Czyngis Chan

Jack Weatherford Czyngis Chan Przełożyła Dorota Kozińska Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2026 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Imperium rządzone z siodła i pod buńczukiem Widok z okien wagonów kolei transsyberyjskiej (po opuszczeniu strefy Bajkału) na odcinku z Ułan-Ude do Czyty i dalej ku Birobidżanowi należy do najmniej ekscytujących na świecie – dwa dni przez pusty, prawie bezleśny step (całe szczęście, że nie wyłącznie płaski jak stół; górki nawet spore i miłe dla oka tu i ówdzie się trafiają…). Czasem po drodze (raczej umownej) obok toru telepie się stara buchanka, wzniecając tumany kurzu, czasem człapie jeździec na koniu, w kazionnej kufajce i czapie ze zwisającym szpicem – to miejscowy Buriat podąża gdzieś, za swoimi sprawami… Co pięćdziesiąt wiorst mniej więcej stacyjka-mijanka, podobna do poprzedniej (i następnej), okolona fantazyjnym złomowiskiem żelaznych resztek po gospodarce planowej komunistycznego raju. Czasem rzeczka bystra się trafi, płynąca szparko na północ. Ale w sumie – pa dikim stiepiam Zabajkalja… Kilkaset (góra trzysta…) kilometrów na południe od tej drogi, w okolicznościach przyrody w zasadzie identycznych, tyle że już za granicami krainy buriackiej, w Mongolii, w miejscu między rzeką Onon a rzeką Kerulen– w stepie takim samym, jak ten zabajkalski – w roku 1162 (prawdopodobnie, nie na pewno…), czyli…

Wańkowicz. Życie na kraterze
biografistyka , polecam / 17 stycznia 2026

Łukasz Garbal Wańkowicz. Życie na kraterze Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Jednego takiego tylko mieliśmy… Miałem w swym życiu czytelniczym i zawodowym krótki (to chyba dobrze) okres fascynacji Wańkowiczem – w późnych latach 60. i potem 70. ubiegłego wieku. Seryjnie kupowałem i pochłaniałem tomy dzieł pisarza, wydawane wtedy przez PIW, a gdyby nie serdeczna znajomość, a w zasadzie przyjaźń (dziedziczona z ojca na syna) z najwybitniejszym łódzkim księgarzem tamtej epoki, Janem Gierańczykiem z „Pegaza”, ksiąg znanych pod tytułami „Przez cztery klimaty” oraz „Karafka La Fontaine’a” czy tomiku „Prosto od krowy” pewnie nie mógłbym nabyć nawet spod lady – w trybie wymiany dóbr i usług uchodzących ówcześnie za „metale ziem rzadkich”. Ale uzbierałem wiele – kiedyś policzyłem, że na moich półkach „wańkowicziana” zajmują blisko półtora metra, a dokładnie 148 centymetrów (plus jeszcze kilkadziesiąt centymetrów w ustawianych osobno seriach). Lecz cóż z tego? Kurz zbierają tylko – choć nie wszystkie; często coś w nich sprawdzam – Wańkowicz bowiem zawsze miał porządne indeksy i przypisy, czasem szeroko wykraczające poza ścisłą materię wywodu. A poza wszystkim nie mam już zbyt wiele czasu na powroty do lektur dawnych i ledwo pamiętanych (i to daleko ważniejszych niż mistrzowskie wańkowiczowskie tomiszcza). O co…

M. Czas przeznaczenia

Antonio Scurati  M. Czas przeznaczenia Przełożyła Alina Pawłowska-ZampinoWydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Śródziemnomorski kolaps dyktatora Z tomu na tom moje mniemanie (od początku skądinąd wysokie) o Scuratim i jego dziele rośnie nieustannie. A „Czas przeznaczenia” już zamienił je w podziw. Oczywiście – wbrew rozpowszechnianym przez autora i jego wydawców (w różnych językach) nie jest to powieść; przymiotem powieści jest bowiem fikcja (wedle klasycznej definicji Goncourtów: ouvrage d’imagination en prose). A tu mamy do czynienia z rzeczywistością udokumentowaną, ze zdarzeniami, które zaistniały naprawdę i mają swoje miejsce w dziejach, z ludźmi autentycznie istniejącymi w swoim czasie, ludźmi, po których zostały niepodważalne ślady materialne. I to, co o nich napisał Scurati, to nie jest pełnoobjawowa fikcja literacka – jeno sama prawda dowiedziona – no, okazjonalnie tylko wspierana fikcyjnymi „dostawkami”, czyli odtworzonymi (tak jak mogłyby brzmieć, ale tego akurat na pewno nie wiadomo) dialogami między „osobami dramatu”, czy zapisanymi refleksjami, myślami bądź sentencjami (o których oczywiście nie wiemy, jak de facto były zwerbalizowane, a nawet czy w ogóle zostały sformułowane przez kogokolwiek; natomiast autor tak tylko je wstawiał w tekst dla jasności przekazu bądź samej urody wywodu). Toteż pomieszczone na okładce słowo „powieść” pozwalam sobie zignorować – zapewne…

Pierwsza dama
biografistyka , wywiad-rzeka / 26 września 2025

Jolanta Kwaśniewska, Emilia Padoł Pierwsza dama Grupa Wydawnicza Foksal – wydawnictwo wab, Warszawa 2024 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Pouczające ple, ple, ple… Raz przez trzydzieści pięć lat istnienia wolnej Polski z jej ustrojem prezydenckim mieliśmy dwukadencyjne szczęście obcowania z idealną parą w Pałacu – prezydentem Aleksandrem i pierwszą damą Jolantą Kwaśniewskimi. To nie tylko mój prywatny pogląd – tak przesądza w badaniach opinia publiczna. A przewaga tej pary w rankingach jest duża i z upływem czasu nie podlega jakimś istotnym fluktuacjom. Reszta się nie liczy – może poza emblematycznym i zgoła historycznym stadłem Lecha i Danuty Wałęsów. A nad obecną parą prezydencką lepiej spuścić zasłonę milczenia i cierpliwie odliczać dni (dużo – dla mnie może okazać się zbyt dużo!) do końca jej wspólnej misji; czas szybciej i spokojniej zleci, gdy nie będziemy się nimi zajmować i przejmować. W sumie zatem w ciągu 35 lat sześć było par prezydenckich i w tym tylko jedna bardzo dobra. Co tu ukrywać, wynik dość kiepski (choć w warunkach środkowoeuropejskich w pewnym sensie normalny…) jak na nasze narodowe aspiracje. Ale nie w tym rzecz – funkcjonalnie kwestię ujmując, byt Pierwszego Stadła Rzeczypospolitej nie jest problemem pierwszorzędnej wagi państwowej – ani konstytucyjnie, ani prawnie, protokolarnie,…

Sansara

Patrick Deville  Sansara Przełożył Jan Maria Kłoczowski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2025 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 4/5 Reinkarnacja Panduranga Podróż jest snem. Nie cała i nie zawsze, ale jednak jest przedsięwzięciem onirycznym. Zwłaszcza ta całożyciowa, w kole sansary, czyli reinkarnacji, której kolejne fazy są uzależnione od bilansu dobrych i złych uczynków, których dopuszczamy się w każdym z kolejnych wcieleń… Podróż Deville’a dookoła świata – wedle zamysłu: po równikowym okręgu – nie zahaczyłaby o Indie, gdyby autor ściśle się trzymał swej koncepcji poznawczej. Wszak subkontynent rozpościera się w całości na północ od ekwatoru. Ale gdy terytorium poznawcze poszerzymy do strefy międyzwrotnikowej – skądinąd zresztą słusznie – Indie wejdą do strefy wędrówki Deville’a. Wraz z całym swym cywilizacyjnym dorobkiem, bagażem ducha i historii – ciężarem, którego za jednym podejściem nie tylko unieść się nie da, ale nawet objąć takowego rozumem nie sposób. Indie bowiem to takie miejsce w ewolucji cywilizacji homo sapiens, gdzie koncentracja zdarzeń, idei, postaci i ich dzieł postępowała żywiołowo, poza kontrolą rozumu, poza logiką brzytwy Ockhama. Indie są ze wszech stron nadmiarowe… A do tego wyglądają tak, jakby czas się ich nie imał – i to nie tylko w aspekcie architektonicznym, gdy stare wygląda jakby od zawsze było stare…

Nimitz na wojnie

Craig Symonds Nimitz na wojnie Przełożyli Łukasz Hajdrych, Łukasz Witczak Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2025 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Dobry admirał Pearl Harbor – nie, Pearl nie – w trakcie (i od roku przedtem) tej haniebnej, straszliwej i dalekosiężnej w swych skutkach klęski floty on – Chester William Nimitz – dowodził… biurkiem w sztabach US Navy w Waszyngtonie. W stopniu dwugwiazdkowego admirała. Po angielsku nazwa stopnia brzmi rear admiral upper half, co dosłownie znaczyłoby „tylny admirał górnej połowy” – jakoś tak bez sensu… Ale rear admiral to nazwa stopnia mająca swe źródło i początek w odwiecznej taktyce floty, operującej kolumnami okrętów w szyku torowym; admirałowie i wiceadmirałowie dowodzili eskadrami od czoła, zaś oficer funkcyjny w stopniu rear admiral… no cóż – pilnował tyłów i porządku na redzie, gdy flota gromadziła się przed walką. Po polsku ten stopień nazywa się kontradmirał (zresztą w kilku innych marynarkach świata też, np. we włoskiej: contrammiraglio – tyz piknie, nieprawdaż?). No – ale w marynarce USA tych rear admirałów są dwie grupy – lower half i upper half (czyli dolna i górna połowa) – więc jak poszukać polskiego odpowiednika nazewniczego? Kontradmirałem bezspornie jest rear admiral lower half (jednogwiazdkowiec), ale czym jest rear admiral upper…

Księgarnia w Paryżu
biografistyka , proza obca / 28 października 2024

Kerri Maher Księgarnia w Paryżu Przełożyli Anna Bereta-Jankowska i Piotr Pieńkowski Wydawnictwo Znak, Kraków 2024 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Odyseusz płynie Sekwaną… „Ulisses” Jamesa Joyce’a jest niewątpliwie najwybitniejszą powieścią dwudziestego wieku, mitem założycielskim całej liczącej się dwudziestowiecznej prozy światowej. Bezdyskusyjnie… Im więcej czasu upływa od daty pierwszego wydania, tym dobitniej prymat ów się uwydatnia. Owszem, trwają spory, od czasu do czasu pojawiają się „odkrywcze” i obrazoburcze manifesty krytyków, poszukujących sławy, udrapowanych dla niepoznaki w togi „sprawiedliwych”. Ale wątpliwości tylko utwardzają i upowszechniają mniemania, że coś wielkiego w tym „Ulissesie” jest. Lecz co to jest? Ba, spora armia analityków, teoretyków i krytyków prozy już sformułowała, ciągle formułuje i jeszcze długo formułować będzie swoje opinie i zdania osądzające o tym fenomenie. Niewątpliwe nowatorstwo prozatorskie jest na pierwszym miejscu – po „Ulissesie” nic już w światowej literaturze nie będzie takie same jak przedtem. Ale sama literatura już nie będzie ołtarzem geniuszu. Literatura już nie będzie misją, a pisarz – demiurgiem. Przeciwnie: książki można palić, sekwestrować, usuwać z bibliotek, a pisarzy – gnębić procesami, wsadzać do więzień (wcześniejsza o dwie dekady przygoda Zoli to przypadek odosobniony i w ogóle małe piwo…), skazywać na banicję i fatwę. Dlaczego tak się stało? Bo, rzecz ujmując…

Nienacki. Skandalista od Pana Samochodzika
biografistyka / 28 listopada 2023

Jarosław Molenda  Nienacki. Skandalista od Pana Samochodzika Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2023 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Łaskawość Kłobuka Mam poniekąd osobliwy stosunek do rezultatów roboty pana Molendy – bohatera tej biografii znałem osobiście przez dobrych lat parę, a nadto w niektórych opisywanych przez Molendę intrygach tudzież epizodach zdarzało mi się uczestniczyć bezpośrednio, więc osobą własną… Przeto trudniej mi o konieczny obiektywizm (choć w zasadzie to precz z obiektywizmem – tym koronnym składnikiem solennego nudziarstwa). Pan Zbyszek (byliśmy długo w familiarnych stosunkach, choć zawsze na „pan”) w zasadzie nie był osobnikiem łatwo nawiązującym i kultywującym znajomości, zwłaszcza gdy nie służyły bezpośrednio jego osobistym celom i zamiarom. Ale przecież nie o to chodzi – nie jesteśmy tu po to, by jakoweś sądy sprawować nad bliźnim. Idzie o to, by wspomnieć (dobrze czy tak sobie – byle po nazwisku…) ludzi, z którymi się mijaliśmy po drodze – i nie były to spotkania obojętne, bezobjawowe, lecz zetknięcia wywołujące wpływ (może być, iż minimalny, ale jednak…) na bieg naszych spraw. Jakieś osmotyczne zderzenie, jakiś emocjonalny bądź intelektualny wpływ, inspiracja (albo całkiem przeciwnie – abominacja…) – w każdym razie oddziaływanie. Mierzalne lub nie, ale dostrzegalne. Nienackiego poznałem (przelotnie, ale trwale – to nie paradoks)…

Mrożek. Biografia
biografistyka / 6 listopada 2023

Anna Nasiłowska      Mrożek. Biografia Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Zbyt wysoko zawieszona poprzeczka? „CHŁOP I: – Zasię jeden był silny okrutnie.CHŁOP II: – Opowiedzcie no, kumie.CHŁOP I: – Ano, zadziwił ci się on raz, aż się za głowę złapał…CHŁOP III: – To i co, że się złapał za głowę? Nie dziwota. CHŁOP I: – Poczekajcie krzynę. Złapał ci się on, a jako że silny był okrutnie, głowa mu w rękach została. CHŁOP II: – Musi w szyi był słaby…” fragment trzeciego intermezza – rozmów chłopów w karczmie – indolentnego wtrętu do bez-akcji (?) „Indyka” Mrożka Biografię Mrożka pisać – ministrem kultury zostaniesz (albo i coś równie drastycznego cię spotka, chociaż nie wiem, co by to mogło być…). Ale precz ze złymi snami – na jawie spotkasz coś jeszcze gorszego: objawy zawistnego lekceważenia albo zgoła wykluczenie z zakonu literackich kapucynów/kapucynek bosych… Czemuż-to, ach czemuż? Bo „właścicieli” Mrożka legion jest – objaśniaczy, egzegetów, krytyków, wystawiaczy. „Kolegów”. I każdy rości sobie prawo. A po drugie: zachodzi tu okoliczność w biografistyce na szczęście niezbyt częsta, ale dla każdego kandydata na biografa upierdliwa i nie do pominięcia (chociaż zbójeckie próby się odbywały…). Mianowicie bohater sam zadbał o swój wizerunek…

Urban. Biografia
biografistyka / 3 października 2023

Dorota Karaś, Marek Sterlingow  Urban. Biografia Wydawnictwo Znak, Kraków 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Żywot niekiepski… Na wstępie lektury ostrzeżenie edytorskie z rewersu okładki: to ma być rzekomo najbardziej demaskatorska księga lat ostatnich. Co takiego miałaby demaskować? Zdaniem wydawcy – żywot i czyny jednego z najbardziej kontrowersyjnych (znienawidzonego i uwielbianego pospołu) uczestników polskiego życia publicznego drugiej połowy dwudziestego wieku (z „jęzorem” wywalonym aż po lata dwudzieste XXI stulecia). Osobnik ów przez całe swe życie nie był „letniakiem”. Z różnych powodów i w różnym stopniu zawsze wzbudzał emocje – od skrajnej nienawiści po afirmację, od agresji po czułe współistnienie, od manifestacyjnej zawiści po niechętny profesjonalny szacunek. Od okrutnego hejtu aż poza grób po najszczersze wyrazy miłości – wszystko po krawędziach, nic w środku. Żadnej kaszki – tylko seta i śledzik. Na ostro… I teraz biografia takiej postaci miałaby być „demaskatorska”? A co w zasadzie mogłaby zdemaskować? Gdy niemal wszystko jasne i po wielekroć wyeksponowane już było. I nic nie było „zamaskowane” aż tak, by teraz demaskować cokolwiek. Przeciwnie – jaki on był, każdy widział. A właściwie: mógł widzieć, gdyby chciał. Ale wielu nie chciało, wolało gotowce – bowiem ten akurat osobnik od zawsze bywał mocno oklejany jaskrawymi etykietami: od uszatego…

Wisła. Biografia rzeki

Andrzej Chwalba Wisła. Biografia rzeki Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Modra rzeko… Znów woda. Znów płynąca, ale w ilości takiej, iż „rzeki, których nie ma” zalałyby się na amen… Największa, z jaką możemy mieć do czynienia w naszym kraju. Znaczy się Wisła. Krajowa potęga, choć w Europie dopiero na piętnastym miejscu względem długości (a są statystycy geograficzni, ustalający ten ranking Wisły dopiero na siedemnastym…). Nie wiem, jak wyglądałaby taka tabelka, gdyby za kryterium przyjąć masę toczonej wody (w metrach sześciennych na sekundę, liczoną u ujścia), ale też pewnie niezbyt dla wzmiankowanej Wisły imponująco. W każdym razie Wisłę z jej tysiącem i czterdziestoma siedmioma kilometrami zostawiają w tyle nie tylko takie potęgi jak Wołga, Wołga mat’ radnaja (3688 km), Dunaj piękny i modry (2850) i bat’ko Dnipro szyrokij (2285), ale także graniczny (z Azją – a co!) Ural (2534), Dniestr (1362), Ren (1233), Łaba (1165) lub taka Oka (1500) nostalgiczne wspominana w wojennej pieśni. A przecież są jeszcze dłuższe od naszej Wisełki cieki wodne, o który pies z kulawą nogą nie słyszał, a od dziesięcioleci (gdy kibitki i cziornyje worony przestały kursować) nikt z tutejszych nie widział: Kama, Peczora, Biełaja (ki czort?), Don z Dońcem, Desna… W…

Kapelusz cały w czereśniach

Oriana Fallaci  Kapelusz cały w czereśniach Przełożyli Jarosław Mikołajewski, Monika Woźniak Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Wściekłość i miłość Twarda baba była z tej Oriany! Zaczynała wprawdzie jako agentka-obserwatorka prasy włoskiej w zabawowym, rozplotkowanym Hollywood, ale potem… Przez wiele lat pełniła dziennikarską służbę jako korespondentka wojenna na rozmaitych frontach i terytoriach konfliktów zbrojnych – m.in. w Wietnamie, na Bliskim Wschodzie, na wojnie indyjsko-pakistańskiej, w dziesiątkach wojen i wojenek w Afryce. Jeśli w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych na świecie gdzieś strzelali, to z pewnością prędzej czy później można się tam było spodziewać Oriany Fallaci, targającej walizkową maszynę do pisania olivetti. Jej koledzy z branży (korespondent wojenny to w istocie osobny zawód dziennikarski, jak i samo sprawozdawanie wojenne to niepodobny do innych gatunek tego fachu) wspominają, że się jej bali. Każdy bowiem jej przyjazd na front burzył rutynową korespondencką sielankę. We wspomnianych latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia z powodów technicznych i technologicznych (oraz obowiązującego stylu wizerunkowego) wojny nie były przedsięwzięciami tak jawnymi publicznie jak dziś – gdy działania prowadzą globalne sieci telewizyjne w rodzaju CNN, al-Dżaziry czy Foxa (niekiedy intensywniej niż robią to generałowie stron walczących, komendanci sił rozjemczych lub watażkowie najemników czy tam zwykłych zbójów). Nie…

Dziady i dybuki
biografistyka , saga familijna / 19 grudnia 2022

Jarosław Kurski Dziady i dybuki Wydawnictwo Agora, Warszawa 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Zbiorowe opętanie i jak z nim walczyć… Zrządzeniem losu najlepsza książka bieżącego polskiego sezonu wydawniczego ukazała się właśnie teraz, późną jesienią, w okresie tradycyjnie i symbolicznie sprzyjającym wszelakim rozmyślaniom, podsumowaniom, rekapitulacjom i wartościowaniom. A także sentymentalnym wspominkom, wyidealizowanym wycieczkom w przeszłość, zapasom z pamięcią. W czasie mocno sprzyjającym obcowaniu z duchami. Kto żyw pisze i publikuje swoje byłoje i dumy (wedle niedoścignionego wzorca Hercena) – ale bardziej ufryzowane, wygrzecznione, pozbawione temperatury konfliktu, jedynie słuszne i kapitulanckie – nie tylko wobec historii ale i własnego sumienia. W poczuciu misji oświecenia i narcystycznej poniekąd potrzeby podwyższenia statusu intelektualnego, z chęci zamaskowania wstydu lub tylko złego wrażenia po tym i owym, co się kiedyś przytrafiło. Tak jest wiara w rozgrzeszającą moc słowa drukowanego… Ale nie z Kurskim takie numery. On wszystko zrobił w poprzek, a nawet wbrew. Powodów, dla których zdecydował się wypuścić w świat familijną sagę bez makijażu, pojawiło się aż nadto, ale jeden wydaje się przesądzający – nikt, poza mną samym nie będzie ograniczał, moderował czy cenzurował tego wszystkiego, co o losie mej rodziny chcę powiedzieć. Zwłaszcza niech nie próbuje tego robić historia, ani jej bękart z…

Zełenski. Biografia
biografistyka / 17 lipca 2022

Wojciech Rogacin  Zełenski. Biografia Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Sługa narodu Gdybym był ukraińskim propagandystą, już od dawna miałbym przygotowane (i w sposób ciągły aktualizowane) do natychmiastowego użycia wielojęzyczne pakiety zawierające „gotowce” do sporządzenia atrakcyjnej biografii, zajmującej w lekturze i objaśniającej wszystkie (które da się objaśnić, bez unikania tych trudnych i trudniejszych…) aspekty osobowości tudzież kariery mego ukochanego przywódcy. Nie wykluczam zatem, że ukraińscy propagandyści mają takie coś na wyposażeniu – bo sam bym tak postąpił na ich miejscu. A przecież nie roszczę sobie pretensji do jakiejś szczególnej pomysłowości tudzież przenikliwości. Teraz należałoby znaleźć tylko w różnych krajach gromadkę zblatowanych, zaprzyjaźnionych fachowców (ale niekoniecznie ostentacyjnie nam sprzyjających) pióra, odpowiednio takowych zmotywować i czekać na rezultaty. Podkreślam: nie wiem, czy taka akcja miała miejsce – nie jestem ukraińskim propagandystą. Ale gdybym był… Ostatecznie to jednak nieistotne, jak powstawała biografia Wołodymyra Zełeńskiego – na zamówienie, w trybie przetargu, czy z woli własnej autora. Rezultat się liczy. A w tej kwestii powiedzieć można, że dla osiągnięcia tegoż rezultatu na najwyższym możliwym poziomie Wojciech Rogacin dołożył należytej staranności. Jest-ci on bowiem rzemieślnikiem porządnym w miarę i doświadczonym, a jego bliskich związków z obajtkową firmą „Polska Press” (gdzieś do tej…

Churchill. Opowieść o przegranym zwycięzcy
biografistyka / 18 marca 2022

Nina Smolar  Churchill. Opowieść o przegranym zwycięzcy Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Samotność wojownika Co takiego czai się w przebiegu życia i służby (przyznajmy, że przebiegu pod każdym względem niezwykłym, fascynującym tudzież zniewalającym…) dwudziestowiecznego brytyjskiego żołnierza, polityka, pisarza last but not least (literacki Nobel ’53 był może trochę kurtuazyjny, ale bez przesady…)? Coś czaić się musi, skoro za napisanie tej biografii (którejś z kolei w dziejach i zapewne nie ostatniej) bierze się polska… doktor biochemii, komandoska (nie w sensie wyszkolenia militarnego, ale polityczna, z epoki Marcowej), redaktorka pism emigracyjnych, wieloletnia wydawczyni takiejże literatury. Czyli z punktu widzenia środowisk naukowych i pisarskich, wielkopańsko i „wyższościowo” przywłaszczających sobie wszelkie prawa do „biografowania” kogokolwiek znanego i ważnego – amatorka, bez „dyplomowanej” wiedzy historycznej, bez certyfikowanego środowiskowo wykształcenia, bez wyszlifowanego w pracowniach uznanych mistrzów warsztatu metodologicznego… Innymi słowy: bezprizornyj chuligan, kłusownik i uzurpator. Tak bywa – ale co począć, gdy w wielu, wielu uniwersyteckich katedrach historii i literatury, instytutach badawczych dziejów lub słowa pisanego tudzież na konwentyklach dywizjonów krytyków przeważa pogląd o wyższości zaświadczenia nad doświadczeniem. Innymi słowy: doktoratu nad iskrą bożą, talentem znaczy… Tymczasem dorobek wielu epok udowadnia niezbicie, że gdy kto talent ma i nie zawaha się go…