Eduardo Mendoza Trzy zagadki dla Organizacji Przełożył Tomasz Pindel Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2026 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Tajemnice Barcelony Kto nigdy nie czytał żadnego Mendozy, sam sobie wyrządza krzywdę… Autora tego bowiem znać trzeba i wypada – a to z uwagi na jego osobność (a zarazem osobliwość) w literaturze hiszpańskojęzycznej. Ekstrawagancja to drugie imię tego hiszpańskiego nestora (osiemdziesiąt trzy lata – nie byle co…) bezpretensjonalnej prozy. I bardzo dobrze – bo na wielkim światowym terytorium języka castellano (z jego iberyjskimi tudzież amerykańskimi odmianami, dialektami, „mniejszymi braćmi”, obocznościami oraz lokalnymi przeciwieństwami – chcąc nie chcąc) ekstrawagancja i bezpretensjonalność ulokowały się wszędzie (sprawdźcie na rozległych, tak zwanych domenach latynoamerykańskich), za to w okolicach kastylijskiego rdzenia językowego obecnie panuje (może asekuracyjnie powiedzmy, że ma przewagę…) pewna taka sztywność formy, języka, ideologii tudzież pogarda dla dowcipu w formule fabularnej. Czemu to przypisać? Historii najnowszej zapewne. Zdaniem wielu piszących, leczenie literaturą traum epoki post-frankistowskiej (ciągle niezakończone, jak się wydaje) wymaga pewnego quantum powagi i ekspiacyjnego nastrojenia, czemu luz językowy i narracyjny mógłby przeszkadzać. Społeczność piszących powątpiewa w satyrę jako narzędzie detraumatyzacji społecznej. A to przecież błąd pierwszorzędny. Jest bowiem czas powagi i rzetelnej roboty, oraz czas, by się z tego napięcia porządnie…
Ante Tomić Dzieci Świętej Małgorzaty Przełożyła Dorota Jovanka Ćirlić Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2025 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Ćevap jest dobry na wszystko… Od edycji „Cudu w Dolinie Poskoków” (rekomendowałem książkę w tym blogu 7 maja 2024 roku) Ante Tomicia czekałem (bez emocji, ale czekałem) na drugą prozę tegoż autora, która nie mogła przecież być niczym innym, tylko kontynuacją tamtej pikarejskiej fabułki – lecz bardziej zuchwałą i szaloną. Ale nic z tego… Jest bowiem dobrze, ale nie lepiej… O ile bowiem „Cud…” nosi wyraźne piętno brawurowego post-wojennego klimatu (z masowym używaniem broni palnej włącznie), o tyle „Dzieci Świętej Małgorzaty” są pacyfistycznie usposobionym manifestem sielankowego życia na dalmatyńskiej wysepce (parę razy dziennie prom do Splitu i nazad) zaludnionej przez osobliwą gromadkę autochtonów i przybyszów, szukających słońca, taniego wina, jeszcze tańszej ryby i zupełnie darmowej popierdółki (jak się nadarzy…). W takich dekoracjach i zachwycających okolicznościach przyrody nie może być mowy o awanturniczych ekscesach fabularnych, podobnych do tych z „Cudu…” A poza wszystkim święta Małgorzata, patronka tej nieznanej z nazwy wyspy dalmatyńskiego archipelagu, ma dość osobliwą i nader ścisłą specjalizację opiekuńczą – zajmuje się mianowicie wspieraniem małżeństw długo i uporczywie starających się o potomstwo. Już sam udział w dorocznej procesji ku…
