Interwencje 2020

12 września 2021
Michel Houellebecq


Interwencje 2020
Przełożyła Beata Geppert
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021

Rekomendacja: 4/7
Ocena okładki: 3/5

Podtrzymując radosne pozory trwania pochodu…

Ze sporą ostrożnością, ograniczonym zaufaniem i dającym o sobie znać gdzieś z tyłu głowy przeświadczeniem, że oto ktoś mnie tu bezkarnie (bezkarność bierze się z mniemania, że skoro mam rzecz w ręku, to najprawdopodobniej ją kupiłem – a przecież o to przede wszystkim chodziło – n’est ce pas?) nabija w butelkę, biorę się za książkę, o której wiem, że jest produktem osobliwej manipulacji wydawniczej – być może nawet niezbyt chwalebnej. Oto wyobraźmy sobie, że jesteśmy książkowym edytorem i mamy w swej „stajni” autora wielce poczytnego, jak trzeba – kontrowersyjnego, gotowego na dowolnego rodzaju umiarkowany skandalik, nie stroniącego od intelektualnych burd. Wyobraźmy sobie nadto, że już kiedyś wydaliśmy tom z jego (tego autora naszego znaczy…) esejami, felietonami, przedmowami, recenzjami, innymi tekstami ulotnymi, pozbieranymi z sieci i gazet, z polemikami, połajankami, ironicznymi kpinami i obrazoburczymi penetracjami świata kultury, polityki, religii i w ogóle życia publicznego.

I to był rynkowy sukces. Zarobiliśmy. A nasz autor zaczął budować wizerunek guru, intelektualnego przewodnika, męża opatrznościowego krytyki literackiej, wreszcie przenikliwego profety. Nowy status naszego autora to nowe zobowiązania – spotkania autorskie, obowiązki jurorskie w licznych powiatowych turniejach jednego wiersza, objazdowe tury promocyjne, zakontraktowane wywiady i sesje zdjęciowe, wreszcie celebryckie „uświetnienia” – niewiele, lub zgoła nic nie mające wspólnego z literaturą – na przykład regionalny festiwal serów, święto truskawki, dzień pieczenia ziemniaków, targi kurczaków, degustacja win z Luberon, rekonstrukcja wiekopomnej bitwy pod Crecy…

Czasu na pisanie coraz mniej – ale to nie problem. Nasz autor ma też coraz mniej ochoty na pisanie. Albo jakaś ci go dopada blokada twórcza, albo boleśnie mało i coraz mniej ma do powiedzenia, albo poglądy naszego autora ulegają erozji, ewolucji, atrofii bądź zgoła przebiegunowaniu: lewacki anarchista staje się religianckim obskurantystą, konserwatywny radykał odnajduje się jako ostrożny liberał, herold rewolucji seksualnej przynosi do wydawcy pokutną księgę żywotów niewiast i mężów nad podziw cnotliwych…

Co wtedy robi rzeczony wydawca? Ucieka się do marketingowego chwytu z piekła rodem (a piekło jak wiadomo, dobrymi chęciami jest wybrukowane – co przypominam nie bez powodu…). Po pierwsze – wyciąga mianowicie z archiwum stary skład na offsetowych kliszach lub innym nośniku, trochę go porządkuje, czyści z pleśni i rdzy. Po drugie – gromadzi porcję nowych tekstów autora (coś tam w końcu napisał…) i przysposabia do druku. Po trzecie – do starego składu doskłada sobie cokolwiek nowego (wystarczy jedna czwarta objętości; to przyzwoita miarka…). Po czwarte – z entuzjastycznym aplombem wydaje, w szatach godnych arcydzieła i z wrzaskiem godnym najwyższej próby imponderabiliów (pamiętać o garści rozentuzjazmowanych blurbów!). Ten prosty numer – jeśli autor żyje dostatecznie długo – można powtórzyć jeszcze ze dwa – trzy razy. Podtrzymując radosne pozory trwania pochodu… Zawsze z niezłym rezultatem przy kasie. A że publiczność potem, jak się już połapie, trochę się wkurwi? Don’t worry, be happy…

No to macie w skrócie mniej więcej przypadek Houellebecqa i jego francuskiego wydawcy – Flammariona. Oczywiście sam on w sobie (znaczy ten przypadek…) nie jest tak ostry i oschły jak przedstawiony tu szkic. W końcu Michel Houellebecq to klasa sama w sobie – gość o pozycji naprawdę znaczącej, ze stałym miejscem na Parnasie; żaden ci z niego uzurpator, tylko poważny artysta słowa, mistrz prozy (poezji może mniej – choć też uprawia, ale…), waleczny polemista, niestrudzony, bezkompromisowy prowokator, dekadencki, perwersyjny de-moralizator, krytyk przenikliwy – wyrocznia w sumie – i profetyczny (co zostało dowiedzione…) eseista-publicysta. We Francji – ważny gość, aczkolwiek nie wszyscy z równym szacunkiem za nim przepadają… Trochę sobie nagrabił – lecz przecież właśnie za to, co nagrabił, spora część publiczności tamtejszej kocha go bezgranicznie i słowa jego spija z dzióbka niczym nektar z kwiecia drzewa wiadomości złego i dobrego. No, w trybie epifanii zgoła. W sumie kochają go i zarazem nienawidzą wszyscy – od prawej do lewej. I wszyscy za to samo – że jest taki inny, nieprzewidywalny, osobny, poza wszelką hierarchią. Kto ma Houellebecqa w literaturze, nie będzie się nudził.

No dobrze, ale o co w tych nowych „Interwencjach 2020” chodzi? Praktycznie o to samo, co w poprzednich dwóch – o skoncentrowanie, stężenie dawki myśli nienowych, gestów cokolwiek kabotyńskich, rozważań niepoprawnych (aczkolwiek popłatnych), niepokojących (bo nigdzie nie autoryzowanych) prób zamieszania ludziom pod deklami… Tak – Houellebecq jest demiurgiem. Samozwańczym – jak każdy demiurg, ale przyciągającym uwagę, znajdującym posłuch. No i wygadanym, sugestywnym, upierdliwym. Oraz – co tu ukrywać – doświadczonym praktykiem… Gdy powiada, w eseju „Emmanuel Carrere a problem dobra” (str.279), powołując się zresztą na cytat z… Dostojewskiego: „uszczęśliwienie zaś bezwarunkowo, w jakikolwiek sposób choćby jednej istoty w ciągu całego życia, ale ze stanowiska praktycznego, to znaczy rzeczywiście, realnie, postawiłbym jako warunek sine qua non każdemu człowiekowi o pewnym poziomie (…)” – co dotyczy oczywiście każdego generalnego uszczęśliwiacza całej ludzkości – czujemy, że ma to przepracowane. To znaczy spotkał (i nie ceni) wielu uzurpatorskich uszczęśliwiaczy, moralizatorów, zbawicieli i „meliorantów” natury całych społeczeństw, którzy zabrali się za swe domniemane posłannictwo, wprzódy nie mając w dorobku uczynienia szczęśliwym choćby jednego człowieka. A tak na marginesie – czy wam to kogoś nie przypomina? Może pewnego emerytowanego zbawcę narodu?

Dobrą ilustracją techniki intelektualnej Houellebecqa jest mój ulubiony kawałek z tych „Interwencji”, czyli „Zaginiony tekst” – przedmowa o wydanej w 2012 roku (pośmiertnie) książki przyjaciela pisarza – Rachida Amirou „L’imaginaire touristique et sociabilites du voyage”, czyli w dość przybliżonym tłumaczeniu – rzecz o turystycznym imaginarium (rozumianym jako wyobrażenie aspektów i okoliczności tej ludzkiej aktywności) oraz o towarzyskich, społecznych mechanizmach podróżowania. Houllebecq przytacza opowiedzianą mu prze przyjaciela anegdotkę – jak to w pewnym miasteczku w departamencie Var (Prowansja) merostwo (przy udziale regionalnej izby turystycznej) opłaca (niewielkimi kwotami, ale zawsze…) grono miejscowych obywateli – emerytów, by… w godzinach natężenia ruchu turystycznego, ergo: postojów autokarów z japońsko-chińsko-amerykańską hordą, oddawali się swym typowym, tradycyjnym zajęciom, czyli popijali pastis na tarasie kawiarni albo grali w bule pod platanami. Obywatele tego miasteczka z jakichś powodów sami z siebie zaprzestali tej aktywności (może mieli dość i chcieli robić coś innego, iść dalej ze swym życiem?), więc dla zachowania lokalnego kolorytu (w imię czysto biznesowego podejścia do sprawy…) zapłacono im za inscenizację. Stali się więźniami tradycji, ugrzęźli w „areszcie tożsamościowym”. Czy znów czegoś to wam nie przypomina? Może koła gospodyń wiejskich, dofinansowywane „na folklor”z kiesy „dobrej zmiany”?

Taki już jest ten Houellebecq – niby pisze o skądinąd dość hermetycznych problemach Francji, francuskiej kultury i osobliwej (w sensie ścisłym) cywilizacji intelektualnej. Ale jakoś to do naszych dylematów pasuje, nawet przylega. No cóż, świat jest mały i w zasadzie dość homogeniczny, ale czasem potrafi zaskoczyć, więc i tak trzeba uważać.

Przy okazji polecam jeszcze tekst „Konserwatyzm jako źródło postępu” – z wiekopomnym zdaniem, definiującym istotę tego podejścia do problemów świata. „Nie istnieje żaden problem polityczny, którego nie da się rozwiązać przez zaniechanie”. To cały Houellebecq – dokładnie. No i warto jeszcze zerknąć do eseju „Donald Trump jest dobrym prezydentem” (z 2019 roku). Tylko spokojnie – Houellebecq ze swoją tezą mylił się głębinowo, lecz warto sprawdzić, jak kombinował… „Interwencje” Houellebecqa będą niewątpliwie miały swój ciąg dalszy. Więc komu starczy cierpliwości, niech czeka…

Tomasz Sas
(12 09 2021)

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *