Antonio Scurati M. Czas przeznaczenia Przełożyła Alina Pawłowska-ZampinoWydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 3/5 Śródziemnomorski kolaps dyktatora Z tomu na tom moje mniemanie (od początku skądinąd wysokie) o Scuratim i jego dziele rośnie nieustannie. A „Czas przeznaczenia” już zamienił je w podziw. Oczywiście – wbrew rozpowszechnianym przez autora i jego wydawców (w różnych językach) nie jest to powieść; przymiotem powieści jest bowiem fikcja (wedle klasycznej definicji Goncourtów: ouvrage d’imagination en prose). A tu mamy do czynienia z rzeczywistością udokumentowaną, ze zdarzeniami, które zaistniały naprawdę i mają swoje miejsce w dziejach, z ludźmi autentycznie istniejącymi w swoim czasie, ludźmi, po których zostały niepodważalne ślady materialne. I to, co o nich napisał Scurati, to nie jest pełnoobjawowa fikcja literacka – jeno sama prawda dowiedziona – no, okazjonalnie tylko wspierana fikcyjnymi „dostawkami”, czyli odtworzonymi (tak jak mogłyby brzmieć, ale tego akurat na pewno nie wiadomo) dialogami między „osobami dramatu”, czy zapisanymi refleksjami, myślami bądź sentencjami (o których oczywiście nie wiemy, jak de facto były zwerbalizowane, a nawet czy w ogóle zostały sformułowane przez kogokolwiek; natomiast autor tak tylko je wstawiał w tekst dla jasności przekazu bądź samej urody wywodu). Toteż pomieszczone na okładce słowo „powieść” pozwalam sobie zignorować – zapewne…
Richard J. Evans Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej RzeszyPrzełożył Maciej Antosiewicz Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Rzesza przechodniów „…a dookoła, a dookoła, a dookołasami dobrzy Niemcy.” (wers z piosenki Magdaleny Zawadzkiej w kabarecie „Dudek” z 1966 roku; tekst Agnieszki Osieckiej bodajże) Fenomen Trzeciej Rzeszy – tysiącletniego w zamyśle państwa narodu niemieckiego, które wszelako fizycznie przerwało ledwie (i na szczęście, że tylko tyle…) dwanaście lat – wciąż jest intensywnie i pod wieloma aspektami badany (na ogół z użyciem metodologii ściśle naukowej i ze wszech miar obiektywnej, lecz nie tylko) przez liczne grono specjalistów najwyższej próby. Czemu? Bo istota tego fenomenu sprowadza się do nieoczekiwanej, błyskawicznej i silnej metamorfozy narodu, który ze znękanej klęską i post-wojenną traumą społeczności przegrywów, bez oporu przekształcił się w złowrogą, żądną rewanżu żelazną pięść. Jak to się stało? Czy zatem Zło istotnie jest tak banalne i powszechne? Odpowiedź brzmi: tak – Zło nie jest niczym szczególnym, do zakwitnięcia potrzebuje tylko potencjału. Co najmniej przyzwolenia, ale lepiej – przyswojenia, akceptacji, tożsamości, zgody wreszcie pospólnej. Atrakcyjność powszedniego Zła sprawia, że w poszukiwaniu tego potencjału Zło wcale nie musi mozolnie brnąć przez czasoprzestrzeń. Co i rusz bowiem napotyka społeczności gotowe udzielić mu daleko idącego wsparcia. Wszelako pod…
Piotr Tarczyński Oślizgłe macki, wiadome siły Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Ameryka ze spuszczonymi portkami Podtytuł tej książki brzmi „Historia Ameryki w teoriach spiskowych”. Ta rekomendacja wyczerpuje opis istoty samej publikacji. Ameryka bowiem, a konkretnie Stany Zjednoczone Ameryki Północnej – demokratyczna (ciągle jeszcze) republika federacyjna, położona z grubsza w południowej połówce (wyjąwszy Alaskę, bo odlegle Hawaje możemy się nie martwić…) kontynentu północnoamerykańskiego – jest państwem, które w wyniku spisku, zbrojnego sprzysiężenia i w końcu otwartej rebelii przeciw „prawowitej” władzy powstało. Spiski prawdziwe i towarzyszące im tzw. teorie spiskowe są zatem nieodrodnym składnikiem tamtejszego pejzażu życia publicznego. Od zawsze… Chronologicznie pierwszy z mitów założycielskich amerykańskiej republiki – czyli tzw. herbatka bostońska z 16 grudnia 1773 roku – nie był spontanicznym aktem nieposłuszeństwa wkurzonych obywateli, lecz dobrze i długo przygotowanym przez sprzysiężenie Synów Wolności – organizację przeciwników nakładanych przez króla na kolonie podatków i zwolenników bojkotu handlu z Centralą. Spiskowcy w przebraniu Indian wtargnęli na trzy statki w bostońskim porcie i wyrzucili do morza 300 skrzyń z herbatą. Romantyczna aura po dziś dzień spowijająca imponderabilia tego absurdalnego „heroicznego” gestu rewolucyjnego wciąż jest opowiadana jako chwalebny mit założycielski republiki. Dwa i pół roku później akt założycielski republiki…
Craig Symonds Operacja NeptunPrzełożyli Łukasz Witczak, Jerzy Wołk-Łaniewski Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2025 Rekomendacja: 5/7 Ocena okładki: 4/5 Najtrudniejsze są powroty… Wystarczy powiedzieć: D-Day, a strumień skojarzeń staje się oczywisty… Poranek 6 czerwca 1944 roku – w Normandii ląduje desant angloamerykański na pięciu plażach o kryptonimach Utah, Omaha, Gold, Juno i Sword. Ponad 600 tysięcy żołnierzy, ponad 93 tysiące pojazdów (w tym liczne czołgi) i 245 tysięcy ton zaopatrzenia… To operacja Overlord – militarny sukces, bowiem Niemcom w żadnym aspekcie nie udało się praktycznie ani zniweczyć, ani nawet ograniczyć powodzenia inwazji i utworzenia trwałego przyczółka na głównym kierunku wyjściowym natarcia tzw. drugiego frontu (czyli strategicznego zamiaru Sił Sprzymierzonych) na kontynencie europejskim. To wiedzą wszyscy, którzy czytali choćby „Najdłuższy dzień” Corneliusa Ryana, wydany w 1959 roku, czy widzieli w kinie lub telewizji sekwencję desantu na plażę Omaha w filmie Spielberga „Szeregowiec Ryan”, sekwencję genialnie sfilmowaną przez polskiego operatora Janusza Kamińskiego. Ale to tylko fragment całej tej historii – kulminacja, ale ani początek, ani finał… Tak naprawdę zaczęło się w okolicach francuskiego portu Dunkierka, na plażach kąpielisk La Panne i Zuydcoote cztery lata wcześniej mniej więcej, gdy we Francji dobiegała końca kampania Wehrmachtu i Luftwaffe, znana jako „Fall Gelb”, czyli inwazja na…
Andrew Roberts Wicher wojny. Militarna historia II wojny światowej Przełożyli Władysław Jeżewski, Grzegorz Woźniak Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2025 Rekomendacja: 5/7Ocena okładki: 3/5 Kto to przegrał: Hitler czy Niemcy? Opisywanie, odnajdywanie przyczyn, wyliczanie skutków i strat oraz krytyczne analizowanie już to całości, już to tragicznych, dramatycznych, heroicznych (albo nawet tylko interesujących w sensie poznawczym) epizodów wojny, znanej jako druga światowa (1939-1945) – a w szczególności tropienie, dezawuowanie i wyśmiewanie błędów natury strategicznej czy operacyjnej, popełnianych seryjnie (jak to na wojnie…) przez obie strony konfliktu – to od kilku już dekad ulubione zajęcie historyków, publicystów, pisarzy i reporterów we wszystkich zakątkach globu. Dokładnie: wszystkich; w końcu wojna jednak była światowa… Przeto jej rozmiary, imponderabilia i konsekwencje były i wciąż są inspiracją dla historyków i im podobnych badaczy oraz opisywaczy życia publicznego. Ale nie tylko dla nich – wojna światowa wciąż jest źródłem, bodźcem, stymulatorem dla niezliczonych zastępów kreatywnych pionierów i upośledzonych naśladowców z kilku pokoleń artystów wszelkich gatunków. Od wielkiej literatury, wielkiego filmu, teatru, malarstwa, muzyki – po sztukę popularną, aż do granicy kiczu tudzież tandetnych nadużyć i fałszerstw. Innymi słowy: na złożach wojennego i post-wojennego budulca powstał prawdziwy przemysł przetwórczy, intensywnie przerabiający hałdy ujawnionych faktów na literaturę, naukę i inne…
Craig Symonds Nimitz na wojnie Przełożyli Łukasz Hajdrych, Łukasz Witczak Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2025 Rekomendacja: 4/7 Ocena okładki: 3/5 Dobry admirał Pearl Harbor – nie, Pearl nie – w trakcie (i od roku przedtem) tej haniebnej, straszliwej i dalekosiężnej w swych skutkach klęski floty on – Chester William Nimitz – dowodził… biurkiem w sztabach US Navy w Waszyngtonie. W stopniu dwugwiazdkowego admirała. Po angielsku nazwa stopnia brzmi rear admiral upper half, co dosłownie znaczyłoby „tylny admirał górnej połowy” – jakoś tak bez sensu… Ale rear admiral to nazwa stopnia mająca swe źródło i początek w odwiecznej taktyce floty, operującej kolumnami okrętów w szyku torowym; admirałowie i wiceadmirałowie dowodzili eskadrami od czoła, zaś oficer funkcyjny w stopniu rear admiral… no cóż – pilnował tyłów i porządku na redzie, gdy flota gromadziła się przed walką. Po polsku ten stopień nazywa się kontradmirał (zresztą w kilku innych marynarkach świata też, np. we włoskiej: contrammiraglio – tyz piknie, nieprawdaż?). No – ale w marynarce USA tych rear admirałów są dwie grupy – lower half i upper half (czyli dolna i górna połowa) – więc jak poszukać polskiego odpowiednika nazewniczego? Kontradmirałem bezspornie jest rear admiral lower half (jednogwiazdkowiec), ale czym jest rear admiral upper…
