Nad Śnieżnymi Kotłami

18 marca 2019

Krzysztof Koziołek

Nad Śnieżnymi Kotłami
Wydawnictwo Akurat (Muza SA), Warszawa 2019

Rekomendacja: 2/7
Ocena okładki: 3/5

Coraz więcej ofiar Liczyrzepy…

Najnowszą produkcję Krzysztofa Koziołka niezwykle trudno sklasyfikować w sposób powszechnie stosowany w badaniach literatury. Formalnie bowiem to tak zwany kryminał retro, czyli wiodący kryminalną intrygę w starych dekoracjach, realiach z minionych epok. Zabieg modny, często stosowany, mający dowieść rękodzielniczego, rekonstruktorskiego mistrzostwa autora. No, niech tam… Ale gęstwina didaskaliów i technologia ich opisu pozwala też równolegle potraktować „Nad Śnieżnymi Kotłami” jak… przewodnik turystyczny, nieco chaotyczny i powierzchowny, wydawany masowo przez Riesengebirgsverein. Ale – po przetłumaczeniu i przepisaniu danych z mapy na polski – może to być publikacja sponsorowana przez PTT-K, a w każdym razie kawał komercyjnego zabiegu reklamowego – tzw. product placement (może z udziałem miasta Szklarska Poręba?). Nie, nie – nie podejrzewamy Koziołka o jakieś wątpliwe geszefty promocyjne. Ale gdyby nawet – to co? Liczy się tylko to, czy produkt został porządnie zrobiony. A dotąd w przypadku rekonstrukcyjnych przedsięwzięć Koziołka na przyzwoitą jakość samej zagadki i towarzyszącej jej narracji można było liczyć…
Tym razem nie jest inaczej, ale do połowy… Intrygę bowiem wymyślił Koziołek niebanalną. Oto znany nam młody Kriminalassistent Anton Habicht został przeniesiony z Glogau (Głogowa) do Hirschbergu (Jeleniej Góry), ale jego sukcesy służbowe zostały utajnione, więc cierpiał (także finansowo) jak nowicjusz. Powiatowy szef Kripo zesłał go na służbę w posterunku żandarmerii we wsi Schreiberhau, ale to nie zesłanie degradujące. Wieś to była bowiem osobliwa – największa w Prusach, rozrzucona w dolinach i kotlinach górskich, zabudowana dziesiątkami willi, pensjonatów, hoteli, urządzeń sportowych i instalacji turystycznych, a przede wszystkim zaludniona przez tysiące gości w obu sezonach: letnim i zimowym… Zajmująca się organizacją wypoczynku obywateli Rzeszy organizacja KdF (Kraft durch Freude) inwestowała w infrastrukturę Schreiberhau na potęgę. Wystarczyło tylko rozpoznać miejscowe układy, wiedzieć – kto z kim – by spokojnie ułożyć sobie życie policyjne i domowe, czekając na odmianę koniunktury…
Ale to nie Habicht… Pewnej sierpniowej niedzieli (a był to sierpień 1939 roku…) został przez złośliwego zwierzchnika, wachmistrza Sombrowskiego, posłany (oczywiście piechotą) do górskiego hotelu Nad Śnieżnymi Kotłami (dziś nieistniejącego…), aby rozwikłać sprawę skradzionej biżuterii. Przypadek (z niemałym udziałem policyjnej intuicji i doświadczenia…) sprawił, że zagadka rozwiązana została w dziesięć minut. Przypadek też sprawił, że gdy Habicht ze smakiem spożywał golonkę z kopytkami w sosie śliwkowym (na koszt właściciela hotelu, ma się rozumieć, rozanielonego szybkim sukcesem policji, z zachowaniem dyskrecji, bez zrujnowania reputacji…), przed oknami restauracji przeleciał najpierw szybowiec, a zaraz po nim pewna kobieta, by się malowniczo roztrzaskać na bruku pod werandą (szybowiec nie, szybowiec poszybował…). Pal diabli golonkę – trup to poważna sprawa, zwłaszcza w świetle towarzyszących tej defenestracji (jak się okazało) faktów. Znana obsłudze i niektórym gościom pani Elfriede Goretzka, lat 40, zamężna mieszkanka Schreiberhau, przebywała w hotelu akurat bez męża, co nie znaczy, że samotnie. Niestety, zanim pan asystent kryminalny ustalił podstawowe fakty, towarzysz frau Goretzkiej, niejaki Hans Schmidt, opuścił hotel bez wymeldowania się…
Ale okoliczności zdarzenia usprawiedliwiały podjęcie czynności śledczych – czyż nie? To jasne dla każdego umiarkowanie gorliwego i oddanego służbie funkcjonariusza Kripo, a przecież Habicht należał do czołówki intelektualnej (tylko mało kto o tym wiedział) policji na całym Dolnym Śląsku… Przecież jeśli tego samego dnia w tym samym hotelu spotykają się czterej panowie z absolutnej czołówki urzędniczo-biznesowo-towarzyskiej Schreiberhau i po krótkiej kłótni opuszczają gościnne mury nad Śnieżnymi Kotłami – to też musi coś znaczyć, nieprawdaż? I tak od fakciku do fakciku, poprzez zwały trupów (w tym nieodżałowanego żandarma Dreslera, jedynego przyjaciela Habichta na posterunku w Schreiberhau), w atmosferze lokalnej gorączki złota (czyżby klątwa Liczyrzepy?) i ogarniającej całe Niemcy euforii przed spodziewaną wojną z Polską – pan asystent kryminalny usiłuje poprowadzić śledztwo, aczkolwiek Reichssicherhauptamt (Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy) oraz Reischsministerium für Bewaffnung (Ministerstwo Uzbrojenia) sugerują mu delikatnie (w jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym stylu…), by się odczepił.
Ale więcej o szczegółach sprawy ani słowa; niech czytelnik Koziołka ma też coś dla siebie za swoje. Żal mi tylko, że nad Śnieżnymi Kotłami nie znalazł należytej kontynuacji, budzący nieopisane zdumienie i śmiech radosny, wątek szpiegowski dolnośląskich rekonstrukcji historycznych Koziołka – z udziałem demonicznej hrabiny Franziski von Häften – polskiego skądinąd pochodzenia i szpiegującej na rzecz II Oddziału polskiego Sztabu Generalnego. To był epizod naprawdę zabawny (poprzez swą śmiertelną powagę…), niezamierzenie (a może zamierzenie?) parodiujący wyczyny rotmistrza Sosnowskiego czy Krystyny Skarbek…
Nieodmiennie natomiast sympatię budzi pasja Koziołka do wędrówek krajoznawczych – a osobliwie do ich aspektu kulinarnego. Autor (niezgorszy zapewne obżartuch; może sam ma kłopoty z nadwagą i dietą?) z podziwu godną dociekliwością, wręcz miłością, rekonstruuje jadłospisy dolnośląskiej gastronomii, bada receptury, odtwarza smaki potraw i napitków (osobliwie piw lokalnych!) – wręcz zjada (z czytelną afirmacją) zachłannie to, co sam opisuje. Opis pożerania kopytek z sosem śliwkowym nie ma sobie równych w literaturze rozrywkowej…
No i pięknie… Rzemiosło Koziołka i jego pasje rekonstruktorskie dorównują zasobom talentu. Czas chyba jednak spróbować czegoś innego, na innej łączce… Co już zresztą niegdyś Koziołek z powodzeniem czynił. Po przerwie i odbudowie umiejętności w innych obszarach literatury rozrywkowej będzie mógł Koziołek wrócić do swych ulubionych rekonstrukcji. Płodozmian zawsze dobrze robi glebie i samemu rolnikowi…
Na koniec uwaga historyczno-polityczna… Krzysztof Koziołek pieczołowicie identyfikuje ulice w Schreiberhau-Szklarskiej Porębie; niemieckim nazwom w odnośnikach przypisuje współczesne polskie – tak by można było w razie potrzeby udać się tropami Kriminalassistenta Antona Habichta, co latem, w pięknych okolicznościach miejscowej przyrody, może być spacerkiem i odprężającym, i zarazem pouczającym… Ale coś w tym budzi niepokój… Oto w użyciu pojawiają się ulice Jedności Narodowej (str. 192) i Mariana Buczka (str. 319). Zwłaszcza ta ostatnia nazwa wywołuje pewien dysonans poznawczy. Albo Koziołek miał w archiwum nieaktualny spis nazw ulic Szklarskiej Poręby, albo – istotnie nie zdekomunizowano tam, czego trzeba… Gdyby to drugie, może warto rzucić wszystko i wyjechać do Szklarskiej?
Przypomniała mi się w tym momencie stara radziecka anegdotka z lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, jak to Borys Nikołajewicz Masłow – starszy wykładowca fakultetu filozofii marksistowskiej na moskiewskim Uniwersytecie Łomonosowa – przyjął na rozmowę kwalifikacyjną przed seminarium niejaką Warwarę Trofimowną Pieriewałową, hożą dziewoję o pierwszorzędnych walorach cielesnych, niebieskooką, z kosą blond włosów sięgających sporo poniżej wybitnie ukształtowanego, może troszkę ponadnormatywnego tyłeczka w opiętej „komsomolskiej” spódnicy. Odrzuciwszy wszelakie pokusy, zadał jej standardowe pytanie o kwietniowe tezy Lenina z 1917 roku, czyli elementarz wiedzy z „Krótkiego kursu historii WKP(b)”. I… zobaczył, jak oczy kursantki powiększają się do rozmiaru spodków: – Kto to Lenin? – Nie wiecie? – Nie… – A wy skąd jesteście, Warwaro Trofimowna? – Z Niżniewartowska… Borys Nikołajewicz Masłow odwrócił się do okna, spojrzał tęsknie na Worobiowe Wzgórza i siarczyście… westchnął: – Ech, może by tak przenieść się do Niżniewartowska?
Tomasz Sas
(18 03 2019)


 

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *