Zmierzch filozofii

Jan Hartman Zmierzch filozofii Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt-Syrakuzy 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Primum edere? Prawda to, czy tylko ładnie brzmiący autoreklamiarski paradoks? Wiele wskazuje na to, że prawda, ale być może przedwcześnie ogłoszona (wyścig po palmę pierwszeństwa?), zanim wyczerpane zostały wszystkie możliwości przeprowadzenia uczciwego dowodu. Bo gdy filozof patentowany ogłasza tezę taką, to o co mu chodzić może? Azaliż o prawdę, tylko prawdę, samą prawdę? Nie wiem. No, może niezupełnie nie wiem. Mam bowiem swoje podejrzenia. Jan Hartman przyznaje się bowiem do sui generis narcyzmu – a ten, jak wiadomo, może objawiać się w postaci nietypowych, idących ostro pod prąd manifestacji intelektualnych. Może zatem idzie o przywłaszczenie sobie palmy pierwszeństwa na wypadek, gdyby doszło kiedyś do sporu – kto pierwszy dzwonem donośnym obwieścił koniec filozofii. Więc tak na wszelki wypadek napiszmy już teraz, by zaklepać koszulkę lidera. A Hartman zadatki na lidera ma – potencjał intelektualny na odpowiednim poziomie, umiejętność dyskursu i sporu wzbogaconą polemicznym temperamentem, urok i wdzięk osobisty, a przede wszystkim rzadką u filozofów z uniwersyteckim zapleczem i pochodzeniem umiejętność posługiwania się językiem zrozumiałym w sferze życia publicznego (bez aparatury krytyczno-naukowej, bez hermetycznego słownictwa, bez maniery nadużywania wywodów matematycznych i logicznych – z wzorami…). Dla niego felieton…

Doskonała próżnia
polecam , traktat filozoficzny / 4 stycznia 2024

Stanisław Lem Doskonała próżnia Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Zderzenie równoległe? Koncept przewrotny i dostępny tylko wyrafinowanym umysłom: zrecenzować książki nienapisane. A do tego, co wydaje się założeniem potwornie utrudniającym cały proceder – nieistniejących autorów. Bo to trzeba wprzódy książki takie wymyślić – co najmniej naszkicować, by się w procesie odczytywania znaczeń i ich recenzowania nie zagubić. A po wtóre – utrzymać dyscyplinę wywodu na trwałym poziomie, nie dopuszczając do powstania wrażenia, że recenzujemy coś, czego nie przeczytaliśmy. Przypadłość wypowiadania się, a w szczytowym ujęciu – pisania o tekstach, których się nie przeczytało, jest ostatnio dość typowa wśród tzw. recenzentów; natykam się na jej rezultaty co i rusz. Ale to temat doprawdy godzien osobnego opowiedzenia… Natomiast w trzeciej kwestii – wykreowania przy okazji nieistniejących autorów – wydaje się, że nasz autor zastosował podejście dwojakiego rodzaju. W pierwszym przypadku – gdy stwarza wrażenie, że autorami „recenzowanych” książek nieistniejących są autorzy mało znani, niszowi czy zgoła debiutujący – i wtedy „dookreśla” ich osobowości, by tym łacniej wywodzić i argumentować tezy zawarte w „recenzji”. To podejście patronackie. W drugim – gdy mamy odnieść wrażenie, że autorami są gwiazdy literatury w tamtym równoległym obiegu, osoby znane powszechnie, obdarzone autorytetem, obciążone…