Eduardo Mendoza Trzy zagadki dla Organizacji Przełożył Tomasz Pindel Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2026 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Tajemnice Barcelony Kto nigdy nie czytał żadnego Mendozy, sam sobie wyrządza krzywdę… Autora tego bowiem znać trzeba i wypada – a to z uwagi na jego osobność (a zarazem osobliwość) w literaturze hiszpańskojęzycznej. Ekstrawagancja to drugie imię tego hiszpańskiego nestora (osiemdziesiąt trzy lata – nie byle co…) bezpretensjonalnej prozy. I bardzo dobrze – bo na wielkim światowym terytorium języka castellano (z jego iberyjskimi tudzież amerykańskimi odmianami, dialektami, „mniejszymi braćmi”, obocznościami oraz lokalnymi przeciwieństwami – chcąc nie chcąc) ekstrawagancja i bezpretensjonalność ulokowały się wszędzie (sprawdźcie na rozległych, tak zwanych domenach latynoamerykańskich), za to w okolicach kastylijskiego rdzenia językowego obecnie panuje (może asekuracyjnie powiedzmy, że ma przewagę…) pewna taka sztywność formy, języka, ideologii tudzież pogarda dla dowcipu w formule fabularnej. Czemu to przypisać? Historii najnowszej zapewne. Zdaniem wielu piszących, leczenie literaturą traum epoki post-frankistowskiej (ciągle niezakończone, jak się wydaje) wymaga pewnego quantum powagi i ekspiacyjnego nastrojenia, czemu luz językowy i narracyjny mógłby przeszkadzać. Społeczność piszących powątpiewa w satyrę jako narzędzie detraumatyzacji społecznej. A to przecież błąd pierwszorzędny. Jest bowiem czas powagi i rzetelnej roboty, oraz czas, by się z tego napięcia porządnie…
Eduardo Mendoza Król przyjmuje Przełożył Tomasz Pindel Wydawnictwo Znak, Kraków 2019 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 4/5 Dynamika korka na fali… Koncept ten jest eksploatowany w literaturze tzw. Zachodu (w sensie cywilizacyjnym) od dawna: gdzieś w lodowatych pustkowiach rusko-tatarskiej Północy, a właściwie Północo-Wschodu, poza granicami oswojonego świata – ubi leones (jak pisano na starożytnych mapach) – leży sobie kraina osobliwa, idealnie dopasowana do dowolnych wyobrażeń wyobrażającego sobie. Raz jest to barbaria kompletna, krwawa satrapia i absurdalna dyktatura. Jakaś Krymtataria czy ugrofińska hiperborea. Albo lodowate królestwo trolli-kanibali… Innym zaś razem to sielankowa szlarafia, utopijna kraina intensywnej szczęśliwości, zarządzana przez Rozum i Miłość w tandemie, wielce oświecona i demokratyczna (albo absolutystyczna – wedle potrzeb…). Nawet gdy realnie istniejące w tamtych rejonach wyobraźni dziedziny odkryto, zdobyto i opisano, nadal funkcjonowały one jako fabularne dekoracje dla najdzikszych harców imaginacji. Ba, funkcjonują w tej roli do dzisiaj, choć to, co się tam wydarzyło i wciąż zdarza naprawdę, o ileż bardziej nadaje się jako tworzywo literackie… Eduardo Mendoza wśród eksploratorów hiperborejskiego mitu wyróżnił się osobliwym… lenistwem. Ten hiszpański pisarz (a właściwie kataloński, aczkolwiek w wojence Barcelony z Madrytem zajmuje stanowisko neutralnie ambiwalentne) nawet nie pofatygował się w głąb hiperborejskich krain, tylko po prostu został nad Bałtykiem. Nad…
