Lepiej już było

2 lipca 2016

Marcin Król    
Lepiej już było
Wydawnictwo Czerwone i Czarne Sp. z o.o., Warszawa 2016

Rekomendacja: 5/7
Ocena okładki: 4/5

Głos wolny wolność uświadamiający

Esej profesora Marcina Króla – historyka idei (jak sam siebie definiuje; ewentualnie może być historyk myśli człowieczej…) – ma być ostrzeżeniem przed końcem Europy, jaką znamy, pamiętamy (jeśli pamiętamy) i sobie wyobrażamy. Profesor uważa bowiem, że mamy wolność, lecz nie wiemy, po co ją mamy, że mamy historię, lecz nie mamy pamięci, że wartości wspólne, że kultura – owszem: ale wyzbyliśmy się ich w stopniu znacznym (odciskającym się na przebiegu naszych wspólnych spraw…). Wprawdzie jednolite europejskie wartości nadal istnieją, ale na sposób prawdziwie wolny myśleć o nich mogą (ba, posługiwać się i szermować nimi nieskrępowanie…) jedynie ci, którzy mają dość inteligencji, pieniędzy i czasu. Elity znaczy…
Zwykłemu obywatelowi, wolnemu wprawdzie, lecz niekorzystającemu (a nadto gotowemu sprzedać to coś za pięćset…) bezinteresowność (w sensie: niepodległość) myślenia zwisa luźno. Bo on nie myśli. Zwykły obywatel ciągłości duchowej nijakiej nie czuje sam z siebie, nawet gdy zbliża się do ołtarza podczas religijnych obrządków. „Introibo ad altare Dei” to atrybut i obowiązek kapłana; obywatel tylko się przygląda i baczy, by inni go widzieli, a obecność odnotowali… Gdy każą mu ciągłość kultywować – czcić na przykład „wyklętych” (cokolwiek to znaczy), to patriotycznie czci – a nawet rekonstruuje z tym samym napięciem emocjonalnym, co bitwę pod Grunwaldem czy sceny z powstania (któregoś)… Ale zdziwiłby się niepomiernie, że ta ciągłość bezwarunkowo obejmuje również ocalałego z piekła Shoah Żyda, zamordowanego tuż po wojnie w Kielcach czy pod Nowym Targiem, że obejmuje Białorusinów zastrzelonych w lasach pod Hajnówką za to, że znak krzyża czynili jakoś inaczej. On wybiera tylko swoje mniemane „ciągłości”, obca reszta to nieciągłość, wybryk, kłamstwo niepolskich elit.
Zwykły obywatel wreszcie ani przez moment w swym życiu nie uprawia trzeciej wartości europejskiej – czyli samokrytycyzmu, rozumianego przez profesora Króla jako intelektualna zdolność do „wyjścia z siebie” i ocennego spojrzenia z boku (może z góry też?) na dzieło własne alibo też cudze… Zwykły obywatel cnotę swą czyni z tego, że nie rozumie, nie czyta, nie kojarzy, nie trybi, nie rozkminia wszystkiego, co nie jest sześciopakiem żubra z Biedry i kawałem karkówy na gryla (tak by to wypadało zapisać fonetycznie…).
Point de reveries, messieurs! Zwykły obywatel jest po prostu idiotą i był nim na długo przed tym, zanim trud uczynienia go właśnie takim podjęła propaganda polityczna, populistyczne brukowce pospołu z demagogami, prorokami i kaznodziejami…
Wszelako to niczym istoty eseju nie umniejsza, czyni go tylko wysoce bezużytecznym. Na szczęście ten margines nadziei (słówko „wysoce” robi go wąskim…) czytelnicy mogą sobie z pożytkiem zagospodarować.
Zaś w kwestii luksusu niebywałego wolności wiele nie dodam. Czymże w istocie jest wolność, gdy definicję obierzemy z wszelkich zastrzeżeń, ograniczeń i ostrożnych wątpliwości natury kulturowej, politycznej, etycznej, filozoficznej (w sensie ścisłym, czyli zgodności z wyznawanym przez konstruującego definicję systemem wartości i podzielanym przezeń porządkiem pojmowania świata…) czy też wiary w znaczeniu metafizycznym, nadprzyrodzonym zgoła? Ano, jest wolność możnością niczym nieskrępowanego stanowienia o sobie samym. Nieskrępowanego czyli nieograniczonego sferami wolności innych, ani nieprzejmującego się ich naruszaniem czy przeszkadzaniem w wykonywaniu wolności cudzej. Tak pojęta wolność nie ma samoistnych granic.
Czy zatem może ją coś ograniczyć – teoretycznie albo wręcz namacalnie? Może dobrowolna umowa wolnych indywiduów, dostatecznie blisko siebie żyjących, by odnieść korzyść z wzajemnego zapewnienia sobie spokoju w koalicji świadomych altruistów, miast nieustannej walki na zderzających się wciąż rubieżach indywidualnych wolności? Być może, aczkolwiek w historii cywilizacji takie umowy (jak dotąd…) bywają raczej krótkotrwałymi interwałami niż normą…
Wydaje się, że istotnym i działającym realnie ogranicznikiem tak pojętej wolności może być opozycyjna kategoria (wewnątrz alternatywy albo – albo…), czyli władza, zdefiniowana jako niczym nieskrępowana możność stanowienia o innych… Czyż zatem tak pojmowana władza nie jest następnym wspaniałym tematem do rozważań dla wielkiego eseisty?
Tomasz Sas
(2 07 2016)


 

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *