Bill Clinton, James Patterson
Pierwszy Dżentelmen
Przełożył Maciej Szymański
Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2026
Rekomendacja: 4/7
Ocena okładki: 3/5
Z otchłani Białego Domu
Wychwalałem już w tym miejscu talent literacki Williama Jeffersona Clintona, 42. prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej – a to za dwa popularne thrillery polityczne: „Gdzie jest prezydent?” (opisany w tym blogu 6 lutego 2019 roku) i „Córka prezydenta” (rekomendacja z 26 września 2022 roku). Oba napisane wspólnie z zawodowym pisarzem, mistrzem gatunku literatury sensacyjnej Jamesem Pattersonem – oba dobrze przyjęte na rynku tudzież naprawdę zgrabne i dorzeczne. Nie ulegało dla mnie zatem wątpliwości, że chłopaki zrobią to jeszcze raz. Bo czemu nie? Gwarancja, że za trzecim razem pójdzie równie dobrze, jak za pierwszymi dwoma, nie była wprawdzie stuprocentowa, ale blisko tej liczby – zaprawdę! No i poszło… Poszło jeszcze lepiej, niż można było się spodziewać.
Duet Clinton-Patterson ma bowiem wyposażenie intelektualne, rozłożone w idealnych proporcjach wedle potrzeby uprawiania literatury… Patterson jest jednym z kilku tylko obecnych na rynku amerykańskim opowiadaczy historii najwyższej próby, majstrem fabuły tudzież intrygi (wystarczy przywołać serię książek i scenariuszy z Alexem Crossem). A Bill Clinton? No cóż – to zaskakująco inteligentny „chodzący zasobnik” wiedzy tajemnej o amerykańskich mechanizmach władzy (nie tylko na szczeblu federalnym), który nadto posiadł rzadką w tych sferach umiejętność zajmującej i finezyjnej werbalizacji swego doświadczenia.
Już pierwsze dziełko duetu Clinton-Patterson zwiastowało znaczny prozatorski potencjał wynikający z połączenia fabularnych talentów pisarza Jamesa z doświadczeniem tudzież „intrygancką” pomysłowością byłego prezydenta Billa. W ich opowieści to urzędujący prezydent ni mniej, ni więcej… walczy z bronią w ręku z terrorystami na ulicach Waszyngtonu i w lasach Wirginii. Druga robota duetu Clinton-Patterson jest jeszcze lepsza – oczywiście w formule thrillera – oto powodowany potrzebą zemsty islamski terrorysta porywa córkę byłego prezydenta (skądinąd też weterana sił specjalnych, bodajże Navy Seals). I zabawa rozkręca się na całego. Bill Clinton naprawdę sporo wie…
Ale co takiego chłopcy wykonali w trzecim podejściu? Co sprawiło, że jakościowo to zupełnie nowa i dużo lepsza fabuła, aczkolwiek nadal „prezydencka” jak cholera? No cóż – na początek wystarczyło poczynienie pewnych zawęźleń i komplikacji formy tudzież użytych z wprawą narzędzi narracyjnych. Nowością jest wprowadzenie pierwszoosobowego narratora, który wprawdzie jest w zasadzie pierwszoplanowym protagonistą w tej opowieści, ale wcale nie najważniejszym i na pewno nie wszystkowiedzącym ani obiektywnym. Przeciwnie: usytuowany jest jako głęboko psychologicznie zmotywowany przeciwnik postaci tytułowej, wokół której kręci się cała intryga. A do tego jest… czarnoskórą kobietą, prawniczką i aktywistką oraz życiową (w tym także profesjonalną) partnerką pewnego niezależnego freelancera-dziennikarza śledczego, który łapie trop i trzyma chwytem godnym pitbulla. Takie „boczne” usytuowanie narratora sprawia, że tok opowieści – i tak z założenia nieliniowy – staje się jeszcze bardziej zakręcony. Narratorka Brea Cooke jest z natury rzeczy osobą nie zawsze i nie w każdym momencie fabuły najlepiej poinformowaną; bywają chwile, że czytelnicy są dalej z akcją niż ona. A to sprawia, że miast tropić fabułę, tropimy narratorkę. Jakżeż sobie ona radzi z zagadkami mianowicie – z zagadkami, które my już znamy. To bardzo zagęszcza lekturę…
Ale co właściwie wykoncypował duet Clinton-Patterson? No cóż – intryga zaczyna się od małego terremoto (wedle wskazań Hitchcocka) – a potem jest jeszcze ostrzej. Brea i wspomniany już jej przyjaciel Garrett Wilson dostają cynk od zaufanego informatora: siedemnaście lat temu rzekomo zaginioną Suzanne Bonanno, cheerleaderkę drużyny futbolowej New England Patriots, w rzeczywistości zamordowano, a sprawcą był niejaki Cole Wright, wówczas czołowy napastnik tejże drużyny. Nie byłoby problemu, a sprawa zmierzałaby rześkim krokiem ku całkowitemu zapomnieniu, gdyby nie zmiana statusu podejrzanego w tak zwanym międzyczasie – obecnie Cole Wright jest Pierwszym Dżentelmenem USA, mężem prezydentki Madeline Parson Wright. Takiego obrotu sprawy nie sposób zamieść pod dywan, nie sposób też poprzestać na tabloidowej, jednodniowej sensacji. Brea i Garrett proponują poważną książkę polityczną renomowanemu wydawcy…
Ale ich śledztwo posuwało się dość ślamazarnie – nic w tym dziwnego: po siedemnastu latach trudno o wiarygodnych świadków, dowody czy dokumenty, nie mówiąc o dostępie do akt policyjnych. No i nie wszyscy chcieli gadać, a dwoje detektywów-amatorów nie dysponowało przecież żadnymi instytucjonalnymi, prawnymi (policyjnymi czy prokuratorskimi) środkami nacisku. Ani budżetem wystarczającym na kupowanie wspomnień, zeznań czy starych pamiątek. Lecz nagle – trochę na zasadzie deus ex machina – w intrydze pojawia się przełom. Drogówka w stanie New Hampshire zatrzymuje pijanego kierowcę nissana sentry, a w bagażniku sedana odkrywa… stary szkielet młodej kobiety. Tyle zostało z zaginionej Suzanne Bonanno, urodziwej cheerleaderki Patriotów.
Od tego momentu wystarczy, że za sprawę weźmie się ambitny tandem, zestawiony z ambitnej policjantki stanowej i jeszcze ambitniejszego zastępcy prokuratora stanowego. Pierwszy Dżentelmen staje przed ławą przysięgłych i zostaje uznany za winnego. Jak do tego doszło i co się po drodze stało? To już sami sobie przeczytacie – mamy wszak umowę, by nie spojlerować… Zresztą to w robocie duetu Clinton-Patterson jest w sumie najciekawsze – czyli dochodzenie do prawdy, „prawdy” i gównoprawdy. Wiedza i umiejętności fabularne obu panów wydają się być niezmierzone…
Ale to nie koniec. Obaj panowie doskonale wiedzą też, jakie są zasady etyczne pisania o prezydentach USA w literaturze popularnej, komercyjnej głównego nurtu, czyli liczącej się w życiu publicznym i zależnej od opinii powszechnej. Otóż przypomina to nieco niesławnej pamięci hollywoodzki Kodeks Haysa, choć nigdy nie zostało skodyfikowane, spisane i nawet wydrukowane, jak tamten dokument (znany pod nazwiskiem… dyrektora generalnego poczty federalnej), ustanawiający reguły cenzury, dopuszczające do obrotu dzieła artystycznej kinematografii. W przypadku literatury reguły są ledwie dorozumiane, nieostre i dobrowolne, ale akceptowane zbiorowo. Zatem w literaturze popularnej, rozrywkowej nigdy i pod jakimkolwiek pozorem nie może się okazać, iż prezydent i jego Pierwszy Partner (niezależnie od płci, rasy czy czegokolwiek) jest przestępcą, a zbrodniarzem w szczególności. Autorytet urzędu i urzędnika obieranego w trybie powszechnej elekcji powinien przecież być niepokalany – przynajmniej w tej sferze ekstremalnego moralnego napięcia; przecie miliony głosujących Amerykanów nie mogą się aż tak mylić, by wybierać Zło… Więc koniec historii „Pierwszego Dżentelmena” też inny być nie może. Immunitet moralny Billa Clintona tak daleko nie sięga.
Pominąwszy wszakże te ograniczenia i sporo naiwnych uproszczeń, lektura trzeciego w dorobku duetu Clinton-Patterson thrillera politycznego, to przyjemność w stanie czystym. Nie ulega wątpliwości, że powinni (jeśli zdążą!) coś jeszcze równie zajmującego upichcić…
Tomasz Sas
(19 09 2026)

Brak komentarzy