Świat w oczach sąsiadki
felietonistyka , polecam / 29 grudnia 2025

Ryszard Koziołek Świat w oczach sąsiadki Wydawnictwo Znak, Kraków 2025 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Drybler w krainie kopaczy prostych Jednym z podgatunków felietonu medialnego, czyli pisywanego (lub wygłaszanego) regularnie w konkretnym miejscu i czasie, jest tzw. felieton koncepcyjny, lub (innymi słowy zdefiniowany) figuratywny. Gatunkowa jego odrębność zasadza się na kreacji – już to fikcyjnego narratora, już to specjalnych dekoracji, już to legendy jakiejś osobliwej albo zmyślnie zmyślonego interlokutora i partnera błyskotliwych scenek z udziałem autora – lub wszystkiego tego naraz. W epoce rozkwitu współczesnej felietonistyki polskiej, czyli w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia dziennikarz i krytyk literacki Jan Zbigniew Słojewski na potrzeby felietonowe w tygodniku „Kultura” wykreował postać niejakiego Hamiltona – zgryźliwego staruszka o umiarkowanie konserwatywnych, acz zdroworozsądkowych poglądach, sięgającego pamięcią w daleką przeszłość – do przedwojnia (ale tego przed I wojną światową), mniemanego współpracownika warszawskiego kardynała Aleksandra Kakowskiego ni mniej, ni więcej. Figura wykoncypowana była z nadmiarową aż konsekwencją i dyscypliną intelektualną, wiarygodnie i wielce erudycyjnie. Innymi słowy: jedyna taka w ówczesnym urobku felietonistycznym krajowej prasy polityczno-kulturalnej – popularna i lubiana… Kiedyś spytałem pana Zbyszka, kiedy zamierza umrzeć (a był wtedy młodzieńcem trzydziestoparoletnim) – mając na uwadze biologiczne prawdopodobieństwo funkcjonowania wymyślonego figuranta. Słojewski się obruszył wielce i…

Trzewiokracja, czyli co piszczy w polityce
felietonistyka , polecam / 17 grudnia 2025

Michał Rusinek Trzewiokracja, czyli co piszczy w polityce Wydawnictwo Znak, Kraków 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Lekcje anatomii Redaktor gazety, która ma w swych zasobach twórczych felietonistę pokroju Rusinka, może się uważać za szczęściarza i wybrańca bogów. Felietonista pokroju Rusinka to skarb – wcale nie mniemany, jeno żywy i kruszcodajny – rzekłbyś: nowy Midas – czego nie tknie swym umysłem i ręką – w złoto się zamienia. Gdybym w swoim czasie miał w ekipie redakcyjnej felietonistę pokroju Rusinka (i gdybym wiedział, po co go mam) gotów byłbym rabować na gościńcach, byle tylko nastarczyć środków na takowego godziwe utrzymanie. No, ale nie miałem i zapewne dlatego nie piszę teraz zza krat. A to zmienia optykę i daje dystans… Innymi słowy: felietonista pokroju Rusinka – wbrew entuzjastycznej apologii, sformułowanej w akapicie pierwszym – nie jest artykułem pierwszej potrzeby dla poważnej, opiniotwórczej gazety. Jeżeli felietonista (już nie tylko pokroju Rusinka, ale każdy) jest w ogóle jeszcze ważny dla prasy drukowanej – to raczej powinien być harcownikiem politycznym, morderczym i bezlitosnym krytykiem życia publicznego, bezkompromisowym szydercą, cynicznym kpiarzem i deprawatorem, brutalnym i nieprzekupnym analitykiem tzw. życia kulturalnego tudzież artystycznego, gorszycielem i obrazoburcą. Jak bardzo brakuje dziś na rynku takich fachowców, boleśnie i co…

Ćwiczenia z dysonansu
felietonistyka , filozofia , polecam / 14 listopada 2025

Tomasz Stawiszyński  Ćwiczenia z dysonansu Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2025 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Felietony niezgodne, czyli jak oswajać świat, żeby nie bolało… Od wczesnej młodości jestem miłośnikiem felietonu – osobliwego i osobnego gatunku twórczości gazetowej, bez którego robienie dobrej prasy periodycznej, zwłaszcza tej edytowanej w cyklach tygodniowych, ale innej też (od codziennej do miesięcznej) jest bezsensowne. Coś o tym wiem – w końcu ponad czterdzieści lat robiłem rozmaite (co do gatunku) gazety. Ba, próbowałem też pisywać felietony – regularnie i rytmicznie. I nabrałem wtenczas pewności, że bez felietonu gazeta nie jest sobą. Jest imitacją, uzurpacją, samogwałtem intelektualnym i papierową wydmuszką. Dlaczego tak ostro? Bo sam doświadczyłem i nie zamierzam się miarkować. Robienie gazety w tym aspekcie przypomina dobrze znaną wszystkim początkującym (i nie tylko) tenisistom grę ze ścianą. Jesteś ambitny i walisz w tę ścianę wszystkim najlepszym, co masz. Podania są cholernie mocne – aż do bólu. Piłki sprytnie podkręcane, zmyłkowe; grzmocisz pod finezyjnymi kątami, wrzucasz na przemian loby i płaskie smecze, zakrzywiasz siłą woli trajektorie, celujesz (oczyma duszy) w bolące, nadwyrężone punkty… A ściana jak to ściana: bomby zamienia w szmaty, fikuśne serwy wyrzuca na aut, wymierzone, plasowane uderzenia bezładnie rozprasza w polu gry i poza…

Tu i tam
felietonistyka / 9 marca 2025

Hubert Klimko-Dobrzaniecki  Tu i tam Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Nasz delegat w podróży Klimko-Dobrzaniecki – którego i tak mimo wszystko uważam za jednego z pięciu najważniejszych prozaików tudzież eseistów (zdefiniowanych prowizorycznie jako mężczyźni; kobiety grają w innej, wyższej kategorii) współcześnie żyjących i piszących po polsku (na żądanie reszta nazwisk: Żulczyk, Orbitowski, Varga, Bieńczyk – może być?), znów zaskoczył mnie niepomiernie… Okazał się bowiem być wybitnym felietonistą, o czym nie miałem do teraz pojęcia. Lecz cóż – zacnego periodyku „Odra” nie czytałem od lat; oddawałem się jego intensywnej lekturze w epoce, gdy krypą, zacumowaną we Wrocławiu, ale w głównym poniekąd nurcie, dowodził niezapomniany, niezawodny i mądry przyjaciel Ignacy Rutkiewicz. [Skądinąd zresztą piękny i owocny w profesjonalne przyjaźnie był to epizod dziejów – te lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku (choć zaczęły się i skończyły nieciekawie): w takich Katowicach na przykład zawsze mogłem liczyć na spolegliwą opiekuńczość (i parę agresywnych robrów w dobrym towarzystwie) Kazia Zarzyckiego, szefa pisma „Tak i Nie”, w Poznaniu rezydował stoicki, refleksyjny Waldek Kosiński, pierwszy szef tygodnika „Wprost” (zanim nie przeniesiono redakcji do stolicy, a potem spektakularnie zgnojono), w Lublinie „rządził” serdeczny przyjaciel Marek Adam Jaworski, dziedziczny szef „Kameny”, a w Krakowie… W…

Tym bardziej
felietonistyka / 1 lutego 2025

Stanisław Tym  Tym bardziejWydawnictwo Polityka, Warszawa 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Felietonista zimozielony… Polska to wciąż duży kraj. Nawet gdy pojawiają się mniemania, iż dwie są Polski, rowem-okopem przecięte nienawiści, to i tak każda z nich z osobna nadal jest duża. Pojedynczy Polak-szarak wielkości nie ogarnia; trzeba mu tę Polskę – jego Polskę (niezależnie od tego, która jego jest) opowiedzieć. Opowiadanie Polski – wielka rzecz. Było w dziejach kilku wyznaczonych, nominowanych, wybranych, namaszczonych świętymi olejami specjalistów „inżynierii dusznej” – z patentami, certyfikatami i rozkazami od najwyższej władzy. Ale się jakoś nie przyjęli. O większe sukcesy pokusili się amatorzy opowiadania, samozwańczy heroldowie, whistleblowerzy i wędrowni grioci (robiący w branży za miskę zupy i kieliszeczek czegoś mocniejszego). W każdym razie opowiadanie Polski innym Polakom to zajęcie typu full time job – ale niekoniecznie etatowe. W zasadzie w pełni samodzielne (niesamodzielni żyją krótko i karier nie robią). A do tego uzurpatorskie (z pewną taką nutką bezczelności – ale nadto z niezbędną przyprawą talentu). Ot, pojawia się w przestrzeni publicznej ktoś, kto potrafi przyrządzić tekst (lub inną formę przekazu) na tyle interesujący, że dysponenci fragmentów tej przestrzeni – fragmentów zajmowanych przez tzw. media – są gotowi zaoferować takowemu wikt i opierunek (plus kieszonkowe)…

Flirt z Paralipomeną

Jan Gondowicz Flirt z Paralipomeną Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2024 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Pocotokomu – czyli małpa z brzytwą (Ockhama) Paralipomena to po grecku rzeczy, zdarzenia, osoby, okoliczności bądź zjawiska pominięte (bo niepotrzebne). Ma to pojęcie zastosowanie w całym obszarze działalności ludzkiego gatunku, ale w bardziej ścisłym sensie – tam, gdzie następuje werbalizacja, czyli proces zamiany myśli w ekspresyjny komunikat: na piśmie lub wyrażony słowem, gestem lub jakąś kombinacją akustyczno-mimiczną. Zawsze wtedy ktoś, kto komunikat formułuje, w trakcie samego procesu usuwa wszystko, co mu na myśl przyszło, ale nie będzie potrzebne ani możliwe w zaplanowanym komunikacie. Gdy komunikat nabierze pierwotnie zamierzonego kształtu, w drugiej fazie formułowania następuje jeszcze czasem redakcja-redukcja, lub przeciwnie: wzbogacenie formuły samego przekazu. Z tym drugim mamy do czynienia, gdy prosty w swej istocie przekaz-komunikat (na przykład „spierdalaj”) przybiera formę bardziej złożoną: „czy zechciałbyś pospiesznie oddalić się poza zasięg mego wzroku?”. Ale co do istoty swej redagowanie to redukowanie (nie ma takiego tekstu, któremu by na dobre nie wyszło skrócenie go o połowę), zaś wszystko, co pozostaje – to oczywiście paralipomena. Zgrabne słówko, choć niewprawionemu, nieosłuchanemu może może sprawiać pewne trudności – już to z wymową, już to z pojęciem sensu. Bo takowy się rozrastał… Zdaniem…

Smutki wszelkiej maści
felietonistyka , proza obca / 15 grudnia 2023

Mariana Leky  Smutki wszelkiej maści Przełożyła Agnieszka Walczy Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2023 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Czy szczęście może być smutne? Poprzednia wydana u nas książka Mariany Leky, czyli „Sen o okapi” – fenomenalne studium emocjonalnej, oniryczno-magicznej egzystencji małej, zamknięto-otwartej społeczności wiejskiej gdzieś w głuszy na skraju heskiej krainy Westerwald (upamiętnionej w znanej, wesołej, marszowej pieśni Wehrmachtu „Oh, du schöner Westerwald/Über deine höhen pfeift der Wind so kalt”) – spodobała mi się bardzo. Niezwykle rzadko bowiem udaje się trafić (a już w literaturze niemieckiej wcale!) na dzieło tak całkowicie i z premedytacją pozbawione ciężaru, ale zarazem ewidentnie mądre, istotne, pełne usprawiedliwionej czułości tudzież nieskrywanej sympatii wobec wykreowanego universum. No cóż, spotkałem autorkę, która lubi swój świat i swoje figury (łącznie z wariatuńciem Friedhelmem) – i nawet gdy niektóre musi skrzywdzić, to nie przykłada się zbytnio do obmyślonej przez siebie traumy… Jej bohaterowie mogą polegać na swojej autorce – ona zaś opiekuje się nimi i dba, by nie cierpieli ponad miarę… Gdy zatem na rynku pojawiła się nowa książka Mariany Leky, spodziewałem się powrotu tamtego klimatu onirycznej fabuły z leśnych ostępów Westerwaldu, inkrustowanej dylematami ich osobliwych mieszkańców. Na szczęście nic z tego – tylko o wiele, wiele więcej – mimo…

PrzyPiSy, czyli krótka historia 8 długich lat
felietonistyka , komentarz polityczny / 9 października 2023

Jerzy Baczyński  PrzyPiSy, czyli krótka historia 8 długich latWydawnictwo Polityka, Warszawa 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Popisowa asenizacja…   Podczas lektury „Przypisów” przypomniała mi się scenka z arcykomedii Chęcińskiego „Sami swoi”, gdy Kaźmirz Pawlak strofuje synka Witię, iż ten gapi się zachłannie na Jadźkę Kargulównę, a przecież ma nienawidzić całe to wraże Kargulów plemię. Na co Witia odpowiada: – tatku, jak ja się tak napatrzę, to jeszcze bardziej nienawidzę! Mam tak z Baczyńskim. Przygląda się on PiSowi tak dokładnie, że aż na granicy Hassliebe… Ale emocje trzyma na wodzy, by tym dokładniej celnymi ciosami punktować. Nie ma w tym cienia symetryzmu, za to więcej badawczego oglądu, bez skłonności do etykiet i epitetów. Baczyński zaklina się, że jego zamiarem badawczym było zawsze uczciwe i obiektywne zanalizowanie i rozszyfrowanie fenomenu PiS. Fenomenu polegającego na teflonowej – ba, zgoła tytanowej odporności na ciosy i w ogóle na niepogodę. Partia ta skupiła gromadę zwolenników (cóż – jakieś trzydzieści procent – w porywach – obywatelsko aktywnej populacji), zindoktrynowała ich i do takiego stopnia zmanipulowała, że dziś w istocie stanowią monotematyczną, monoideową, zgoła monochromatyczną społeczność, opancerzoną i szczelną. Z dystansu wygląda to jak monolityczny, wylepiony z gładkiej glinki kopiec termitów. W środku oczywiście kłębią się…

Ptak Dodo, czyli co mówią do nas politycy
esej polityczny , felietonistyka / 28 lipca 2023

Michał Rusinek  Ptak Dodo, czyli co mówią do nas politycy Wydawnictwo Znak, Kraków 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Ryży Kieł albo mów pan po ludzku… Od urodzenia przebywam w sferze języka, w świecie słowa, w miarę możliwości – najwyższego gatunku. Ojciec był dziennikarzem radiowym, więc to słowo (gdy on był głównym domowym nadawcą) było w swym pierwotnym, mówionym sensie i aspekcie doskonałe jakościowo; ojciec dbał, by między publiczną, profesjonalną eksploatacją słów a prywatnym językiem familijnej ekspresji różnice były stosunkowo niewielkie. Żadnego infantylnego szczebiotu, żadnego gaworzenia i upraszczania – ani formy, ani sensu. Ojcu zawdzięczam niewolniczą wręcz skłonność do nieustannego czytania i pewną taką łatwość mówienia oraz pisania. A wszystko to, zanim rozpocząłem zorganizowaną edukację na kilku szczeblach. Z bólem niejakim i poczuciem winy (choć nie wiem, skąd mi się takowe wzięły) na starość wyznaję, że w trakcie owej edukacji nie posiadłem żadnych umiejętności rękodzielniczych, żadnego rzemiosła. W zasadzie cały czas znów szlifowałem słowo i język. Po czasie nauki odziedziczyłem fach po ojcu i przez pół wieku najpierw pisałem to i owo, ale wprędce zacząłem czytać cudze teksty, poprawiać i robić z nich gazety rozmaite. Gdy przestałem redagować, nadal czytam i piszę na własny użytek – czego rezultaty macie przed…

Moje ukochane T-shirty

Haruki Murakami  Moje ukochane T-shirty Przełożyła Anna Zielińska-Elliott Wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Antropologia koszulki typu T… Koszulka wzoru T-shirt jest jednym z donioślejszych wynalazków współczesnej cywilizacji, zaś jej noszenie – najprostszym, najoczywistszym, banalnym zgoła manifestem pewnej postawy egzystencjalnej – manifestem luzu mianowicie. Kawałek bawełnianej dzianinki o bieliźnianym splocie i takiejże gramaturze, zszyty z dwóch w istocie kawałków – przedniego i tylnego, z krótkimi rękawkami i wycięciem na szyję (z głową na szczycie, ma się rozumieć), kształtem przypominający literę T (obecną we wszystkich alfabetach łacińskich) – zrobił gigantyczną i wciąż nieprzemijającą karierę w temacie odzieży gatunku ludzkiego. W zasadzie jest porównywalny do takich wynalazków jak zszycie dwóch dotąd luźno majtających nogawic (co dało początek spodniom), jak wykoncypowanie biustonosza, zrobienie na drutach pierwszej skarpety i przebojowe wynalezienie apaszki a’la Hermès… Pierwsze lata kariery koszulki T-shirt są zdeterminowane płciowo – otóż był to strój zdecydowanie męski. Ale już dość dawno temu utracił atrybucję dymorficzną. Z niemałym pożytkiem dla estetyki dnia powszedniego… Kto nie wierzy, niech odszuka wideofilmik z telebimu (z 1989 roku), z fenomenalnym vibrato Pameli Anderson w T-koszulce z logo browaru Labatt’s na trybunie podczas meczu futbolowego Lionsów z Vancouver… Koszulka typu T-shirt nie miała jednego…

Demokracja na czarną godzinę

Wojciech Sadurski  Demokracja na czarną godzinę Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt-Syrakuzy 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Malleus maleficarum, czyli demokraci – łączcie się! Tomasz Garrigue Masaryk, pierwszy prezydent Czechosłowacji, tuż po narodzinach swej republiki powiedział, jaki jest jej największy problem – mamy już demokrację, ale nie mamy wciąż wystarczająco dużo demokratów… Zdaniem profesora Sadurskiego dziś dylemat się odwrócił: demokratów nadal mamy wielu, ale nie mamy już demokracji, nie mamy w państwie instytucji demokratycznych. Efektowny paradoks, wnikliwa oraz inteligentna „profesorska wrzutka” poczyniona ku uatrakcyjnieniu dyskursu politycznego? To zapewne… Ale zarazem bolesna konstatacja rzeczywistego stanu spraw publicznych w Rzeczypospolitej dzisiaj… Bo cóż się stało? Na arenie politycznej miota się gromada zdezorientowanych działaczy, myślicieli, polityków, publicystów, którzy nie zauważyli (a właściwie teraz już zauważyli – z dużym opóźnieniem…), jak im się zmienił kraj. No bo jakże to? Na budynkach państwowych wciąż wiszą szyldy z dumnymi nazwami – tu trybunał, ówdzie sąd, dalej sejm z senatem pospołu, tu instytut, tam komisja, gdzieś kapituła, z prawej – fundacja, z lewej – izba, obok rada… Szyldy są czerwone, litery białe – widać je z daleka. Ale za szyldami nie dzieje się nic, co znamionowałoby ustrój demokratyczny w ruchu, w działaniu. Jakieś pozorne drgawki – tylko do kasy…

Diddly Squat. Rok na farmie
felietonistyka / 12 stycznia 2023

Jeremy Clarkson  Diddly Squat. Rok na farmie Przełożył Michał Jóźwiak Wydawnictwo Insignis, Kraków 2022 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Kto bogatemu zabroni? Bez względu na to, co i ile jeszcze napisze, ta rekomendacja to moje pożegnanie z Jeremym Clarksonem. Pożegnanie smutne i zarazem gniewne. Clarkson bowiem przesadził, przedawkował z cynizmem, ironią, z obraźliwym, nieprzyzwoitym grubiaństwem, a nawet (nazwijmy rzecz po imieniu) chamstwem. Przekroczył granicę (w jego przypadku i tak niemożliwie naciągniętą) – i to wobec kobiety. Tak – wiem, że teraźniejszość ma kwestię różnicy płci (której wielkim jestem admiratorem) przepracowaną inaczej: od bezwzględnego mizoginistycznego patriarchatu wszystko zmierza (i jest już daleko) ku genderowej równości totalnej, a potem ku feministycznemu matriarchatowi. Jakoś mnie to nie martwi, bo wiem, że nie dożyję. A perspektywa poprowadzenia mej uroczystości funeralnej przez szybką i kategoryczną mistrzynię ceremonii w kusym przyodziewku wydaje się być zabawna. Ale wróćmy do Clarksona. Korzystając z atmosfery równości płci ze wszystkimi tego stanu konsekwencjami (żeby nie było – co do zasady równość tę też popieram), przekroczył granicę dobrego smaku, właściwego zachowania i powściągliwości. I to wobec kobiety jednak; jako człowiek o wychowaniu dość staroświeckim tego akurat jakoś nie akceptuję. Zdecydowanie. Wiem, to sui generis atawizm pedagogiczny, pozostałość wpajana w trybach domowej…

Tajne państwo z kartonu
esej polityczny , felietonistyka / 13 grudnia 2022

Marcin Matczak Tajne państwo z kartonu Wydawnictwo Znak, Kraków 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Intelektualny plan odbudowy tego i owego… Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują, ci zostająNa łące stoją jak na scenie, czy też przeżyją, czy dotrwają piosenka „W żółtych płomieniach liści” Andrzeja Zielińskiego (Skaldowie) z tekstem Agnieszki Osieckiej;śpiewała Łucja Prus A nas przy tym nigdy nie było,Wianki dziewicze na naszej skroni.To przecież tylko kilka osób robiło:To oni, to oni, to oni!piosenka z Kabaretu Olgi Lipińskiej (1990),autorstwa Włodzimierza Korcza (muzyka)i Wojciecha Kejne (słowa) …bo przecież nie wszystkiego i nie od razu. Fundamentalne pytanie – co po PiS i jak to zrobić? – dręczy mózgi, emocje i sumienia (a w innych przypadkach – instynkty samozachowawcze) wielu z nas, współobywateli (mimo wszystko) Rzeczypospolitej. Od pewnego czasu bowiem jasne się staje, że coś się zmieni, że rządzący reżim nie utrzyma się raczej – kolaps blisko, a co po nim? No co? Niedokładnie wiadomo, a oczekiwania są sprzeczne – i to w sposób tak dokładnie rozbieżny, jak to tylko możliwe… Wiele, bardzo wiele przemawia za tym, że kontynuacji nie będzie. Jeśli zatem poczynimy założenie, iż nadchodzący akt elekcyjny w konstytucyjnym terminie i na warunkach ustanowionych prawem zasadniczo zmieni układ sił politycznych, to…

Świat według Clarksona. Czy da się to przyspieszyć?
felietonistyka / 24 listopada 2021

Jeremy Clarkson  Świat według Clarksona. Czy da się to przyspieszyć? Przełożyli Bożena Jóźwiak, Michał Jóźwiak Wydawnictwo Insignis, Kraków 2021 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Rozterki dojrzałego rolnika Lubię czytać Clarksona (bardziej niż lubiłem go oglądać…), choć nie jestem taką konserwatywno-liberalną, skandalizującą świnią jak on. Lubiłem nawet jego felietony motoryzacyjne, aczkolwiek ześwirowanym fanem pojazdów z silnikiem spalinowym nie jestem, raczej prostym użytkownikiem – z tych, co kombinują jak najszybciej, najtaniej i najwygodniej (przy okazji cicho – nie zwracając niczyjej uwagi, a zwłaszcza policji drogowej i jakiejkolwiek innej) z punktu A dostać się do punktu B. Samochodem, ma się rozumieć. Byle jakim – może być nawet fiat multipla lub którakolwiek ze skód lub dacii – nawet jeśli po podróży niektóre elementy wyposażenia zostaną mi w rękach… Osobliwie lubiłem te jego teksty z ocenami i opiniami po dokonywanych osobiście wygłupach, samochodowych testach i eksperymentach. Pamiętacie, jak wziął na warsztat poloneza? Naszego ukochanego poloneza? A nawet dwa i obtłukiwał je jeden o drugi, zawieszone na wysokich dźwigach – twierdząc, że do tego tylko się nadają? Barbarzyńca! Mniejsza z tym wszakże. Clarkson dowiódł wystarczająco dobitnie, że oprócz posiadania osobowości telewizyjnej – charakteru prawdziwego „zwierzaka” studia, kochanego przez kamery i publiczność – potrafi pisać. A przyznać…

Wielkie Księstwo Groteski
felietonistyka / 16 listopada 2021

Title: Wielkie Księstwo Groteski Autor: Szczepan Twardoch Gatunek: zbiór felietonów Wydawca: Wydawnictwo Literackie, Kraków Data wydania: 26 10 2021 Szczepan Twardoch  Wielkie Księstwo Groteski Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Razem czy osobno? W przypadku pisarza Twardocha odpowiedź jest oczywista: osobno, zdecydowanie tak. Ale od czego? Od wszystkiego? Od wszystkiego nie. Gdyby był całkiem osobno, nikt nie wydawałby jego książek (gdyby je próbował pisać), a nawet gdyby się ukazywały, nikt by ich nie czytał (poza garstką posiadaczy języka śląskiego w mowie i piśmie). Ergo: nie byłyby źródłem utrzymania, fundamentem pisarskiego bytu. Osobność Twardocha jest zatem natury symbolicznej, metafizycznej zgoła; do tego sam pisarz ową osobność wspiera wolicjonalnie, po wielekroć powtarzając „bo ja tak chcę i gówno komu do tego – dlaczego”. Ale realnie? Realnie jest cząstką dookolnej przyrody ożywionej. Cząstką opisaną i skatalogowaną nie tylko jako tutejsza (mówiąc uczenie: autochtoniczna), ale przynależna bezapelacyjnie (w zasadzie na podstawie jednej tylko, ale w pewnym sensie przesądzającej cechy rozpoznawalnej „na słuch”, czyli rodzimego, ojczystego języka, jakim się posługuje od narodzin…) do zdefiniowanego szerokiego zbioru – powiedzmy, że polskiego lub jakiegoś innego – terytorialnego i zarazem osobowego. A priori – niezależnie od tego, co sama cząstka o tym sądzi… I niezależnie…