William Marx 
Lato z Don Kichotem
Przełożyła Agata Kozak
Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2026
Rekomendacja: 5/7
Ocena okładki: 4/5
Powiększanie wyobraźni
Jeśli macie już w osobistym dorobku czytelniczym bliskie spotkanie z bohaterem arcydzieła (numer jeden na wszechglobalnej liście wszech czasów) Cervantesa (to pytanie retoryczne; powinniście mieć od dawna!), książeczka Marxa będzie jak ostra punktowa latarka, wydobywająca z mroku kształty wprawdzie znane i oczekiwane – ale pod nieoczywistymi kątami, z zaskakujących perspektyw i długości fal świetlnych. Czyli klasyczny imagineskop – według teorii Jeremiasza Apollona Hytza (spisanej i krytycznie spreparowanej przez Śledzia Otrembusa-Podgrobelskiego) – przyrząd do powiększania wyobraźni. Wprawdzie teoria imagineskopii wedle myśli Hytza i Podgrobelskiego w swej części poświęconej narzędziom zajmuje się imagineskopami w sensie czysto mechanicznym, czyli realnie istniejącymi przyrządami o naturze fizykalnej – od prostego przeziernika Jabcona po wielce wyrafinowany poliimagineskop Dyszkina – ale niżej podpisany pozwala sobie niniejszym poszerzyć namacalny zasięg teorii Hytza, wprowadzając pojęcie imagineskopu intelektualnego, którym być może każde zwerbalizowane przedstawienie idei, legitymujące się dowiedzionym i zweryfikowanym wpływem na tryb, zasięg i jakość procesów myślowych u swych odbiorców.
Bezprzyrządowe, czysto spekulatywne poszerzanie wyobraźni jest skądinąd przecież podstawowym przeznaczeniem literatury – ba, posłannictwem nieledwie, a co do zasady: jej znakiem szczególnym albo przynajmniej chwalebnym zobowiązaniem. Są badacze przedmiotu, czyli teoretycy literatury, filozofowie, znawcy procesów poznania i komunikacji (nazwijmy ją międzyumysłową), twierdzący otwarcie, iż sam proces czytania literatury – w rozumieniu definicji Goncourtów: ouvrages d’imagination en prose (czyli dzieł wyobraźni napisanych prozą) – ma wpływ rozszerzający wyobraźnię (i w ogóle polepszający władze umysłowe) czytelnika. Chętnie przyjmuję takie rozumowanie – ale może o szczegółach innym razem. To temat na całkiem inne opowiadanie – ba, esej zgoła…
Tymczasem skupmy się na książkach-imagineskopach, z założenia interpretujących, objaśniających treści, sensy oraz imponderabilia innych produktów tudzież postaci literackich – osobliwie tych znanych, piętna arcydzieł dzielnie noszących. „Lato z Don Kichotem” (o którym tu mowa) należy właśnie do „chwalebnej gromadki” ksiąg o innych księgach i tworzących je ludziach. Pomysł zrodził się w 2012 roku w… radiu France Inter – jednym z kanałów francuskiego radia publicznego, zajmującym się przede wszystkim kulturą szeroko rozumianą (co oznacza, że mają tam roboty po kokardę, nawet jeśli ograniczają się do obszaru frankofońskiego). Tamtego roku profesor literatury w Collège de France Antoine Compagnon nagrał dla radia 40 odcinków audycji o „Próbach” Michela de Montaigne’a; wyemitowano je w lipcu i sierpniu, więc cykl nazwano po prostu „Un été avec Montaigne”…
Pomysł spodobał się siedmiu milionom słuchaczy France Inter, toteż odtąd co roku mamy na antenie lato z kimś istotnym dla światowej kultury, a wywodzącym się z Francji – lub szerzej; z kręgu śródziemnomorskiego. Były zatem gadane eseje o Prouście, Machiavellim, Baudelaire’em, Rimbaudzie, Valerym, Pascalu, Homerze, Viktorze Hugo – między innymi. Eseje pisze i nagrywa czołówka intelektualistów francuskich – oprócz Compagnona także podróżnik (eksplorator Syberii) i… wspinacz architektoniczny (właził na wysokie budynki, dopóki nie spadł i trochę się potłukł) Sylvain Tesson (genialne „Lato z Homerem”!) czy historyk Patrick Boucheron oraz filozof i pisarz Regis Debray (niegdyś towarzysz walki Che Guevary i doradca prezydenta Mitterranda…). W tempie „jeden rocznie” nazwisk godnych wspomnienia tylko z zasobów kultury francuskiej starczy im na kilkaset letnich sezonów. Osobiście chciałbym doczekać dnia, gdy przyjdzie kolej na wielkiego teoretyka i badacza praktyk demokracji nie tylko amerykańskiej – Alexisa de Tocqueville’a, ale pewnie marne mam szanse.
Radio – jak wiadomo – jest sztuką słowa ulotnego… Oczywiście wszystko można nagrać i puszczać sobie w nieskończoność, ale sama ulotność słowa wyemitowanego w eter jest pewną przeszkodą poznawczą. Na szczęście dla szerokiej publiczności redaktorzy i producenci radia France Inter wpadli na pomysł skomercjalizowania swego genialnego pomysłu i z audycji zaczęli robić książki. I to był strzał w dziesiątkę – znaczne nakłady (jak na wyspecjalizowane, aczkolwiek z natury rzeczy popularyzatorskie eseje), znani autorzy, mnóstwo ofert na przekłady… Innymi słowy: Kolejne „Lata z…” stały się instytucją kulturalną o poważnej reputacji, mimo lekkiej formuły i popularnej proweniencji. „Lato z Don Kichotem” jest dwunastym tomem w serii (emisja w lipcu i sierpniu 2023 roku; książka wyszła w maju 2024) – a jego autorem jest William Marx – również (jak założyciel serii Antoine Compagnon) profesor literatury w College de France, eseista i krytyk literacki, erudyta i popularny komentator francuskiego życia kulturalnego.
Problem Don Kichota, który – zważywszy na wszechświatową popularność Cervantesa (w modnych ostatnio i wielce sugestywnych – ba, autorytatywnych zgoła – rankingach i plebiscytach na najważniejszą księgę wszech czasów przygody szlachetnego rycerza z Manczy zajmują nieodmiennie pierwsze miejsce) – sam z siebie urasta do do rangi dylematu pierwszorzędnego w obszarze filozofii literatury. Ale na czymże takowy polega? Najoględniej rzecz ujmując – czy między fikcją, produktem wyobraźni a namacalną, materialną rzeczywistością istnieje pierwotny, od samego początku konflikt nie pogodzenia czyniący z obu tych porządków dwa osobne byty, nieprzenikalne światy – czy też jakieś iunctim między nimi istnieje i dopuszczalnym czyni wzajemną osmozę fikcji i materialnej rzeczywistości. Bez mała gnozy… Innymi słowy: czym jest wejście w świat śniony, wyobrażony, zmyślony? Ucieczką? Wyborem? Chorobą? Aktem fantazji? Manifestem wiary? Zabawą? Szaleństwem?
Czymkolwiek jest, ma siłę, by skłonność do wchodzenia w stany oniryczne utrwalić, replikować i utrzymywać w gotowości – gdy nadarzy się okazja, by przynajmniej wypróbować potęgę marzenia. Bohater Cervantesa wydaje się być trwale dotknięty przypadłością nieodróżniania fikcji od realnego stanu rzeczy (choć miewa przebłyski – zwane przez uczonych w piśmie lucida intervalla – mentalnego kontaktu z prawdziwą naturą rzeczywistości). Ale co do zasady hidalgo Don Kichot z Manczy – pod wpływem nieodpowiednich dla jego stanu umysłu, leczy sugestywnych lektur – na trwale myli kreację rzeczywistości powieściowej, rodem z rycerskich romansów i przygodowych gawęd, z realnym światem. Innymi słowy: żyje w stanie wieczystego urojenia, ludziom i rekwizytom przypisując nieistniejące, zmyślone atrybuty nieistniejącego, zmyślonego universum… A w rezultacie, egzystując i przemieszczając się w realnym świecie, nie potrafi rozpoznać go takim, jakim naprawdę jest.
To materiał na wielką i arcyzabawną farsę – nieprawdaż? To z jednej strony – ale z drugiej można też pomyśleć moralitet o kondycji natury człowieczej, zaś w szczególności o sile marzenia i o wyobraźni w roli bariery ochronnej przed ciśnieniem świata przedstawionego. William Marx nie docieka, skąd przyszły te egzystencjalne deformacje umysłu Don Kichota. Przyjmuje za oczywistość, iż metamorfoza dokonała się za sprawą literatury, a jej percepcja przekroczyła masę krytyczną, co spowodowało trwałą dekonstrukcję intelektu Rycerza o Smętnym Obliczu. Tak po prostu… Ważniejsze dla profesora i krytyka wydają się mentalne i behawioralne konsekwencje przemiany – w szczególności zaś społeczne rezultaty pojawienia się takiej figury, znacznie dalej idące niż sama tylko pobłażliwość dla nieszkodliwej w gruncie rzeczy odmienności, graniczącej przecież z konwencjonalnym wariactwem (o ile wariactwo potrafi być konwencjonalne; z natury rzeczy przecież nie jest…).
W rezultacie „Lato z Don Kichotem” było w swoim czasie niezłym ćwiczeniem umysłu dla słuchaczy – wcale nie letnim! Lektura też taka będzie – przed czym nie uprzedzam, tylko się cieszę.
Tomasz Sas
(31 07 2026)

Brak komentarzy