Strzęp
polecam , proza autobiograficzna / 31 marca 2022

Title: Strzęp Author: Philippe Lançon Genre: proza autobiograficzna Publisher: Noir sur Blanc, Warszawa Release Date: 23 03 2022 Pages: 416 Philippe Lançon  Strzęp Przełożył Jan Maria Kłoczowski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2022 Rekomendacja: 6/7 Ocena okładki: 4/5 Jestem Charlie! Najważniejsza książka roku? Kto wie, kto wie… W zasadzie nie szafuję takimi nominacjami zbyt pochopnie, ani pod wpływem chwilowych (i przemijających) emocji. Raczej skłonny jestem pomijać niż promować w ten sposób wydawnicze nowości na rynku. A poza tym już zbyt wiele widziałem i czytałem, by poddawać się okazjonalnym nastrojom i wyrokować spontanicznie, bez dłużej trwającego namysłu. Wszelako osobliwy przypadek „Strzępu” każe mi zaryzykować – chociaż pod rygorem nieważności, gdyby okazało się, że to błąd epistemologiczny, albo że w tzw. ciągu dalszym dziejów tegorocznych ukaże się coś jeszcze bardziej ekscytującego… Ryzykuję zatem, lecz coś mi mówi (doświadczenie?), że ryzyko jest niewielkie. Dlaczego? Bo to jest proza autobiograficzna w stanie czystym, laboratoryjnie sterylnym – „preparatowym” zgoła. Precyzyjna, dokładnie i wszechstronnie zdefiniowana, zapisana bez narcystycznej minoderii. Lançon poddał się próbie ostatecznej, z czego zresztą zdawał sobie sprawę – próbie profesjonalizmu. Oto bowiem stał się reporterem własnej sprawy, własnego życia. Stanął obok (co nie znaczy, że z boku…) i podjął zadanie sprawozdania tego, co…

Amazonia

Patrick Deville  Amazonia Przełożył Jan Maria Kłoczowski Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Świat jest rzeką, rzeka jest światem… Każdy – wyłączywszy może z tej populacji Beduinów i Tuaregów (a i to zapewne nie wszystkich) – ma swoją rzekę. Większą, średnią, całkiem malutką. Jedni mają Orinoko, inni Dniepr, jeszcze inni – Limpopo. Ja miałem (i chyba wciąż mam) rzeczkę nazywaną Moszczenica (dopływ Bzury; prawy, gdyby ktoś chciał szczegółów). Płynęła jakieś osiemdziesiąt metrów za zagrodą dziadka we wsi Rogóźno – z tym że najpierw za stodołą był warzywnik mamy, potem sadek brzoskwiniowo-śliwkowy, potem rabata hortensji, dalej dziadkowy staw, obrośnięty wierzbami i olszyną, wedle stawu grobla, obsadzona morwami (dziadek – niepowstrzymany eksperymentator agrarny, miał w życiu długą fazę… jedwabnika; z dużym zacięciem siał też len, mak, konopie i fasolę na skalę przemysłową), potem splątane kolczaste chaszcze ze znacznym udziałem pokrzywy zwyczajnej (Urtica dioica L.), co czyniło je niemal nieprzebytymi (dla kilkulatka zwłaszcza)… I wreszcie nurt – niespieszny, ale i nieleniwy, niegłęboki (circa pół metra najwyżej) pominąwszy oczywiście tzw. doły – ulubione ostoje raków. Woda przeczysta, dno piaszczyste, ławice cierników – rybek poufale zwanych przez nas żgajkami. Nieżeglowna – wyjąwszy może spływy w starych dętkach samochodowych; brzegi niewysokie,…

Lata
proza autobiograficzna , proza obca / 24 stycznia 2022

Annie Ernaux   Lata Przełożyli Magdalena Budzińska i Krzysztof Jarosz Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Konspekt babci, czyli jak być perfekcyjnym dziadersem… Non, rien de rienNon, je ne regrette rien (…) początek piosenki Dumonta/Vaucaire’a,zapamiętanej dzięki nieśmiertelnemu wykonaniu Edith Piaf Staranność… Pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl po lekturze „Lat”. A drugie słowo to „kontekst” – definiowane jako potrzeba rozumienia czasu, wyczucie lokalizacyjnych koordynatów geograficznych i emocjonalnych oraz znajomość lokalnych (w gruncie rzeczy etnograficznych) osobliwości plemion, klimatów, pejzaży i dekoracji – sztucznych, ale „jak prawdziwe”. Trzecie słowo po tej lekturze to „powściągliwość” – przechodząca w oszczędność, graniczącą ze skąpstwem, a nawet ascezą. I to jest powściągliwość nie intelektualna, ani emocjonalna – lecz w dziedzinie słów i związków frazeologicznych. Tam, gdzie Standardowy Pisarz Polski roztoczyłby pawi ogon swego bogatego skądinąd wokabularza i obfitości metafor (ma się ten styl, co nie?), Annie Ernaux zachowuje podziwu godną skromność i wstrzemięźliwość wzorowej przeoryszy klauzurowego zgromadzenia mniszek, kultywujących cnotę (i śluby) milczenia. No i czwarte słowo – „surówka”… Tak – mam na myśli półprodukt procesu hutniczego, w postaci byle jak odlanych „gąsek” czy sztabek wytopionego żelaza do dalszego przerobu. Bez dbałości o formę na razie, bo na wszystko jeszcze przyjdzie czas… Tę…

Joga
proza autobiograficzna , proza obca / 19 stycznia 2022

Emmanuel Carrère   Joga Przełożyła Magdalena Kamińska-Maurugeon Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Wdech/wydech, wdech/wydech… Joga – w sensie holistycznie pojmowanego intelektualno-fizykalnego stylu życia – nie jest dla każdego. Praktykowanie jogi jako pewnego specyficznego sposobu pojmowania świata, w połączeniu z nieustannym ćwiczeniem wszystkich anatomicznych elementów, z których składa się człowiek (łącznie z lingamem i yoni…), dyscyplinowaniem i umartwianiem – w celu osiągnięcia równowagi ciała i umysłu (po co?) – jest zajęciem odpowiednim wyłącznie dla zdeklarowanych narcyzów, egoistów i socjopatów, z całym spektrum nerwicy natręctw, tudzież nieuleczalnych perfekcjonistów. Czego francuski pisarz Emmanuel Carrère niniejszym niezbicie dowiódł. Niezbicie, chociaż zapewne niechcący… Opowiadają ze zgrozą – ale zapewne zaprawioną nutką może podziwu, może dekadenckiego ambiwalentnego cynizmu – o grupce Europejczyków (podobno w większości niemieckojęzycznych Szwajcarów, co już samo z siebie sporo tłumaczy…) praktykujących joginistyczną medytację na wyższym poziomie sublimacji (ergo: odpowiednio wycenioną w walucie wymienialnej) w pewnej szkole ajurwedy na Cejlonie. Akurat w czasie bożonarodzeniowych urlopów. Akurat w 2004 roku. Akurat gdy 26 grudnia zatrzęsło się pod dnem oceanu, w okolicy Sumatry. Te parę tysięcy kilometrów do Sri Lanki woda pokonała bez przeszkód; fala wdarła się na dwa kilometry od brzegu. Ale tak się złożyło, że hotelik ajurwedyków ocalał; woda podpłynęła…

Zadupia
proza autobiograficzna , proza obca / 20 listopada 2021

António Lobo Antunes  Zadupia Przełożył Wojciech Charchalis Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2021 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Barowe zwierzenia czyli czyściec po luzytańsku Raz w roku około października portugalskie środowiska literackie (a osobliwie wydawcy i krytycy) ożywia nadzieja Nobla dla portugalskiego autora – a kandydatem tym (drugim współcześnie – po sukcesie José Saramago) od lat co najmniej kilkunastu jest António Lobo Antunes oczywiście. No niech tam… Niech nie tracą nadziei, chociaż powodu nie widzę. Ale mogę się mylić – jako żem sam maluczkim amatorem jest – bez pretensji do eksperckiego znawstwa, a spiritus flat ubi vult – czego prześwietny literacki komitet noblowski po wielokroć złożył dowody – mniej lub bardziej bulwersujące… Rzecz nie w tym, czy Antunes „ma papiery” na tę nagrodę – daleko ważniejsze jest, co ma do powiedzenia. A ma sporo… Przede wszystkim sporo osobistych, niekonwencjonalnych doświadczeń życiowych – w tym wojennych – i talent wystarczający, by je z powodzeniem przekształcić w prozę. Poza tym jest lekarzem – ze specjalizacji psychiatrą, z wojennego przymusu – chirurgiem pola walki (ale o przebiegu służby kompletnie niepodobnym do tego, co znamy choćby z brutalnie dosadnego, prześmiewczo zwariowanego filmu „M,A.S.H.” Roberta Altmana z 1970 roku, z Donaldem Sutherlandem i Elliottem Gouldem)….