Krzysztof Koziołek Góra Synaj Wydawnictwo Akurat, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 3/5 Zbrodnia nabrzmiewa między Glogau a Neusalz, czyli cierpienia rekonstruktora Przyznaję, że istnienie Krzysztofa Koziołka na rynku powieści sensacyjno-kryminalnej jakoś dotąd wymykało się mojej uwadze. Ten niewytłumaczalny i niewybaczalny błąd usprawiedliwiająco przypisuję niedoskonałościom własnej mej percepcji, lenistwu intelektualnemu i niechętnemu poszerzaniu dostępu do informacji… Inną okolicznością łagodzącą może (a nawet powinna…) być konstatacja, że i kaliber Koziołka przesadnie wielki nie jest, co przeoczenie moje czyni i bardziej prawdopodobnym, i niemniej pospolitym. Prowincjonalny (co go w niczym nie umniejsza, tylko sytuuje…) i dość płodny autor kryminalny tudzież sensacyjny (specjalność: duża polityka aktualna – spiski, lobbing, życie intymne przedstawicieli narodu i jego urzędników, tajne biesiady przy ośmiorniczkach, polityka personalna w spółkach Skarbu Państwa, przekręty i temuż podobne …) Koziołek penetruje i eksploatuje na ogół (acz nie tylko, i chwała mu z to…) regiony środkowego Nadodrza: na południe od ujścia Warty (czyli jądro Ziemi Lubuskiej) i na północ od metropolii Breslau (czyli Nowosolszczyznę, Głogowszczyznę i Bory Dolnośląskie). No cóż, terytorium jak terytorium – z wszystkimi zapewne atrybutami statystycznej średniości. Jeśli zna się realia topograficzne i dopasuje odpowiednie zagadki kryminalne – to czemu nie? Ale autor zadaje sobie nieco więcej trudu; on…
Katarzyna Puzyńska Czarne narcyzy Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Prowincjonalni sataniści albo krwawy konkurs talentów Słowo honoru daję, że Puzyńska mi się zawsze podobała, czego dowodem być mogą zaprzeszłe rekomendacje, a pomocniczo – entuzjastyczna korespondencja moja z wydawcą. Zdarzało mi się chwalić jej sprawność fabularną, zgrabne techniki budowania napięcia, język giętki i efektownie nadbudowane (nawet może prze-budowane – ponad istotną potrzebę, jak na przykład w „Łaskunie”…) psychologiczne portrety bohaterów, z ich głęboko umotywowanymi rozterkami „dusznymi”. Nadal zresztą jest obiecująca. Ale po ośmiu podejściach mam już trochę dość policjantów z Lipowa, Brodnicy i nawet ex-gliniary Klementyny Kopp, która sama w sobie jest zjawiskiem osobnym, na pewno liderującym stawce pokręconych świrusów. Bowiem Krajowi Autorzy Kryminałów Płci Obojga (dalej w skrócie KAKPO…) z upodobaniem kreują bohaterów iście ekstremalnych. KAKPO zbiorowo, jakby się umówili, kolekcjonują detektywistyczne panoptikum, pełne dewiantów, porąbańców, socjopatów, nosicieli obfitego bukietu wszelkich symptomów zespołu stresu bojowego, alkoholików, przegranych nieudaczników – czasem nawet idiotów… KAKPO czują wstręt do normalsów; wiedzą bowiem, że normals nie sprzeda fabuły. Nawet jeśli bohater w zamyśle ma być zwyczajny, nie patologiczny, to KAKPO zaraz robią z niego supermana, szerloka deus ex machina, subtelnego filozofa, znawcę – gurmanda zgoła serów i win,…
Olga Rudnicka Życie na wynos Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017 Rekomendacja: 1/7 Ocena okładki: 2/5 Tragiczna pomyłka napalonego kadawera, czyli gehenna parodystki W ciemnym zakątku piwnicy strzeżonego apartamentowca – trup. Porządnie odziany i obuty, więc – wbrew pierwotnym przypuszczeniom znalazcy – żadną miarą nie jest to niechlujny sąsiad-pijaczek w stanie głębokiego upojenia, jeno trup-trup, najprawdziwszy z prawdziwych, zimny i sztywny, za to z wymłotkowanym łbem. Nieszczęśliwym znalazcą jest znana czytelnikom Rudnickiej niejaka Emilia Przecinek (nazwisko dość fantazyjne; zresztą osobliwa inwencja onomastyczna jest warsztatową specjalnością Rudnickiej…) – zbliżająca się niebezpiecznie do strefy „roaring forties”, z najwyższym trudem utrzymująca dyscyplinę cielesną (w sensie wagi i rozmiarów…), z równie wielkim trudem balansująca między okrutnym banałem prokurowanym przez rzeczywistość, a grafomańską kreacją na potrzeby twórczości własnej (innymi słowy: nie zawsze trafnie odróżniająca realny świat od fikcji…), udręczona pisarka romansowa… Rzeczona Przecinek, odkrywszy, że obiekt w piwnicznej ciemnicy to autentyczny kadawer, nie zaś skalandrowany deliryk, wzruszona do głębi pada na glebę (w piwnicy to zwykle beton), wstrząśnienia mózgu i lekkiej amnezji doznając, co w całości wydało ją na pastwę: a) medyka Perełki, b) przystojnego policjanta-geja (rzekomego, żeby nie było…), c) jego partnerki w służbie, d) agentki literackiej i nimfomanki Paluch, e) i co najważniejsze…
Arnaldur Indriđason Ciemna rzeka Przełożył: Jacek Godek Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Za zimno, za ciemno, za daleko – ale makabra ma się dobrze… Wielka wyspa północnoatlantycka (formalnie skądinąd europejska), zimna (tuż pod kołem podbiegunowym), lodowato-wulkaniczna, górzysta, pusta w zasadzie (nieco ponad 3 osoby na kilometr kwadratowy skał, piargów, mszarów, lodowców i pozostałości erupcji lawy, a w sumie niespełna 350 tysięcy głów – tyle co połowa mojego miasta; zresztą druga co do wielkości grupa etniczna to Polacy…) – to z jednej strony raj dla poszukiwaczy izolacji, świętego spokoju i jakiej takiej prosperity, z drugiej: idealny plener dla dewiacji, osobliwości, poczucia zmowy, osaczenia i w końcu dla zbrodni. Jeżeli nie rzeczywistej (wskaźniki przestępczości są tam nader niskie, wyjąwszy może rozróby po pijaku) – to wykreowanej. Cieszy się bowiem Islandia (to o nią chodzi) – nie wiadomo, czy zasłużenie – liczną i sprawną nadreprezentacją pisarzy kryminalnych płci obojga, bez umiaru wykorzystujących sprzyjające zbrodniczym intrygom posępne, surowe – acz swoiście piękne, majestatyczne okoliczności przyrody, klimatu i innych imponderabiliów. Nawet kuchni… Spróbujcie zjeść zupę z rekina, zapiekankę z suszonej ryby, jajko mewy usmażone w gejzerze albo gotowany barani łeb, a gwarantuję, że obudzą się w każdym…
Marcin Wroński Czas Herkulesów Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Śmiertelny nelson czyli ostatnia wiosna komisarza M. Weteran kryminału historycznego (dziewięć tytułów z jednym bohaterem – komisarzem przedwojennej policji państwowej z Lublina – Maciejewskim Zygmuntem) Marcin Wroński już czas jakiś temu zapowiadał rychłe rozstanie ze swym flagowym cyklem i jego główną postacią. No i czas ten nadszedł; może nie ze wszystkim, ale w zasadzie tak… Bo trzeba wiedzieć, kiedy w szatni płaszcz pozostał przedostatni… Przedostatni, bo Wroński coś tam podobno sobie zachomikował. Ale w zasadzie ustrzegł się przed typową chorobą autorów kryminalnych – przed uwiądem z przedawkowania. Opanował słowotok, zwalczył pokusę ekonomiczną (bo przecież dobrze żarło…) i rozstał się po męsku – bez łez. Wiedział, że już nic nie wyciśnie: ani z bohatera, ani z epoki, ani z kredowo-lessowego, buraczanego pejzażu Lubelszczyzny, nieśmiało industrializowanego przez ambitny projekt COP-u. To znaczy – mógł próbować, ale dostrzegł, że utkwi na mieliźnie i będzie się powtarzał. W końcu Maciejewski to nie Maigret, a Wroński nie Simenon (toutes proportions gardeès). Belgijski fajczarz swego bohatera przeciągnął z sukcesem i bez znużenia przez 75 powieści i sporo mniejszych opowiadań. Wroński skromnie założył, że więcej nie da rady, zwłaszcza że…
Dominik Kozar Wyklęty ’48 Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 2/5 Historio, Historio, cóżeś ty za pani… W zasadzie jeszcze młody (rocznik 1978) nauczyciel historii i polskiego w gimnazjum w Komorowie (taka wieś na granicy Tomaszowa Mazowieckiego, przy drodze na Ujazd i dalej do Łodzi…) ma niebanalne hobby: pisze powieści kryminalne. Ambitne, bo z tłem historycznym – i to specyficznym… Akcja pierwszej (wydanej w chorzowskim Videografie trzy lata temu) toczyła się w Warszawie w lipcu 1944 roku, tuż przed… wybuchem Powstania (z finałem rok później…). Akcja drugiej – tej właśnie – zaczyna się w maju 1948 roku od… zabójstwa trochę wyuzdanej i mocno niewiernej… żony pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej. Mocno. Bo w trakcie niewątpliwego aktu zdrady małżeńskiej, w pokoju hotelowym, w towarzystwie cynicznego i jurnego towarzysza z Bezpieczeństwa… Mocniej raczej by się nie dało. Podobno nauczyciel Kozar ma w dorobku trzecią powieść (chronologicznie wszakże pierwszą) w formule political fiction, z akcją w Królestwie Polskim w drugiej połowie XIX wieku (tyle w blurbach piszą; ale chyba nikt jej nie wydał…). W każdym razie, zważywszy na obrane epoki, ich osobliwe didaskalia i dekoracje tudzież wyrafinowanie samej intrygi (w obu znanych przypadkach), ambicji autorowi odmówić…
Camilla Grebe Stąpając po cienkim lodzie Przekład (z języka szwedzkiego; wydawca tym ewenementem się chwali; może dotąd tłumaczyli z drugiej ręki?): Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Śnieg zaciera zbrodni ślady, ale łeb nie od parady… Łeb oczywiście szwedzkiego policjanta, łeb szwedzkiej psycholożki (nawet gdy powoli zaczyna ją niewolić ten wredny Niemiec… Jak mu tam? Alzheimer?). Tęgie muszą głowy mieć, bo tam u nich na Północy śnieg podobno potrafić padać i polegiwać pół roku bez mała. Taki mają klimat, no cóż – ja cię sorry bardzo… Ale my tu śmichu-chichu, a sprawa poważna jest. Będzie chyba trzeba sieriozne międzynarodowe śledztwo wszystkimi siłami wszcząć, bo w pojedynkę żaden z nas – krytyków i rekomendatorów literatury popularnej, sensacyjnej, kryminalnej – zagadki nie rozwiąże. A pytanie z pozoru proste jest, z pozoru naiwne i z pozoru szczere: dlaczego? Dlaczego skandynawska literatura kryminalna od kilku pokoleń (najmarniej trzech) samodzielnie tworzy czołówkę światową? Dlaczego za tą czołówką długo, długo nic – dopiero za tym „nic”… znowu długo nic? Dlaczego europejscy i amerykańscy zawodowcy w tym peletonie nie widzą nawet pleców ostatniego nordyckiego marudera czy debiutanta? Dlaczego, nawet gdy na wieczną służbę odchodzą najlepsi mistrzowie pióra, bez obciachu i straty…
Katarzyna Kwiatkowska Zgubna trucizna Wydawnictwo Znak, Kraków 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Bazarowe rewelacje albo belle epoque nad Wartą Anonimowemu darczyńcy z Wydawnictwa Znak (przed laty pamiętali i podsyłali zapowiedzi oraz nowości, ale ostatnio przestali…), który zapewne przypadkowo odnalazł moje dane na starej liście adresowej i pchnął kurierem przesyłkę z egzemplarzem recenzenckim „Zgubnej trucizny”, winien jestem wdzięczność (nie dozgonną, ale szczerą i długotrwałą…). Bowiem o istnieniu Katarzyny Kwiatkowskiej miałem oczywiście jakie takie pojęcie, śledząc pisma i portale branżowe. Ale jakoś nigdy nie złożyło się, bym oddał się lekturze któregokolwiek z jej licznych dzieł… Widoczne moje zapotrzebowanie na tzw. kryminał retro zaspokajali Krajewski z Wrońskim i panią Szwechłowicz. Tymczasem jednak gatunek ten rozrasta się, pączkuje i pięknieje, a nawet obrasta w obrazki, czego widomym dowodem serial telewizyjny „Belle epoque”… Cóż zatem takiego atrakcyjnego tkwi w intrydze kryminalnej, poprowadzonej w którejś z minionych epok – starożytności ani średniowiecza (dość wspomnieć genialne „Imię róży” Eco) nie wyłączając? W zasadzie nic. Zagadka kryminalna w kostiumach historycznych i takiejże scenografii zagadką być nie przestaje. Motywy występku są tak odwieczne, jak rodzaj ludzki jest stary, czasem tylko modus operandi zmienia formy na bardziej wyrafinowane (technicznie…). Ale w gruncie rzeczy pięciokąt konstrukcyjny intrygi jest niezmienny: zbrodnia…
Robert Dugoni Grób mojej siostry Przekład: Lech Z. Żołędziowski Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Staromodna przyzwoitość kontra marketingowa postprawda Witajcie w ciężkich czasach, PT Recenzenci Literatury Sensacyjnej, Kryminalnej, Dreszczowców i Horrorów! Zasyłamy tą drogą wyrazy głębokiej troski o wasz los, albowiem wedle znaków w niebie i na ziemi grozi wam rychłe przejście w stan spoczynku. Wiecznego. Z powodu tego, co Japończycy nazywają karoshi – czyli śmierci z przepracowania… Światowa bowiem produkcja netto (w tej kwocie mieści się też produkcja krajowa brutto), czyli suma wydawanych ksiąg z tych gatunków nie podwaja się prostacko co sezon – ona rośnie w tempie znacznie subtelniejszym, przypominającym chyba tylko sekwencję kolejnych liczb w tzw. ciągu Fibonacciego. Nie wiecie, co to takiego? To ciąg liczb, w którym każda następna jest sumą dwóch poprzednich; gdyby to narysować, otrzymalibyśmy rozszerzającą się spiralę; gdyby na jednej osi pomierzyć odstępy między punktami przecięcia tychże kolejnych obrotów spirali, dałoby się je wyrazić stałą liczbą 1,6 (w przybliżeniu); to tzw. złota proporcja… Zresztą przyjrzyjcie się układowi… nasion słonecznika albo muszli morskiego ślimaka łodzika (nautilusa). Tak samo jest z księgami gatunku SKDiH. Produkcja netto zaś oznacza porcję dostępną w języku polskim po przetłumaczeniu z języków oryginałów (to jasne,…
Marek Bukowski, Maciej Dancewicz Najdłuższa noc Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Niepiękna epoka w starych dekoracjach, czyli proto-CSI na tropie… Hałaśliwie i ponad potrzebę (a może nie?) reklamowany serial kostiumowo-kryminalny TVN „Belle epoque” ma naturalnie swój scenariusz (podejrzenia niektórych wrednych i uprzedzonych krytyków, że jednak nie ma, są oczywiście intencjonalnie fałszywe, cynicznie nieuprawnione…). Aktor (niekiepski…) i reżyser (początkujący) Marek Bukowski oraz popularyzator historii Maciej Dancewicz rzucili właśnie na rynek księgarski (za pośrednictwem Muzy…) „Najdłuższą noc” – powieściowe rozwinięcie scenariusza pierwszego odcinka (!) serialu. Taki popularny ostatnio chwyt marketingowy: jedno niesie drugie – i na odwrót; zależnie od rynkowych potrzeb, koniunktury słupków oglądalności i sprzedawalności… W kwestii serialu wypowiadam się z najwyższą niechęcią, nie jestem albowiem krytykiem sztuk wizualnych. Dość nadmienić, że nie był tak obiecujący, jak zapowiadano, choć pieczołowitości rekonstrukcyjnej odmówić realizatorom nie można. Ale co innego wystawa, co innego fabuła… Oraz reżyseria. I sztuka aktorska (wyjąwszy Lubaszenkę i Lubosa: obaj są poza intelektualnym i profesjonalnym zasięgiem reszty ekipy…). Przypatrzmy się zatem książkowej wersji Pięknej Epoki. Jest to, podejmując kwestię syntetycznie najbardziej jak można – literatura rozrywkowa dobrej klasy, na przyzwoitym rzemieślniczym poziomie i w stylu jak najpełniej old fashioned (jak zwykli mawiać…
Antonio Manzini Czarna trasa Przekład: Paweł Bravo Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/7 Krew na śniegu, kontener z Cejlonu, śledztwo zesłańca… Schemat mocno wyeksploatowany: pyskaty, niepokorny, chamski, skuteczny (ale nie do końca pryncypialny!) komisarz policji naraził się komuś ważnemu ze stołecznego układu; z powodów osobistych stracił czujność i został szurnięty na odległą prowincję bez prawa powrotu… Światowa literatura kryminalna aż kipi od takich fabularnych układanek, a kino kryminalne wręcz je uwielbia (samotny wilk na obcym terenie to kopalnia arcyfilmowych konfliktów!), że już o serialach nie wspomnę… Temat więc wyeksploatowany, zszargany, ale wciąż atrakcyjny. Publiczność albowiem kocha outsiderów z problemami. Nie wiedzieć czemu. Jedni pewnie z poczucia wyższości, drudzy – z sytej, mieszczańskiej głupoty, trzeci – z potrzeby solidarności. Tym większy podziw należy się komuś, kto znając obciążenia, schemat taki wziął na warsztat i nie spieprzył, nie strywializował… Zwłaszcza że to prawie debiutant był…. No, ale z nim może być tak, jak z tym Ickiem-praktykantem z jubilerskiego warsztatu w Antwerpii, któremu boss niedbale rzucił olśniewającą, drogocenną perłę z poleceniem przewiercenia dziurki. Natychmiast… A zesztywniałemu z przerażenia klientowi obiecał, że to bezpieczne, bo Icek jeszcze nie zna prawdziwej wartości obiektu… Debiutant istotnie może nie wiedzieć, na…
Dagmara Andryka Trąf, trąf, misia, bela Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/5 Ocena okładki: 2/5 Śmiertelna wyliczanka, czyli test drugiego podejścia Ostrożni i empatyczni krytycy literaccy (wbrew pozorom, są jeszcze tacy w przyrodzie…) mają specyficzny modus operandi wobec zjawiska debiutu piśmienniczego. Tekst i przymioty autora oczywiście oceniają, ale delikatnie, bez epitetów, zachwytów bądź potępieńczych etykietek. Wychodzą bowiem z pobłażliwego założenia, że sam debiut, choćby nie wiem jak był olśniewający albo zgoła przeciwnie: grafomański, nie daje rzetelnego obrazu talentów autora (bądź beztalencia, co częstsze niestety…) i jego kwalifikacji profesjonalnych. Dopiero druga wydana książka stwarza przesłanki, platformę startową do wyrażenia opinii. Są też podobno wśród plemienia krytyków nawet tak łagodne osobniki (co już zatrąca o syndrom spolegliwego opiekuna – wedle teorii profesora Kotarbińskiego…), że podejmują się formułowania kwalifikujących wniosków dopiero po trzeciej książce. Ale ja w ich istnienie nie wierzę. Sam natomiast, dziwując się własnej niezmierzonej łagodności, jestem zwolennikiem testu drugiego podejścia… Dagmara Andryka (rocznik 1976) dwa lata temu debiutowała kryminalną powieścią „Tysiąc”. Nie powiem, sam ją potraktowałem przychylnie, zdradzała albowiem objawy (i to wcale nie śladowe…) umiejętności sprawnego opowiadania bardzo zgrabnie obmyślonej i poprowadzonej intrygi. Intrygi wyrafinowanej, wypreparowanej z wszelkiego prawdopodobieństwa, nierzeczywistej, nieomal magicznej, thrillerowatej i metaforycznej… No bo…
Michel Bussi Mama kłamie Przekład: Maria Braunstein, Natalia Krasicka Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 2/5 Co mówi aguti, czyli polskie tropy zbrodni w niepokalanej Francji Wyobraźcie sobie górnicze miasteczko w Normandii, zasiedlone przez drugie albo i trzecie pokolenie emigrantów (przeważnie Słowian, osobliwie Polaków…), gdzie czas stanął w miejscu po zamknięciu ostatniej kopalni, a mieszkańcy stracili grunt pod nogami. Może się nazywać Potigny na przykład (istnieje takie naprawdę, w normandzkim departamencie Calvados, niedaleko Caen…). Starzy mają emeryturki i zaawansowaną pylicę. Młodzi kombinują – między zasiłkiem, emigracją gdzie bądź albo tzw. zejściem na złą drogę… Zawarte w powszechniaku dziecinne sojusze, młodzieńcze miłości, kwitnące na starych hałdach i pośpieszny, brutalny seks w zapuszczonych poprzemysłowych pustostanach, to doskonałe podglebie fatalnych zauroczeń i związków (czasem przymusowych…) na całe życie. Młodzi mogą nosić nazwiska takie jak Zerda (Zadra?), Soler (Solorz?), Lukowik czy Adamiack. Miasteczka jak Potigny wciąż istnieją we Francji, choć nie mają się dobrze. Ale każde z nich to wręcz doskonałe miejsce, by osadzić w nim praźródła intrygi kryminalnej – takiej typowej dla francuskiej powieści noir: brutalnej, krwawej, z akcją w społecznych dołach, ale inteligentnej i zaopatrzonej w drugie dno (czy jak się tam zwykło nazywać przewrotną, zaskakującą akcję z wieloznaczną…
Agnieszka Płoszaj Czarodziejka Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 3/7 Ocena okładki: 3/5 Twarda Szprycha i Słodka Babeczka na tropie tajemnic z pudełka Niegrzeczna dziewczynka to ulubiona figura autorek romansów, obyczajówek i kryminałów. Obficie i kreatywnie wyposażona w komplet cech, które mocno udomowione i zakotwiczone w pieleszach kurki chciałyby mieć. Ale skończyło się na marzeniach… Za to tamta ma czarny pas, wykop i nokautujący sierpowy, nienaganną urodę płonącej zapalniczki, podrasowaną hondę roadster i apartamencik na strzeżonym osiedlu, tatuaż, ramoneskę i glany oraz nieziemski łeb do wódy i ziela. I oczywiście facetów u stóp, na pęczki – ciacho w ciacho… Debiutantka w literackiej branży też musiała przez dziecięcą chorobę kreatywnej niegrzeczności przejść. Czy wyzdrowiała – to się okaże za tzw. drugim podejściem… Na razie zrobiła sobie od razu dwie niegrzeczne dziewczynki: jedną jak beza, drugą jak tulipan (nie mam tu na myśli popularnego kwiatka – w żadnym razie…). Jedną z IQ podchodzącym pod 180, drugą jakby nieco mniej (ale nie upośledzoną – no może trochę i selektywnie…), Jedną czarną, drugą blondynkę. Jedną bystrą żyletę, drugą nieporadną gęś. Jedną talentów wielu, drugą znaną tylko z babeczek z kremem. Jedną Julkę, drugą Manię – współwłaścicielki kawiarni „Bomboni Caffe” na Kościuszki przy Mickiewicza. W Łodzi….
Maja Wolny Księgobójca Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Amsterdamski galimatias męsko-damski (na mokro…) 185 dni w roku mży, mgli, kropi, pada, leje… W Amsterdamie. Taką przerażającą, obezwładniającą statystykę meteorologiczną lokalnych zjawisk pluwialnych przytacza autorka „Księgobójcy”. Mokro z góry, mokro od dołu (te kanały, nieprawdaż?). A pośrodku zbrodnia… Wyrafinowana, ale nie ujdzie na sucho! Jak to w Amsterdamie – stolicy wilgoci. Tam nic nie uchodzi na sucho. Po to zresztą amsterdamczycy wymyślili osobliwe piwo; spróbujcie maximatora od Grolscha, a poczujecie, o co chodzi… Prawie 12 procent mocy; nie w kij dmuchał! Dobre na deszcz… Utrzymuje w jakiej takiej równowadze bilans płynów we wnętrzu i na zewnątrz organizmu. Z nim nie sposób się utopić… Bohaterowie pani Wolny piwa nie piją. A jeśli, to śladowo, bez znaczenia dla intrygi. Kryminalnej. Bo to kryminał jest pełnoprawny. Ma zagadkę z nieoczywistym zrazu rozwiązaniem, ma pewną ręką poprowadzoną fabułę, ma wielu równorzędnie podejrzanych bohaterów, a niemal każdy jest obciążony tajemnicami, które potencjalnie mogą prowadzić do zbrodni. No i ma pejzaż nostalgicznego, zimowego, chandrowatego (a nawet może depresyjnego – w sensie psychologicznym, nie tylko geograficznym…) Amsterdamu, którego dekoracje i didaskalia autorka odtwarza pieczołowicie, szczegółowo i z miłością pewną taką. Aż nader przyjemnie…