Dom Rotschildów. Prorocy finansów 1798 – 1848. Tom I

5 maja 2016

Niall Ferguson
Dom Rotschildów. Prorocy finansów 1798 – 1848. Tom I
Przekład: Katarzyna Bażyńska-Chojnacka, Piotr Chojnacki
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016

rekomendacja: 5/7
ocena okładki: 3/5

Złoto toczy się w krąg, z rąk do rąk…

Ten wers z operetkowego („Baron cygański” Johanna Straussa syna) kupletu niejakiego Sandora Barinkaya, onegoż barona, podobno nad wyraz trafnie oddaje zasadniczy mechanizm gospodarki kapitalistycznej (i nie tylko: niektórych innych epok chyba też…). To znaczy tak jest w popularnym polskim tłumaczeniu libretta Ignacego Schnitzera, w oryginale niemieckim chodzi o coś innego…
Owszem – złoto (symboliczne upostaciowienie pieniądza wszelkiej maści) krąży sobie tędy i owędy, na sposób lekko chaotyczny i uśredniony, wyjąwszy jednak miejsca, okazje i czas, gdy ma zwyczaj (i powód) gromadzić się intensywnie i ponadprzeciętnie (by nie rzec – w nadmiarze, bo w nadmiarze nigdy go nie ma!).
Jedna z takich okoliczności, o konsekwencjach globalnych niemalże, ma swój prapoczątek w drugiej połowie XVIII stulecia na Judengasse, ulicy-osi żydowskiego getta we Frankfurcie (tym nad Menem), w domu „Pod Czerwoną Tarczą” (Zum roten Schild), gdzie mieszkała rodzina drobnych kupców, używających naturalnie ( a dlaczegóżby nie?) nazwiska Rotschild, a z nich pierwszy bardziej znany był Mayer Amschel (1744 – 1812) – handlarz antykwarycznymi monetami, który później wszedł na rynek jako finansista w branży kredytów inwestycyjnych. Pięciu synów jego: Amschel, Salomon, Nathan, Carl i Jacob (znany też jako James) rozproszyło się (ale nie pogubiło – wprost przeciwnie: zawiązało braterską koalicję krwi i złota, pod przewodem Nathana…) po Europie. Zajęli strategiczne pozycje w Londynie, rodzinnym Frankfurcie, Paryżu, Wiedniu i Neapolu, sfinansowali antynapoleońską koalicję, byli bankierami Świętego Przymierza, dyktowali warunki władcom Europy, mieli udziały w każdej niemal zyskownej awanturze, trzymali łapy na rynku obligacji, na giełdach, bankach, kolei żelaznej, handlu i praktycznie wszystkim, co forsę przynosiło (i tak jest do dziś…).
Ferguson z pasją sędziego śledczego, analityka finansowego tudzież anatomopatologa (w jednym…) gromadzi i poddaje obróbce wszelkie ślady, które imperium Rotszyldów pozostawiło na Ziemi, a osobliwie w archiwach i innych przybytkach cywilizacji. Rezultat fascynujący – trzeba tylko do lektury podejść bez uprzedzeń, zwłaszcza wyzbyć się mniemania, że coś takiego może być: a) nudne, b) zbędne, c) przeładowane szczegółami nikomu do niczego niepotrzebnymi. Ba, jest dokładnie odwrotnie! Niestety, na lekturę trzeba też mieć czasu sporo, ale nie wydaje się, by był on stracony. No i będzie ciąg dalszy…
Tomasz Sas
(5 05 2016)


 

Brak komentarzy

Możliwość komentowania jest wyłączona.