Zabawa w chowanego
polecam , proza obca , thriller psychologiczny / 6 września 2021

Guillaume Musso  Zabawa w chowanego Przełożyła Joanna Prądzyńska Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2021 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Życie pisarza na szwank kto naraża… Czy młody stosunkowo autor osiemnastu powieści popularnych (w sensie ścisłym, gdy idzie o nakłady i przekłady – oraz w sensie ogólniejszym, gdyż z całą pewnością należą do literatury z gatunku pop) – spisanych w nader nowoczesnym stylu narracji kryminało-obyczajówek z elementami fantastyki, tudzież przede wszystkim modnych – zarazem może być dupkiem? Jakby tu powiedzieć? Nie powinien, ale może, niestety… A wszystko dlatego, że postanowił zgłębić tajemnice pisarstwa – a w tym zdobyć świętego Graala całej literatury – nie tylko popularnej, czyli posiąść istotę duchowej (i innej takoż) koniunkcji pisarza z jego bohaterem. Musso zakłada, Musso przeczuwa, że długotrwałe akty spirytualnego obcowania twórcy z tworzywem inicjują coś w rodzaju znanego z dociekań cybernetycznych i innych dotyczących teorii działania systemów – na przykład inteligencji (nie tylko sztucznej) – sprzężenia zwrotnego. Zjawisko to, znane obecnie pod krótszą i lepiej brzmiącą z angielska nazwą feedback, pojawia się w procesie twórczym wtedy, gdy produkt końcowy (znaczy bohater) osiąga taką gęstość (psychiczną przede wszystkim), że sam zaczyna „nadawać” sygnały zwrotne w kierunku początkowym procesu twórczego, jakby inicjując czy wybierając, preferując określone, konkretne sposoby…

Wszystkie barwy marzeń
polecam , proza obca , romans obyczajowy / 16 sierpnia 2021

Natascha Lusenti  Wszystkie barwy marzeń Przełożyła Monika Woźniak Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Kamienica złamanych serc To jest fenomenalna lektura… A ta kamienica stoi gdzieś w Mediolanie (ale nie wiem tego na pewno; w każdym razie w mieście z tramwajami, więc może być też Turyn albo na przykład Bolonia) i ma srebrzystozielone framugi okien. I pięć pięter. Więc gdy taką zobaczycie… Ale w celu ostatecznej identyfikacji trzeba jeszcze zerknąć na tablicę ogłoszeń przy schodach. Czemu? Bo to jedyna w mieście tablica z inseratami wspólnoty mieszkaniowej, dotknięta rąbkiem peplosu którejś z apollińskich Muz. Która z nich zajmuje się felietonem-przypowiastką filozoficzną? Ten gatunek literatury chyba mieści się w kompetencjach Kalliope… Ingerencja Muzy (przyjmijmy, że to istotnie była wspomniana Kalliope) w materię zawartości tablicy ogłoszeń w kamienicy ze srebrzystozielonymi framugami miała miejsce dlatego, że Lisa, przyjaciółka Emilii, wyjechała na rok do Teksasu, ale mieszkanie, które wynajmowała w rzeczonej kamienicy ze srebrzystozielonymi framugami, miała już opłacone na rok z góry, z mocną opcją prolongaty umowy. Więc po co miałoby stać puste? Z kolei Emilia, przyjaciółka Lisy, zaliczyła mały życiowy sztorm, straciła posadę w firmie badań rynku i zerwała się z kotwicy spokojnej egzystencji; fala wyrzuciła ją – bezrobotną i bez…

Duch śniegów

Sylvain Tesson Duch śniegów Przełożyła Anna Michalska Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Irbis – miłosne zaklęcie francuskiego włóczykija… Pantera śnieżna (Panthera uncia), zwana też irbisem (słowo pochodzi zapewne z któregoś z języków turkijskich albo jednego z licznych dialektów tybetańskich; zważywszy na zbitkę -rb- stawiałbym raczej na pochodzenie turkijskie…) jest drapieżnikiem z rodu kotowatych, skrajnie zagrożonym wyginięciem. Tam, gdzie jest panter macierzysta kraina, czyli w Tybecie i górach otaczających ten płaskowyż, żyje ich nie więcej niż pięć tysięcy; w ogrodach zoologicznych nie więcej niż 200 – 300 osobników. To znaczy, że jeszcze jedno, góra dwa pokolenia człowiecze i nikt już nie zobaczy irbisa na wolności, w jego naturalnym biotopie. Za szkodnika uważają go hodowcy jaków, a wyznawcy tzw. medycyny chińskiej za cenne źródło surowców leczniczych. A zatem los śnieżnej pantery wydaje się być przesądzony… Więc skoro tak, to trzeba tam pojechać, by zobaczyć panterę w jej ojczystych śniegach. Sylvainowi Tessonowi takiego zaproszenia dwa razy powtarzać nie trzeba. Choć ostatnio, po upadku z fasady pewnego budynku w Grenoble, jego skłonności do awanturniczych wypraw z powodów medyczno-fizjologicznych wyraźnie zmalały, No cóż, jak ktoś miał takie osobliwe hobby – mógł się spodziewać. Trzeba bowiem wiedzieć, że poza pasją…

Sen o okapi
proza obca / 24 maja 2021

Mariana Leky   Sen o okapi Przełożyła Agnieszka Walczy Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Raport oniryczny z krainy Jasia i Małgosi Oh, du schöner Westerwald!Über Deine Höhen pfeift der Wind so kalt (początkowe wersy refrenu popularnejpieśni marszowej Wehrmachtu) Bracia Jakub i Wilhelm Grimmowie urodzili się w Hesji, w mieście Hanau, tuż przy wschodnim skraju niewysokiego, ale długiego, zalesionego pasma wzgórz Westerwald. Bracia Grimmowie pisali bajki (a może tylko spisywali, jak to czynią etnografowie…). Bodaj najsłynniejsza z ich historyjek to „Hänsel und Gretel” (czyli po spolszczeniu „Jaś i Małgosia”) – dzieje się w lasach Westerwaldu właśnie. Pewien drwal owdowiały, z dwójką dzieci, wziął sobie kolejną kobietę, a ta namówiła go, by dzieci – dla oszczędności, bo życie takie jest kosztowne – w lesie porzucił. Biedactwa tułały się, aż trafiły na chatkę, zbudowaną z chleba i pierników. Gdy trochę podjadły, właścicielka tej osobliwej pułapki, wredna skądinąd czarownica, uwięziła maleństwa, by je jeszcze podtuczyć, upiec i smacznie zjeść. Na szczęście sprytne dzieciaki sfajczyły babę w jej własnym piecu, zabrały z chatki trochę zamelinowanej biżuterii niewiadomego pochodzenia, odnalazły drogę do domu. A tam macocha wyzionęła już ducha, tatko się ucieszył i odtąd wszyscy żyli długo i szczęśliwie… I od czasu…

Nie wiesz, kim jesteś
kryminał , proza obca / 11 maja 2021

Tim Weaver  Nie wiesz, kim jesteś Przełożył Łukasz Praski Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2021 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Kamera widzi wszystko – a czasem więcej… Z czasów, gdy pracowałem w telewizji, dwie rzeczy pozostały mi na resztę życia. Pierwsza to umiejętność myślenia obrazem – to taki stan, gdy dowolny dylemat intelektualny pojawia się w głowie szybciej jako obraz niż opisujący tenże dylemat ciąg słów. Druga rzecz to przekonanie, że obiektyw kamery filmowej i za jego pośrednictwem ostatecznie taśma światłoczuła są najwierniejszymi rejestratorami rzeczywistości – obrazu i ruchu; same z siebie nie kłamią – rysują, zapisują to, co jest naprawdę i robią to niepodważalnie. Tak jak jest. Dopiero później przekonałem się, co z obrazem potrafi zrobić oko, ręka i głowa operatora – z małą pomocą kilku urządzeń optyczno-mechanicznych (optoelektroniki jeszcze wtedy nie wdrażano…). A zaraz potem zbadałem niektóre podstawowe tajniki montażu (ręczna gilotynka, przezroczysta taśma klejąca typu scotch, nożyczki – bardziej wyrafinowanych narzędzi nie używano). To była epoka telewizyjnego dziennikarstwa na czarno-białej taśmie filmowej (używaliśmy profesjonalnych wyrobów marki agfa gevaert), robionego ręcznymi kamerami filmowymi arriflex 16 mm; kolega W. Ł. miał aparat o numerze seryjnym 48 (lub 84 – nie pamiętam już dokładnie), a więc zapewne najstarszą na świecie używaną wtedy…

Koniec historii
proza obca , sensacja , thriller polityczny / 30 kwietnia 2021

Luis Sepulveda  Koniec historii Przełożyła Joanna Branicka Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Nie spoczniemy, nim dojdziemy, czyli la lucha continua Jest takie słynne zdjęcie – jedna z ikon XX wieku: w półotwartych solidnych odrzwiach stoi grupka młodzieńców w cywilnych garniturkach typowych dla mody lat 70.; w rękach mają AK-47, wszyscy zadzierają głowy i patrzą w niebo. W środku grupki stoi starszy pan w marynarce narzuconej na jakiś fikuśny nieformalny sweterek, na głowie ma wojskowy hełm, trochę zawadiacko przekrzywiony i niezapięty. Też trzyma kałasznikowa, też patrzy w górę… Wygląda troszkę groteskowo, ale cała scena to kluczowy moment jednego z większych i ważniejszych dramatów politycznych ubiegłego stulecia. Akcja uchwycona na zdjęciu toczy się 11 września 1973 roku w Santiago de Chile, przed wejściem do pałacu prezydenckiego La Moneda – a ten starszy pan to legalny prezydent Republiki Chile – doktor Salvador Allende Gossens – właśnie obalany przez puczystów (popieranych, niekoniecznie całkiem dyskretnie, przez CIA i znanego amerykańskiego prezydenckiego doradcę Henry’ego Kissingera, który 12 dni po zamachu, jakby w nagrodę, został sekretarzem stanu USA) pod wodzą niejakiego Augusto Pinocheta – generała tamtejszej armii i jednego z największych zbrodniarzy drugiej połowy XX wieku. Wszyscy patrzą w niebo, bo…

Silva rerum
powieść historyczna , proza obca / 11 kwietnia 2021

Kristina Sabaliauskaite  Silva rerum Przełożyli Izabela Korybut-Daszkiewicz, Kamil Pecela Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020-2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Skąd Litwini wracali? „(…) – Z nocnej wracali wycieczki, wieźli łupy bogate, w zamkach i cerkwiach zdobyte.” Adam Mickiewicz, „Konrad Wallenrod” W poszukiwaniu tożsamości i korzeni do niej pasujących można zajść daleko; niektórzy nawet mniemają, że można i za daleko… Litwinka Kristina Sabaliauskaite (z polskim rodowodem, czego nie ukrywa; Sabaliauskaite to po prostu panna Sobolewska, jak mniemam…) poszła wstecz. Ale nie za daleko, jakby można przypuszczać – nie do popularnej wśród pisarzy (ze względu na rozmach, legendy, symbolikę oraz konsekwencje historyczne) epoki pół-mitycznego Mendoga, Giedymina, braci Olgierda i Kiejstuta czy ich synów – kuzynów Witolda i Jogajły. Nie – Sabaliauskaite cofnęła się „tylko” do drugiej połowy wieku XVII i potem w wiek XVIII. I to po co? W poszukiwaniu mitu założycielskiego? W każdym razie wróciła z tego wypadu z osobliwą materią literacką, w sam raz stosowną do złożenia wielkiej powieści historycznej. Tetralogii (tak zapowiadają wydawcy…) „Silva rerum” – na razie tylko okrojonej do postaci i rozmiaru trylogii, bo na tom ostatni musimy u nas chyba trochę poczekać… Ale na razie jesteśmy u początków historii… Głównych bohaterów panna Sabaliauskaite przedstawia nam gdzieś tak w…

Cywilizacje
proza obca / 17 stycznia 2021

Laurent Binet  Cywilizacje Przełożył Wiktor Dłuski Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Historia przenicowana Sto z okładem lat temu przyzwoity łódzki krawiec – jeden z tych, co to ich Tuwim reklamował w nieśmiertelnych „Kwiatach polskich”: „I ten sterczący głupio Savoy,/ i wyfioczone przekupki,/ i szyld odwieczny: „Mużskij partnoj, onże madam i pszerupki” – chociaż w zasadzie utrzymywał się z trzeciego członu tego szyldu, czyli przeróbek, każdą propozycję operacyjnego przedłużenia życia wykwintnemu garniturkowi kwitował skrupulatną auskultacją, a wyroki po niej były nieodwołane i poza dyskusją. Jeżeli zakwestionowany łach pochodził z Brzezin – „starozakonnego” zagłębia konfekcyjnego na skalę europejską – o przeprowadzeniu zabiegu tzw. nicowania nie mogło być mowy; profesjonalna duma i uczciwość nie pozwalały. Ale im dalej od Savoyu i tamtego szyldu… Na przedmiejskich uliczkach rozliczni mistrzowie igły gotowi byli za niewygórowaną opłatą dowolny ciuch przerobić na „brylant, no istny cud” – niechby on sobie nawet był i z Brzezin… Taaa, nicowanie to stary koncept. Czyli zszywanie na nowo z prawej na lewo, z lewej na prawo, by teraz popracowała druga strona, dotąd skryta pod podszewką… W obrębie krawiectwa ręcznego, przy odrobinie fachowości, mogło to nawet dawać znakomite rezultaty, nie od odróżnienia od oryginału. Ale w innych dziedzinach?…

Wieczór w raju
proza obca / 8 stycznia 2021

Lucia Berlin  Wieczór w raju Przełożyła Dobromiła Jankowska Grupa Wydawnicza Foksal – wydawnictwo wab, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Dyskretna nuta chanel numer pięć… Wszystkie ciotki przylatujące z Ameryki ciągnęły za sobą smużkę tego zapachu. Flakony kupowały w strefach wolnocłowych w Idlewild (lotnisko bardziej znane jako Kennedy Airport…) na O’Hare, waszyngtońskim Dullesie czy Hartsfield w Atlancie, jak już się odprawiły za żelazną kurtynę. Kupowały number five, bo „nosiła” go sama Marilyn Monroe, a w obliczu podróży za ocean i spotkania z familiantami ich własne kosmetyki z supermarketu Searsa wydawały się nagle jakieś prostackie. Jedna tylko ciotka intensywnie pachniała jackiem daniel’sem i tłumaczyła, że boi się latać… Ciociu – niepotrzebnie; i tak wiedzieliśmy, jak to było naprawdę… Zresztą i ona nosiła chanelkę w torebce ze skóry aligatora. Lektura opowiadań Lucii Berlin przypomniała mi tamte zapachy. Burbon i chanel, chanel i burbon. I saksofonowe solówki Coltrane’a. I smak coca-coli tudzież solonych peanuts. I terkot wyszczerbionego, ale wciąż ostro golącego remingtona. I magazyn ilustrowany „Ameryka” na błyszczącej, białej jak śnieg, pachnącej kredzie. I „Rio Bravo” oglądane w kinach na przedmieściach po raz piętnasty czy tam dwudziesty (bo koleżanka z klasy kochała się w Rickym Nelsonie i potrzebowała eskorty, a zobowiązania towarzyskie…

Burzliwe czasy
proza obca / 20 grudnia 2020

Mario Vargas Llosa  Burzliwe czasy Przełożyła Marzena Chrobak Wydawnictwo Znak, Kraków 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Banany lepiej rosną, gdy jest cicho… – Ćwiarteczkę gwatemali drobno zmielonej proszę… Takim hasłem z użyciem słowa „gwatemala” posługuję się najczęściej, gdyż to nasz domowy ulubiony gatunek kawy – niby pospolita i niespecjalnie droga arabica, ale z charakterem (bo uprawy głównie w górach…); ma naturalny aromat i moc niepospolitą, zwłaszcza świeżo po zmieleniu, a nieodzowny kwaskowy posmak – wielce dyskretny. No i ta płynąca nie wiem skąd łagodność na podniebieniu (czyli palatalna – jak mawiają kiperzy…). Najlepsza do nabycia w sklepach firmy Tchibo – z obrazkiem okazałego tukana na paczce; a ćwiarteczka, czyli 250 gramów, bo większy zapas szybko zwietrzeje, nawet schowany w lodówce… I tyle mam Gwatemali w życiu codziennym. Oczywiście pamiętam nazwisko Jacobo Arbenz, wiem, co to było United Fruit Company oraz co w tym wszystkim robiła Centralna Agencja Wywiadowcza – czyli znam ten najważniejszy we współczesnych dziejach Gwatemali epizod – choćby w zarysie. A to dzięki fundamentalnej, monumentalnej i nieocenionej „Ciekawej historii ONZ” Edmunda Jana Osmańczyka, wydanej przez „Iskry” w 1965 roku. Jasne, powiecie od razu, że to propagandowa agitka komunistyczna, służąca wykazaniu wyższości rzeczonego ustroju nad wrednym imperializmem. Oczywiście,…

Droga pani Bird
proza obca , romans obyczajowy / 30 listopada 2020

AJ Pearce  Droga pani Bird Przełożyła Katarzyna Makaruk Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Rewolucja panny Emmeline pod bombami No, no – bez przesady z tą rewolucją! Nie ma tu mowy o żadnej ruchawce społeczno-politycznej w celu zdobycia władzy, do tego ruchawce silnie bombardowanej przez wraże eskadry starego reżimu. Słówka „rewolucja” pozwoliliśmy sobie użyć w kontekście znacznie łagodniejszym niż gwałtowna zmiana stosunków społecznych i politycznych, z użyciem metod zbrojnych i radykalnych, w środkach niezbyt przebierających. Idzie mianowicie o rewolucję obyczajową… W zasadzie bezkrwawą, tyle że wywracającą na nice poglądy i zasady moralne – co też prowadziło do ofiar, jeno w warstwie raczej symbolicznej (bez potrzeby organizowania pogrzebów). Od chwalebnego końca epoki wiktoriańskiej Wielka Brytania doznała kilku poważnych wstrząsów natury obyczajowej. Już wojna światowa (zwana później pierwszą – nie bez powodu…) wymusiła zmiany w traktowaniu kobiet, które u zaprzeszłych liderek wiktoriańskiej opinii publicznej wywoływały spazmy, histerie i gwałtowne reakcje organizmu. Daleko było do równego traktowania obu płci (traktowania się nawzajem – powiedzmy otwarcie, bo przecież nie chodziło o równe traktowanie przez kogoś trzeciego, arbitra jakowegoś…), ale doszło do poważnych wyłomów w wiktoriańskich fortyfikacjach. Potem przyszła walka o prawa wyborcze kobiet (zrównane z męskimi dopiero w 1928 roku) i…

Usterka na skraju galaktyki
proza obca / 26 listopada 2020

Etgar Keret Usterka na skraju galaktyki Przełożyła (z hebrajskiego!) Agnieszka Maciejowska Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Eksport drobnicy Być od wielu lat mistrzem świata w dziedzinie krótkiej formy fabularnej i starać się co jakiś czas podnosić poprzeczkę – nie po to, by konkurenci sromotnie odpadli, ale by sam mistrz miał trochę pod górkę i kawałek satysfakcji z prolongaty swego mistrzostwa… No, to doprawdy jest wyrafinowana formuła uczestnictwa w życiu publicznym. Dozwolona tylko dla najlepszych z najlepszych. Ekskluzywna. Jeśli weźmiecie do ręki nowy tom opowiadań Etgara Kereta, nie zaczynajcie lektury od początku, ale od środka – a konkretnie od tekstu zatytułowanego „Grzyb” – wtedy być może zrozumiecie, o co chodzi z tym podnoszeniem poprzeczki, samodoskonaleniem się, konkurowaniem z samym sobą. Oto Keret po latach posługi literackiej zorientował się, że w zasadzie jest Bogiem, Stwórcą, Dawcą – na małą skalę, ale jednak… W rzeczywistym życiu, jeśli napotykasz jakieś nieszczęście, wzruszasz ramionami i idziesz dalej. Co najwyżej wznosisz oczy do nieba, sygnalizując Odpowiedzialnemu, jaki masz stosunek – tym razem przesadziłeś, o Najwyższy (jeżeli istniejesz…). W literaturze tak nie skwitujesz nieszczęścia – ty je wymyśliłeś, ty jesteś odpowiedzialny i musisz być gotów do odpowiedzi na pytanie – dlaczego? Bez wykrętów….

Taba-Taba

Patrick Deville  Taba-Taba Przełożył Jan Maria Kłoczowski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Ruchawka na małą skalę? Historia przeciętnej drobnomieszczańskiej (ale z aspiracjami) prowincjonalnej rodziny francuskiej w ciągu ostatnich – powiedzmy – stu pięćdziesięciu lat, to zapis udziału w aktach powszechnego tumultu, zmieszany z manifestacjami potrzeby dobrobytu i pragnienia stabilizacji. Z jednej strony historia gwałtem swoje, z drugiej – Francuz wbrew wszystkiemu w poszukiwaniu świętego spokoju… Historia przeciętnej drobnomieszczańskiej rodziny francuskiej to patchworkowa mozaika obowiązków, potrzeby przetrwania i pragnienia przyjemnej egzystencji. Patrick Deville doskonale o tym wie. Ten francuski pisarz, podróżnik (bodajże otarł się też o zawodową dyplomację) i domorosły antropolog – badacz cywilizacji, był (i chyba nadal jest, mimo dojrzałego – jakieś 63 lata – wieku) maniakalnym wędrowcem. Na zasadzie odreagowania; w dzieciństwie po ciężkiej operacji biodra leżał rok w gipsie, więc potem MUSIAŁ się ruszać. A ruch od razu zyskał wymiar globalny, pod wpływem lektur zresztą. Inny nie wchodził w grę. Ta obsesyjna ruchliwość zaowocowała kilkunastoma książkami (Deville ma bowiem niepośledni talent pisarski, dysponuje dociekliwością iście detektywistyczną i fenomenalną erudycją) najróżniejszej konduity. Dość powiedzieć, że jego debiut książkowy miał tytuł: „Enologie et crus des vins”, czyli mniej więcej: Enologia (to nauka uzurpująca sobie…

W cieniu zła
horror , kryminał , proza obca , thriller / 10 listopada 2020

Alex North  W cieniu zła Przełożył Paweł Wolak Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2020 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Antykwariat snów Nieodgadniona istota snu jest jedną z tajemnic natury ludzkiej. Badania trwają, ale pewnych rezultatów – statystycznie powtarzalnych, sprawdzalnych i objaśnialnych (już to biologicznie, już to na gruncie psychologii czy fizjologii mózgu) – jak nie było, tak nie ma. Oczywiście byli – i nadal są – badacze, twierdzący kategorycznie, że posiedli tajemnicę natury snu. Aha, taka to prawda, jak prawdziwa jest wiara w sprawczą moc senników, czyli katalogów interpretacji znaczeń marzeń i majaków sennych – tak, jak je zapamiętali śniący, by potem usilnie dowiadywać się, co też mogłyby one znaczyć. No cóż, powiedzieć, że rozumie istotę snu może tylko ten, kto jej nie rozumie… W każdym razie marzenie senne jest przedmiotem nieustannej fascynacji osobników naszego gatunku – od kiedy gatunek zdaje sobie sprawę z ich odrębności, „inności” i niepodobieństwa (choć składają się przeważnie z elementów znanych z doświadczenia lub rozpoznawalnych) wobec całej reszty „produkcji umysłowej”, czynionej na jawie. Tak – sny są fascynujące. Od zawsze… W takim na przykład mieście Uruk – centrum politycznym, gospodarczym i intelektualnym kraju Sumerów nad Eufratem – w okolicy świątyni Inanny (Isztar) odkryto znaczne…

Życie bez końca
proza obca / 30 października 2020

Frederic Beigbeder  Życie bez końca Przełożył Wiktor Dłuski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Za długo biegniesz zygzakiem… Więc tak, myślę o śmierci. Nieczęsto, ale myślę. Wiem, że czai się niedaleko – raczej bliżej niż dalej, raczej wcześniej niż później. Nieubłagane, nieprzekupne są bowiem prawa Matki Natury. Jako i początek, tak i koniec jest faktem. Nie wierzę w życie po życiu, więc skupiam się na tym, co tu i teraz. Jestem już w wieku, gdy myśli się – co też takiego po sobie zostawisz? Dobra materialne jakoś umiem policzyć, lecz pamięć? Tego nie wiem, ale na podstawie ekstrapolacji statystycznej, zliczonej ze znanych mi losów pamięci o ludziach, których znałem, a odeszli przede mną, mniej więcej wiem, czego się spodziewać… Aha, i jeszcze tych kilkaset tekstów zostanie tak długo, na ile ja sam opłacę lub moi spadkobiercy zdecydują się opłacić abonament u właściciela serwera czy tam chmury… Więc nie, jakoś się tego wszystkiego nie boję. Wolę oczywiście, by „to wszystko” zdarzyło się jak najpóźniej – bo mam co i z kim robić, nie nudzę się w oczekiwaniu na śmierć. Ale akceptuję zawczasu i takie zakończenie, którego nawet mogę nie zauważyć – statystycznie bowiem kwestię ujmując, niekiedy…