Cezary Łazarewicz Na Szewskiej. Sprawa Stanisława Pyjasa Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2024 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego… Doświadczenie historyczne poucza, że z każdych trzech opozycyjnie ukierunkowanych kumpli z krakowskiej studenterii lat siedemdziesiątych – jeden nie żyje, drugi popadł w ideologiczną dewocję i fiksację, a trzeci był agentem bezpieki… Smutną tę konstatację poczyniwszy, usiłuję dociec, czemu Cezary Łazarewicz postanowił książkę całą (i do tego wielce absorbującą) napisać o tak zwanej sprawie Pyjasa. Odpowiedź wydaje się oczywista – bo to wciąż ciekawa sprawa jest, i wciąż nierozstrzygnięta definitywnie. Ta druga konstatacja ma charakter mniejszościowy – bo znakomita większość ludzi, którzy w ogóle pamiętają, o co w tej sprawie chodziło, uważa bez wątpliwości, że to zbrodnia esbecka była. I już. Przekonanie jest tak silne, że nie dopuszcza się jakiejkolwiek myśli odmiennej, wątpiącej czy nadal poszukującej. Cień choćby wątpliwości dyskwalifikuje obywatelsko i towarzysko – bo to fundamentalna kwestia jest, najważniejszy mit założycielski antykomunistycznej opozycji krakowskiej i jej wyznanie wiary – ważne do dziś. A kapłanem najwyższym tej wiary jest Bronisław W. – czyli jeden z takich typowych „trzech”. Zgadnijcie – który? W takim klimacie i w takim otoczeniu, w jednoznacznie ustawionych, krzykliwych dekoracjach i pejzażach…
Lech Wałęsa, Andrzej Bober, Cezary Łazarewicz Ja. Z Lechem Wałęsą rozmawiają Andrzej Bober, Cezary Łazarewicz Grupa Wydawnicza Foksal – Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Najsmutniejsza książka dekady W zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Wszystko jest: złoty róg, czapka z piór, z chłopa król, świat u stóp, błota chlup… Jesień patriarchy z targaniem po szczękach, sztandar zwinięty, nogawki poszarpane przez stado wściekłych kundli, dom w rozsypce, legenda w remoncie, walka z cieniem. Żywot i dzieła „nieznanego mężczyzny z połowy XX wieku” w całej okazałości, przysposobione po raz kolejny (tym razem w technicznej postaci tzw. wywiadu-rzeki) przez kolejną formację autorów, którym wydawało się, że im akurat się uda… Tkwili w mylnym błędzie – jak mawiają w Wielkopolsce i na bliskim Pomorzu. Lech Wałęsa nigdy nie był bohaterem mojej bajki; od pierwszej chwili, gdy pojawił się na ekranach telewizorów z odpustowym gigadługopisem (też taki miałem: w środku był zwykły cieniutki wkład z plastikowej rurki, tylko trochę dłuższy…), wiedziałem, że to postać niestandardowa, ale (jak niemal wszyscy w Polsce…) nie podejrzewałem w najśmielszych rojeniach, iż z nim i wokół niego stanie się wszystko to, czego byliśmy uczestnikami,świadkami i w końcu sędziami. Gdy wyskoczył jak diabeł z pudełka, wąsaty…
