Lata
polecam , proza autobiograficzna , proza obca / 24 stycznia 2022

Annie Ernaux   Lata Przełożyli Magdalena Budzińska i Krzysztof Jarosz Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Konspekt babci, czyli jak być perfekcyjnym dziadersem… Non, rien de rienNon, je ne regrette rien (…) początek piosenki Dumonta/Vaucaire’a,zapamiętanej dzięki nieśmiertelnemu wykonaniu Edith Piaf Staranność… Pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl po lekturze „Lat”. A drugie słowo to „kontekst” – definiowane jako potrzeba rozumienia czasu, wyczucie lokalizacyjnych koordynatów geograficznych i emocjonalnych oraz znajomość lokalnych (w gruncie rzeczy etnograficznych) osobliwości plemion, klimatów, pejzaży i dekoracji – sztucznych, ale „jak prawdziwe”. Trzecie słowo po tej lekturze to „powściągliwość” – przechodząca w oszczędność, graniczącą ze skąpstwem, a nawet ascezą. I to jest powściągliwość nie intelektualna, ani emocjonalna – lecz w dziedzinie słów i związków frazeologicznych. Tam, gdzie Standardowy Pisarz Polski roztoczyłby pawi ogon swego bogatego skądinąd wokabularza i obfitości metafor (ma się ten styl, co nie?), Annie Ernaux zachowuje podziwu godną skromność i wstrzemięźliwość wzorowej przeoryszy klauzurowego zgromadzenia mniszek, kultywujących cnotę (i śluby) milczenia. No i czwarte słowo – „surówka”… Tak – mam na myśli półprodukt procesu hutniczego, w postaci byle jak odlanych „gąsek” czy sztabek wytopionego żelaza do dalszego przerobu. Bez dbałości o formę na razie, bo na wszystko jeszcze przyjdzie czas… Tę…

Joga
polecam , proza autobiograficzna , proza obca / 19 stycznia 2022

Emmanuel Carrère   Joga Przełożyła Magdalena Kamińska-Maurugeon Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Wdech/wydech, wdech/wydech… Joga – w sensie holistycznie pojmowanego intelektualno-fizykalnego stylu życia – nie jest dla każdego. Praktykowanie jogi jako pewnego specyficznego sposobu pojmowania świata, w połączeniu z nieustannym ćwiczeniem wszystkich anatomicznych elementów, z których składa się człowiek (łącznie z lingamem i yoni…), dyscyplinowaniem i umartwianiem – w celu osiągnięcia równowagi ciała i umysłu (po co?) – jest zajęciem odpowiednim wyłącznie dla zdeklarowanych narcyzów, egoistów i socjopatów, z całym spektrum nerwicy natręctw, tudzież nieuleczalnych perfekcjonistów. Czego francuski pisarz Emmanuel Carrère niniejszym niezbicie dowiódł. Niezbicie, chociaż zapewne niechcący… Opowiadają ze zgrozą – ale zapewne zaprawioną nutką może podziwu, może dekadenckiego ambiwalentnego cynizmu – o grupce Europejczyków (podobno w większości niemieckojęzycznych Szwajcarów, co już samo z siebie sporo tłumaczy…) praktykujących joginistyczną medytację na wyższym poziomie sublimacji (ergo: odpowiednio wycenioną w walucie wymienialnej) w pewnej szkole ajurwedy na Cejlonie. Akurat w czasie bożonarodzeniowych urlopów. Akurat w 2004 roku. Akurat gdy 26 grudnia zatrzęsło się pod dnem oceanu, w okolicy Sumatry. Te parę tysięcy kilometrów do Sri Lanki woda pokonała bez przeszkód; fala wdarła się na dwa kilometry od brzegu. Ale tak się złożyło, że hotelik ajurwedyków ocalał; woda podpłynęła…

Anomalia
polecam , proza obca / 27 grudnia 2021

Hervé Le Tellier  Anomalia Przełożyła Beata Geppert Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2021 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 4/5 Anatomia czasoprzestrzeni literatury Po co nam literatura? Dlaczego jedni ją piszą, a drudzy czytają? Czy pisanie i czytanie to akty tożsame – ale takie jak przód i tył, awers i rewers, awangarda i ariergarda, jak odbicie w lustrze? Czy może jednak nie – pisanie to akt twórczy, a nawet, głębiej idąc – stwórczy, a czytanie to tylko obróbka ad usum meum? Czy pisanie i czytanie to zabawa, czy może praca: zawodowa tudzież zarobkowa? A może nie jest to alternatywa albo – albo, lecz jedno i drugie zarazem? Czy dzisiejszy stan uprawiania i konsumowania literatury jest tylko pochodną działalności usługowej dla ludności, polegającej na opowiadaniu historii (z czasem nawet odpłatnym, w formie garnka piwa i kęsa jeleniego udźca…) przy wieczornym ognisku, by czas prędzej zleciał, a myśli nie krążyły tylko wokół tego, co czai się za plecami? Czy też może to wysublimowana formuła świadomości, istnienia i ekspresji umysłu, niezależna od wymagań socjalizacji, czyli życia w grupie? I wreszcie dylemat last but not least – czy piszący literaturę i czytający literaturę to jeden zbiór, pod względem emocjonalnym, intelektualnym i psychicznym nieomal tożsamy, aczkolwiek bez powszechnej wymienności…

M. Mąż opatrznościowy

Antonio Scurati  M. Mąż opatrznościowy Przełożyła Alina Pawłowska-Zampino Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Życie codzienne Benita Mussoliniego, jego partii Czarnych Koszul oraz reszty innych Włochów w pierwszych latach faszystowskiej ery Pierwszy tom szczegółowej, okazałej prozatorskiej biografii Benita Mussoliniego („Syn stulecia”) był dziełem doskonałym, wzbudzającym niekłamane zainteresowanie i szacunek dla autora – za talent i bezmiar dokumentacyjnej roboty „zainwestowanej” przez profesora Scuratiego. No i za odwagę – Scurati przełamał bowiem dorozumiane tylko, ale potężne tabu włoskiej historiografii – swoistą zmowę-umowę: o Mussolinim nie piszemy, bo to wstyd; wszyscy (z bardzo nielicznymi wyjątkami!) byliśmy w to faszystowskie gówno umoczeni. Lepiej zapomnieć. A każdy, kto zabrałby się za epokę Duce, mógł być posądzony o bezintencjonalną apologetykę co najmniej… Tylko nieliczni historycy i publicyści o bardzo lewicowej, antyfaszystowskiej proweniencji mieli swoistą „licencję na zabijanie”, ale nawet oni rzadko korzystali. Ciszej nad tą trumną… Trudno to sobie wyobrazić, ale drugi tom dzieła Scuratiego jest jeszcze lepszy od pierwszego. Dostatecznie mocnych komplementów już brakuje w moim wokabularzu. Autor – il professore Scurati jest Włochem ze wszystkimi tego konsekwencjami, więc nieokiełznane gadulstwo powinno być ozdobą katalogu jego cnót twórczych. I jest. Ale heroizm, z jakim stara się je powściągnąć, godzien jest najwyższego…

Zadupia
proza autobiograficzna , proza obca / 20 listopada 2021

António Lobo Antunes  Zadupia Przełożył Wojciech Charchalis Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Barowe zwierzenia czyli czyściec po luzytańsku Raz w roku około października portugalskie środowiska literackie (a osobliwie wydawcy i krytycy) ożywia nadzieja Nobla dla portugalskiego autora – a kandydatem tym (drugim współcześnie – po sukcesie José Saramago) od lat co najmniej kilkunastu jest António Lobo Antunes oczywiście. No niech tam… Niech nie tracą nadziei, chociaż powodu nie widzę. Ale mogę się mylić – jako żem sam maluczkim amatorem jest – bez pretensji do eksperckiego znawstwa, a spiritus flat ubi vult – czego prześwietny literacki komitet noblowski po wielokroć złożył dowody – mniej lub bardziej bulwersujące… Rzecz nie w tym, czy Antunes „ma papiery” na tę nagrodę – daleko ważniejsze jest, co ma do powiedzenia. A ma sporo… Przede wszystkim sporo osobistych, niekonwencjonalnych doświadczeń życiowych – w tym wojennych – i talent wystarczający, by je z powodzeniem przekształcić w prozę. Poza tym jest lekarzem – ze specjalizacji psychiatrą, z wojennego przymusu – chirurgiem pola walki (ale o przebiegu służby kompletnie niepodobnym do tego, co znamy choćby z brutalnie dosadnego, prześmiewczo zwariowanego filmu „M,A.S.H.” Roberta Altmana z 1970 roku, z Donaldem Sutherlandem i Elliottem Gouldem)….

Ognie
proza obca / 4 listopada 2021

Title: Ognie. Miłość i inne katastrofy Series: – Author: Sigridur Hagalin Björnsdóttir Genre: powieść Publisher: Wydawnictwo Literackie, Kraków Release Date: 29. 09. 2021 Pages: 358 Sigridur Hagalin Björnsdóttir  Ognie Przełożył Jacek Godek Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Love story na potokach lawy i hałdach popiołu Wulkanologia stosowana, czyli praktyczna – przedsiębrana w terenie – to jeden z trzech najbardziej niebezpiecznych zawodów świata. Pytacie o pozostałe dwa? Służę: kierowca wyścigowy i degustator wina… Owszem – są wulkanolodzy-teoretycy, komputerowi zabiurkowcy, których jedyną chorobą zawodową bywa zwyrodnienie mięśni pośladków. Ale profesjonalnemu badaczowi wulkanów nie sprzedałbym polisy na życie nawet za dziesięciokrotną składkę, gdybym był agentem ubezpieczeniowym… Na szczęście nie jestem. Lecz z drugiej strony nie znam żadnego zawodowego badacza wulkanów. A geologów w najszerszym sensie – może od jednego do dwóch. Pracującego wulkanu na żywo nigdy nie widziałem. Te wielkie, uśpione też jakoś omijałem z daleka – może parę razy przy różnych okazjach zamajaczyły mi na horyzoncie. Na kilka wymarłych od milionów lat krajowych (i nie tylko) górek tego pokroju wspiąłem się bez specjalnych trudności, ale i bez specjalnie wulkanicznych konotacji. Powieść Malcolma Lowry’ego „Pod wulkanem” przyswoiłem dawno i kilkukrotnie – więc uwierzcie mi – to żadną miarą nie…

Zabawa w chowanego
proza obca , thriller psychologiczny / 6 września 2021

Guillaume Musso  Zabawa w chowanego Przełożyła Joanna Prądzyńska Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2021 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Życie pisarza na szwank kto naraża… Czy młody stosunkowo autor osiemnastu powieści popularnych (w sensie ścisłym, gdy idzie o nakłady i przekłady – oraz w sensie ogólniejszym, gdyż z całą pewnością należą do literatury z gatunku pop) – spisanych w nader nowoczesnym stylu narracji kryminało-obyczajówek z elementami fantastyki, tudzież przede wszystkim modnych – zarazem może być dupkiem? Jakby tu powiedzieć? Nie powinien, ale może, niestety… A wszystko dlatego, że postanowił zgłębić tajemnice pisarstwa – a w tym zdobyć świętego Graala całej literatury – nie tylko popularnej, czyli posiąść istotę duchowej (i innej takoż) koniunkcji pisarza z jego bohaterem. Musso zakłada, Musso przeczuwa, że długotrwałe akty spirytualnego obcowania twórcy z tworzywem inicjują coś w rodzaju znanego z dociekań cybernetycznych i innych dotyczących teorii działania systemów – na przykład inteligencji (nie tylko sztucznej) – sprzężenia zwrotnego. Zjawisko to, znane obecnie pod krótszą i lepiej brzmiącą z angielska nazwą feedback, pojawia się w procesie twórczym wtedy, gdy produkt końcowy (znaczy bohater) osiąga taką gęstość (psychiczną przede wszystkim), że sam zaczyna „nadawać” sygnały zwrotne w kierunku początkowym procesu twórczego, jakby inicjując czy wybierając, preferując określone, konkretne sposoby…

Wszystkie barwy marzeń
proza obca , romans obyczajowy / 16 sierpnia 2021

Natascha Lusenti  Wszystkie barwy marzeń Przełożyła Monika Woźniak Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Kamienica złamanych serc To jest fenomenalna lektura… A ta kamienica stoi gdzieś w Mediolanie (ale nie wiem tego na pewno; w każdym razie w mieście z tramwajami, więc może być też Turyn albo na przykład Bolonia) i ma srebrzystozielone framugi okien. I pięć pięter. Więc gdy taką zobaczycie… Ale w celu ostatecznej identyfikacji trzeba jeszcze zerknąć na tablicę ogłoszeń przy schodach. Czemu? Bo to jedyna w mieście tablica z inseratami wspólnoty mieszkaniowej, dotknięta rąbkiem peplosu którejś z apollińskich Muz. Która z nich zajmuje się felietonem-przypowiastką filozoficzną? Ten gatunek literatury chyba mieści się w kompetencjach Kalliope… Ingerencja Muzy (przyjmijmy, że to istotnie była wspomniana Kalliope) w materię zawartości tablicy ogłoszeń w kamienicy ze srebrzystozielonymi framugami miała miejsce dlatego, że Lisa, przyjaciółka Emilii, wyjechała na rok do Teksasu, ale mieszkanie, które wynajmowała w rzeczonej kamienicy ze srebrzystozielonymi framugami, miała już opłacone na rok z góry, z mocną opcją prolongaty umowy. Więc po co miałoby stać puste? Z kolei Emilia, przyjaciółka Lisy, zaliczyła mały życiowy sztorm, straciła posadę w firmie badań rynku i zerwała się z kotwicy spokojnej egzystencji; fala wyrzuciła ją – bezrobotną i bez…

Duch śniegów

Sylvain Tesson Duch śniegów Przełożyła Anna Michalska Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Irbis – miłosne zaklęcie francuskiego włóczykija… Pantera śnieżna (Panthera uncia), zwana też irbisem (słowo pochodzi zapewne z któregoś z języków turkijskich albo jednego z licznych dialektów tybetańskich; zważywszy na zbitkę -rb- stawiałbym raczej na pochodzenie turkijskie…) jest drapieżnikiem z rodu kotowatych, skrajnie zagrożonym wyginięciem. Tam, gdzie jest panter macierzysta kraina, czyli w Tybecie i górach otaczających ten płaskowyż, żyje ich nie więcej niż pięć tysięcy; w ogrodach zoologicznych nie więcej niż 200 – 300 osobników. To znaczy, że jeszcze jedno, góra dwa pokolenia człowiecze i nikt już nie zobaczy irbisa na wolności, w jego naturalnym biotopie. Za szkodnika uważają go hodowcy jaków, a wyznawcy tzw. medycyny chińskiej za cenne źródło surowców leczniczych. A zatem los śnieżnej pantery wydaje się być przesądzony… Więc skoro tak, to trzeba tam pojechać, by zobaczyć panterę w jej ojczystych śniegach. Sylvainowi Tessonowi takiego zaproszenia dwa razy powtarzać nie trzeba. Choć ostatnio, po upadku z fasady pewnego budynku w Grenoble, jego skłonności do awanturniczych wypraw z powodów medyczno-fizjologicznych wyraźnie zmalały, No cóż, jak ktoś miał takie osobliwe hobby – mógł się spodziewać. Trzeba bowiem wiedzieć, że poza pasją…

Sen o okapi
proza obca / 24 maja 2021

Mariana Leky   Sen o okapi Przełożyła Agnieszka Walczy Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Raport oniryczny z krainy Jasia i Małgosi Oh, du schöner Westerwald!Über Deine Höhen pfeift der Wind so kalt (początkowe wersy refrenu popularnejpieśni marszowej Wehrmachtu) Bracia Jakub i Wilhelm Grimmowie urodzili się w Hesji, w mieście Hanau, tuż przy wschodnim skraju niewysokiego, ale długiego, zalesionego pasma wzgórz Westerwald. Bracia Grimmowie pisali bajki (a może tylko spisywali, jak to czynią etnografowie…). Bodaj najsłynniejsza z ich historyjek to „Hänsel und Gretel” (czyli po spolszczeniu „Jaś i Małgosia”) – dzieje się w lasach Westerwaldu właśnie. Pewien drwal owdowiały, z dwójką dzieci, wziął sobie kolejną kobietę, a ta namówiła go, by dzieci – dla oszczędności, bo życie takie jest kosztowne – w lesie porzucił. Biedactwa tułały się, aż trafiły na chatkę, zbudowaną z chleba i pierników. Gdy trochę podjadły, właścicielka tej osobliwej pułapki, wredna skądinąd czarownica, uwięziła maleństwa, by je jeszcze podtuczyć, upiec i smacznie zjeść. Na szczęście sprytne dzieciaki sfajczyły babę w jej własnym piecu, zabrały z chatki trochę zamelinowanej biżuterii niewiadomego pochodzenia, odnalazły drogę do domu. A tam macocha wyzionęła już ducha, tatko się ucieszył i odtąd wszyscy żyli długo i szczęśliwie… I od czasu…

Nie wiesz, kim jesteś
kryminał , proza obca / 11 maja 2021

Tim Weaver  Nie wiesz, kim jesteś Przełożył Łukasz Praski Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2021 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Kamera widzi wszystko – a czasem więcej… Z czasów, gdy pracowałem w telewizji, dwie rzeczy pozostały mi na resztę życia. Pierwsza to umiejętność myślenia obrazem – to taki stan, gdy dowolny dylemat intelektualny pojawia się w głowie szybciej jako obraz niż opisujący tenże dylemat ciąg słów. Druga rzecz to przekonanie, że obiektyw kamery filmowej i za jego pośrednictwem ostatecznie taśma światłoczuła są najwierniejszymi rejestratorami rzeczywistości – obrazu i ruchu; same z siebie nie kłamią – rysują, zapisują to, co jest naprawdę i robią to niepodważalnie. Tak jak jest. Dopiero później przekonałem się, co z obrazem potrafi zrobić oko, ręka i głowa operatora – z małą pomocą kilku urządzeń optyczno-mechanicznych (optoelektroniki jeszcze wtedy nie wdrażano…). A zaraz potem zbadałem niektóre podstawowe tajniki montażu (ręczna gilotynka, przezroczysta taśma klejąca typu scotch, nożyczki – bardziej wyrafinowanych narzędzi nie używano). To była epoka telewizyjnego dziennikarstwa na czarno-białej taśmie filmowej (używaliśmy profesjonalnych wyrobów marki agfa gevaert), robionego ręcznymi kamerami filmowymi arriflex 16 mm; kolega W. Ł. miał aparat o numerze seryjnym 48 (lub 84 – nie pamiętam już dokładnie), a więc zapewne najstarszą na świecie używaną wtedy…

Koniec historii
proza obca , sensacja , thriller polityczny / 30 kwietnia 2021

Luis Sepulveda  Koniec historii Przełożyła Joanna Branicka Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Nie spoczniemy, nim dojdziemy, czyli la lucha continua Jest takie słynne zdjęcie – jedna z ikon XX wieku: w półotwartych solidnych odrzwiach stoi grupka młodzieńców w cywilnych garniturkach typowych dla mody lat 70.; w rękach mają AK-47, wszyscy zadzierają głowy i patrzą w niebo. W środku grupki stoi starszy pan w marynarce narzuconej na jakiś fikuśny nieformalny sweterek, na głowie ma wojskowy hełm, trochę zawadiacko przekrzywiony i niezapięty. Też trzyma kałasznikowa, też patrzy w górę… Wygląda troszkę groteskowo, ale cała scena to kluczowy moment jednego z większych i ważniejszych dramatów politycznych ubiegłego stulecia. Akcja uchwycona na zdjęciu toczy się 11 września 1973 roku w Santiago de Chile, przed wejściem do pałacu prezydenckiego La Moneda – a ten starszy pan to legalny prezydent Republiki Chile – doktor Salvador Allende Gossens – właśnie obalany przez puczystów (popieranych, niekoniecznie całkiem dyskretnie, przez CIA i znanego amerykańskiego prezydenckiego doradcę Henry’ego Kissingera, który 12 dni po zamachu, jakby w nagrodę, został sekretarzem stanu USA) pod wodzą niejakiego Augusto Pinocheta – generała tamtejszej armii i jednego z największych zbrodniarzy drugiej połowy XX wieku. Wszyscy patrzą w niebo, bo…

Silva rerum
powieść historyczna , proza obca / 11 kwietnia 2021

Kristina Sabaliauskaite  Silva rerum Przełożyli Izabela Korybut-Daszkiewicz, Kamil Pecela Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020-2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Skąd Litwini wracali? „(…) – Z nocnej wracali wycieczki, wieźli łupy bogate, w zamkach i cerkwiach zdobyte.” Adam Mickiewicz, „Konrad Wallenrod” W poszukiwaniu tożsamości i korzeni do niej pasujących można zajść daleko; niektórzy nawet mniemają, że można i za daleko… Litwinka Kristina Sabaliauskaite (z polskim rodowodem, czego nie ukrywa; Sabaliauskaite to po prostu panna Sobolewska, jak mniemam…) poszła wstecz. Ale nie za daleko, jakby można przypuszczać – nie do popularnej wśród pisarzy (ze względu na rozmach, legendy, symbolikę oraz konsekwencje historyczne) epoki pół-mitycznego Mendoga, Giedymina, braci Olgierda i Kiejstuta czy ich synów – kuzynów Witolda i Jogajły. Nie – Sabaliauskaite cofnęła się „tylko” do drugiej połowy wieku XVII i potem w wiek XVIII. I to po co? W poszukiwaniu mitu założycielskiego? W każdym razie wróciła z tego wypadu z osobliwą materią literacką, w sam raz stosowną do złożenia wielkiej powieści historycznej. Tetralogii (tak zapowiadają wydawcy…) „Silva rerum” – na razie tylko okrojonej do postaci i rozmiaru trylogii, bo na tom ostatni musimy u nas chyba trochę poczekać… Ale na razie jesteśmy u początków historii… Głównych bohaterów panna Sabaliauskaite przedstawia nam gdzieś tak w…

Cywilizacje
proza obca / 17 stycznia 2021

Laurent Binet  Cywilizacje Przełożył Wiktor Dłuski Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Historia przenicowana Sto z okładem lat temu przyzwoity łódzki krawiec – jeden z tych, co to ich Tuwim reklamował w nieśmiertelnych „Kwiatach polskich”: „I ten sterczący głupio Savoy,/ i wyfioczone przekupki,/ i szyld odwieczny: „Mużskij partnoj, onże madam i pszerupki” – chociaż w zasadzie utrzymywał się z trzeciego członu tego szyldu, czyli przeróbek, każdą propozycję operacyjnego przedłużenia życia wykwintnemu garniturkowi kwitował skrupulatną auskultacją, a wyroki po niej były nieodwołane i poza dyskusją. Jeżeli zakwestionowany łach pochodził z Brzezin – „starozakonnego” zagłębia konfekcyjnego na skalę europejską – o przeprowadzeniu zabiegu tzw. nicowania nie mogło być mowy; profesjonalna duma i uczciwość nie pozwalały. Ale im dalej od Savoyu i tamtego szyldu… Na przedmiejskich uliczkach rozliczni mistrzowie igły gotowi byli za niewygórowaną opłatą dowolny ciuch przerobić na „brylant, no istny cud” – niechby on sobie nawet był i z Brzezin… Taaa, nicowanie to stary koncept. Czyli zszywanie na nowo z prawej na lewo, z lewej na prawo, by teraz popracowała druga strona, dotąd skryta pod podszewką… W obrębie krawiectwa ręcznego, przy odrobinie fachowości, mogło to nawet dawać znakomite rezultaty, nie od odróżnienia od oryginału. Ale w innych dziedzinach?…

Wieczór w raju
proza obca / 8 stycznia 2021

Lucia Berlin  Wieczór w raju Przełożyła Dobromiła Jankowska Grupa Wydawnicza Foksal – wydawnictwo wab, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Dyskretna nuta chanel numer pięć… Wszystkie ciotki przylatujące z Ameryki ciągnęły za sobą smużkę tego zapachu. Flakony kupowały w strefach wolnocłowych w Idlewild (lotnisko bardziej znane jako Kennedy Airport…) na O’Hare, waszyngtońskim Dullesie czy Hartsfield w Atlancie, jak już się odprawiły za żelazną kurtynę. Kupowały number five, bo „nosiła” go sama Marilyn Monroe, a w obliczu podróży za ocean i spotkania z familiantami ich własne kosmetyki z supermarketu Searsa wydawały się nagle jakieś prostackie. Jedna tylko ciotka intensywnie pachniała jackiem daniel’sem i tłumaczyła, że boi się latać… Ciociu – niepotrzebnie; i tak wiedzieliśmy, jak to było naprawdę… Zresztą i ona nosiła chanelkę w torebce ze skóry aligatora. Lektura opowiadań Lucii Berlin przypomniała mi tamte zapachy. Burbon i chanel, chanel i burbon. I saksofonowe solówki Coltrane’a. I smak coca-coli tudzież solonych peanuts. I terkot wyszczerbionego, ale wciąż ostro golącego remingtona. I magazyn ilustrowany „Ameryka” na błyszczącej, białej jak śnieg, pachnącej kredzie. I „Rio Bravo” oglądane w kinach na przedmieściach po raz piętnasty czy tam dwudziesty (bo koleżanka z klasy kochała się w Rickym Nelsonie i potrzebowała eskorty, a zobowiązania towarzyskie…