Zimne krematorium
esej autobiograficzny , polecam , reportaż / 16 lutego 2026

József Debreczeni  Zimne krematorium Przełożył Daniel Warmuz Wydawnictwo Filia, Poznań 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 …kominy zaciągnięte na wartę… Literaturę światową zalewa tsunami Holokiczu, tej osobliwej odnogi popkultury, która za cel obrała eksploatowanie (komercyjne, dla zarobku) bolesnej kwestii Zagłady. Dlaczego? Skąd legiony pisarczyków-grafomanów czerpią niezachwianą pewność, że są potrzebni literaturze i publiczności, czemu twierdzą, że mają klucz do serc czytelników? Co zresztą może polegać na prawdzie, gdy się zważy wydawnicze sukcesy i obroty (w sensie finansowym) holokiczowców? Skąd się bierze rynkowe zapotrzebowanie na tandetę niby z gett, kacetów, krematoriów? Dlaczego publika łyka bez oporu ewidentne fałszerstwa historyczne i bajdy bez najmniejszych choćby oznak prawdopodobieństwa? Nie wiem. To trzeba byłoby wnikliwie zbadać – z udziałem historyków, socjologów, antropologów kultury, psychologów i psychiatrów. Intuicja wszelako podpowiada mi, że chodzić może o niezaspokojony na innej drodze instynkt uczestnictwa – choćby zdalnego, imaginacyjnego – w koszmarze, który niekoniecznie i nie zawsze źle się kończy. A krematoryjne tło swą brutalną jednoznacznością wydatnie przecież wzmaga emocje pierwszoplanowej intrygi – na ogół romansowej… W każdym razie literatura ze słowem Auschwitz w tytule i pasiakiem na okładce sprzedaje się dwa razy szybciej i goręcej niż teksty równie durne i bezczelne, ale pozbawione miana Auschwitzu na czele… Czemu?…

3174 filmy mojego życia
esej autobiograficzny , wywiad-rzeka / 6 września 2025

Juliusz Machulski, Krzysztof Varga  3174 filmy mojego życia Wydawnictwo Sonia Draga,Katowice 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Mastershot Mastershot (ujęcie mistrzowskie) – to długie, nieprzerwane ujęcie filmowe, które obejmuje całą scenę, fragment dramaturgiczny lub kluczowe wydarzenia bez cięć montażowych. (tako rzecze AI, czyli sztuczna inteligencja…) Trzy tysiące sto siedemdziesiąt cztery… Coś jak kapitał zakładowy jednoosobowej działalności gospodarczej – może nawet wystarczający, by po swojemu opowiadać świat. Ale czy na pewno? W sumie nie jest to oszałamiająco dużo – mój przyjaciel, zawodowy recenzent filmowy Marek Sadowski (tylko o niespełna dekadę starszy od Machulskiego), obejrzał (jak dotąd – bo wciąż to robi…) w kinie dziewięć tysięcy czterysta pięćdziesiąt pełnometrażowych „jednostek ekranowych” (razem z tytułami telewizyjnymi będzie bliżej dwunastu tysięcy), ale nie wymachuje kwitami ze swych notatek i nie robi sensacji z tego, co jest kwintesencją jego pracy. Bo to w jego życiu normalne. Zresztą to dobry układ – płacą mu za to, co i tak lubi robić ze wszystkiego najbardziej. Oglądać filmy znaczy… Dobrodziejstwa tego układu zapewne i sam Machulski doświadcza – płacą mu za to, co lubi i umie robić w życiu najlepiej: opowiadać historie i dobrze je sprzedawać. I o to mniej więcej w całej tej naszej egzystencji chodzi –…