Jakub Żulczyk Kandydat Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2025 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Mieliśmy wybór, ale rozumu zabrakło… Gdy pisarz Żulczyk w roku 2020 użył wobec urzędującego prezydenta Dudy (w mediach społecznościowych) zwięzłego i jednoznacznie definiującego określenia „debil”, prokuratura Rzeczypospolitej oskarżyła go o znieważenie głowy państwa. Szparko, krzepko, zdecydowanie Żulczyka zbrodniarzem stanu mianowano. Na szczęście są jeszcze sądy w Warszawie… Przeto tamtejszy Sąd Okręgowy nierychliwie umorzył postępowanie, dopatrując się w domniemanym zbrodniczym czynie pisarza „znikomej szkodliwości społecznej”. Godzi się zauważyć, iż Wysoki Sąd zastosował w tym przypadku (podobnie jak w setkach innych…) pewien przewidziany przez prawo zabieg formalny (a w zasadzie unik), pozwalający nie rozstrzygać o rzeczywistym znaczeniu inkryminowanego określenia we wszystkich kontekstach, w jakich zostało użyte. Nie dowiedzieliśmy się zatem, czy słusznie i prawdziwie Żulczyk nazwał Dudę debilem – czy nie. Wiemy natomiast, że szkoda (społeczna – cokolwiek to znaczy) powstała po użyciu inkryminowanego określenia, jest zdaniem sądu znikoma (cokolwiek to znaczy). Znikomość bowiem to kategoria ocenna i wyjątkowo nieostra – żadną miarą niekwantyfikowalna; policzyć znikomości się jednoznacznie nie da. Ba, nawet wyznaczyć przybliżone granice znikomości (akceptowalne przez większość) nie sposób. Po prostu – curia locuta, causa finita… Sąd zawyrokował, sprawa zakończona. Co zresztą potwierdził niebawem sam Sąd Najwyższy,…