Literatura od podszewki. Teorie pisania
naukowa monografia , podręcznik zawodowy , polecam / 8 października 2026

Michał Rusinek  Literatura od podszewki. Teorie pisania Wydawnictwo Znak, Kraków 2026 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Milion małp uczy się pisać… Czy można nauczyć się pisać prozę? Albo poezję czy może dramat? I to przychodząc z ulicy – na tak zwanym surowym korzeniu? Nie można – jestem o tym (najgłębiej jak się da) przekonany. Wydaje się jednak, iż przeczą temu przekonaniu tysiące rozsianych po całym globie szkół kreatywnego pisania (na ogół na poziomie uniwersyteckim), które pracowicie, z komercyjnymi sukcesami, we wszystkich językach i kulturach wtłaczają w mózgi niezliczonych pokoleń adeptów rzekome umiejętności takiej werbalizacji myśli, tworzenia słów, zdań, akapitów i dłuższych form wypowiedzi – upodobnionych do funkcjonujących tu i owdzie wzorców kulturowych – ogólnie, zbiorczo zwanych literaturą. Innymi słowy: istnieje rozbudowana gałąź szkolnictwa powszechnie dostępnego (chociaż najczęściej płatnego – i to wysoko), nauczająca tworzenia wyrobów literaturopodobnych, dopasowujących się w miarę bezkonfliktowo do zbioru już istniejących tekstów definiowanych jako proza, poezja lub dramat sceniczny. Skoro to działa już czas jakiś z powodzeniem, to wygląda na to, że działa również skutecznie – znaczy: można przyjąć, iż nauka twórczego pisania (elegancko mawiają: kreatywnego) daje rezultaty oczekiwane przez nauczycieli i uczniów. Zapewne – ale czy przez czytelników? Wątpię. Jestem bowiem (najgłębiej jak się da)…

Fakty muszą zatańczyć

Mariusz Szczygieł  Fakty muszą zatańczyć Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 My nie dansiory… Fakty niech lepiej nie tańczą. Znacznie bardziej wolę, gdy stoją na baczność (może być na „spocznij”, ale nie na „rozejść się”), odpowiedzialnie i niewzruszenie. Fakty to rdzeń, oś dziennikarstwa. Gdy wpadają w pląs (czasem nawet w pląsawicę), od razu coś złego dzieje się z prawdą. Wizja tańczących faktów natychmiast i nawet mimo woli (dobrej woli) wywołuje w mej jaźni proste skojarzenie – tańczą tak, jak im zagrają… A kto gra? Czy sam reporter solo na fujarce czy tam okarynie (albo może tak mu się tylko zdaje), czy towarzyszy faktom jakaś niewidzialna orkiestra za kulisami bądź zgoła w orkiestronie pod podłogą? I kto trzyma batutę? Wizja tańczących faktów troszkę mnie odstręcza, troszkę śmieszy i wcale niemało… przeraża. Życie faktów to nie tramblanka, nie flamenco, nie łabędzie pas de quatre, nie haka i nie hula, ani gawot, nie taniec duchów na prerii ani danse macabre czy taka, powiedzmy, milonga. A może wygibasy na rurze. Fakty bywają szorstkie, zmęczone, zarobione na śmierć, znudzone i niewyspane; czasem udają, że są inne niż są; bywa, że kochają, ranią i zabijają. Ale lepiej niech nie tańczą. Dlaczego?…