Richard Flanagan Pytanie numer siedemPrzełożył Maciej ŚwierkockiWydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 3/5 Diabeł tasmański dobrze się ma… Niepozorna i z tego pozoru nudna, ale bodajże najciekawsza z książek tegorocznego sezonu – do tego wymykająca się heroicznie wszelkim próbom zakwalifikowania gatunkowego. Skądinąd zupełnie niepotrzebnego, bo przecież wiadomo, że literatura jest albo dobra, albo zła; nieważne zaś, jak ją nazwiemy czy zdefiniujemy. O gatunek doprawdy mniejsza… Ale powiedzmy, że dla spokoju ducha i z potrzeby zapanowania uspokajającego ładu w naturze, postaramy się jakoś zaklasyfikować „Pytanie numer siedem”, by uniknąć dyskomfortu poznawczego i tego jaskółczego niepokoju, gdy stajemy przed nieznanym, nieokreślonym nośnikiem wielu więcej pytań niż odpowiedzi. Świat zdefiniowany bowiem wydaje się nam łatwiejszym i bardziej przyjaznym miejscem do życia, niż ten czyhający za węgłem świat nieregularny, zdekontrastowany, nieoswojony i niebezpieczny. Dlatego nie przyzwalamy panoszyć się żywiołom nienazwanym – dlatego ze wszystkich sił ciała i umysłu dążymy do zdefiniowanego porządku rzeczy, idei a nawet zjawisk transcendentalnych. Taki drobiazg, jak gatunkowe przyporządkowanie czytanej akurat książki, też nie umknie naszej wewnętrznej, głębokiej potrzebie porządku… Toteż po namyśle (skądinąd niemożliwym do pominięcia) uznałem, że do dzieła Flanagana najlepiej pasuje nieco efemeryczna i rozmazana etykietka eseju autobiograficznego – formuły giętkiej i na tyle niezdyscyplinowanej, że…
József Debreczeni Zimne krematorium Przełożył Daniel Warmuz Wydawnictwo Filia, Poznań 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 …kominy zaciągnięte na wartę… Literaturę światową zalewa tsunami Holokiczu, tej osobliwej odnogi popkultury, która za cel obrała eksploatowanie (komercyjne, dla zarobku) bolesnej kwestii Zagłady. Dlaczego? Skąd legiony pisarczyków-grafomanów czerpią niezachwianą pewność, że są potrzebni literaturze i publiczności, czemu twierdzą, że mają klucz do serc czytelników? Co zresztą może polegać na prawdzie, gdy się zważy wydawnicze sukcesy i obroty (w sensie finansowym) holokiczowców? Skąd się bierze rynkowe zapotrzebowanie na tandetę niby z gett, kacetów, krematoriów? Dlaczego publika łyka bez oporu ewidentne fałszerstwa historyczne i bajdy bez najmniejszych choćby oznak prawdopodobieństwa? Nie wiem. To trzeba byłoby wnikliwie zbadać – z udziałem historyków, socjologów, antropologów kultury, psychologów i psychiatrów. Intuicja wszelako podpowiada mi, że chodzić może o niezaspokojony na innej drodze instynkt uczestnictwa – choćby zdalnego, imaginacyjnego – w koszmarze, który niekoniecznie i nie zawsze źle się kończy. A krematoryjne tło swą brutalną jednoznacznością wydatnie przecież wzmaga emocje pierwszoplanowej intrygi – na ogół romansowej… W każdym razie literatura ze słowem Auschwitz w tytule i pasiakiem na okładce sprzedaje się dwa razy szybciej i goręcej niż teksty równie durne i bezczelne, ale pozbawione miana Auschwitzu na czele… Czemu?…
Juliusz Machulski, Krzysztof Varga 3174 filmy mojego życia Wydawnictwo Sonia Draga,Katowice 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Mastershot Mastershot (ujęcie mistrzowskie) – to długie, nieprzerwane ujęcie filmowe, które obejmuje całą scenę, fragment dramaturgiczny lub kluczowe wydarzenia bez cięć montażowych. (tako rzecze AI, czyli sztuczna inteligencja…) Trzy tysiące sto siedemdziesiąt cztery… Coś jak kapitał zakładowy jednoosobowej działalności gospodarczej – może nawet wystarczający, by po swojemu opowiadać świat. Ale czy na pewno? W sumie nie jest to oszałamiająco dużo – mój przyjaciel, zawodowy recenzent filmowy Marek Sadowski (tylko o niespełna dekadę starszy od Machulskiego), obejrzał (jak dotąd – bo wciąż to robi…) w kinie dziewięć tysięcy czterysta pięćdziesiąt pełnometrażowych „jednostek ekranowych” (razem z tytułami telewizyjnymi będzie bliżej dwunastu tysięcy), ale nie wymachuje kwitami ze swych notatek i nie robi sensacji z tego, co jest kwintesencją jego pracy. Bo to w jego życiu normalne. Zresztą to dobry układ – płacą mu za to, co i tak lubi robić ze wszystkiego najbardziej. Oglądać filmy znaczy… Dobrodziejstwa tego układu zapewne i sam Machulski doświadcza – płacą mu za to, co lubi i umie robić w życiu najlepiej: opowiadać historie i dobrze je sprzedawać. I o to mniej więcej w całej tej naszej egzystencji chodzi –…
