József Debreczeni Zimne krematorium Przełożył Daniel Warmuz Wydawnictwo Filia, Poznań 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 …kominy zaciągnięte na wartę… Literaturę światową zalewa tsunami Holokiczu, tej osobliwej odnogi popkultury, która za cel obrała eksploatowanie (komercyjne, dla zarobku) bolesnej kwestii Zagłady. Dlaczego? Skąd legiony pisarczyków-grafomanów czerpią niezachwianą pewność, że są potrzebni literaturze i publiczności, czemu twierdzą, że mają klucz do serc czytelników? Co zresztą może polegać na prawdzie, gdy się zważy wydawnicze sukcesy i obroty (w sensie finansowym) holokiczowców? Skąd się bierze rynkowe zapotrzebowanie na tandetę niby z gett, kacetów, krematoriów? Dlaczego publika łyka bez oporu ewidentne fałszerstwa historyczne i bajdy bez najmniejszych choćby oznak prawdopodobieństwa? Nie wiem. To trzeba byłoby wnikliwie zbadać – z udziałem historyków, socjologów, antropologów kultury, psychologów i psychiatrów. Intuicja wszelako podpowiada mi, że chodzić może o niezaspokojony na innej drodze instynkt uczestnictwa – choćby zdalnego, imaginacyjnego – w koszmarze, który niekoniecznie i nie zawsze źle się kończy. A krematoryjne tło swą brutalną jednoznacznością wydatnie przecież wzmaga emocje pierwszoplanowej intrygi – na ogół romansowej… W każdym razie literatura ze słowem Auschwitz w tytule i pasiakiem na okładce sprzedaje się dwa razy szybciej i goręcej niż teksty równie durne i bezczelne, ale pozbawione miana Auschwitzu na czele… Czemu?…
