Przewóz
polecam , proza polska / 20 lipca 2021

Andrzej Stasiuk  Przewóz Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Na wodzie pisane, czyli gdzie jest Polska… Na lewym brzegu rozkładali się Niemcy. W sadzie pod jabłonkami zamaskowali baterię luf achtundachtzig – czort znajet po co, bo to przecież flak, a Ruscy nie latali za dużo, bo za bardzo nie mieli czym. W laskach, zagajach, po wsiach stały kompanie panzerkampfwagen drei, ciężarówki, tabory, wojsko kryło się po chałupach, stodołach, pod namiotami; nie hałasowali za bardzo, nie panoszyli się, jak to mieli w zwyczaju. Szykowali się do skoku. Na prawym brzegu Ruscy, ale niewiele ich było widać: jakieś patrole NKWD w niebieskich czapach, trochę krasnoarmiejców z klekoczącymi mosinami na sznurkach w wioskach – ale tak to cisza… Środkiem rzeka – za dnia pusta, tylko krowy czasem wodę piły z brzegu, w nocy trochę jakiegoś ruchu było, aż z obu brzegów profilaktycznie to jedni, to drudzy strzelili rakietę albo przeczesali wodę na ślepo serią z maxima lub maschinengewehra. Ta rzeka to w ów czas była jedyna Polska – cienka wstążeczka na sztabówce, ale autonomiczna, choć jak zwykle nieobliczalna i nieprzyjazna, nawet dla swoich… Jak to woda – nie ma rozumu ani pamięci, nie ma narodowości, z nikim się nie zakoleguje….

Siła rzeczy
biografistyka , polecam , proza polska / 6 lipca 2021

Roma Ligocka  Siła rzeczy Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 4/5 Nicejski apokryf… Zuchwały pomysł i brawurowe wykonanie! Roma Ligocka, której pisarstwo śledzę od lat z narastającym ukontentowaniem, tym razem powzięła trud wybitnie niekonwencjonalny, który zaowocował rezultatem niezwykłej urody. Roma Ligocka urodziła się w 1938 roku w Krakowie – w znanej i szanowanej „na mieście” familii Abrahamerów; jej dziadek Dawid był piekarzem, twórcą polskiej adaptacji receptury słynnej dietetycznej bułki – grahamki (wieczna mu za nią chwała!); skądinąd smaczniejszej od amerykańskiego pierwowzoru. Rok po narodzinach Romy pewien austriacko-niemiecki psychopata i zbrodniarz (niech imię jego nie będzie zbyt często i bez potrzeby wspominane…), zawładnąwszy – przy udziale swych wspólników i biernej postawie, a w zasadzie akceptacji olbrzymiej większości obojga tych narodów – wielkim państwem w sercu Europy, rozpoczął wojnę, której rezultatem między innymi była planowa, mordercza Zagłada rodziny Abrahamerów i kilku milionów ich współplemieńców, współwyznawców na naszym kontynencie… Roma przeżyła Zagładę: wraz z matką uciekła z krakowskiego getta, potem ukrywała się u polskiej rodziny po aryjskiej stronie. Zresztą znacie ją – to ona była słynną dziewczynką w czerwonym płaszczyku w scenie z getta, odtworzonej w „Liście Schindlera” Spielberga… Po wojnie studiowała w ASP, malowała obrazy, projektowała kostiumy i scenografię w…

Opowieści o pilocie Pirxie
proza polska / 7 czerwca 2021

Stanisław Lem Opowieści o pilocie Pirxie Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 4/5 Jak miał na imię ten cholerny Pirx? Wydawnictwo Literackie po raz kolejny w swych dziejach podejmuje trud wydania kompletu dzieł Lema. Nic prostszego – jak się ma gotowe składy i arcypiękne okładki – wystarczy skalkulować nakłady, cenę (z uwzględnieniem inflacji), kupić papier (najlepiej Creamy „siedemdziesiątkę”) i zakontraktować drukarnię. A potem sprzedawać – luzem i w pakietach. Powód jest ważny: akurat w tym roku mamy stulecie urodzin Lema. A klienci? Dorasta kolejne pokolenie, które Lema zna słabo ze słyszenia, albo w ogóle nie zna. A to przecież nasz skarb narodowy. Jedyny polski pisarz, który NAPRAWDĘ wart był Nobla w epoce nam współczesnej… Co nie znaczy, iż mniemam, że Miłosz, Szymborska i Tokarczuk warci nie byli – przeciwnie. Wielce ta trójka zasłużona jest dla światowej literatury i wielka ich chwała razem i każdego z osobna, ale ich ewentualna nieobecność w gronie laureatów w istocie nie zmieniłaby wizerunku tego grona na gorszy. Nieobecność Lema (zgłaszanego do nagrody regularnie) jednak ten wizerunek zmieniła – na gorszy i niekompletny. To jedna z najpoważniejszych wpadek literackiego departamentu komitetu noblowskiego. Ale nie zaskakująca – w świetle ostatnio ujawnionych rewelacji o podskórnych, zakulisowych…

Dziecko księżyca
proza polska / 26 stycznia 2021

Piotr Ibrahim Kalwas  Dziecko księżyca Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Długie życie suma Andrzeja Większość (i to licząca się nader poważnie) pisarzy płci obojga albo zaczyna pisać od (w sensie debiutancki temat), albo gdzieś w trakcie kariery zatrąca o – dzieciństwo. Gdy ktoś nie wie, o czym by tu, gdy ma problemy z pisarską inicjacją, albo cierpi na uwiąd (ma się rozumieć – chwilowy…) lub zgoła niemanie talentu, zwrot ku dzieciństwu i młodości to pewniak, jak wielogłowa hydra niedomagająca na nerwicę natręctw. Bo to surowy ojciec – oprawca i pijak, nie szczędzący pasa, bo to formacyjny dziadek, nauczający odróżniać dobro od zła podczas dyżurów przy pędzeniu bimbru, bo to toksyczna babcia – rozmodlona, dewocyjna strażniczka pierwszych piątków i siedmiu grzechów, bo to mamcia nadopiekuńcza, karmiąca pomidorową, jak zbity pies wiernopoddańczo wpatrzona w faceta-oprawcę, bo to molestujący wuj lub kochanek matki, bo to przywódca podwórkowej albo szkolnej bandy, znęcający się nad bohaterem bez umiaru, bo to tamta dziewczyna płocha i zła, rozpalająca pocałunkami i niespełnionymi obietnicami, potem odchodząca w dal z tamtym chłopakiem równie jak ona złym (zaś bohater ze złamanym sercem i pierwszym wzwodem wpada w nałóg wąchania kleju lub nawet wali kompot w żyłę…)….

Moloch
kryminał , proza polska / 25 października 2020

Marek Krajewski  Moloch Wydawnictwo Znak, Kraków 2020 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Mock i ciemne moce Miło skonstatować, że twój ulubiony autor znów w formie – jak za najlepszych lat. Zaprawdę, Markowi Krajewskiemu posłużył kolejny powrót do swego klasycznego, najstarszego bohatera, czyli funkcjonariusza wrocławskiej policji kryminalnej Eberharda Mocka. Nowy „mock” trzyma poziom tych najdawniejszych – kipiących fabularnymi pomysłami, nieudziwnionych (choć aż nadto „zakręconych”, eksploatujących ponure zakamarki ludzkiej duszy), nieprzekombinowanych, sprawnie i perfekcyjnie opowiedzianych. No i bohater… Bohater znów jest wykreowany z zachowaniem wymogów brzytwy Ockhama (nie mnożyć bytów ponad potrzebę…), a jego konieczne dla powodzenia fabuły „oboczności charakterologiczne” autor ma pod kontrolą. Innymi słowy: kreacja zdyscyplinowana… Polubicie tego Mocka – czułego twardziela, sukinsyna o niezłomnych drogowskazach moralnych, zachowującego się jak brutal na wieczystym, gigantycznym, chronicznym kacu nałogowca (choć w tym akurat tomie Mock tkwi szczęśliwie – a może nieszczęśliwie – w okresie pełnej, choć wielce dokuczliwej wstrzemięźliwości, wywołanej delirycznym wstrząsem natury osobistej, ale objawy właściwe dla stanu postalkoholowego towarzyszą mu upierdliwie, chociaż akurat teraz w zasadzie nie pije…). Stary, dobry Krajewski, stary, dobry Mock… Jakiż to kontrast z dwiema poprzednimi książkami Krajewskiego – o lwowskim policjancie Edwardzie Popielskim – tym razem uwikłanym w działalność służb kontrwywiadowczych u zarania II Rzeczpospolitej,…

Pokora
proza polska / 30 września 2020

Szczepan Twardoch  Pokora Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Walka klas Nareszcie Twardoch znów w swoim naturalnym biotopie! Nie żebym chciał go zamknąć w jakimś Oberschlesien Ghetto, wśród upiornych hałd, wyrobisk w rozprutej ziemi, porośniętych zagajnikami-samosiejkami, wśród rzędów familoków, między tyralierami ciągnących się po horyzont zardzewiałych węglarek na zardzewiałych torowiskach – wśród ludzi mówiących tym samym językiem i wyznających tożsame wartości… Ależ nie, Boże broń! Polski pisarz ma niezbywalne prawo pisać, gdzie chce, o czym chce i dla kogo chce. Nic nikomu do tego. Chce się zainstalować na Archipelagu Trobrianda – proszę bardzo! Chce pisać w Hammerfeście – ależ oczywiście. Interesuje go życie codzienne kibucu w Kiriat Szimona – naturalnie może… Nie w tym rzecz. Rzecz w tym, co napisze… Czy pisarz polski ma obowiązki polskie? Czy pisarz śląski ma obowiązki śląskie? Gówno prawda! (Chyba że sam zechce je mieć…). Pisarz ma obowiązki pisarskie – ma się wywiązać, gdy prosi o chwilę naszej uwagi i parę złotych za egzemplarz… W sensie jakości, a nie polskości czy śląskości, żydowskości ani innej, dowolnej „ości” Powtarzam zatem – literatura nie ma żadnych obowiązków natury moralnej ani społecznej – ma tylko bawić, wzruszać, do refleksji nakłaniać, do emocji przymuszać. Jakimi środkami?…

Faworyty
proza polska , romans historyczny / 6 sierpnia 2020

Manuela Gretkowska  Faworyty Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2020 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 4/5 Życie płciowe ciołka matołka… Zapach spermy, krwi (miesięcznej, porodowej czy wydobytej na zewnątrz ciała w rezultacie zdarzeń gwałtownych, z użyciem narzędzi), gówna, potu i innych ludzkich wydzielin – pomieszany z zapachem ingrediencji używanych masowo dla zneutralizowania tamtych woni… Te „Faworyty” po prostu śmierdzą. Pisanie powieści historycznych bądź tylko upozowanych na historyczne, wymaga specyficznych umiejętności, także olfaktoryjnych. Ale mniejsza z tym. Zasadniczy dylemat z historią jako tworzywem literackim nie polega na pytaniu, czy w ogóle można i warto dziś pisać powieści historyczne – bo ta odpowiedź jest jasna. Można, a nawet trzeba. Jak ktoś umie, niech pisze. Jak nie umie, też niech pisze. W końcu gwarancje wolności słowa to nie w kij dmuchał. Kimże jesteśmy, by czegokolwiek komuś zabraniać, albo i nie zabraniać? Jedynym ograniczeniem jest los nieszczęsnych drzew, rżniętych na papier… Stąd tylko apel do wydawców o mniejsze oczka w sieciach. Zasadniczy dylemat powieści historycznej polega na pytaniu – jak ją pisać? Odpowiedzi jest kilka. Najprostsza (choć niewolna od zakrętasów i pułapek) – pisać po bożemu, najlepiej „sienkiewiczem” (bo „kraszewskim” to chyba już nie; za duży obciach…). Oczywiście z maksymalnie dopuszczalną dozą idealizacji – wszystkiego: bohaterów,…

Cham z kulą w głowie
proza polska , thriller / 28 maja 2020

Ziemowit Szczerek  Cham z kulą w głowie Wydawnictwo Znak, Kraków 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Alternatywy cztery albo ze sześć… Polska dla Polaków? Za każdym razem, gdy słyszę lub dostrzegam to niewymyślne, oczywiste w swej prostackiej oczywistości hasło, rozglądam się trwożliwie, czy już zza rogu ulicy nie nadciąga horda godnościowo wzdętych osobników januszopodobnych, wąsatych brzuchaczy w przykrótkich t-shirtach, odsłaniających obfite bandziochy nad opadającymi gatkami-kolanówkami, w klapkach lub adidaskach, dzierżących w jednej łapie bejsbola, w drugiej – puszkę bóbra, swojaka czy tam hejnasia lubo watry (nazwy płynów celowo zniekształcam, by uniknąć posądzenia o premedytację, złą wolę, utrudnianie wolności gospodarczej i niezasłużoną dyskredytację). To właśnie CI są jedyni Polacy – dla nich Polska. I widzę, jak ta z początku bezładna, anarchiczna horda płynnie się porządkuje, zwiera szeregi, prostuje, przyobleka w jednolite mundurki; łapy zbrojne w bejsbole wpadają w regulaminowy marszowy wymach, pojawiają się pochodnie, race, flary i inna drobna kibolska pirotechnika. I te buty – ciężkie glany, zdatne do kopania leżącego przeciwnika po żebrach i głowie… I ten wrzask rytmiczny: Tu jest Polska! Jebać Żydów, jebać ciapatych, jebać żółtych, jebać czarnuchów! Jebać komuchów! Jebać pedałów (no, no)! Wszystkich jebać! Wszystkich, którzy nie nasi! A którzy nasi? To już my sami wiemy…

Wyrwa

Wojciech Chmielarz Wyrwa Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2020 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Tajemnica tajemnic, czyli zajefajne zabijanie? Zewsząd dobiegają entuzjastyczne okrzyki, z których sensu niezbicie wynika, że Wojciech Chmielarz wielkim pisarzem jest – i basta. Wszędy go pełno było – w gazetach i na telewizorze, ale jakoś ta frenetyczna ruchawka mnie nie wciągnęła. Pracowity autor kryminałów i thrillerów pozostawał poza światem mej czytelniczej świadomości, a gdy Canal+ pochwalił się serialem „Żmijowisko” wedle jego prozy, już po dwóch odcinkach długotrwały i silny odruch wymiotny odrzucił mnie od ekranu. Choć wszyscy bardzo się starali, żeby nie… Ale nie umieli zejść z mielizny, na którą wpakował ich Chmielarz. Tak bywa, gdy continuum tuzinkowej (ale trzymającej się w granicach przyzwoitości) intrygi dobrze się czyta, lecz nie da się go zagrać masywnie i wielopoziomowo – w obrazkach, z aktorami, pejzażami, rekwizytami, w kostiumach i z charakteryzacją – by było przekonujące… Wszelako w sumie ponad dziesięć poważnych tekstów wydanych, z sukcesem sprzedanych (jeden sfilmowany) to dorobek godzien szacunku. Wiec może coś jest w tym Chmielarzu? Ale co? By to ustalić definitywnie (na własny użytek; nie zgłaszam pretensji do uprawiania profesjonalnej krytyki literackiej), w czas posuchy na rynku wydawniczym (spowodowanej przez wiadomego wirusa…) pozwoliłem sobie nabyć „Wyrwę”…

Pomocnik kata

Marek Krajewski  Pomocnik kata Wydawnictwo Znak, Kraków 2020 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Pieriepały z Razwieduprem Po raz pierwszy, odkąd mam do czynienia z Krajewskim i jego twórczością, osobną i wysokie zajmującą miejsce w mojej prywatnej hierarchii i historii krajowej literatury współczesnej, nader powściągliwe namawiam (a właściwie: nie namawiam) do lektury jego najnowszego dzieła, czyli „Pomocnika kata”. Rekomendacja „niekoniecznie, ale gdy czasu nie szkoda…” – aczkolwiek sformułowana ostrożnie, w istocie przecież może znaczyć: dajcie spokój, słabizna! W istocie… Przykro mi to pisać, ale amicus Plato… Nowy „krajewski” to kontynuacja rozpoczętego niedawno szpiegowskiego wątku przygód podkomisarza lwowskiej policji Edwarda Popielskiego – długoletniego (jak ten czas leci; to już dziewiąty „popielski”!) równoległego „towarzysza” nieco większego, sławniejszego i… lepszego cyklu o Eberhardzie Mocku, policjancie z Breslau. Jest już dziesięć „mocków”, znanych, tłumaczonych na liczne języki obce (podobno ktoś kupił nawet prawa do sfilmowania „mocków”). Pierwszy sensacyjno-szpiegowski „popielski” to była wydana jakoś tak rok temu „Dziewczyna o czterech palcach” (rekomendowałem ją – pozytywnie, niemal entuzjastycznie – w tym blogu 16 maja 2019 roku…) – o tajnej (ale nieustępliwej i krwawej…) wojnie na pograniczu toczonej przez polski kontrwywiad, policję i KOP, z sowieckim Razwieduprem (razwiedywatielnoje uprawlienie – zarząd wywiadowczy, oddział sztabu generalnego Armii Czerwonej, od…

Stramer
proza polska / 9 maja 2020

Mikołaj Łoziński Stramer Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Kadisz dla cieni… Tarnów przed wojną żadną miarą nie był klasycznym żydowskim sztetlem z orientalnym klimatem handlowego rejwachu kontrapunktowanym szabasowym odrętwieniem. To było galicyjskie miasto średniej wielkości – diecezjalnym ozdobione biretem, przemysłowe (państwowe zakłady chemiczne w branży azotowej), kupieckie, rzemieślnicze i garnizonowe. Miało nieco ponad 50 tysięcy mieszkańców (według ostatniego przed wojną spisu powszechnego w 1938 roku: 55 642…), z czego 45 procent stanowili Żydzi. Ale Tarnów nie był konserwatywno-klerykalną, zatęchłą mieściną. Przeciwnie: aktywni byli i znaczne wpływy mieli postępowi socjaliści z PPS i Bundu, a próby wywoływania w latach 30. pogromów antyżydowskich spotykały się ze zdecydowanym odporem. W sumie miasto przekształcało się w nowoczesne, zamożne i przyjazne dla swych obywateli środowisko do życia… Jak to się skończyło, dlaczego się przerwało – to w zasadzie temat na osobne opowiadanie (aczkolwiek nie całkiem…). Ostatecznie „Stramer” Łozińskiego też jest opowieścią o wymuszonym końcu pewnej cywilizacji, która ze stanu absolutnie, obiecująco żywego przeszła nagle w stan kopalny… Z faktu, że tarnowska kamieniczka, w której Rywka i Nathan Stramerowie z sześciorgiem przychówku – Rudkiem, Reną, Salkiem, Hesiem, Welą i Nuskiem oraz psem Suchardem (taka czekolada kiedyś była…) zajmowali pokój z kuchnią na…

Opiłki i okruszki
proza polska / 25 marca 2020

Tomasz Jastrun Opiłki i okruszki Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2020 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Przeciw grawitacji Kapitalny pomysł: sprowadzić całe ludzkie życie do pojedynczych, migawkowych (ale znaczących, niekiedy wręcz przełomowych) epizodzików. Dosłownie – jeden na każdy rok życia. Jedno zdarzenie, ale reprezentujące cały rok, opowiadające cały rok, odpowiadające za cały rok, definiujące cały rok, skrywające cały rok, rozgrzeszające cały rok, magazynujące cały rok. Jedno – w zasięgu pamięci, w zasięgu słów, w zasięgu horyzontu, w zasięgu wyobraźni. Osobliwy koncept, bardzo poetycki, metaforyczny jak cholera… Jak dla mnie – czyniący Jastruna na powrót wierszokletą. Tęgim – zasługującym na wieniec laureatusa poetą życia codziennego. Piewcą poszukiwania (i znajdowania) osobliwości w zwyczajności. Poczułem się raźniej – to ja tam jestem, w tych opiłkach i okruszkach. W końcu jestem starszy od autora ledwie o dwa lata bez trzech dni. Na podwórku w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku to byłaby różnica – ale teraz? Rówieśnictwo, ot co… No i te tytułowe opiłki i okruszki… Kosmiczna, cudowna metafora! Drobinki materii – tak różniące się pochodzeniem i strukturą morfologiczną – zjawiają się w zasięgu naszego wzroku i możliwości poznania, gdyż (po oderwaniu się od macierzystej bryły; pomińmy na razie kwestię – z jakiego powodu…) ich wywołany prawem…

Kult
proza polska / 18 marca 2020

Łukasz Orbitowski KultWydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2019 Rekomendacja: 4/7Ocena okładki: 3/5 Jacy jesteśmy, czyli spiritus flat ubi vult… W tradycyjnej polskiej religii ludowej (z poważnymi obawami i zastrzeżeniami można by ją było nazwać katolicyzmem) znane są na ogół dwa sposoby objawień, czyli manifestowania prób nawiązania komunikacji (niekoniecznie werbalnej) istoty wyższej z populacją wiernych wyznawców. Pierwszy z nich to tzw. demonstracja, drugi zaś to wniknięcie… Demonstracja z kolei dzieli się na tzw. przedstawienie ikoniczne oraz mobilny akt metafizyczny. Przedstawienie ikoniczne to klasyka. Oto bystrzejszy od innych obserwator dostrzega w zwyczajnym elemencie scenografii sąsiedzkiego habitatu – na dachu, na szybie okiennej, pniu drzewa itp. – ikoniczne przedstawienie postaci objętej kultem; na ogół są to Jezus Chrystus lub Matka Boska – dwie figury powszechnie rozpoznawalne i znane (w sensie graficznego odwzorowania…). Jeżeli odkrywca odpowiednio sugestywnie opisze swe omamy wzrokowe, grono wpółwidzących powiększy się szybko… Drugi ze sposobów demonstracji – akt ruchomy – najczęściej ma postać hydrauliczną: łzy spływające po portrecie, krople krwi sączące się z posągu… Klasycznym aktem tego typu jest coroczne upłynnianie się zawartości ampułki z krwią świętego Januarego z Benewentu – patrona Neapolu. Demonstracje – aczkolwiek spektakularne i sugestywne – mają ograniczone możliwości komunikowania istotnych treści; można je interpretować jako napomnienia,…

Nieradość
proza polska / 25 lutego 2020

Paweł Sołtys Nieradość Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019 Rekomendacja: 4/7Ocena okładki: 3/5 Bilet na rondo w pętli czasu Nieradość kojarzy się automatycznie. Ze starością. Starość – nie radość… Potoczne doświadczenie, wpisane na stałe w język. Ale i tak trochę się zdumiałem, gdy w tytule swej nowej książki, zbioru opowiadań skądinąd, słowa nieradość użył Paweł Sołtys, autor młody – zaledwie czterdziestolatek (rocznik 1978) – do tego w pełni sił, opromieniony sukcesami w branży muzycznej (Pablopavo kojarzycie?) i w ogóle na towarzyskim i artystycznym topie. Co on z tą starością? Dla niego starość to wciąż tylko ćwiczenie stylistyczne – i to, przyznajmy, nienajwyższego lotu. Oczywiście nie zamierzam sugerować, że o starości dozwalam pisać tylko tym, co przeżywają ten stan równolegle w rzeczywistości. No nie… Zostawcie starość starcom – takie hasło to byłaby przesada. I wedle surowych współczesnych kryteriów poprawności – dyskryminacja. Starość to doświadczenie uniwersalne, możliwe do poznania i przepracowania pisarsko „z drugiej ręki”. Gdyby ktoś chciał bardzo pilnie i nie mógł poczekać na własne przeżycie w tej mierze. Zresztą mógłby nie zdążyć spożytkować owoców poznania; mówiąc brutalnie: mógłby zejść w międzyczasie. Palce na klawiaturze mogłyby nie pogonić za świadomością… Więc proszę bardzo – można o starości z podglądania, nawet z wyobraźni; można…

Pokrzyk
kryminał , proza polska / 2 lutego 2020

Katarzyna Puzyńska  Pokrzyk Wydawnictwo Prószyński Media Sp. z o.o., Warszawa 2019 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Gdzie jest wyjście awaryjne? Właściwie cały tekst rekomendacji poprzedniej książki Puzyńskiej w tym blogu (Rodzanice” – 26 02 2019), poświęciłem namawianiu autorki do… przeprowadzki. I co? I nic… Jeśli przeczytała, to z rady nie skorzystała. Bo co jej tam jakiś upierdliwy staruszek będzie truł za uszami… Ona ma swój fanklub, swoje zmyślone Lipowo w prześlicznych okolicznościach przyrody wedle Brodnicy, swoją „stawkę” bohaterów pieczołowicie polepionych, ma swoją narrację sfastrygowaną z intryg coraz bardziej dziwacznych. Ma też swoją sprolongowaną wieczyście umowę z wydawcą… I mniema, że to dla niej dobrze. Ale czy dobrze dla literatury, którą uprawia? To jest właśnie to pytanie, na które domagam się natychmiastowej odpowiedzi od autorki. Nie chcę bowiem poprzestawać na własnym mniemaniu, opartym tylko na egzegezie tekstu. A z niej wyłania się odpowiedź, że to dla literatury źle, bardzo źle… Źle, bo uporczywie tkwiąca w niewielkim kraiku naddrwęcańskim literatura staje się (mimo woli autorki) procederem nudnym i przewidywalnym. A wieś Pokrzydowo – zdaniem fanklubu Puzyńskiej najbardziej prawdopodobny pierwowzór „Lipowa”, realnie istniejący w terenie – staje się karykaturą samej siebie i swego literackiego alter ego. Nie słyszałem, aby jej mieszkańcy mocno i…