Wciąż o tobie śnię
romans obyczajowy / 2 lutego 2022

Fannie Flagg  Wciąż o tobie śnię Przełożył Wojciech Szypuła Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 1/5 Miss Alabamy życia ma już dość… …lecz zanim odejdzie, da im wszystkim w kość. Margaret Fortenberry – platynowa blondynka o nieskazitelnej, mimo upływu lat figurze, miss stanu Alabama z roku 1964 (i druga wicemiss USA w tymże roku; gdzie ci jurorzy mieli oczy!) – dziś dama w wieku opisywanym jako „słuszny” (czyli już żaden „balzak”, żadna „rycząca czterdziestka”, ani nawet „wyjąca pięćdziesiątka”), lecz wciąż wielkiej urody i uroku (nie – jak mawiają – ze „śladami” i „resztkami” tylko wciąż na full), postanowiła nieodwołalnie pożegnać się z tym najpiękniejszym ze światów. Obliczyła bowiem, że przeżyła już wszystko, co miała do przeżycia. A to, czego nie przeżyła, se ne vrati. Raczej na pewno. Innymi słowy: nie ma już tu czego szukać. Tu znaczy w sensie ścisłym tu, na tym świecie. Jako osoba racjonalna, do szpiku kości uczciwa i szczera, postanowiła, że żadnych pozorów istnienia nie będzie stwarzać. Nadszedł czas i koniec – wypada się pożegnać. Postanowiła zatem sprawy uporządkować, zobowiązania popłacić i wykonać, odwołać prenumeratę, zamknąć konto w banku, zlikwidować nieruchomości i ruchomości, rozdać co tam po niej klamotów, ciuchów i innego śmiecia pozostanie…

Wszystkie barwy marzeń
proza obca , romans obyczajowy / 16 sierpnia 2021

Natascha Lusenti  Wszystkie barwy marzeń Przełożyła Monika Woźniak Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Kamienica złamanych serc To jest fenomenalna lektura… A ta kamienica stoi gdzieś w Mediolanie (ale nie wiem tego na pewno; w każdym razie w mieście z tramwajami, więc może być też Turyn albo na przykład Bolonia) i ma srebrzystozielone framugi okien. I pięć pięter. Więc gdy taką zobaczycie… Ale w celu ostatecznej identyfikacji trzeba jeszcze zerknąć na tablicę ogłoszeń przy schodach. Czemu? Bo to jedyna w mieście tablica z inseratami wspólnoty mieszkaniowej, dotknięta rąbkiem peplosu którejś z apollińskich Muz. Która z nich zajmuje się felietonem-przypowiastką filozoficzną? Ten gatunek literatury chyba mieści się w kompetencjach Kalliope… Ingerencja Muzy (przyjmijmy, że to istotnie była wspomniana Kalliope) w materię zawartości tablicy ogłoszeń w kamienicy ze srebrzystozielonymi framugami miała miejsce dlatego, że Lisa, przyjaciółka Emilii, wyjechała na rok do Teksasu, ale mieszkanie, które wynajmowała w rzeczonej kamienicy ze srebrzystozielonymi framugami, miała już opłacone na rok z góry, z mocną opcją prolongaty umowy. Więc po co miałoby stać puste? Z kolei Emilia, przyjaciółka Lisy, zaliczyła mały życiowy sztorm, straciła posadę w firmie badań rynku i zerwała się z kotwicy spokojnej egzystencji; fala wyrzuciła ją – bezrobotną i bez…

Droga pani Bird
proza obca , romans obyczajowy / 30 listopada 2020

AJ Pearce  Droga pani Bird Przełożyła Katarzyna Makaruk Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Rewolucja panny Emmeline pod bombami No, no – bez przesady z tą rewolucją! Nie ma tu mowy o żadnej ruchawce społeczno-politycznej w celu zdobycia władzy, do tego ruchawce silnie bombardowanej przez wraże eskadry starego reżimu. Słówka „rewolucja” pozwoliliśmy sobie użyć w kontekście znacznie łagodniejszym niż gwałtowna zmiana stosunków społecznych i politycznych, z użyciem metod zbrojnych i radykalnych, w środkach niezbyt przebierających. Idzie mianowicie o rewolucję obyczajową… W zasadzie bezkrwawą, tyle że wywracającą na nice poglądy i zasady moralne – co też prowadziło do ofiar, jeno w warstwie raczej symbolicznej (bez potrzeby organizowania pogrzebów). Od chwalebnego końca epoki wiktoriańskiej Wielka Brytania doznała kilku poważnych wstrząsów natury obyczajowej. Już wojna światowa (zwana później pierwszą – nie bez powodu…) wymusiła zmiany w traktowaniu kobiet, które u zaprzeszłych liderek wiktoriańskiej opinii publicznej wywoływały spazmy, histerie i gwałtowne reakcje organizmu. Daleko było do równego traktowania obu płci (traktowania się nawzajem – powiedzmy otwarcie, bo przecież nie chodziło o równe traktowanie przez kogoś trzeciego, arbitra jakowegoś…), ale doszło do poważnych wyłomów w wiktoriańskich fortyfikacjach. Potem przyszła walka o prawa wyborcze kobiet (zrównane z męskimi dopiero w 1928 roku) i…

Tylko raz w roku
romans obyczajowy / 5 grudnia 2019

Agnieszka Lingas-Łoniewska  Tylko raz w roku Wydawnictwo Burda Książki, Warszawa 2019 Rekomendacja: 1/7 Ocena okładki: 2/5 Romans Stulecia O tej mniej więcej porze, jak co roku, sięgam na chybił-trafił (słowo daję: bez patrzenia, bez przebierania i zastanawiania się – automatycznie…) do ławicy ksiąg specjalnego przeznaczenia, którą w pewnej księgarni w starym stylu (jeszcze ze dwie takie zostały w mieście ponad sześćsettysięcznym, uważającym się za kulturalne, choć poniekąd robotnicze…) o tej porze roku usypuje personel, by klientki miały całą ofertę pod ręką i mogły do woli grzebać, kartkować, przymierzać, porównywać, zerknąć w lustro… No nie, z tym lustrem się zagalopowałem – chociaż… Może któraś księgarnia wystawi zwierciadło; skoro książka bywa składnikiem wystroju, kompozycji wizerunku, elementem scenografii – warto byłoby sprawdzić w odbiciu, czy pasuje do reszty tzw. looku. Na stercie leżą oczywiście romanse. Najchętniej w nich grzebię, gdy mają jakieś świąteczne akcenty. Tradycyjne, polskie – z choinką, kolędami, karpiem, siankiem pod przekazywanym z pokolenia na pokolenie paradnym obrusem, opłatkiem, figlarnym śnieżkiem (chyba że akcja gdzieś na obczyźnie – ale wtedy obowiązkowo musi być fragment arcybiałych, sentymentalnych wspomnień…), z prezentami (lub jakże zasmucającym brakiem takowych), światełkami, produktami cukierniczymi z istotnym udziałem maku (ale o moich ulubionych makiełkach – sam je przyrządzam! –…

Teatr pod Białym Latawcem
romans obyczajowy / 11 grudnia 2018

Ilona Gołębiewska Teatr pod Białym Latawcem Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2018 Rekomendacja: -1/7 Ocena okładki: 2/5 Świat jest piękny, ludzie są dobrzy, dzieci kochane, zaś miłość oczywiście zwycięża… I każdego roku właśnie o tej porze… zaglądam do wylosowanego na chybił trafił romansu z obfitego przedświątecznego wysypu. Wyrobów książkopodobnych… Ograniczam się tylko do romansów, które są zaledwie jedną trzecią wysypiska, bo na pozostałe „książkopodobne” – czyli tzw. literaturę fantasy w trzecim gatunku (znaczy rąbaną razem z budą) i poradniki z cyklu „jak żyć?” – już sił nie starcza. Zdrowie mam tylko jedno, na dodatek ostatnimi czasy nieco nadwyrężone. Więc ze wszystkiego niech już będzie romans… Ilona Gołębiewska to przypadek. Losowy. Ale ciekawy – nie narzekam na ten los. Okazało się, że Ilona Gołębiewska to fabryka romansów. Mołodycia (rocznik 1987), a debiutowała na rynku wydawniczym sześć lat temu – tomem poezyj o ambitnym tytule „Traktat życia”. To dzięki niemu zapewne należy do Światowego Stowarzyszenia Poetów – organizacji nader mgławicowej, światu bliżej nieznanej (ale w biografijce autorki na lewym skrzydełku „Teatru pod Białym Latawcem” stoi jak byk, że do takowej należy…). Podejrzewam wszelako, że to jakaś hucpa, internetowa mistyfikacja, która śmierdzi z daleka przewałem na modłę nigeryjską… Ale mniejsza z tym…

Apartament w Paryżu
kryminał , romans obyczajowy / 5 września 2018

Guillaume Musso Apartament w Paryżu Przełożyła Joanna Prądzyńska Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o., Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Cykady na Cykladach, czyli romantyczny koniec dramatycznego poszukiwania prawdy To już druga w tym roku i w tym blogu książka o tytule „Apartament w Paryżu”. Przesada… Nie żebym miał cokolwiek przeciwko Paryżowi, a zwłaszcza apartamentowi tamże. Pierwszy był „Apartament…” Michelle Gable, który ukazał się w wydawnictwie WAB jakoś tak pod koniec mroźnej zimy tegorocznej. Tytuł oryginału (angielskiego) – a jakżeby inaczej: „A Paris Apartment”. Drugi „Apartament…” Guillaume’a Musso ukazał się niedawno, a tytuł oryginału (tym razem francuskiego) oczywiście „Un appartement a Paris”. To oczywiście uniewinnia naszych wydawców i tłumaczy: zachowali wiernie sens autorskiego przekazu… „Apartament…” pani Gable – przypomnijmy – to historia udziału amerykańskiej rzeczoznawczyni meblarskiej, zatrudnionej w pewnym domu aukcyjnym, w eksploracji zamkniętego przez dobre kilkadziesiąt lat mieszkania w Paryżu, którego właścicielka swoje dziewczęce i dojrzałe życie spędziła, zarobkując jako… dama z półświatka, niezwykle skądinąd popularna w kręgach paryskiej socjety artystyczno-plutokratyczno-politycznej. Okazało się, że apartament kokoty to składnica dzieł sztuki, zabytków rękodzieła artystycznego i stolarstwa o wielomilionowej wartości – a proces inwentaryzacji wywarł przemożny wpływ na życie towarzyskie i uczuciowe pani ekspertki. No romans, proszę państwa! Romans regularny z…

Mgły Toskanii
romans obyczajowy / 20 czerwca 2018

Natasza Socha Mgły Toskanii Wydawnictwo Edipresse Polska SA, Warszawa 2018 Rekomendacja: 1/7 Ocena okładki: 3/5 Dylemat riabinuszki kudriawej, czyli jedna kocha dwóch równocześnie… Lato już się rozgościło pełną parą, aczkolwiek przedwcześnie nieco, więc najwyższa pora odświeżyć zasób lektur wakacyjnych – niezobowiązujących romansów, lekkich a śmiesznych kryminałów – w sam raz na plażę czy popołudniową sjestę na hamaku w cieniu drzew, na wieczór z winem na tarasie albo przy kominku… Wydawcy na tę porę mobilizują rezerwy, odkładane z zamiarem wzbogacenia letniej oferty i nadzieją zarobku. Natasza Socha jest pierwszorzędną autorką na ten czas. Od lat ze sporymi sukcesami robi w romansach i powieściach romansopodobnych. Jest poza tym felietonistką, blogerką kulinarną i autorką z nurtu tzw. lajfstajlu (czyli jak sobie dawać radę w życiu małym kosztem – najlepiej cudzym – i nie popaść przy tym w depresję…). Z zawodu dziennikarka – wybrała karierę pani domu na obczyźnie i mieszka od lat z rodziną w Monschau – wsi niedaleko Aachen (po polsku Akwizgran…) w Północnej Nadrenii-Westfalii. Stamtąd widać lepiej. I Europę. I polskie sprawy na jej tle i bez tła… W końcu to stolica pierwszego Europejczyka – Karola Wielkiego. Przy pisaniu romansów dystans, umysł wolny od troski i luz egzystencjalny mają niebagatelne znaczenie…

Apartament w Paryżu
romans obyczajowy / 21 marca 2018

Michelle Gable Apartament w Paryżu Przełożyła Urszula Gardner Grupa Wydawnicza Foksal, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2018 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Romans w starych dekoracjach Stare meble mają duszę, proweniencję i historię. A dzięki temu – wartość. Nie tylko w sensie symbolicznym czy emocjonalnym. Wartość wymierną – w walutach wymienialnych… Tej istotnej okoliczności (i znajomości rzeczy…) April Vogt zawdzięcza całkiem lukratywną posadę ekspertki, wyceniającej stolarskie arcydziełka dla domu aukcyjnego Sotheby’s w Nowym Jorku. Doświadczenie i wiedzę ekspercką zdobyła w Paryżu, ale wyszła za mąż za Troya Vogta III – maklera z Wall Street, majętnego rozwodnika z dwoma nastoletnimi córeczkami. Szacowanie meblarskich łupów z amerykańskich domostw, rezydencji i penthouse’ów przestało być ekscytujące, a i w małżeństwie pojawiły się rysy – między innymi ewidentna zdrada Troya… April w kryzysie, graniczącym z depresją, nagle została postawiona do pionu – szef wysłał ją na delegację do ukochanego Paryża, gdzie koledzy z lokalnego biura Sotheby’s nie mogli uporać się ze zinwentaryzowaniem, zidentyfikowaniem, oceną i wyceną mebli w siedmiopokojowym apartamencie w IX dzielnicy, obok Opery, niezamieszkanym od siedemdziesięciu lat. Lepsze lekarstwo na jej problemy nie mogło się trafić… Nietknięte przez siedem dekad, eksplorowane przez rzeczoznawców mieszkanie okazało się prawdziwą kapsułą czasu i skarbnicą rzemieślniczych perełek – od…

Światło w Cichą Noc
romans obyczajowy / 9 listopada 2017

Krystyna Mirek  Światło w Cichą Noc Wydawnictwo Edipresse Polska SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2, a może nawet ewentualnie 3/7 Ocena okładki: 3/5 Krwawiące serca z piernika spadają na puchowy śniegu tren, czyli Stille Nacht, Heilige Nacht… Gdybyście się naczytali po kokardę lektur poważnych, budujących, ba – formujących, kształcących i poszerzających (już to wyobraźnię, już to horyzonty…), też wpadłaby wam do głów myśl zdrożna a ucieszna: gdyby tak choć na chwilę przebudować strukturę połączeń między mózgowymi połaciami sterującymi? Aby (tymczasowo – ma się rozumieć) przestały na najwyższych obrotach łączyć idee wyższego rzędu z równie wysokimi fantazmatami tudzież emocjami? Niechby neurony choć na trochę naładowały się całą głupotą Wszechświata, niechby synapsy transportowały same bagatelki, fioritury i emocjonalne farfocle… Niechby miast muzy Kalliope wystąpiła jej bliźniacza siostra, bastardka Graphomania – bliźniacza, ale nieprawego pochodzenia, czyli nie od Zeusa, tylko może od wrednego Hadesa. Jak to możliwe? W mitologii greckiej nie takie numery uchodziły bajarzom na sucho… Innymi słowy: postanowiłem przeczytać prawdziwy romans z krwi i kości, nie udający, że romansem nie jest, nie roztaczający ambicji wygórowanych oraz oczek mruganych… Ale gdzie znaleźć prawdziwy romans i jak go odróżnić od podróby, zrzynki czy popełnionego z zimną krwią persyflażu? Najlepiej w fabryce. Renomowanych wytwórni romansów…

Gotując dla Picassa
romans obyczajowy / 15 sierpnia 2017

C.A. Belmond Gotując dla Picassa Przekład: Małgorzata Koczańska Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 4/5 Krótki kurs gotowania po prowansalsku dla początkujących Pewien znudzony bezsensem swego (skądinąd dostatniego…) życia dyrektor kreatywny (szef tych cwaniaczków, co wymyślają kampanie promocyjne, hasełka i klipy) wielkiej londyńskiej agencji medialno-reklamowej postanowił skapitalizować swe rozliczne aktywa w akcjach, udziałach, inwestycjach i innych nowoczesnych produktach rynku kapitałowego. Zamienił, co się dało zamienić bez wielkich strat, na gotówkę i pod koniec lat 80. ubiegłego stulecia nabył marzenie swego życia: troszkę zrujnowaną posiadłość (tzw. mas – parusetletni kamienny wiejski dom z basenem, kilka akrów gruntu z drzewami owocowymi i winnicą) w rejonie Morza Śródziemnego. W południowej Francji. W Prowansji. A konkretnie – w głębi tej krainy, u podnóża górek zwanych Luberon, z dala od zgiełkliwego, snobistycznego Lazurowego Wybrzeża. Gdybyż ex-reklamiarz poprzestał na korzystaniu z uroków życia, odkrywaniu małych skarbów krainy, która udzieliła mu gościny, gdybyż poprzestał na pędzeniu zacnego winka, grze w bule i biesiadach w rozlicznych knajpkach okolicy, popijaniu pastisu i przegryzaniu bagietek z tapenadą. Gdybyż, ach gdybyż… Ale ambitny ten Brytol ni stąd ni zowąd skonstatował, że uwiera go i gryzie w sumienie marnotrawienie nabytych niegdyś umiejętności kreatywnego formułowania myśli na piśmie. Innymi słowy: zaczął…

Dublin, moja miłość
kryminał , romans obyczajowy / 31 lipca 2017

Rhys Bowen Dublin, moja miłość Przekład: Joanna Orłoś-Supeł Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Old fashioned romans w podminowanej Irlandii Koncept z kobietą-detektywem zawsze się sprawdza (choć niektórzy autorzy, a osobliwie autorki, przesadzają z tym konceptem; nawet bardzo…). Dlatego lektura feministycznych fabuł kryminalnych jest bezpieczna. Bowiem to na ogół dobre teksty (autorzy, z czego większość to autorki, bardziej się starają…), a jeśli nawet nie – to koncept z kobietą-detektywem potrafi zamaskować, przesłonić, nawet zminimalizować niedostatki (nędzę zgoła!) narracji. Koncept z kobietą-detektywem ma w sobie jakąś lekko zawoalowaną tajemnicę, jakąś obietnicę nie wiadomo dokładnie czego, ale na pewno z podtekstem – już to seksualnym (wyjąwszy z tego podejrzenia i uwolniwszy uroczyście i raz na zawsze naszą kochaną miss Jane Marple), już to intelektualnym (przeważnie à rebours – patrz: blondynki i w ogóle tzw. chmielewszczyzna…). Koncept z kobietą-detektywem w ogólności dobry, nośny i merkantylny jest dla literatury kryminalnej. Innymi słowy: jakoś się czyta i nieźle sprzedaje… Pani Rhys Bowen (to pseudonim literacki przybrany przez angielską pisarkę Janet Quin-Harkin do… brudnej roboty; pod własnym nazwiskiem pisywała seryjnie romanse dla młodzieży…) upatrzyła sobie rynkową lukę w branży damskiego kryminału (gdzie intrygą nie rządzi arcymęski samiec- detektyw, ale kobieta-bohater…). Luka…

Talizmany
romans obyczajowy , sensacja / 26 marca 2017

Dominik W. Rettinger  Talizmany Wydawnictwo Edipresse Polska SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Klub spadkobierców w boju z duchem wojewody sandomierskiego Znacie dobrze ten typ… Z literatury romansowej, bo w życiu trudno podobną idiotkę napotkać. Z reguły zresztą rzeczywistość ma na składzie idiotki większe i wielopłaszczyznowe, jeśli nie totalne. Bo taka typowa z literatury, na mocy rozporządzenia autora swój rozum ma, tylko jakoś dziwnie rzadko korzysta… 33-letnia urodziwa panienka (wzorowa łamaczka serc, tyle że niefortunnie krótkodystansowa na ogół), z wykształcenia – a jakże, historyczka sztuki, posiadaczka zabójczo pięknego bruneta (typu: marzenie mamuśki, której spieszno i tęskno do statusu teściowej, a może i babci…) i satysfakcjonującej roboty (w kolorowym brukowcu z ambicjami, ze świata celebrytów, shoppingu i kulinariów…). Ale z dnia na dzień szczęśliwa układanka ulega destrukcji. Podły brunet niespodziewanie zdradza z modną aktoreczką. Naczelna, wredne skądinąd babsko, zaś każe… romans ów, gorący wszak hit tygodnia, opisać. Tego już za wiele! Brunet do kanalizacji – tam najgłębszymi rurami płynie Leta, rzeka Zapomnienia… Robota zaś w cholerę – honor nie pozwala! Tragedia i trauma… Do tego dramatyczny splot wydarzeń mocno upośledza zdolności poznawcze bohaterki. A szkoda, bo będzie ich niebawem potrzebowała w stopniu nadnaturalnie istotnym – a to dzięki kolejnym,…

Karmin

Agnieszka Meyer  Karmin Wydawnictwo mg, Warszawa (?) 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Księgi są nieśmiertelne, ale… potrzebują strażnika Jestem zakłopotany… Po lekturze „Karminu” Agnieszki Meyer mnie to zakłopotanie dopadło. Po pierwsze – dlatego, że to powieściowy debiut autorki skądinąd w pisaniu biegłej (dziennikarstwo i temuż podobne…). A wobec debiutów zwykłem stosować niejakie ulgi (dopiero test drugiej książki decyduje…). Po drugie – bo to romans jak się patrzy: z nutką skrytej powagi, metafizyki, wiedzy tajemnej tudzież transcendencji i profesjonalnego bibliofilstwa; z dobrym seksem, w globalnej scenografii, z rozstaniami, nieporozumieniami, rozpaczą, zaborczością, podejrzliwą zazdrością oraz niemożnością – wręcz atrofią umiejętności porozumiewania się… Po trzecie zaś – gdyby literalnie zastosować krytycznoliterackie narzędzia wartościujące w sensie ścisłym, nie obeszłoby się bez użycia inkryminowanego po wielekroć słowa na gie (którego nie rozwijam do końca, bo po sądach za to ciągają…). Osobliwie zaś w sensie języka, gatunku metafor skrzących się jak kryształki skarmelizowanego, przesłodzonego syropu, inkrustujące kałużę wytrawnego… kiczu. Wobec powalającej urody niektórych metafor staję skruszony i oniemiały; ręce opadają, przez struny głosowe nie przechodzi dyktowane przez rozum słowo powszechnie uznane za niestosowne, wręcz grubiańskie – w rodzaju, bo ja wiem: na przykład kurwa mać… A z tym wszystkim nie potrafiłbym czegokolwiek niemal zarzucić warstwie…

Świąteczna kafejka
romans obyczajowy / 4 grudnia 2016

Amanda Prowse  Świąteczna kafejka Przekład: Anna Sauvignon Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Bajka dla niedopieszczonych pań i panów, bez związku z rzeczywistością… Wyobraźcie sobie: wasza kieszonkowa plastikowa choineczka made in China, z bombeczkami i lampeczkami – ma się rozumieć – tkwi w piasku, a obok świeczka o zapachu jodły (made in China, jakżeby inaczej…), na tekturowej tacce macie porcję frutti di mare (krewetki, krab, mule…) albo soczyste dzwonko tuńczyka (też od Chińczyka) z sałatką coleslaw, w plastikowym kubku białe kwaskowe chardonnay albo sauvignon Jacob’s Creek, obok zmiętolony pierożek z grzybkami mun (od Chińczyka naturalnie…), nadesłany pocztą pokruszony opłatek, który pieścicie jak jaki skarb. Ubrani jesteście w majtki albo bikini, na głowie mikołajowa czapka, w zasięgu ręki tobołek z prezentami, w empetrójce parę kolęd globalnych (nawet chór – oczywiście Chińczyków z Tajwanu – śpiewa „White Christmas” i „Stille Nacht”). Po zachodzi słońca na niebie miliony gwiazd (trochę innych niż nasze, ale nie z Chin, dzięki Bogu…) zapalają się jednocześnie i nie wiadomo, która pierwsza… Ogólnie jest upał, bo to przecież początek lata, a los was rzucił na najsłynniejszą plażę w Australii – Bondi Beach w Sydney… I jeszcze wyobraźcie sobie, że macie tak co roku, od lat……

Osobliwe szczęście Arthura Peppera
romans obyczajowy / 22 lipca 2016

Phaedra Patrick  Osobliwe szczęście Arthura Peppera Przekład: Anna Esden-Tempska Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz S.C., Warszawa 2016 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Wehikuł czasu na wstecznym biegu Nazwisko Pieprz ma w angielskiej kulturze swoje miejsce specjalne – dzięki Beatlesom i ich ósmemu albumowi „Orkiestra Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza” (1967) – z kontrkulturowym psychodelicznym rockiem (otwierająca winylowy set, zatytułowana jak album piosenka jest też na ścieżce dźwiękowej niesamowitego filmu „Żółta łódź podwodna” z 1968 roku). Innymi słowy: prehistoria wręcz dinozauriańska… Najważniejsze wszelako jest, że gdy sierżant Pieprz zgrywał i ćwiczył swą orkiestrę w końcu lat 40. ubiegłego stulecia (tak wynika z tekstu Lennona i McCartneya: „It was twenty years ago today…”), nauczył ją grać tak, że niezależnie od tego, czy pasowali do aktualnego trendu interpretacji, czy nie – zawsze wywoływali uśmiechy słuchaczy („They’ve been going in and out of style/But they’re guaranted to raise a smile…”). Być może to samo na myśli miała Phaedra Patrick, dając swemu bohaterowi sympatyczne nazwisko Arthur Pepper (notabene w ogrodnictwie jest znana taka odmiana… papryki, z dodatkiem słówka king…). W istocie historia „Osobliwego szczęścia Arthura Peppera” sytuuje się poza czasem literackim ( w sensie ścisłym, czyli w niedopasowaniu do mód, trendów, wszelkich „izmów” i stadnych wzorców…