Tomasz Stawiszyński Czynnik alchemiczny Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2026 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Wyspa Heisenberga Gdziekolwiek w świecie bywałem (już nie bywam – szlaban zdrowotny…), starałem się uzupełniać zapotrzebowanie organizmu na pokarm, niezbędny do podtrzymania procesów życiowych – wyłącznie korzystając z lokalnych zasobów, produktów i ofert tubylczej gastronomii. Programowo więc żadnych „europejskich śniadań”, żadnych burgerów i zafoliowanych kanapek (wyjąwszy może „przymusową” ofertę linii lotniczych; na dziesięciu tysiącach metrów nie da się zmienić lokalu…). Dzięki temu kolekcja moich wrażeń smakowo-estetycznych przetrwała w pamięci jako bogata i nie do wymazania, na zawsze powiązana z konkretnymi koordynatami topograficznymi… Jak te fenomenalne escargots w paryskim bistro „Cheval noir” na rue des Mathurins przy Operze Garniera. Jak owoce morza, którymi dożywiałem się wieczorami w Seulu – w rozstawianych na chodnikach improwizowanych knajpkach-namiocikach na wyspie Yoido. Jak poranna kawa z tygielka na skwerku przy bulwarze Rustawelego w Tbilisi. Jak ostrygi serwowane półtuzinami prosto z wody (z drobną obróbką) w Fort William. Jak pielmieni z kwaśną śmietaną w budce na bazarze Besarabskim w Kijowie. Jak grecka zupa rybna (de facto rosół z labraksa) w knajpce na nabrzeżu portu w Nauplion. I wiele, wiele innych, dobrze zapamiętanych doznań. W sumie nic wykwintnego – żadne micheliny, żadne gaulty&millau’y….
Błażej Ciarkowski Łódź. Ziemia wymyślona Grupa Wydawnicza Foksal – wydawnictwo wab, Warszawa 2024 Rekomendacja: 2/7 Ocena okładki: 4/5 Kręć się, kręć wrzeciono, gnaj, czółenko, gnaj… Gdy cię ogarną gorączka i chuć, Rodaku – wymyśl sobie Łódź! (a od razu ci wszystko opadnie…) (taki sobie slogan ku przestrodze) Ciśnie mi się na klawiaturę jedno tylko słowo: gawęda. I to w znaczeniu bardzo ścisłym – jako potoczysta, urocza, kolokwialna, niezdyscyplinowana, najeżona dygresjami i werbalnymi fioriturami (wśród których i soczysta kurwa się trafia) elukubracja, z mozołem obmyślona przez autora, by zainteresować i wesprzeć moralnie tudzież intelektualnie ubogich duchem odbiorców – wszakże aspirujących do „posiadania wiedzy” o otaczającym świecie. No i dobrze – gawędziarstwo współcześnie jest gatunkiem zapomnianym – ba, porzuconym zupełnie. Należy mu się rehabilitacja – sprawiedliwa tyle o ile. I słuszna – bez względu na to, czy jest gawęda potrzebną formułą, czy nie. Trzeba zatem ją wskrzesić, odkurzyć, zrewitalizować. Po co? A o to już mniejsza – należy się gawędzie i już. Mniejsza też przy tym wszystkim, że poetykę gawędy i używanych w niej narzędzi narracyjnych charakteryzuje głównie nieco luźniejszy stosunek do prawdy, faktów tudzież ważnych imponderabiliów. Bo w gawędzie wartością główną jest potoczystość, uroda opowiadania tudzież atrakcyjność fabularna – a niekoniecznie…
