{"id":5071,"date":"2025-01-10T10:44:01","date_gmt":"2025-01-10T09:44:01","guid":{"rendered":"http:\/\/100zastu.pl\/?p=5071"},"modified":"2025-05-26T15:35:00","modified_gmt":"2025-05-26T13:35:00","slug":"5071","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/2025\/01\/10\/5071\/","title":{"rendered":"The New Yorker. Biografia pisma, kt\u00f3re zmieni\u0142o Ameryk\u0119"},"content":{"rendered":"\n<h3><b>Micha\u0142 Choi\u0144ski <img loading=\"lazy\" class=\"size-medium wp-image-5072 alignright\" src=\"http:\/\/100zastu.pl\/wp-content\/uploads\/2025\/01\/new-yorker-20241204-poziom-300x215.jpg\" alt=\"\" width=\"300\" height=\"215\" srcset=\"https:\/\/100zastu.pl\/wp-content\/uploads\/2025\/01\/new-yorker-20241204-poziom-300x215.jpg 300w, https:\/\/100zastu.pl\/wp-content\/uploads\/2025\/01\/new-yorker-20241204-poziom-1024x732.jpg 1024w, https:\/\/100zastu.pl\/wp-content\/uploads\/2025\/01\/new-yorker-20241204-poziom-768x549.jpg 768w, https:\/\/100zastu.pl\/wp-content\/uploads\/2025\/01\/new-yorker-20241204-poziom-1536x1098.jpg 1536w, https:\/\/100zastu.pl\/wp-content\/uploads\/2025\/01\/new-yorker-20241204-poziom-2048x1465.jpg 2048w, https:\/\/100zastu.pl\/wp-content\/uploads\/2025\/01\/new-yorker-20241204-poziom-50x36.jpg 50w\" sizes=\"(max-width: 300px) 100vw, 300px\" \/><br \/>The New Yorker. Biografia pisma,<br \/>kt\u00f3re zmieni\u0142o Ameryk\u0119 <br \/>Wydawnictwo Znak, Krak\u00f3w 2024<\/b><\/h3>\n<p><span style=\"color: #ff0000;\"><b>Rekomendacja: 5\/7<br \/>Ocena ok\u0142adki: 4\/5<\/b><\/span><\/p>\n<h2><span style=\"color: #3366ff;\"><u><b>Dro\u017cd\u017ce dziennikarstwa<\/b><\/u><\/span><\/h2>\n<p>Nie ma w ca\u0142ej sferze kultury s\u0142owa i poza ni\u0105 \u2013 w\u0142a\u015bciwie w ca\u0142ej cywilizacji Gutenberga &#8211; zaj\u0119cia, kt\u00f3re mo\u017cna por\u00f3wna\u0107 z robieniem gazety \u2013 a w sensie bardziej \u015bcis\u0142ym: z procesem jej redagowania (a sam proces redagowania to dwa odr\u0119bne przedsi\u0119wzi\u0119cia: pierwsze to redagowanie tekst\u00f3w, czyli przysposabianie produkt\u00f3w dziennikarskich oraz innych do druku tudzie\u017c zaprezentowania czytelnikom; drugie \u2013 to sk\u0142adanie tego wszystkiego, z czego robi si\u0119 gazet\u0119 \u2013 tekst\u00f3w, ilustracji, grafik i reklam \u2013 w jedn\u0105 sp\u00f3jn\u0105, sensown\u0105 ca\u0142o\u015b\u0107). Nie ma zaj\u0119cia bardziej fajnego i przynosz\u0105cego por\u00f3wnywaln\u0105 satysfakcj\u0119. Nawet tw\u00f3rcze pisanie (czy to do szuflady, czy na sprzeda\u017c&#8230;) takim zaj\u0119ciem nie jest. Wiem co\u015b o tym, bo przez prawie p\u00f3\u0142 wieku nale\u017ca\u0142em do grona szcz\u0119\u015bciarzy, kt\u00f3rym dane by\u0142o wykonywanie tej roboty \u2013 czyli robienia gazet. Uwa\u017cam si\u0119 w\u0142a\u015bnie za szcz\u0119\u015bciarza, bo przez p\u00f3\u0142 wieku zawodowej aktywno\u015bci robi\u0142em to, co lubi\u0119 najbardziej w \u015bwiecie (opr\u00f3cz towarzystwa \u2013 po\u0142\u0105czonego z dyskretnym nadzorem &#8211; mojej \u017cony, dobrych lektur, whisky talisker i tytoniu erinmore albo kentucky bird do fajki). Robi\u0142em to, co lubi\u0119 \u2013 i jeszcze mi za to p\u0142acili&#8230; Wierzcie mi \u2013 gdy ci p\u0142ac\u0105 (niech b\u0119dzie, \u017ce na og\u00f3\u0142 marnie) za to, co i tak lubisz robi\u0107, to naprawd\u0119 masz fart.<\/p>\n<p>A mistyka chwili, gdy siadasz nad jeszcze czystymi makietami, pokratkowanymi w dziesi\u0119ciowierszowe, jednoszpaltowe prostok\u0105ty, z wyskalowan\u0105 w cicerach linijk\u0105 zecersk\u0105 i flamastrem, z kupk\u0105 zweryfikowanych, gotowych do druku tekst\u00f3w? I wiesz, co chcesz z tym zrobi\u0107 \u2013 za ka\u017cdym razem od pocz\u0105tku \u2013 codziennie (albo co tydzie\u0144)? Tego uczucia z niczym nie da si\u0119 por\u00f3wna\u0107. Podobnie jak nie ma nic podobnego do emocji akustycznych, tektonicznych oraz wizualnych, towarzysz\u0105cych nocnemu rozbiegowi wielkiej, trzypi\u0119trowej maszyny rotacyjnej (najcz\u0119\u015bciej Goss Metro), kt\u00f3ra w pe\u0142nym gazie przypomina wielotysi\u0119cznokonny silnik transatlantyku id\u0105cego ca\u0142\u0105 naprz\u00f3d&#8230; A chwila, gdy bierzesz do r\u0119ki \u015bwie\u017cy, ciep\u0142y, pachn\u0105cy farb\u0105 egzemplarz swojej gazety \u2013 prosto z biegn\u0105cej po transporterze nieko\u0144cz\u0105cej si\u0119 wst\u0119gi z\u0142o\u017conych i przyci\u0119tych papierowych sk\u0142adek; czujesz, \u017ce naprawd\u0119 ty to zrobi\u0142e\u015b \u2013 wesp\u00f3\u0142 z kolektywem pisz\u0105cych koleg\u00f3w-reporter\u00f3w i tymi na og\u00f3\u0142 anonimowymi, profesjonalnymi do szpiku ko\u015bci towarzyszami sztuki drukarskiej&#8230; Zaprawd\u0119 powiadam wam, \u017ce z niczym nie da si\u0119 tego por\u00f3wna\u0107&#8230; Mo\u017ce kiedy\u015b napisz\u0119 o tym wi\u0119cej.<\/p>\n<p>Te p\u00f3\u0142 wieku robienia i wsp\u00f3\u0142robienia gazet rozmaitych (od fabrycznych w parutysi\u0119cznych nak\u0142adach po powa\u017cne tygodniki i wielkie dzienniki) na zawsze ukszta\u0142towa\u0142o moj\u0105 perspektyw\u0119 ogl\u0105du oraz pojmowania dziennikarskiej profesji i jej dylemat\u00f3w. Tote\u017c zawsze, gdy czytam teksty podobne do ksi\u0105\u017cki Micha\u0142a Choi\u0144skiego, czuj\u0119, jakbym wpad\u0142 do \u015brodka uczonej, reporterskiej lub zgo\u0142a fikcyjnej (powie\u015bci na ten temat te\u017c si\u0119 zdarzaj\u0105&#8230;) narracji-dysertacji. Czytam przez pryzmat w\u0142asnego \u017cycia i w\u0142asnego do\u015bwiadczenia. Wszak\u017ce nabyta przez wspomniane p\u00f3\u0142 wieku pracy profesjonalna skromno\u015b\u0107, po\u0142\u0105czona ze \u015bwiadomo\u015bci\u0105 miejsca w szeregu, ka\u017ce mi w tym momencie poczyni\u0107 solenne zastrze\u017cenie, obowi\u0105zuj\u0105ce nie tylko na czas tej lektury, ale zawsze i wsz\u0119dzie \u2013 zastrze\u017cenie zapisane wi\u0119kszymi oraz wyboldowanymi wersalikami:<\/p>\n<p><b>TOUTES PROPORTIONS GARD<span style=\"font-family: Times New Roman, serif;\">\u00c9<\/span>ES!<\/b><\/p>\n<p>Ma si\u0119 to rozumie\u0107 samo przez si\u0119. Ale dla porz\u0105dku b\u0119dzie powtarzane, gdy zajdzie taka szczeg\u00f3lna potrzeba.<\/p>\n<p>Dlaczego? Bo tekst dotyczy ikony w gazetowym \u015bwiecie cywilizacji Gutenberga \u2013 tygodnika, kt\u00f3ry szybko sta\u0142 si\u0119, moc\u0105 si\u0142 w\u0142asnych wy\u0142\u0105cznie, punktem odniesienia, wzorcem, trendsetterem i profesjonalno-etyczn\u0105 opok\u0105, instancj\u0105 odwo\u0142awcz\u0105. W \u015brodowisku&#8230; Ale wa\u017cniejsze jest, czym \u201eThe New Yorker\u201d sta\u0142 si\u0119 dla czytelnik\u00f3w. A sta\u0142 si\u0119 po prostu przyjacielem. To nie przesada ani egzaltacja: tygodnik regularnie i z \u0142atw\u0105 do zaakceptowania cz\u0119stotliwo\u015bci\u0105 utwierdza\u0142 swych nabywc\u00f3w w s\u0142uszno\u015bci obranego przez nich modelu egzystencji \u2013 ale podsuwa\u0142 przy tym nowe tropy i pomys\u0142y, informowa\u0142 bez ideologicznej ani metafizycznej zaciek\u0142o\u015bci, zach\u0119ca\u0142 do u\u015bmiechu i pewnej takiej wielkomiejskiej dezynwoltury. Innymi s\u0142owy \u2013 zach\u0119ca\u0142 nowojorczyk\u00f3w do uto\u017csamiania si\u0119 z metropolitaln\u0105 aur\u0105 i takim\u017ce przeznaczeniem ich miejsca do \u017cycia&#8230;<\/p>\n<p>W po\u0142owie lat 20. ubieg\u0142ego wieku mieszka\u0144cy Nowego Jorku &#8211; a w sensie bardziej \u015bcis\u0142ym: liczne i stale rosn\u0105ce plemi\u0119 zamo\u017cnych mieszczan (plus dawna arystokracja miejska), czyli nowojorskiej \u015bmietanki towarzyskiej \u2013 byli gotowi na przyj\u0119cie nowych, liberalnych i post\u0119powych (no, ale bez przesady&#8230;) idei \u017cycia zbiorowego, wzorc\u00f3w i warto\u015bci. Jaka\u015b gazeta mog\u0142aby zosta\u0107 idealnym no\u015bnikiem atrakcyjnych tre\u015bci intelektualnych, po\u0142\u0105czonych pewn\u0105 tak\u0105 \u201enowojorsko\u015bci\u0105\u201d w sensie najog\u00f3lniejszym. Jaka\u015b gazeta&#8230; Tylko trzeba j\u0105 by\u0142o wymy\u015bli\u0107 od pocz\u0105tku. W paradoksalny spos\u00f3b przyczyni\u0142a si\u0119 do tego tzw. ustawa Volsteada, czyli wprowadzaj\u0105ca prohibicj\u0119 w USA 18. poprawka do konstytucji. Odci\u0119ci od legalnych \u017ar\u00f3de\u0142 alkoholu nowojorczycy pocz\u0119li si\u0119 gromadzi\u0107 w na po\u0142y zakonspirowanych, ale powszechnie znanych lokalach \u201eus\u0142ugowych\u201d, klubach i knajpach, serwuj\u0105cych zakazane, lecz dost\u0119pne dzi\u0119ki przest\u0119pczym sieciom produkcji, importu i dystrybucji p\u0142yny wyskokowe \u2013 plus rozrywk\u0119 (to wtedy swoj\u0105 szans\u0119 zwietrzy\u0142 i wykorzysta\u0142 jazz!) na odpowiednim dla klasy wyszynku poziomie. W 1925 roku w pi\u0119ciu dzielnicach Nowego Jorku, wedle ostro\u017cnych szacunk\u00f3w funkcjonowa\u0142o jakie\u015b 30 tysi\u0119cy takich przybytk\u00f3w (a mo\u017ce nawet i sto tysi\u0119cy).<\/p>\n<p>Cz\u0119\u015b\u0107 gastronomiczna (czyli bar i restauracja) dystyngowanego, ekskluzywnego hotelu \u201eAlgonquin\u201d (44. Ulica na Manhattanie, tu\u017c przy Times Square) skrywa\u0142a pewnie niejedn\u0105 alkoholow\u0105 tajemnic\u0119 (bez tego hotel w owym czasie nie mia\u0142by szans egzystencji) \u2013 ale w godzinach mi\u0119dzy \u015bniadaniem a lunchem w restauracji serwowano kaw\u0119 hektolitrami, a do kawy jajecznic\u0119 (z czego to cytat, go\u0142\u0105beczki?). Przy sto\u0142ach gromadzi\u0142a si\u0119 towarzyska czo\u0142\u00f3wka nowojorskich pisarzy, dziennikarzy, publicyst\u00f3w, ludzi rozrywki, artyst\u00f3w, satyryk\u00f3w, recenzent\u00f3w, aktor\u00f3w i w og\u00f3le celebryt\u00f3w (cho\u0107 tego poj\u0119cia wtedy nie u\u017cywano). Czasem organizowano partyjk\u0119 pokera, ale w zasadzie wok\u00f3\u0142 sto\u0142\u00f3w trwa\u0142a nieustanna oraz nieszablonowa dyskusja o sztuce i kulturze \u2013 pe\u0142na ostrych tez, zab\u00f3jczych dowcip\u00f3w, ci\u0119tych dialog\u00f3w, kipi\u0105cych od brutalnych ripost i po\u0142ajanek. Kawa (jak si\u0119 zapewne domy\u015blacie \u2013 solidnie wzmocniona, wzbogacona i zmieszana) odgrywa\u0142a niebagateln\u0105 rol\u0119 w podtrzymywaniu temperatury tych spotka\u0144.<\/p>\n<p>Z\u0142o\u015bliwcy z \u201eAlgonquin\u201d stali si\u0119 turystyczn\u0105 atrakcj\u0105 miasta, czym\u015b w rodzaju \u017cywej gazety &#8211; tote\u017c kierownictwo hotelu kaw\u0119 i jajecznic\u0119 fundowa\u0142o im gratis. Lecz jeden z bywalc\u00f3w okr\u0105g\u0142ego sto\u0142u \u2013 dziennikarz, m\u0142ody przybysz z g\u00f3rniczego w\u00f3wczas miasteczka Aspen (tak, dzi\u015b tego centrum narciarskiego) w Colorado, niejaki Harold Ross \u2013 postanowi\u0142 zmonetyzowa\u0107 towarzysk\u0105 imprez\u0119 i na jej kanwie po prostu za\u0142o\u017cy\u0107 gazet\u0119 \u2013 najch\u0119tniej tygodnik: ostry, dowcipny, niezale\u017cny w s\u0105dach i opiniach, nowojorski z ducha i wiarygodny; wystarczy\u0142o uczestnik\u00f3w biesiad w \u201eAlgonquinie\u201d zagoni\u0107 do roboty. No i drobnostka &#8211; troch\u0119 kapita\u0142u trzeba by\u0142o mie\u0107 na start. Ross \u201ezainfekowa\u0142\u201d swoj\u0105 koncepcj\u0105 niejakiego Raoula Fleischmanna, te\u017c uczestnika spotka\u0144 w hotelu &#8211; a nade wszystko obrotnego biznesmena, wielkiego producenta&#8230; dro\u017cd\u017cy. O niemal strategicznym znaczeniu tego specyfiku spo\u017cywczego w dobie prohibicji nie trzeba wspomina\u0107 \u2013 wszystko jasne. A gdyby rz\u0105d chcia\u0142 dokona\u0107 motywowanego etycznie zamachu na dro\u017cd\u017ce, rozw\u015bcieczone lobby-pospolite ruszenie gospody\u0144 domowych w godzin\u0119 pozamiata\u0142oby Kapitol i Bia\u0142y Dom z ca\u0142\u0105 za\u0142og\u0105 senator\u00f3w, kongresmen\u00f3w i ekip\u0105 prezydenta, jego samego nie wy\u0142\u0105czaj\u0105c. Tak si\u0119 z\u0142o\u017cy\u0142o, \u017ce maj\u0119tny Fleischmann wy\u0142o\u017cy\u0142 dwadzie\u015bcia pi\u0119\u0107 tysi\u0119cy dolar\u00f3w i 21 lutego 1925 roku ukaza\u0142 si\u0119 pierwszy numer \u201eThe New Yorkera\u201d&#8230; (Czyli setne urodziny za miesi\u0105c!)<\/p>\n<p>Co by\u0142o potem? A to ju\u017c sobie przeczytacie samodzielnie \u2013 bez spojlerowania. Profesor Choi\u0144ski jest czu\u0142ym reporterem, mistrzem szczeg\u00f3\u0142u i anegdoty. Od siebie dodam, jako fachowiec w bran\u017cy (zn\u00f3w <i>toutes proportions gard<\/i><span style=\"font-family: Times New Roman, serif;\"><i>\u00e9<\/i><\/span><i>es<\/i>), \u017ce dzi\u0119ki plastyce relacji z procesu kwerendalnego i dziesi\u0105tek rozm\u00f3w poczu\u0142em si\u0119, jakbym by\u0142 w \u015brodku akcji. Odczyta\u0142em podobne schematy organizacji roboty, r\u00f3\u017cni\u0105cy si\u0119 tylko w kwestii niekt\u00f3rych szczeg\u00f3\u0142\u00f3w <i>modus operandi<\/i>, to\u017csam\u0105 technologi\u0119 \u201eprodukcji\u201d redakcyjnej i znajome regulaminy (niepisane, ale zakodowane g\u0142\u0119boko, wyryte twardym rylcem w umys\u0142ach wszystkich \u2013 od sta\u017cysty do szefa) tudzie\u017c kodyfikacje etyczne. O wsp\u00f3lnych warto\u015bciach i kultywowanych obyczajach profesjonalnych ju\u017c nie wspominam \u2013 te akurat s\u0105 uniwersalne, takie same mniej wi\u0119cej w Nowym Jorku jak w Kalkucie, Montevideo czy w \u0141odzi. \u0141\u0105cznie z wszechobecnymi p\u0142ynami na bazie C2H5OH&#8230;<\/p>\n<p>\u201eThe New Yorker\u201d od pocz\u0105tku by\u0142 tym, czym jest dzisiaj \u2013 ambitnym, liberalnym i zdumiewaj\u0105co (jak na wsp\u00f3\u0142czesne praktyki) obiektywnym, wr\u0119cz bole\u015bnie wiarygodnym tygodnikiem opinii, na og\u00f3\u0142 nie stroni\u0105cym od dobrej rozrywki, satyry z nutk\u0105 sarkazmu, z\u0142o\u015bliwo\u015bci oraz pewnej takiej zuchwa\u0142o\u015bci (acz bez obecnej dzi\u015b powszechnie \u0142opatologicznej dos\u0142owno\u015bci), tygodnikiem manifestuj\u0105cym sw\u00f3j nowojorkocentryzm i zobowi\u0105zanie odpowiedzialno\u015bci kulturowej. \u201eNew Yorker\u201d jest pismem eklektycznym, pr\u00f3buj\u0105cym wszystkiego, co wa\u017cne, nowe i obiecuj\u0105ce (ale bez przesady; pewien taki ostro\u017cny konserwatyzm nadal nadaje sygna\u0142y ze sztandar\u00f3w tygodnika). Ale z zastrze\u017ceniem: elastycznie, pow\u015bci\u0105gliwie i bez awangardowych szale\u0144stw. Czytelnicy to kochaj\u0105 \u2013 a jest ich wci\u0105\u017c ponad milion i nie mog\u0105 si\u0119 myli\u0107&#8230;<\/p>\n<p>Przez sto lat misja \u201eNew Yorkera\u201d przesz\u0142a pewne konieczne modyfikacje i wzbogaci\u0142a si\u0119. Pismo zaliczy\u0142o kilka prze\u0142om\u00f3w, kt\u00f3re wywar\u0142y wielki, mierzalny wp\u0142yw na og\u00f3lnospo\u0142eczn\u0105 rol\u0119 prasy drukowanej i jej obywatelsk\u0105 percepcj\u0119 w populacji czytaj\u0105cych Amerykan\u00f3w. Pierwszy z tych kamieni milowych pojawi\u0142 si\u0119 dopiero po dwudziestu latach obecno\u015bci tygodnika na rynku, ale okaza\u0142 si\u0119 wa\u017cny \u2013 do dzi\u015b badacze mniemaj\u0105, \u017ce by\u0142 najwa\u017cniejszy w XX wieku. To wydrukowany 31 sierpnia 1946 roku reporta\u017c Johna Herseya z Hiroszimy rok po wybuchu. Do tego momentu zwykli Amerykanie nie mieli poj\u0119cia, co si\u0119 tam w\u0142a\u015bciwie sta\u0142o \u2013 a teraz ju\u017c mieli&#8230; Dowiedzieli si\u0119, czym naprawd\u0119 by\u0142 pocz\u0105tek nowej ery atomowej. To by\u0142 wstrz\u0105s na miar\u0119 kopernika\u0144sk\u0105, kolumbijsk\u0105 (od Krzysztofa K.) i einsteinowsk\u0105. Po pi\u0119tnastu latach nadszed\u0142 drugi prze\u0142omowy tekst \u2013 Hannah Arendt napisa\u0142a o procesie Adolfa Eichmanna w Jerozolimie i o banalno\u015bci Z\u0142a. To chyba najwa\u017cniejszy esej filozoficzny XX wieku. W 1965 roku w \u201eNew Yorkerze\u201d pisarz Truman Capote opublikowa\u0142 reporta\u017c kryminalny \u201eZ zimn\u0105 krwi\u0105\u201d &#8211; to trzeci z kamieni milowych dziennikarstwa, uprawianego w tygodniku. Ale to oczywi\u015bcie nie wszystko, na co by\u0142o \u201eNew Yorkera\u201d sta\u0107 \u2013 o konkretach sobie przeczytacie&#8230; Wa\u017cne, \u017ce dro\u017cd\u017ce Fleischmanna pokaza\u0142y swoj\u0105 moc! Krzepki by\u0142 to zacier, skoro starczy\u0142o go na sto lat. I jeszcze uton\u0105\u0142 w nim niejaki Harvey Weinstein&#8230;<\/p>\n<p align=\"LEFT\">Nie by\u0142bym sob\u0105, gdybym nie wspomnia\u0142 z sympati\u0105 o jeszcze jednej osobliwo\u015bci \u201eNew Yorkera\u201d. Od samego pocz\u0105tku tygodnik ma bowiem rysowan\u0105, graficzn\u0105 ok\u0142adk\u0119 \u2013 ca\u0142okolumnow\u0105, monotematyczn\u0105 kompozycj\u0119 na koresponduj\u0105cy (albo i nie &#8211; s\u0105 setki ok\u0142adek na przyk\u0142ad o zmianie p\u00f3r roku czy nadchodz\u0105cych \u015bwi\u0119tach) z zawarto\u015bci\u0105 numeru temat, sporz\u0105dzony przez jednego z teamu artyst\u00f3w-wsp\u00f3\u0142pracownik\u00f3w pisma (a na li\u015bcie s\u0105 wybitni, \u015bwiatowej s\u0142awy tw\u00f3rcy \u2013 na przyk\u0142ad Saul Steinberg z jego ikoniczno-ironicznym \u201ewidokiem z okna siedziby redakcji na \u015bwiat\u201d, Peter Arno, Art Spiegelman). To znak rozpoznawczy, symbol \u201eNew Yorkera\u201d &#8211; w dzisiejszym stanie rzeczy na rynku konserwatywny jak cholera. Ale do tego stopnia inny i osobny \u2013 \u017ce a\u017c awangardowy. Gdyby stuletni\u0105 kolekcj\u0119 tych ok\u0142adek, dobrze wyeksponowanych (i bez zb\u0119dnych komentarzy) zgromadzi\u0107 w jednej publicznie dost\u0119pnej galerii, by\u0142by to monument sztuki komunikacji medialnej jedyny w swym rodzaju i r\u00f3wnie dobrze obja\u015bniaj\u0105cy \u015bwiat, co Muzeum Historii Naturalnej.<\/p>\n<p align=\"LEFT\">Nie ukrywam, \u017ce z tej kolekcji osobliwym sentymentem darz\u0119 jedn\u0105 ok\u0142adk\u0119 \u2013 autorstwa Williama Cottona: obrazek do\u015b\u0107 konwencjonalny, aczkolwiek o tre\u015bci polityczno-spo\u0142ecznej, zgo\u0142a klasowej. Oto w wytwornym klubie dla d\u017centelmen\u00f3w z klasy wy\u017cszej w fotelach rozparci relaksuj\u0105 si\u0119 dwaj panowie, zapewne politycy lub finansi\u015bci z Wall Street \u2013 jeden czyta gazet\u0119, drugi zabawia si\u0119 szklaneczk\u0105 whisky i cygarem, obaj siedz\u0105 ty\u0142em do okna, a za oknem w\u0119druje poch\u00f3d niew\u0105tpliwie proletariacki \u2013 z orkiestr\u0105 i \u201eferetronem\u201d dzielnicowego klubu demokrat\u00f3w z East Side. Zaprawd\u0119, by\u0142y tysi\u0105ce lepszych ok\u0142adek \u201eNew Yorkera\u201d. Ale ta akurat nosi dat\u0119 18 wrze\u015bnia 1948 roku. Tego dnia si\u0119 urodzi\u0142em&#8230;<\/p>\n<p align=\"LEFT\"><b>Tomasz Sas<br \/>(10 01 2025)<\/b><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Micha\u0142 Choi\u0144ski The New Yorker. Biografia pisma,kt\u00f3re zmieni\u0142o Ameryk\u0119 Wydawnictwo Znak, Krak\u00f3w 2024 Rekomendacja: 5\/7Ocena ok\u0142adki: 4\/5 Dro\u017cd\u017ce dziennikarstwa Nie ma w ca\u0142ej sferze kultury s\u0142owa i poza ni\u0105 \u2013 w\u0142a\u015bciwie w ca\u0142ej cywilizacji Gutenberga &#8211; zaj\u0119cia, kt\u00f3re mo\u017cna por\u00f3wna\u0107 z robieniem gazety \u2013 a w sensie bardziej \u015bcis\u0142ym: z procesem jej redagowania (a sam proces redagowania to dwa odr\u0119bne przedsi\u0119wzi\u0119cia: pierwsze to redagowanie tekst\u00f3w, czyli przysposabianie produkt\u00f3w dziennikarskich oraz innych do druku tudzie\u017c zaprezentowania czytelnikom; drugie \u2013 to sk\u0142adanie tego wszystkiego, z czego robi si\u0119 gazet\u0119 \u2013 tekst\u00f3w, ilustracji, grafik i reklam \u2013 w jedn\u0105 sp\u00f3jn\u0105, sensown\u0105 ca\u0142o\u015b\u0107). Nie ma zaj\u0119cia bardziej fajnego i przynosz\u0105cego por\u00f3wnywaln\u0105 satysfakcj\u0119. Nawet tw\u00f3rcze pisanie (czy to do szuflady, czy na sprzeda\u017c&#8230;) takim zaj\u0119ciem nie jest. Wiem co\u015b o tym, bo przez prawie p\u00f3\u0142 wieku nale\u017ca\u0142em do grona szcz\u0119\u015bciarzy, kt\u00f3rym dane by\u0142o wykonywanie tej roboty \u2013 czyli robienia gazet. Uwa\u017cam si\u0119 w\u0142a\u015bnie za szcz\u0119\u015bciarza, bo przez p\u00f3\u0142 wieku zawodowej aktywno\u015bci robi\u0142em to, co lubi\u0119 najbardziej w \u015bwiecie (opr\u00f3cz towarzystwa \u2013 po\u0142\u0105czonego z dyskretnym nadzorem &#8211; mojej \u017cony, dobrych lektur, whisky talisker i tytoniu erinmore albo kentucky bird do fajki). Robi\u0142em to, co lubi\u0119 \u2013 i jeszcze mi za to p\u0142acili&#8230; Wierzcie mi \u2013 gdy&#8230;<\/p>\n","protected":false},"author":2,"featured_media":5073,"comment_status":"open","ping_status":"open","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"book_review_cover_url":"","book_review_title":"","book_review_series":"","book_review_author":"","book_review_genre":"","book_review_isbn":"","book_review_publisher":"","book_review_release_date":"","book_review_format":"","book_review_pages":"","book_review_source":"","book_review_rating":"-1","book_review_summary":""},"categories":[233,29,342],"tags":[497],"wppr_data":{"cwp_meta_box_check":"No"},"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/5071"}],"collection":[{"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/2"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=5071"}],"version-history":[{"count":8,"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/5071\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":5230,"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/5071\/revisions\/5230"}],"wp:featuredmedia":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media\/5073"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=5071"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=5071"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/100zastu.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=5071"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}