Konklawe

16 marca 2017

Robert Harris
Konklawe
Przekład: Andrzej Szulc
Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o.

Rekomendacja: 3/7
Ocena okładki: 3/5

Santa Sede pod kluczem czyli mały Robcio wybiera Pontifexa…

Robert Harris – wielkie nazwisko literatury anglosaskiej; boję się napisać: popularnej, bo to naprawdę najwyższa półka. Ten 60-letni syn drukarza z Nottingham, absolwent Cambridge (literatura angielska w Selwyn College), dziennikarz BBC, redaktor i komentator polityczny „Observera”, potem „Sunday Timesa” i „Daily Telegraph” (pierwszy liberalno-lewicowy, a te dwa raczej konserwatywne…), pisać książki postanowił w 1982 roku. Ale zaczął od… publicystyki politycznej: o broni biologicznej, o wojnie falklandzkiej, o aferze z rzekomymi pamiętnikami Hitlera, o polityku Partii Pracy Neilu Kinnocku… Dopiero w 1992 roku zabrał się za powieść – wystartował ambitnie, bo jego „Fatherland” zaczynał się od (na szczęście całkiem fikcyjnego)… zwycięstwa III Rzeszy w II wojnie światowej. No i potem fikcji się trzymał – w przypadku drugiej książki – „Enigmy” – nawet dość kurczowo, co mu boleśnie wytknął historyk Norman Davies. U Harrisa to nie Polacy z Poznania złamali jeszcze przed wojną zasadę funkcjonowania niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma, tylko brytyjscy geniusze matematyki w centrum deszyfrażu Bletchley Park (częściowa prawda: wielki Alan Turing zautomatyzował proces czytania depesz radiowych Enigmy). Ale dobry, trzymający w napięciu i trzymający się reguł gatunku film Toma Stopparda wedle tej książki (z Dougrayem Scottem, Kate Winslet, prześliczną Saffron Burrows, Jeremym Northamem i Nikolaiem Coster Waldau w roli niemieckiego szpiega – Polaka Pukowskiego…) ogląda się bez obrzydzenia. Podobnie jak serial BBC „Archangielsk” z Danielem Craigiem (o poszukiwaniu rzekomego diariusza Stalina) czy wspaniały film Polańskiego „Ghost Writer” z Ewanem McGregorem i Pierce’em Brosnanem (osnuty wokół tajemnic kariery premiera Tony’ego Blaira)… Tej klasy pisarz jest z Richarda Harrisa! A przecież ma jeszcze w dorobku absolutnie wspaniałą trylogię (w gruncie rzeczy bardziej polityczną niż historyczną…) z epoki, gdy republika rzymska przepoczwarzała się w cesarstwo: „Cycero”, „Spisek” i „Dyktator”. To autentyczny bestseller!
Ale ostatnio pisarskie poszukiwania zawiodły Harrisa nie gdzie indziej, tylko do Rzymu współczesnego, za Spiżową Bramę, do Watykanu. Ponieważ w pisaniu o zagadkach dowolnego (oczywiście fikcyjnego…) pontyfikatu nie ma nic aż tak bardzo ekscytującego (owszem, są tajemnice, ale przede wszystkim ciężka praca…), Harris obrał za cel przełomowy moment (też współczesny, acz z pewnym – jak się wydaje – wyprzedzeniem wypadków, które dopiero mogą nastąpić w rzeczywistości…) dla Stolicy Apostolskiej i całego kościoła katolickiego (z afiliowanymi przyległościami…). Czyli śmierć namiestnika Piotrowego i wybór następcy. Konklawe…
Celny wybór. W istocie: rezultat elekcji papieża ma dla kościoła powszechnego wymiar fundamentalny. Oto wierni (za pośrednictwem kolegium kardynałów…) otrzymują od Ducha Świętego nowego pasterza – dożywotniego, nieomylnego, prawie omnipotentnego. Przymioty ducha i charakteru tego człowieka mają niebagatelne znaczenie dla kondycji całej organizacji i jej wyznawców. Niebagatelne, choć nie decydujące, nie wszechogarniające, nie sprawcze w każdym calu i czasie. Ale zawsze ważne – dla reszty świata poniekąd też. Wybór papieża ma w sobie pewną dwoistość. Doktrynalnie jest przedstawiany jako mistyczny akt nawiedzenia kardynalskich umysłów przez jedną z figur Trójcy Bożej – Ducha Świętego. Nie jest to żadna metafora; doktryna traktuje ten akt nader dosłownie… Jeżeli zatem duch przemówi jednogłośnie do kwalifikowanej większości elektorów, ci zaś dadzą temu wyraz, wpisując stosowne nazwisko na karcie do głosowania i zachowując decyzję in pectore, w tajemnicy, eligendum dopełni się. Z drugiej zaś strony konklawe to czysto polityczny (bez pierwiastka metafizycznego) mechanizm wyborczy, w którym ujawniają się namiętności, konflikty (konflikty sumień takoż…), preferencje doktrynalne, poniekąd też preferencje płciowe i obyczajowe, społeczne, terytorialne, teologiczne, postawy konserwatywne i postępowe, interesy (ekonomiczne – i owszem też…), uprzedzenia, ambicje, grzechy wreszcie. To targowisko, poligon agitacji, kompromisów, sojuszy, aktów nietolerancji i nieposłuszeństwa, cichych wojen, zderzeń stref wpływów i rzadkich aktów miłosierdzia, Pod koniec każdego pontyfikatu (wytrawni watykaniści-analitycy intuicyjnie wyczuwają, kiedy to następuje…) kształtuje się nieformalna czołówka papabili – purpuratów mających jakoby największe szanse w spodziewanych w nieodległej przyszłości wyborach… To wokół tych faworytów koncentrują się przedbiegi i pierwsze akcje elekcyjne, powstają stronnictwa mniej lub bardziej trwałe, gromadzące się podle geografii, wspólnoty wartości lub interesów, albo koła zwolenników zupełnie ad hoc. Najczęściej dzieje się tak, że w toku akcji wyborczych papabili wzajemnie się poblokują i kardynałowie zwracają uwagę ku kompromisowemu outsiderowi (o którym kurialiści na ogół myślą,że da się nim sterować, albo że jest przejściowy, tylko na chwilę…). Czasem jednak szybko wygrywają murowani kandydaci. Ostatnimi laty takie zaskakujące wybory były udziałem Angelo Roncallego (Jan XXIII) Albina Lucianiego (Jan Paweł I), Karola Wojtyły (Jan Paweł II) czy Jorge Bergoglia (Franciszek). Ale Eugenio Pacelli (Pius XII), Giovanni Montini (Paweł VI) czy Joseph Ratzinger (Benedykt XVI) byli od początku elekcji faworytami… Jak to się działo i dlaczego tak? Pasjonujące, fascynujące pytania… Nie dziwimy się zatem Harrisowi, że tak ekscytujący moment obrał sobie za temat powieści.
Ale obrać to jedno, a zrealizować – drugie…
Konklawe w ujęciu Harrisa ma dwie płaszczyzny. Jedna to aspekt formalny, ceremonialny, protokolarny elekcji – pełen sformalizowanych gestów, tekstów, rytuałów, tudzież osobliwej scenografii. W wszystkich możliwych wariantach i konfiguracjach szczegółowo skodyfikowanych w Konstytucji Apostolskiej „Universi Dominici Gregis”, czyli watykańskiej ordynacji wyborczej… Sam opis tych regulacji i ich praktycznego zastosowania ma walory poznawcze i od suspensu nie stroni… Druga płaszczyzna ma wymiar raczej polityczny – jest zapisem intryg i kontrintryg elekcyjnych, zapisem stanu ducha ludzi targanych emocjami na najwyższym diapazonie. Oto po śmierci papieża do walki o Tron Piotrowy przystępują czterej papabili: włoski liberał przychylny reformom, włoski konserwatysta lefebrysta, kanadyjski pragmatyk oraz nigeryjski homofob o tubalnym głosie… Nikłe szanse ma też umiarkowany dziekan kolegium kardynalskiego, tyle że akurat przeżywający kryzys wiary tudzież powołania – onże podmiot liryczny, wiążący narrację w tej fabule. Nieoczekiwanie pojawia się też mianowany przez papieża in pectore (ale posiadający autentyczne papiery) kardynał – Filipińczyk skądinąd, lecz pełniący posługę arcybiskupią w… Bagdadzie. Zaczyna się piekło. Tak dziekan Lomeli zdefiniował Kaplicę Sykstyńską od momentu wpuszczenia do środka kardynałów-elektorów i zamknięcia wrót na klucz… Spiętrzenie intryg, wyłażących na wierzch tajemnic, śledztw i donosów sprawia, że kandydaci odpadają jak przejrzałe gruchy. Nigeryjczyk ma dziecko z… zakonnicą. Kanadyjczyk przekupił (w gotówce!) elektorów, jakby to było głosowanie w FIFA nad przyznaniem mundialu. Lefebrysta powiedział parę zdań za dużo, liberał osłabł. W tej sytuacji manifestacyjnie demonstrujący swą niechęć do godności dziekan Lomeli i filipiński outsider Benìtez mają szansę…
Jak się skończyło i co się definitywnie okazało – to sobie darujmy; niech czytelnik też coś z tego dreszczowca ma. Dość powiedzieć, że kaliber niespodzianki spory – jak na wyobraźnię Harrisa i jego mniemania o stanie organizacji Kościoła tudzież sprawności jego służb kontrwywiadowczych. Spory też jak na potrzebę uwiarygadniającego podobieństwa do rzeczywistości. Jeśli komuś oś intrygi skojarzy się z wyczynami Franka Underwooda z wielkiego serialu HBO „House of Cards”, to wielkiego błędu ten ktoś nie popełni. Z zastrzeżeniem, że Watykan to jednak nie jest domek z kart… Harris (z wyznania zapewne anglikanin, ale to akurat okoliczność bez znaczenia…), mimo lektur, studiów, wywiadów i oględzin, po prostu mało wie. I nie dowie się więcej… Sprowadzanie walki o władzę w Kościele i nad Kościołem do intryg o tle obyczajowym czy kryminalnym, do symonii i grzechu nieposkromionej pychy – to za mało. Walka o władzę ma głębokie podglebie doktrynalne, czerpiące wprost z różnic, przemilczeń, upiększeń w interpretacji Słowa, w objaśnianiu universum przeszłego, współczesnego i przyszłego. Ta walka nie zatrzymuje się na płaszczyźnie intryg personalnych ani ekonomicznych – ona sięga w głąb istoty wiary. Ale główny front przebiega teraz przez najeżony okopami, polami minowymi, potykaczami i zwojami koncertiny pas zmagań, gdzie punkty styczne walk (wręcz i na bagnety) Czerwonych i Niebieskich wyznaczają wzgórza nazwane: Rozwody, Celibat, Homoseksualizm, Pedofilia Kapłanów (to szczyt najwyższy), Nakaz Skromności, Prawdziwa Jałmużna, Miłosierdzie, Pycha i Władza… Ten, kto potrafi tę walkę zobaczyć i opisać, dopiero prawdziwy bestseller sporządzi. Robert Harris stanął wpół drogi, ale czy akurat on ma dość talentu i powołania? Może tak, może nie… Nie jestem tylko pewien, czy po przemyśleniu tego i owego zechce spróbować raz jeszcze…
Tomasz Sas
(16 03 2017)
PS. Drobna uwaga do wydawcy… Nie warto oszczędzać na konsultacjach z kościelnymi profesjonalistami; niewielkie w sumie usterki protokolarne czy nazewnicze i tak robią złe wrażenie na wyedukowanej w tej mierze do granic możliwości PT Publiczności… (TS)


 

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *