Cienie Turynu
kryminał , polecam , powieść obyczajowa / 4 września 2026

Carlo Fruttero & Franco Lucentini  Cienie TurynuPrzełożyła Barbara SosnowskaWydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2026 Rekomendacja: 4/7Ocena okładki: 3/5 Terror kamiennego fiuta Konwencjonalne i w gruncie rzeczy trochę zbyt proste (ale na szczęście nie prostackie), tudzież uroczo staroświeckie. No cóż – tekst obyczajowo-kryminalnej powieści „La donna della domenica” Fruttera i Lucentiniego – dwóch piemonckich (czyli turyńskich w istocie rzeczy) dziennikarzy, pisarzy i redaktorów sławnego wydawnictwa Mondadori – ukazał się drukiem (oczywiście u Mondadoriego) ponad pół wieku temu (dokładnie 1972). Więc nic dziwnego nie ma w tej jego stylistyce, języku i formule intelektualnej. A poza tym… Mondadori Editore nie było (i nadal nie jest) znane ze szczególnie wyrafinowanego gustu literackiego – w końcu to tam wymyślono (i doskonale na niej zarabiano…) literaturę giallo (czyli żółtą – od koloru okładek): sensacyjno-obyczajowo-kryminalną powieść nieco niższych lotów umysłowych, dla mniej wymagającego czytelnika; to Mondadori wprowadzał na rynek europejski kanadyjskiego z urodzenia Harlequina, a prezesem wydawnictwa jest córka Silvia Berlusconiego i sztandar „dziedzictwa intelektualnego” tatusia (prezesa-premiera i telewizyjnego celebryty) wysoko dzierży w łapkach… Toteż ukryć się nie da, iż Fruttero & Lucentini z nawyknienia trzymali się (na szczęście tylko w ogólnym zarysie – ma się rozumieć) wzorców i regulaminów obowiązujących w „filozofii edytorskiej” firmy Mondadori. Ale…

Kochanek bez stałego adresu

Carlo Fruttero & Franco Lucentini  Kochanek bez stałego adresu Przełożyła Barbara Sosnowska Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2024 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Miłość i inne dramatyczne wypadki w Wenecji I znów jesteśmy w Wenecji – panie i panowie! Lecz tym razem nie z pobudek kryminalnych ani narcystycznego chwalipięctwa buszującego bez sensu po kanałach autora – ale po prostu w poszukiwaniu pełnokrwistego, sentymentalnego romansu – una storia d’amore assoluta… Przy czym nie ma to być kolejna wersja czy wariacja sławnej Mannowskiej „Śmierci w Wenecji”. Przeciwnie – chodzi o historię miłosną par excellence – starego typu, starego kroju – oczywistą acz niedomówioną, obiecującą, chociaż z góry skazaną na niedokończenie. A poza wszystkim nadziei pełną – bo pamiętajmy: w Wenecji może wydarzyć się wszystko (no, prawie – ale to bez różnicy). Bo czymże jest Wenecja? Od wielu wieków jest nieskończoną (w sensie metafizycznym – terytorialnym, nie temporalnym) sceną – czułą, szaloną, zapewne trochę niemoralną, ekstrawagancką, liryczną i dyskretną (no, do pewnego stopnia…) – dla kochanków wrażliwych nie tylko na siebie nawzajem, ale na urodę i tajemnicę miasta na lagunie. Wenecja, choć bywa nieobliczalna, kapryśna i surowa, ma w sobie gen troskliwej akceptacji (to nic, że przeważnie za pieniądze…) tudzież tolerancji. Kochać się…