobowiązania – spotkania autorskie, obowiązki jurorskie w licznych…

Nie w humorze
felietonistyka / 18 sierpnia 2021

Fran Lebowitz  Nie w humorze Przełożył Łukasz Witczak Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Nowy Jork? To musi boleć… Nie dajcie się nabrać! Autorka tomu felietonów „Nie w humorze” nader często i przy każdej okazji przedstawia się jako patentowany leniwiec pierwszej wielkości, kapłanka kultu nicnierobienia, mistrzyni prokrastynacji, guru marzeń sennych i wybitna praktykantka snu jako takiego tudzież wynalazczyni tysiąca sposobów skutecznego unikania zobowiązań. Po raz wtóry powtarzam – nie dajcie się nabrać. Nikt taki jak leniwa Fran Lebowitz nie istnieje… To persyflażowa maskarada, cyniczna kreacja na użytek gawiedzi, kamuflaż maskujący prawdziwą istotę osobowości pisarki, kostium w pewnym sensie błazeński, umożliwiający dyskretne funkcjonowanie bez konieczności seryjnego odpowiadania na głupie pytania. To jest Nowy Jork, taki jest Nowy Jork… Każdy, kto choć trochę zna to miasto, wie (i odebrał tę naukę boleśnie zazwyczaj – na własnej skórze), że aby się w nim utrzymać na powierzchni, trzeba zapieprzać na okrągło z całych sił, bez udawania i przestojów. Chyba że jest się dziedzicem fortuny Rockefellerów, Warrena Buffeta czy świeżo rozwiedzioną małżonką Jeffa Bezosa. Jeśli nie – toniesz. Leniwym Nowy Jork nie daje szans. Toteż w rzeczywistości madame Fran Lebowitz jest zapracowaną, ścibolącą dolary mrówencją. Bo przecież po rodzicach, skromnej…

Pretensja o tytuł jest jedyną, jaką mieć tu można
felietonistyka / 16 kwietnia 2021

Jerzy Pilch  Pretensja o tytuł jest jedyną, jaką mieć tu można Wydawnictwo Polityka, Warszawa 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Nostalgiczny powrót do niegdysiejszych przewag Niespełna rok po śmierci Jerzego Pilcha – wybitnego prozaika, dramaturga i przede wszystkim fenomenalnego felietonisty – redakcja „Polityki” umyśliła sobie, że uczci tę smutną skądinąd rocznicę, wydając tom felietonów swego sławnego autora. Gdy zabrali się do archiwalnych kwerend, okazało się, że ktoś ich wyprzedził. Był to nikt inny, jak sam… Pilch. Wyszło na jaw, że ten emocjonalny szaławiła, literacki awanturnik i bezinteresowny mąciwoda pozostał na wieki wieków uporządkowanym, zdyscyplinowanym po lutersku rzemieślnikiem słowa, dopilnowującym zawczasu losów swej spuścizny, odpowiedzialnym i dobrze zorganizowanym (w sensie ścisłym) spadkodawcą intelektualnym. W papierach znalazła się teczka z wyborem felietonów z „Polityki”, które – zdaniem mistrza – można było bez ochyby powtórzyć, a niektóre nawet trzeba byłoby… Nie pozostało zatem nic innego, jak intuicyjnie zaufać trafności wyboru autora tudzież intelektualnym kryteriom selekcji, zawartość teki zdigitalizować, puścić na maszyny i… dołączyć (w cenie 34,99 złociszy, co umiarkowanie zbójeckim geszeftem jest) do części nakładu świątecznego, wielkanocnego numeru „Polityki” – z tytułem wymyślonym osobliwą frazą, z iście Pilchowską dezynwolturą. Tak też i zrobiono! I jakiż osiągnięto rezultat? Zbiór felietonów w pewnym (pewność to…

Co robić przed końcem świata
felietonistyka , filozofia / 9 lutego 2021

Tomasz Stawiszyński  Co robić przed końcem świata Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Kwadrans filozofa… Spokojnie… Końca świata nie będzie. To znaczy – będzie, albowiem w sensie czysto fizycznym, ściśle kosmogonicznym jest-ci on przesądzony. Układ ciał niebieskich i innych form materii, w którym żyjemy, ma bowiem oznaczoną żywotność – nie precyzyjnie, ale jako rząd wielkości jednostek czasu – już tak. Obecnie liczy się to w miliardach lat płynnego zużywania się zapasu energii, aż do spodziewanego kolapsu i wymarcia (nie tylko form życia, ale form trwałego bytowania astronomicznego). Z tym że oczywiście może dojść do nagłej (co w okolicznościach kosmologicznych znaczy nagła?) katastrofy, przerywającej ciąg ewolucyjny „naszego” kawałka Kosmosu. Przy czym horyzont czasowy takiej katastrofy też raczej należy odmierzać milionami lat, niż krótszymi jednostkami pomiaru. Tak czy inaczej – ani nikt z nas, ani dających się wyobrazić następców naszych końca świata w sensie ścisłym raczej nie doświadczy. A już na pewno nie zbiorowo. A gdyby nawet mógł i miał doświadczyć, czy umiałby rozpoznać niezbicie, że to „coś” to właśnie koniec świata? Nie sądzę… Koniec świata jest zatem figurą symboliczną, konstruktem intelektualnym, oznaczeniem fundamentalnej zmiany. Gdy świat (w sensie cywilizacja, kultura, system wartości, ideologia i co tam jeszcze uznajecie…

Naprawdę?
felietonistyka / 11 grudnia 2020

Jeremy Clarkson Naprawdę? Przełożyli Bożena Jóźwiak, Michał Jóźwiak, Michał Strąkow Wydawnictwo Insignis, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Tako rzecze biały miś: po co komu samochód? Jestem zawiedziony… Oto wydawcy kolejnego tomu felietonów Clarksona powrócili (zapewne w porozumieniu z autorem) do starego konceptu recenzowania samochodów. W tym nowym tomie zmieściło się 130 gazetowych felietonów (ufam wydawcy; któżby je tam liczył, zwłaszcza że podobne jeden do drugiego jak krople wody) z „Sunday Timesa” od stycznia 2015 do grudnia 2018 roku. Zatytułowane są wszystkie w rozwlekłym ironiczno-wrednym, metaforycznym clarksonowskim stylu, ale każdy sygnowany jest pełną nazwą recenzowanego w nim egzemplarza pojazdu mechanicznego. Zresztą słowo „recenzja” to w przypadku Clarksona pojęcie osobliwe oraz umowne. O większej lub mniejszej dozie dosłowności, wszelako bez przesady. Recenzje te, aczkolwiek motoryzacyjnemu i dziennikarskiemu profesjonalizmowi ich autora niczego zgoła zarzucić nie można, to raczej dość swobodne wariacje clarksonowskie, pełne dygresji (a czasem kompletnych odlotów…), idiosynkrazji i natręctw, uprzedzeń i wycieczek osobistych (jego kumple z „Top Gear” – James May i Richard Hammond – za cierpliwe znoszenie chamskich wybryków i niewybrednych szarż Clarksona mają pewnie procent z zysków; taka marketingowa ustawka…). Wygląda na to, że Clarkson ma płacone za skrajny subiektywizm, za kontrowersyjne, niespecjalnie sprawiedliwe opinie na krawędzi…

Nalewka na piołunie
felietonistyka / 27 września 2020

Ludwik Stomma  Nalewka na piołunie Wydawnictwo Sens, Poznań 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 A czereśni żal… Nareszcie mogę złożyć stosowny hołd pośmiertny Ludwikowi Stommie; wydawnictwo Sens ten zbiorek felietonów formalnie wydało w 2019 roku, ale przez wiele miesięcy w katalogu nowości na ich internetowej stronie książka wisiała z adnotacją „pozycja niedostępna” – i nie sposób było się dowiedzieć, na czym ta niedostępność polega i jak długo potrwa… Tajemnicza sprawa (czyżby pojawiły się w tzw. międzyczasie problemy memoryjalno-spadkowe? – nie żebym drążył; tak tylko pytam). Aż tu nagle plum! – i „Nalewka na piołunie” zaistniała na rynku (dobrze, że tym razem nie w dziale „kulinaria”…). Formalnie to wybór felietonów dla „Polityki” z ostatnich dwudziestu lat – zestawiony nielinearnie, czyli nie według dat, jak to zwykle praktykowano. Ludwik Stomma wespół z wydawcą te swoje teksty pogrupował wedle merytorycznych podobieństw. Są obfite i arcyciekawe obituaria (bo zmarłych w naszym wieku rówieśnym – i nie tylko – przybywa lawinowo; sam wyłapuję w nekrologach co najmniej jeden tygodniowo kogoś znajomego…) Jest wspomnienie o Izabeli Jarudze-Nowackiej i Karin Stanek, o Staszku Królaku, Claude’em Levi-Straussie i Piotrze Skrzyneckim oraz teściu-złotej rączce z Jasła… To są eksplozje miłości, szacunku, dobrych myśli – no, wyjąwszy może tekst o…